Ocena brak

Poezja futurystyczna - „Słowa na wolności” i „język pozarozumowy”

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

Poezja futurystyczna nie tylko opowiadała o naturze buszującej w ludzkim ciele, ale starałasię także wypowiedzieć naturę „nagą”, udzielić jej głosu w wierszach. Czytelnik powinien byłodnieść wrażenie, iż wiersze te zostały napisane „pod dyktando” natury, że są mową żywych,żywiołowych procesów. Gdy formował się futuryzm polski, na Zachodzie i na Wschodziewynaleziono już sposoby „ujęzykowienia” bezmownej natury. Znane były koncepcje Wło-chów, którzy postulowali „słowa na wolności” czyli wiersz złożony z ciągu słów „wypląta-nych” ze składni, wyzwolonych spod konwencji norm poprawnościowych.

Rezygnacja z dys-cypliny składniowej miała być w poezji naśladowaniem żywiołowości natury, chaotycznościżycia.„A skoro chodzi o oddanie materii w sposób jak najbardziej czysty, jak najbardziej wierny,skoro chodzi o takie jej oddanie, które byłoby zlaniem się słowa z rzeczą i do pewnego stop-nia bezpośrednim wniknięciem w wszechświat, Marinetti sądzi, że literatura może tego doko-nać jedynie drogą zniszczenia dotychczasowej składni gramatycznej. (...) Pragnie on uczynićz poety odkrywcę w świecie materii, a z języka organ, który by chwytał życie materii z całąjego falującą zmiennością”. (Tak wyjaśniał istotę „słów na wolności” Tadeusz Peiper.)

Znajdź pośród cytowanych w tym rozdziale wierszy tekst, który zaliczyłbyś do „słów nawolności”.

Inną, proponowaną przez Rosjan próbą złączenia poezji z rytmem natury była  l i r y k a„p o z a r o z u m o w a” (roś. zaum), którą szczycili się kubofuturyści. Polacy wysoko ceniliten eksperyment. Stern pisał w 1927 roku, że język pozarozumowy, „będący twórczością no-wych, nie istniejących słów”, to jedyna realna zdobycz rosyjskiej Nowej Sztuki.Najprostszym środkiem, od dawien dawna służącym iluzji „mówiącej natury”, jest  o n o ma t o p e j a.

Poprzez odpowiedni dobór słów dźwiękonaśladowczych można uzyskać wrażeniekołysanki śpiewanej przez deszcz albo leniwego szumu traw lub gniewnych pomruków burzyitd. Wszystko, co w otaczającym nas świecie „ma głos”, może stać się zadaniem artystycz-nym dla poety. Kubofuturysta ułatwiał sobie to zadanie: nie musiał wyszukiwać słów o od-powiednim brzmieniu, wystarczyło takie słowa wymyśleć, by napisać wiersz, w którym pod-miotem mówiącym nie byłby człowiek, lecz wyładowania atmosferyczne, ruch w krajobrazie,gra fal, odgłosy jakichś zdarzeń w świecie „dźwięczącej” materii –jak to się dzieje w wierszuBrunona Jasieńskiego na rzece*:

o trafy tarów żyrafy rafren cerę chore o ręcena stawie ta wie na pawie stawo trące tren terence

W poezji dźwiękonaśladowczej – pisze Janusz Słowiński – „główna więź między słowamipolegała na tym, że wszystkie one współtworzyły »fonograficzny« odpowiednik jakiegoś jed-nolitego kompleksu dźwięków (warkot motoru, radiowe sygnały).” Oto przykłady z wierszyMłodożeńca:

 

o jakże – jak?!! – o – – Holi – ho – –– – – – – – – – o – mia „lumba” – –(radioromans)kwan – kliki – dlin – dlamytony – – wołania(iks)

 

Bardziej wyrafinowana koncepcja odnosiła się do natury człowieka – wyprzedzającej lubpokonującej kulturę. Futuryści rosyjscy odnajdywali wiele sytuacji w życiu ludzkim, kiedy tojęzyk ogólny, „rozumowy”, ustępuje miejsca indywidualnemu językowi pozarozumowemu.W chwili krańcowego wycieńczenia, w najwyższym napięciu emocji, na granicy jawy i snupojawiają się niespodziewanie w naszych myślach słowa dziwne, nigdy przedtem nie słysza-ne. (Jak dziewczęce imię Ylajali w rojeniach bohatera powieści Knuta Hamsuna Głód.) Nowapoezja pragnęła dotknąć tajemnicy takich słów. A jednocześnie była zafascynowana ciałemjako instrumentem mowy.

Oto Chlebnikow daje zapis wysiłku arty  kułacy j nego. W jegowierszu dzieje się tak, jak gdyby ktoś dostosowywał rozmaite kombinacje głoskowe do moż-liwości swych narządów mowy. Wargom spodobała się głoska „b” i tak powstało słowo „bo-beobi”.Takie doświadczenia zna aktor, orator. Zna dziecko uczące się mówić. Idea mowy pozaro-zumowej miała silny związek z językiem dziecięcym.

Dzieci chętnie się bawią piętrzeniem ipokonywaniem trudności wymowy, tzw. „skrętaczami języka” (w polszczyźnie to „chrząszczbrzmi w trzcinie” czy „stół z powyłamywanymi nogami”).Futurystom nie udało się ograniczenie języka poezji wyłącznie do słów wymyślonych. Za-zwyczaj wiersz pozarozumowy był połączeniem fantazji słowotwórczej z elementami mowykomunikatywnej; bez takiego kompromisu czytelnik nie potrafiłby rozpoznać intencji autor-skiej. Oto całość wspomnianego wiersza Chlebnikowa (w tłumaczeniu Wiktora Woroszyl-skiego):

Bobeobi warg zaśpiewy

Weeomi wejrzeń śpiewy

Pijeeo brwi dośpiewyLijeeje owal zarys

Gzi – gze – gzo łańcucha śpiew

Tak na płótnie rozpiętym współzależności jakowychś

Poza wszelkim wymiarem żyła Twarz

Słowo zmyślone od rdzenia, nie posiadające znaczenia utrwalonego w słowniku, stanowią-ce aluzję brzmieniową i znaczeniową do znanych wyrazów lub grup wyrazowych, miało jesz-cze jeden cel.

W niektórych wierszach stanowiło poetycką hipotezę na temat początków języ-ka, jego stanów pierwotnych.Wszystkie zarysowane tu osobliwości kubofuturystycznej liryki pozarozumowej odnaj-dziemy w poezji polskiej.Słowa wynotowane z wiersza Tuwima „Wanda”* (z cyklu „Słopiewnie”) ułóż w porządkumalejącej komunikatywności: od potocznych i w pełni zrozumiałych – do najbardziej wielo-znacznych, zbliżonych do „pozarozumowosci”.Odmianą liryki pozarozumowej był w dorobku futurystów polskich eksperyment uniezwy-klania słów potocznych poprzez ich rozbijanie, skracanie, odwracanie.

Sprzyjał temu  c h w yt  t y p o g r a f i c z n y, w którym słyszenie tekstu ustępowało jego widzeniu, wiersz musiał być oglądany, tworzył  p o e z j ę  d l a  o k a. Wystarczyło – jak to robi Jasieński w wierszuWiosenno – w środek zwyczajnego słowa wprowadzić dużą literę, np. panny zapisać jakopAnny, by podwoić znaczenie (cząstkę „Anny” wolno zrozumieć jako imię „panien”).Zobaczmy, jak ten chwyt wykorzystuje Młodożeniec:

pijany na wierzbowym kiJu

TRAJkoce MAJ –fU

Jarecko mOJa – gra

JOJA – JAJKRASUL

a posła Jaz do LASU

akaJ ze kaJ

fUJarecko m

OJa – graJ

Ze słów „zaatakowanych” dużymi literami wyłaniają się inne – słowopodobne skupiskagłosek: „Jany” (liczba mnoga od imienia Jan?), „Jarecko” (imię  kobiety?), „TAJ” (nazwa?rozkaz? przyśpiew?); niektóre wyrazy, np. „akaJ ze kaJ”, robią wrażenie dziwotworów poza-rozumowych, choć są – gdy się dobrze wczytać – formami mowy całkowicie rozumowej(gwarowe „a kajze? kaj?” czyli „a gdzież to jest, gdzie?”).Inna kombinacja „pozarozumowa”, znana zarówno Rosjanom, jak i Polakom, polegała nabudowaniu ciągu wariacji słowotwórczych – inspirowanych jednym  słowem (np. „śmiech”lub „płonąć”).

Oto fragment Zaklęcia przez śmiech Chlebnikowa (jest to przekład Jana Śpie-waka, który celnie oddaje pomysł oryginału):O, rozśmiejcie się, śmiechacze,O, zaśmiejcie się, śmiechacze,Którzy śmiejąc się śmiechami śmiechają śmiechalnie,O, rozśmiejcie się uśmieszalnie,O, rozśmieszysk wyśmiewalnych, wyśmiewanych śmiech śmiechaczy.Jednym z najciekawszych eksperymentów tego typu, wysoko cenionym przez Witkacego(niechętnego ideom futurystycznym) są Żywoty* Aleksandra Wata, ogłoszone w almanachu„gga” (1920).„Żywoty” Wata spróbuj „przełożyć” na język w pełni komunikatywny; które fragmentywiersza nie poddają się takiemu „przekładowi”?

Do góry