Ocena brak

Poezja futurystyczna - Kierunek dla zuchwałych

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

Gdy rodzi się futuryzm, o Polakach jest jeszcze głucho. Co prawda w latach wojny prasadrukuje wiersze Jerzego Jankowskiego (1887 – 1941), które złożą się potem na Tram wpop-szek ulicy (1920), ale w czasach wojennych dziwne teksty prekursora futuryzmu rodzimego (zapisane nie tak, jak nakazuje ortografia, ale  t a k, j a k  s i ę  s ł y s z y) mało kogo obcho-dzą. Dopiero lata odbudowy polskiej suwerenności państwowej zaczynają sprzyjać zwiastu-nom przełomu. Futuryzm – modny i zagadkowy – zwraca na siebie uwagę. Kto odważy się,by przez to przejść, sprawdzić własnym talentem (może całym życiem?) wartość nowej idei?Będę ja pierwszym w Polsce futurystą– oznajmia Julian Tuwim w Poezji (1918).

Poeta zajmie się wkrótce przekładem poematuMajakowskiego Obłok w spodniach (to wspaniałe dzieło traktowano niczym biblię wschod-nioeuropejskiego futuryzmu). Zasłynie też niebawem jako autor Słopiewni*. Lecz w biografiipisarskiej Tuwima futuryzm to tylko epizod.Pojawią się inni, którzy zwiążą się z futuryzmem silniej i na dłużej. Zadecyduje o tym potrosze przypadkowy splot okoliczności, lecz przede wszystkim –  typ temperamentu, rodzajliterackiego uzdolnienia. Twórcami ruchu futurystycznego zostaną Bruno Jasieński (1901 –1938) i  Stanisław Młodożeniec (1895 – 1959), synowie ziemi sandomierskiej, którzy latawielkiej wojny spędzili w Moskwie.

Tam poznali kawiarnie poetów (zob. rozdział o poezjikabaretowej, s. 15 – 16) ego – i kubofuturystyczne ekscesy, a także nowatorskie formy wier-sza, manifestacje nowej wyobraźni. Byli młodzi, poddali się urokowi rodzącego się na ichoczach „izmu”, po powrocie do kraju postanowili stworzyć jego polską odmianę. Jakoż dlapowołania do życia ruchu artystycznego nie wystarczy dwóch – nawet najzdolniejszych. Powinien był znaleźć się ktoś jeszcze (najlepiej – na wzór włoski i rosyjski – jakiś malarz).„...zgłosili się do mnie poleceni przez mego kolegę Leona Chwistka dwaj młodzi poeci:

Bruno Jasieński i Stanisław Młodożeniec, proponując mi przystąpienie do ich grupy tzw.»Katarynka«, a zarazem prosząc o moje utwory w celu urządzenia wieczoru »Katarynki« –wspomina poeta i malarz – formista, Tytus Czyżewski (1880 – 1945). – Wieczór odbył się, ap. Zofia Ordyńska deklamowała na nim moje Elektryczne wizje. Po wieczorach »Kata – ryn-ki« przyszły wieczory i recytacje, bądź w kolegium wykładów naukowych, bądź w teatrzeSłowackiego, bądź w Sali Higienicznej w Warszawie, skan – dalizowane przez »pewną« pra-sę i policję. Odtąd staliśmy się we trzech grupą futurystów polskich.”Tymczasem w Warszawie słyszy się o awanturach i proklamacjach  p r y m i t y w i s t ów.

To Anatol Stern (1899 – 1968) i Aleksander Wat (1900 – 1967). Organizują publicznypogrzeb kukły Walta Whitmana (wielkiego poety amerykańskiego, idola skamandrytów).Ogłaszają almanach pt. „gga”, w którym hasła poważne (np. „zamiast ekstazy – intelekt”)mieszają się ze sztubackimi dowcipami i mistyfikacjami (w rodzaju: „otwórzmy oczy: wów-czas świnia wyda nam się czarowniejszą od słowika, a gga gąsiora olśni nas bardziej niżśpiew łabędzi”). Wkrótce dochodzi do połączenia warszawskich prymitywistów z krakow-skimi „katarynkowcami”. Polski futuryzm staje się faktem życia literackiego Drugiej Rzeczy-pospolitej.

Młodzi (gniewni i dokazujący) poeci pragną nie tylko nowej estetyki, ale także odnowyżycia, rewolucji obyczajowej. Od początku usiłują zatrzeć granicę między biografią artysty ajego twórczością. Ekstrawagancje, skandale stają się cechą dzieł i zachowań poetów. Wierszznaczy tyle co demonstracja uliczna, awantura na spotkaniu z publicznością (dochodziło dorękoczynów) staje się tematem poematu (Jasieńskiego  Pieśń o głodzie, 1921). To przynosiupragniony rozgłos.

„Dalsza działalność i »walki« staczane przez naszą grupę są w Polsce dobrze znane –wspomina Czyżewski. – Dwie jednoaktówki futurystyczne narobiły więcej hałasu i skandaliniż jakiekolwiek aberracje polityczne”.Publiczność (w kraju, w którym przez ponad sto lat literatura zastępowała państwowość!)ze zdumieniem czyta w drukach futurystów hasła  a n t y t r a d y c j o n a l i s t y c z n e, skie-rowane przeciw najwyższym z czujących. „Będziemy zwozić taczkami z placów, skwerów i ulic nieświeże mumie mickiewiczów i słowackich” – oznajmia grupa krakowska; to samo wsprawie romantyzmu ma do powiedzenia odłam warszawski: „mickiewicz jest ograniczony,słowacki jest niezrozumiałym bełkotem”.

Czytelników irytuje, ale i zaciekawia, pochwałanieuctwa (fonetyczna pisownia), pozowanie na chuliganów (w Rosji Majakowski gra w flmiept. Dziewczyna i chuligan; w Polsce pewna jednodniówka futurystyczna nosi „bandycki” ty-tuł „Nuż w bżuhu”). Bulwersuje upodobanie do tandety (drukowanie wierszy na papierze pa-kunkowym lub na odwrotnej stronie tapet, co zresztą wynikało nie tylko z założeń artystycz-nych, ale i z braku pieniędzy). Szokują obrażające kulturalne uszy „odżywki” w rodzaju „możemy szczać we wszystkich kolorach” (takie hasło widnieje na pierwszej stronie „Noża wbżuhu”.

Dezorientują i bawią koncepty czarnego humoru, np. z „autoreklamy” Czyżewskiego:„Kochajcie elektryczne maszyny, żeńcie się z nimi i płódźcie Dynamo – dzieci – magnetyzuj-cie i kształćcie je, aby wyrosły na mechanicznych obywateli”. Zdumiewa megalomania („idęmłody, genialny” – Jasieński), połączona z rozbrajająco szczerą charakterystyką własnychpoczynań („wybieramy prostotę, ordynarność, wesołość, zdrowietrywialność, śmiech”). Za-iste, kto obserwował poczynania futurystów, ten nie narzekał na nudę!

Podobne prace

Do góry