Ocena brak

Poezja filozoficzna - „Spróbuj raz, koteczku, mieć światopogląd”

Autor /Edek55 Dodano /29.04.2011

Tymi czułymi słowami Stanisław Ignacy Witkiewicz zachęcał do kształcenia filozoficz-nego swych nieco zbulwersowanych słuchaczy, którzy przybyli na jego odczyt w Zakopanemw 1934 roku. Ten niezwykły artysta i myśliciel – traktujący filozofię jako najwyższy twórumysłu ludzkiego – był przerażony katastrofalnie niskim stanem  filozoficznej kultury jegoczasów. Nie on jeden. Wspomina Roman Ingarden (1893 – 1970), wybitny filozof polski, żegdy w 1919 roku wrócił z Getyngi, zatrwożył go „niewesoły stan  rzeczy” w kraju, „przedewszystkim prawie zupełny brak znajomości tego, co się działo we współczesnej filozofii za-chodnioeuropejskiej.”Dwudziestolecie wydawało się zmęczone filozofią.

A filozofiazmęczona sama sobą. Jejkierunki, zarówno najnowsze, jak i wciąż aktualne XIX – wieczne, głosiły rezygnację z daw-nych zadań. Nadzieje wielkiej filozofii na zrozumienie Całości  Bytu ostro krytykowano.Wielu straciło zaufanie do możliwości poznania bezinteresownego. Ci domagali się filozofiisprawdzającej się w czynie. Za aktywizmem opowiadali się zarówno myśliciele akceptującyład kapitalistyczny (p r a g m a t y z m), jak i agitatorzy rewolucji (m a r k s i z m). Inni twier-dzili, że bezinteresowne poszukiwanie Prawdy nadal jest powinnością człowieka, ale filozofiawyczerpała już swe możliwości i oto nadszedł czas, by ustąpiła miejsca nauce (s c j e n t y zm). I to stanowisko budziło sprzeciwy.

Obiekt zainteresowań filozofią to nie świat, lecz język– utrzymywali myśliciele, którzy obwołali się  n e o p o z y t y w i s t a m i. „Filozofia jestwalką z opętaniem naszego umysłu przez środki naszego języka” – uzupełniał tę teorię Lu-dwig Wittgenstein (1889 – 1951). Nie świat i nie język: człowiek! jego życie w „trwodze idrżeniu”, zawieszone między bezsensem a walką o sens, oto temat dla filozofii – upierali sięe g z y s t e n c j a l i ś c i...W Dwudziestoleciu nieliczne szkoły, poszukujące odpowiedzi na pytanie: „jak istniejeświat?”, przemawiały do wyobraźni pisarzy tak, by być układem odniesienia dla literatury.Twórców inspirowały koncepcje Henri Bergsona (1859 – 1941), który sam posługiwał sięśrodkami literackimi, cenił metaforę.

Pisze Ingarden, że Bergson był filozofem – poetą,„umiał z rzadkim talentem przekazywać czytelnikowi w ten sposób swoje najgłębsze intuicje,iż stawały się dla niego żywe, choć często wcale nie były pojęciowo ujęte”.Lecz większość nowych szkół (np. szkoła lwowska, która była wielkim zjawiskiem) prze-mawiała trudnym, specjalistycznym językiem. Nawet Witkacy – mimo brawurowych próbwtargnięcia do świadomości elit kulturalnych – uchodził za filozofa niezrozumiałego. Rzecby można, że oprócz kilku wybitnych znawców metafizykę Witkacego rozumieli w pełni bo-haterowie jego sztuk i powieści...

Literatura oddalała się od filozofii także dlatego, że pochłaniała ją teraźniejszość. Proble-my ponadczasowe, nie tak dawno fascynujące symbolistów, wydawały się czymś wyduma-nym.Nie jest rzeczą przypadku, że – odporni na zauroczenie dniem dzisiejszym – wychowan-kowie Młodej Polski, kontynuatorzy charakterystycznych dla niej tematów i upodobań języ-kowych, należeli w Dwudziestoleciu do tych nielicznych, którzy nie szczędzili sił dla ocaleniafilozofii w literaturze. To Witkacy (w powieści i dramaturgii) i Bolesław Leśmian (w po-ezji).

Podobne prace

Do góry