Ocena brak

Poezja filozoficzna - Filozofowanie śmiechem

Autor /Edek55 Dodano /29.04.2011

Czytelnicy Leśmiana pamiętają jego  c z a r n y  h u m o r, dzięki któremu zostaje poskro-miona – na momentgroza śmierci. W Dziejbie leśnej:

Trup dziewczyny. Trup świeży. Skóra jeszcze gładka.

Ileż to wiosen w kościach? Młodziutka próchniatka.

W Świdrydze i Midrydze dwaj opoje „dzielą się” ukochaną – dosłownie, i niewiasta „roz-dwaja się po równu, rozszczepia się żwawo / Na dwie dziewki, na siostrzane – na lewą i pra-wą”. Gdy przyszło ją pochować– trzeba było dwu trumien. „Jedna trumna dla jednego, dla drugiego – druga. / W jednejwieczność prawym okiem, w drugiem lewym mruga”.Śmiech poety nie jest wytchnieniem po trudach filozofowania. Przeciwnie: n a l e ż y  d of i l o z o f i i. Daje problematyce filozoficznej wiarygodność. Leśmian chce przekonać czy-telnika, że ciekawość tajników Bytu przenika wszędzie, ma wymiar tragiczny, ale może byćźródłem komizmu.

Jak wyobrazić sobie – niewobrażalne? Jak pogodzić skończoność – z nieskończonością?W balladzie Eliasz bohater przekracza granicę wszechświata, dociera tam, gdzie kończy siępanowanie Boga. Relacja z podróży Eliasza obfituje w słowa „nie licujące” jakby z doniosło-ścią chwili. Komizm wynika z kontrastu między patetyczną sytuacją a dalekim od patosu ję-zykiem, potocznym lub zgoła gwarowym.

A on patrzył w to wszystko, co w dal się rozwidnia,

I górując – dołując, mknął, jak śród białydnia!

O ciszy „bezświata”, która powinna przerażać, mówi się swojsko: „Ciszyzna”. Pragnienie,by na powrót znaleźć się na łonie (porzuconej) przyrody, zostaje wyrażone przy pomocy nie-frasobliwego słówka „dołonić”:W najpotworniejszej grozie metafizycznej opowiadacz balladowy nie wyzbywa się upodo-bań do językowego żartu. Powiedzmy dosadniej: nie przestaje się wygłupiać! Jeżeli poddamysię tej konwencji, to również jego mniej wyzywające zabawy słowem będą wywoływałyśmiech (lub uśmiech):

Dłoń wyciągnął w niewiedzę...

Lecz minął czas dłoni!rozwarł oczy...

Czas oczu minął niepochwytnie!

Już nie było błękitu, więc trwał bezbłękitnie!

„Od Leśmiana począwszy słowo polskiej poezji się śmieje” – napisał Zbigniew Bieńkowski.

Podobne prace

Do góry