Ocena brak

Poezja epigramatyczna (w pobliżu Skamandra) - „Wiersz zbyt kunsztowny z wyrazów składanych dorywczo”

Autor /Bronislaw444 Dodano /29.04.2011

Gdy wkraczała do literatury, recenzenci atakowali ją gwałtownie. Ci, którzy od razu siępoznali na talencie Pawlikowskiej (m. in. Stefan Żeromski i Boy), przegrywali. „A chce odnas p. Ortwin dowodu, że wiersze Pawlikowskiej są prześliczne?  – Możemy mu dać na tosłowo honoru!”. Te zdania żarliwe Jana Lechonia przytacza się – z uśmiechem – jako przy-kład szlachetnej bezradności. Cóż, zawsze trudniej o argumenty, gdy się artystę broni, niż gdysię go poniża. Niezadowolenie krytyki z poezji Pawlikowskiej miało wiele – często sprzecz-nych – przyczyn.

Dla jednych była autorką „wierszy zbyt kunsztownych”, zrobionych z nad-miernie „bezduszną” starannością. Innych, odwrotnie, raziła potoczność stylu, „gra obrazówbezceremonialna”, pisanie „wierszy z wyrazów składanych dorywczo i zupełnie do siebie niepasujących”. Jedni i drudzy mogli znaleźć przykłady dowodzące trafności ich rozpoznania.Oto przykład kunsztowności bezdyskusyjnej: Wielki Wóz. W tym epigramacie każde sło-wo jest funkcjonalne, cały tekst zmierza ku zaskoczeniu w poincie, która polega na odwróce-niu znaczeń wyrażenia frazeologicznego („raz na wozie, raz pod wozem”). Rytm toniczny jestnienaganny. Liczba zgłosek „przepisowo” nierówna (10, 9, 7, 7), trzy zestroję powtarzają sięw każdym wersie:

Wędrujemy cygańskim obozem,

nocujemy w gwiaździstej grozie,

dzisiaj pod Wielkim Wozem,

jutro na Wielkim Wozie...

Jeżeli zauważymy tu jeszcze regularne przeplatanie się zdań dwojakiego rodzaju: infor-mujących o sytuacjach zwyczajnych, w pełni wiarygodnych i łatwo wyobrażalnych („wędru-jemy cygańskim obozem”, „dzisiaj pod Wielkim Wozem”) oraz mówiących metaforami („no-cujemy w gwiaździstej grozie”, „jutro na wielkim Wozie”), to kunsztowność „miniaturyzmu”ujawni się z nieodpartą mocą. Można wyobrazić sobie krytyków, dla których tak nieskazitelnadyscyplina była przykładem „bezdusznego” rzemiosła...Zupełnie inaczej prezentuje się Miłość:

Nie widziałam cię od miesiąca.

I nic. Jestem może bledsza,trochę śpiąca,

trochę bardziej milcząca,

lecz widać można żyć bez powietrza!

Żywioł mowy potocznej, typowe dla niej powtórzenia (dwa razy „trochę”), charaktery-styczne niezdecydowanie („może bledsza”, „widać można”), niekonsekwencje (jakże rozu-mieć „i nic”, skoro mowa o życiu „bez powietrza”?), brak dbałości o elegancję brzmieniową,którą kiedyś nazywano  m i ł o d ź w i ę k i e m (blisko siebie na końcu trzech słów głoski„cz” i „ć” w „lecz widać można żyć” określilibyśmy raczej jako  p r z y k r o d ź w i ę k).

To zkolei mogło gniewać krytyków o gustach klasycystycznych. (Dziś  podoba się czytelnikomwierszy i słuchaczom poezji śpiewanej przez Ewę Demarczyk.)Po latach stało się jasne, że Pawlikowska nie była ani, wyłącznie, poetką precyzji, ani po-etką żywiołowej potoczności. Doskonale rozumiała oba bieguny mowy, b i e g u n  d y s c y pl i n y  i  b i e g u n  k o n w e r s a c j i, zbliżała je do siebie, oddalała, widząc i w jednym, i wdrugim szansę dla poezji świeżej i mądrej.

Podobne prace

Do góry