Ocena brak

POCZĄTKI UTYLITARYZMU

Autor /Grzes56 Dodano /31.05.2011

Filozofia Oświecenia od zagadnień dotyczących świata przeszła, zwłaszcza w Anglii, do dotyczących człowieka: co człowiek wie, czego pragnie, jak żyje? A także przeszła do zagadnień o charakterze praktycznym: jakie życie jest dobre i jak uczynić je możliwie najlepszym? Na samym początku XVIII wieku dał Shaftesbury odpowiedź na te pytania; ale dalszy rozwój poszedł w innym kierunku, w kierunku utylitaryzmu.

DAWNIEJSZE STANOWISKA ETYCZNE. Tradycyjna odpowiedź na pytanie, jak żyć, jeśli miała charakter religijny, to brzmiała: człowiek jest tworem boskim i ma żyć, jak wskazuje boskie objawienie. Jeśli zaś miała charakter filozoficzny, to twierdziła: człowiek jest istotą rozumną i ma żyć tak, jak to z natury rozumu wynika. W obu odpo­wiedziach założeniem było dualistyczne rozumienie człowieka, przekonanie o odręb­ności ducha od ciała. Dobro i zło są rzeczą ducha; cielesna natura nie ma w rzeczach moralnych głosu.

Wiek XVII przyniósł był inną odpowiedź, biegunowo przeciwną; była to naturalistyczna odpowiedź Hobbesa: człowiek jest częścią natury i podlega jej prawom. Wska­zania, jak żyć, znaleźć można tylko w naturze. A prawem jej jest, że każda istota dba o własny interes, własną przyjemność. Jaki zaś jest ten interes, to zależy od warunków społecznych, od konieczności współżycia. Odpowiedź ta, egoistyczna, hedonistyczna, naturalistyczna, ostro przeciwstawiała się tamtej, spirytualistycznej, dualistycznej.

Wiek Oświecenia był niezmiernie daleki od odpowiedzi dualistycznej, zarówno w jej religijno-mistycznej, jak i w filozoficzno-racjonalistycznej postaci. Ale też nie od razu przystał na naturalistyczna, Hobbesowską. Na początku dał inną, o charakterze pośred­nim. Shaftesbury, jej inicjator, zgadzał się, że żyć należy zgodnie z naturą, ale - naturę rozumiał inaczej, nie sądził, by była egoistyczna i hedonistyczna: człowiek kieruje się w swym postępowaniu nie tylko interesem własnym, ale także sympatią dla innych; nie tylko wyrachowaniem, ale także entuzjazmem. Shaftesbury przeciwstawił się pojęciom teologów i racjonalistów, a także wąsko naturalistycznym poglądom Hobbesa.

STANOWISKA ETYCZNE OŚWIECENIA. Między etykami angielskimi doby Oświe­cenia byli jeszcze głosiciele teologiczno-mistycznego i metafizyczno-racjonalistycznego poglądu. Mieli nawet za sobą konserwatywne masy. Jednakże stanowisko ich było anachro­niczne. Aktualne były dwa: tych, co szli torem Hobbesa, i tych, co Shaftesbury'ego, hedonistów i entuzjastów. W pierwszej połowie stulecia przedstawicielem jednych był Hartley, a drugich - Hutcheson.

Entuzjaści (tak można ich nazwać od pojęcia, które wysuwali na pierwszy plan) sądzili, że jedną z naturalnych pobudek postępowania ludzkiego jest sympatia dla innych istot, że jest ono kierowane przez swoisty „zmysł moralny"; za dobre mieli to postępowanie, które wypływa z sympatii i zmysłu moralnego.

Hedoniści zaś uważali to wszystko - sympatię i zmysł moralny - za fikcje; nie ma ich w człowieku. Pobudką jego jest tylko własny interes. Ale, jak mniemali, interes wystarcza jako podstawa do dobrego pokierowania życiem, do słusznej etyki, ekonomii, polityki.

Grupa ta miała ambicje naukowe: chodziło jej o to, by o człowieku i jego życiu go­spodarczym, politycznym, moralnym utworzyć teorię naukowa, nie tylko teoretyczną, ale i praktyczną, wyjaśniającą nie tylko, jak człowiek żyje, ale i także, jak należy, aby żył. Grupa ta sądziła, że można to osiągnąć dzięki teorii jej, a na teorii przeciwników z jej mętnymi pojęciami nauki oprzeć niepodobna.

Poglądy hedonistów zbliżone były do Hobbesa; ale więcej jeszcze powoływali się na Locke'a. Widzieli w nim tego, który empiryzmem utorował drogę do naukowego badania człowieka, a także pokazał, że zagadnienia praktyczne są donioślejsze jeszcze od teoretycz­nych. Idąc jego torem będzie można zrobić dla nauki o człowieku to, co Newton zrobił dla nauki o przyrodzie. Zestawiali ich nazwiska i powoływali się na nich dwóch: na New­tona i Locke'a. Co prawda, Locke wysunął jedynie program, nie znał jeszcze zasad potrzebnych, aby go wypełnić.

GŁÓWNE ZAGADNIENIA etyki ówczesnej były trzy: Czego ludzie chcą? Co jest dobre ? Jak wytłumaczyć, że niekiedy robią nie to, czego chcą, ale to, co jest dobre ? W każ­dym z trzech prądów epoki inne zagadnienie występowało na pierwszy plan i inne scho­dziło na drugi lub nawet odpadało zupełnie.

1. Dla dualistów nie było wcale zagadnieniem, czego ludzie chcą: przyjmowali, jak hedoniści, że chcą zła, bo tylko własnego interesu. Tym donioślejsze były dla nich dwa pozostałe pytania.

2. Dla entuzjastów głównym zagadnieniem było właśnie to: czego ludzie chcą, jakie są ich naturalne skłonności? Natomiast nie pytali, co jest dobre; sądzili bowiem, że każda naturalna skłonność jest dobra.

3. Dla hedonistów pytaniem było zarówno, czego ludzie chcą, jak i to, jakie postę­powanie jest dobre. Pierwsze rozwiązywało się im prosto: ludzie chcą tego, co leży w ich interesie. Trudność leżała w drugim pytaniu: bo jakże rozróżniać dobro od zła, jeśli w czło­wieku nie ma innej pobudki niż ta jedna.

Dla hedonistów przygotowawczym pytaniem było: jeżeli człowiek chce tylko własnego interesu, to dlaczego robi także rzeczy, które nie leżą w jego interesie? Potem dopiero następowało właściwe zagadnienie: jeżeli człowiek rządzi się zawsze tylko własnym inte­resem, to gdzie jest podstawa do odróżniania dobrego postępowania od złego? Na pierwsze pytanie odpowiadali zasadą kojarzenia, a na drugie - zasadą utylitaryzmu. Obie zostały sformułowane przez następców Locke'a, jemu samemu nie były jeszcze znane. Do sformu­łowania ich przyczynił się zwłaszcza wielki Hume, jednakże rozpowszechniła się nie w jego ujęciu.

ZASADĄ KOJARZENIA Hume posługiwał się już w 1738 r.: traktował kojarzenie jako rodzaj „przyciągania", umysłowy odpowiednik Newtonowskiej grawitacji. Jak ona w świecie przyrody, tak ono w świecie umysłowym tłumaczy prawidłowość i konieczność przypadkowych na pozór wydarzeń. Dzięki niemu wszelkie zjawiska duchowe, moralne, gospodarcze, polityczne są zdeterminowane, przeto mogą być przedmiotem nauki. Są­dził, że „zależą od zmian usposobienia i charakteru jednostek tak mało, iż czasem można o nich wyciągać wnioski równie ogólne i koniecze, jak w naukach matematycznych".

Ale Hume miał nastawienie sceptyczne, był nieufny wobec wszelkich form przyczynowości i determizmu, a kojarzenie było właśnie jedną z tych form. I kiedy indziej mówił,

że zjawiska psychiczne są tylko częściowo zdeterminowane, wyobraźnia ma swoją swobo­dę. Bez tych wahań ujął w 1749 r. zasadę kojarzenia Hartley i uczynił z niej prawdziwy fundament nauk humanistycznych. W pełni oddziałał dopiero w 1775 r., gdy uczeń jego, Priestley wydał na nowo jego pracę i przeprowadził propagandę asocjacjonizmu, usunąwszy zeń pierwiastki religijne, które Hartley łączył jeszcze z psychologicznymi. Zarzucając Hume'owi, że sceptycyzmem swym szkodzi słusznej teorii, głosił za to wielkość Hartleya. „W dziedzinie wiedzy sporo dokonał Kartezjusz, wiele Locke, ale znacznie więcej dr Hartley, który na teorię umysłu rzucił światło jeszcze płodniejsze niż Newton na teorię świata przyrodzonego". Dlaczego? Bo za pomocą zasady kojarzenia wykazał, że całe życie ludzkie, moralność, państwo, gospodarka są zdeterminowane i konie­czne.

ZASADA UTYLITARYZMU była naczelną tezą angielskich etyków Oświecenia. Miała pokonać tę istotną trudność: w jaki sposób dążenia ludzkie mogą mieć charakter moralny, jeśli człowiek nie dąży i nie może dążyć do niczego innego, jak tylko do własnego interesu? Rozwiązanie było takie: dążenie jest moralne, jeśli zabiegając o interes własny służy zarazem interesowi ogółu.

Hume sformułował i tę zasadę, ale ją również z zastrzeżeniami i wątpliwościami. Zwracał uwagę na to, że teorie naukowe mogą stwierdzać tylko to, co jest, a etyka chce ustalać to, co być powinno; formułuje ona nie fakty, lecz przepisy. Te Hume miał za rzecz uczucia, nie nauki. Utylitaryści nie mogli się na to zgodzić, ambicją ich było właśnie stworzyć naukę o moralności. I ostatecznie przyjęli utylitaryzm w bardziej dogmatycznej postaci, bez zastrzeżeń i wątpliwości Hume'a.

Na pytanie, jak mechanizm psychiczny dążący do własnego interesu może służyć interesowi ogółu, możliwe były aż trzy odpowiedzi.

A) Właściwe człowiekowi uczucie sympatii czyni, że interes osobisty harmonizuje z ogólnym, że przyjemność innych jest zarazem jego przyjemnością. Ale rozwiązanie takie wymagało uznania uczucia sympatii; było możliwe dla entuzjastów z linii Shaftesbury'ego, nawet dla Hume'a i Smitha; ale było nie do przyjęcia dla hedonistów.

B) Hedoniści stali na stanowisku egoizmu: człowiek interesuje się sobą, nie innymi. A wśród moralistów angielskich zyskiwali w XVIII w. coraz więcej sprzymierzeńców. Zasadę utylitaryzmu mogli przyjąć w dwojakiej nawet interpretacji:

1. Pierwsza interpretacja: Choć jednostki kierują się egoizmem, egoizmy ich harmonizują ze sobą i w naturalny sposób wiodą ostatecznie do dobra ogółu. Była to teza „naturalnej tożsamości interesów". Dowód na jej korzyść widziano po prostu w fakcie, że społeczeństwa żyją i rozwijają się: gdyby egoizmy ludzkie kłóciły się ze sobą, to musiałyby doprowadzić do rozbicia się społeczeństw. Stanowisku temu klasyczny wyraz dał filozofujący lekarz Bernard de Mandeville (1670- 1733). Książka jego z 1723 r., mająca alegoryczną formę Bajki o pszczołach, nosiła paradoksalny podtytuł: Występki jednostek jako dobrodziejstwa ogółu. Paradoks pochodził stąd, że dla nowych poglądów zachował starą terminologię: postępki egoistyczne nazywał występkami, choć ich za nie nie uważał. Myślą jego było, że egoiści są pożytecznymi obywatelami: nabywając różno­rodne dobra dla siebie, powodują krążenie kapitałów, ułatwiając sobie życie, ułatwiają je jednocześnie i innym.

Hartley głosił ten sam pogląd, ale w ostrożniejszej postaci: nie ma tożsamości interesów osobistych i publicznych ale - stopniowo dokonywa się ich utożsamianie, a przy­najmniej zbliżanie.

2. Druga interpretacja była taka: naturalnej harmonii między egoizmami wpraw­dzie nie ma, ale - można i należy ją sztucznie wytwarzać. To jest właśnie zadaniem rzą­dów i prawodawstw. Taka była teza „sztucznej tożsamości interesów". Do niej skłaniał się Hume, a potem coraz więcej czołowych utylitarystów. W jej imię Helvetius i Bentham łączyli etykę z prawodawstwem i polityką.

ETYKA UTYLITARYSTÓW. Zasada utylitaryzmu w tej czy tamtej interpretacji opanowała umysły Anglików w XVIII wieku. Dobro ogółu, szczęście ogółu - w tym widziano jedynie słuszny cel działania moralnego. Etykę określano jako „sztukę kierowania czynnościami ludzkimi tak, aby wytwarzały możliwie najwięcej szczęścia". Szczęście ro­zumiano jako zespół przyjemności, przyjemności utożsamiano z korzyściami. Naczelnej tezy nie usiłowano dowodzić, miano ją za oczywistą: mówiono, że nie ma człowieka ani tak zespsutego, ani tak ograniczonego, by się do niej w większości swych postępków nie stosował. Hobbes kładł był nacisk na to, że każdy dąży do własnej korzyści; utylitaryści XVIII wieku byli z nim zgodni, ale nacisk kładli na co innego: że należy zmierzać do tego, by każdy jednocześnie dążył do korzyści ogółu. Miała przy tym teza utylitarystów dwa brzmienia: bądź pojmowali ją racjonalistycznie i twierdzili, iż należy dążyć do dobra ogółu; bądź też pojmowali ją naturalistycznie i przyjmowali, że ludzie dążą do dobra ogółu. Hume widział jasno, że nie tylko tezy te nie są identyczne, ale jedna z drugiej nie wynika. Wielu jednak było utylitarystów, co nie liczyli się z różnicą między obu tezami i postulat moralny traktowali na równi z faktem społecznym.

Postawa utylitarystów w sprawach moralnych była pod wieloma względami znamienna. Przede wszystkim miała charakter pozytywny: przyjemności, korzyści należy w życiu mnożyć, a nie ograniczać - była więc wroga wobec ascetyzmu. Była racjonalna: należy kierować się wyrachowaniem, nie sentymentem - była więc wroga wobec sentymentaliz­mu. Była społeczna, wroga wobec subiektywizmu i anarchizmu, ale także i despotyzmu, ustroju autorytatywnego (ipsedixism: tak to nazywano wówczas).

Na tych zasadach utylitaryści wybudowali etykę: nie przyjmowała innych pobudek niż interes własny i innych dóbr niż szczęście ogółu. Wybudowali także teorię prawa: odrzucała wieczne prawa natury, jako zbędne fikcje, twierdziła, że miarą słusznego prawa jest tylko interes ogółu; w szczególności rozważała w ten sposób kryminalistykę, uważała karę nie za akt sprawiedliwości, lecz za użyteczne zło. Na tych samych podsta­wach utylitaryści zbudowali też ekonomię polityczną i teorię polityki - w prze­konaniu, że dają pierwsze naukowe ujęcie zjawisk gospodarczych i politycznych.

EKONOMIA POLITYCZNA w tej postaci, w jakiej została zapoczątkowana przez Adama Smitha w 1776 r., była klasycznym zastosowaniem zasady utylitaryzmu. Pokazy­wała, jak podział pracy i wymiana uzgadniają egoizmy. Wymianę rozumiała przede wszyst­kim jako wymianę przykrości (trudu, pracy) na przyjemność. Trud włożony w wyprodu­kowanie rzeczy stanowi miarę ich wartości, pozwala ją matematycznie określać, stwarza podstawę ścisłego, naukowego traktowania zjawisk gospodarczych.

Smith sądził pierwotnie, że w gospodarce, jak w prawie, potrzebna jest interwencja do uzyskania harmonii egoizmów, że jest to rzecz polityki: śladem tego poglądu jest

nazwa „ekonomii politycznej". Ale później zmienił zdanie: właśnie w przeciwieństwie do prawa harmonia egoizmów w gospodarce powstaje samorzutnie, bez interwencji władz, ma charakter naturalny, nie sztuczny. Jeden z jego następców powie nawet, że w ekonomii najważniejszą sztuką jest „umieć nic nie robić". W przeciwieństwie do niezbędnej w poli­tyce aktywności, tu mądrość leży w kwietyzmie. Państwo ma maksymalne zadania prawne i minimalne ekonomiczne.

TEORIĘ POLITYCZNĄ utylitaryści również usiłowali oprzeć na zasadzie tożsamości interesów. Sztucznej jak w prawie, czy naturalnej jak w gospodarce? Tu dzieliły się opinie: Priestley sądził, że w polityce interwencja władz jest niezbędna, a Hume, Smith czy Paine, że harmonia egoizmów wytwarza się najpewniej, gdy są pozostawione samym sobie. W związku z tym utylitaryści rozróżniali „społeczeństwo", będące produktem natury, i „rząd", będący sztucznym wytworem. A Paine pisał: „Społeczeństwo jest dobrem, rząd zaś w najlepszym razie złem koniecznym".

W związku z tym dokonała się przemiana w poglądach politycznych utylitarystów. Pierwotnie bynajmniej nie sympatyzowali z demokracją, w swej większości byli kon­serwatystami. Ale potem przeszli do jej obozu: właśnie dlatego, że demokracja jest ustro­jem, który najwięcej zbliża się do społeczeństwa bez rządu. Na tym tle nastąpiło połą­czenie ideologii utylitarnej z demokratyczną i pozostało już trwale.

Liberałowie pierwotnie opierali swą doktrynę polityczną na wolności jako na prawie przyrodzonym człowieka. Utylitaryści zaś mieli prawa przyrodzone za fikcję, chcieli zastąpić ją przez pobudkę realną, przez interes własny. W ówczesnej teorii politycznej spór o za­sady brzmiał: prawo przyrodzone czy interes? Ostatecznie stanowisko utylitaryzmu wzięło górę. I przez połączenie z utylitaryzmem wytworzyła się swoiście angielska postać libe­ralizmu.

ROZWÓJ UTYLITARYZMU. Utylitaryzm rozwijał się w Anglii Oświecenia, stop­niowo wypierając inne teorie z etyki, teorii prawa, ekonomii, polityki. W Anglii powstał i w niej się rozwijał. W połowie wieku przerzucił się też do Francji, gdzie znalazł najbar­dziej przekonanego rzecznika w Helvetiusie. Ale jednocześnie rozszerzał się w swej angielskiej ojczyźnie. Utylitarystyczne Zasady filozofii moralnej i politycznej Williama Paleya (1743-1805) z 1785 r. stały się w Cambridge podręcznikiem etyki i jedną z naj­bardziej czytanych książek w Anglii. A w 1789 r. Bentham ogłosił swą książkę - nowy ważny etap w rozwoju utylitaryzmu. Ale oddziałał dopiero w następnym okresie, w XIX stuleciu.

Podobne prace

Do góry