Ocena brak

Piotr Skarga - Kazania sejmowe

Autor /Saleta Dodano /04.10.2012

Na czoło kazań i w ogóle wszystkich pism Skargi wysuwają się Kazania sejmowe (1597).

Sejmy w dawnej Polsce rozpoczynały się od uroczystego nabożeństwa w ko­ściele, mianowicie od tak zwanej «mszy o Duchu Swiętym», podczas której kazno­dzieja królewski wygłaszał stosowne kazanie; na nabożeństwie obecni byli prócz króla i jego dworu senatorowie i posłowie. Od roku 1588, w którym Skarga został kaznodzieją nadwornym, do roku jego śmierci odbyło się osiemnaście sejmów i -jak świadczy Birkowski - wszystkie «oświecał» on «kazaniami swymi», przy czym do kazań sejmowych zaliczał nie tylko te, które wygłaszał podczas «mszy o Duchu Ś wię-tym», ale i te, które miewał na wszystkie niedziele i święta przypadające na czas trwania sejmu. Sam Skarga wystawił sobie (w roku 1606) takie świadectwo: «Już to piętnaście sejmów za panowania szczęśliwego Pana i Króla naszego odprawiło się; na każdym byłem posłem (ale nie z jednego powiatu), tożem mówił i przekładał.» Mówił zaś nie tylko o obowiązkach człowieka względem Boga, Kościoła i bliźniego, ale także o powinnościach obywatela względem ojczyzny, i gromił grzechy nie tylko przeciwko Bogu, Kościołowi i bliźniemu, ale także przeciwko ojczyźnie: pry­watę, niezgodę, osłabienie władzy króla, lekceważenie jego majestatu, niesprawie­dliwe prawa i inne jeszcze grzechy wołające o pomstę do Boga. Ich bezkarność na­pełniała jego serce obawą o przyszłość Polski.
Rosła ta obawa z roku na rok, a do szczytu swego doszła w roku 1597, kiedy to sejm warszawski, do którego król i jego stronnicy przywiązywali wielkie nadzieje, rozszedł się nie uchwaliwszy ani ligi przeciwko Turcji, ani reformy politycznej, o której marzyła partia królewska w osobie trzech biskupów: Radziwiłła, Rozrażewskiego i Maciejowskiego; reforma ta miała na celu wzmocnić władzę królewską i se­natu, a uszczuplić sejmowładztwo, które, zdaniem partii królewskiej, wtrącało Rzeczpospolitą w otchłań anarchii i zguby. Skarga całym swoim sercem podzielał ten pogląd, toteż kiedy obrady sejmu spełzły na niczym, postanowił raz jeszcze, w imię Boga, przemówić już nie tylko do posłów i senatorów, ale i do całego narodu polskiego, żeby się zmiłował nad matką ojczyzną i nie pozwolił jej ginąć w odmęcie prywaty i niezgody, różnowierstwa i anarchii, praw niesprawiedliwych i innych grzechów; w tym celu napisał odezwę, czyli «wezwanie» do narodu, której dał tytuł Kazania sejmowe ze względu na to, że bądź streścił, bądź rozwinął w niej te myśli, które przez lat już dziesięć wygłaszał na kazalnicy podczas nabożeństw sejmowych. Odezwy tej, która stosownie do tytułu ma postać kazań, osobno nie wydał, tylko ją wcielił do wielkiej księgi, którą właśnie drukował w roku 1597, mianowicie do dru­giego wydania Kazań na niedziele i święta.

Kazań sejmowych jest osiem.

Pierwsze, O mądrości potrzebnej do rady, pełne majestatycznej powagi i namaszczenia, stanowi wstęp. Jego przewodnią myślą jest, że ponieważ moralność narodu to najsilniejsza podstawa szczęścia i potęgi państwa, Więc ci, którzy rządzą narodem, powinni sami być moralni - tym więcej że praw­dziwą, najwyższą, «niebieską» mądrość, potrzebną do sprawowania rządów na po­żytek i ku szczęściu narodu, ten tylko od Boga otrzyma, kto cnotliwy; wprawdzie i zły człowiek może być mądrym, ale będzie to mądrość fałszywa, «bydlęca, diabelska, liemska», która nie wyjdzie narodowi na pożytek i prędzej czy później będzie jego przekleństwem. Myśl to nie tylko szlachetna, ale i prawdziwa: czystość moralna wy­wiera dobroczynny i głęboki wpływ na rozwój umysłu i rozszerza jego widnokręgi, a niemoralność osłabia go i oślepia; stąd człowiek zły prawdziwie mądrym być nie może. Ten sam pogląd, wygłoszony już przez Arystotelesa, a uzasadniony przez myślicieli chrześcijańskich (nade wszystko przez św. Tomasza), będzie później u nas głosił Mickiewicz i Krasiński.

Kazanie drugie, O miłości ku ojczyźnie, chwyta za serce swą rzewnością. Mówi Skarga, że nie tylko «domy i familije», ale całe państwa upadają, bo i one podlegają chorobom; dowodem - Polska, która ciężko zapadła, i to nie na jedną, ale na sześć chorób: «Pierwsza jest nieżyczliwość ludzka ku Rzeczypospolitej i chciwość domo­wego łakomstwa; druga - niezgody i roztyrki sąsiedzkie; trzecia - naruszenie religijej katolickiej i przysada heretyckiej zarazy; czwarta - dostojności królewskiej i władzej osłabienie; piąta - prawa niesprawiedliwe; szósta - grzechy i złości jawne, które się przeciw Panu Bogu podniosły i pomsty od Niego wołają.» Otóż kazanie drugie poświęca Skarga chorobie pierwszej, to jest «nieżyczliwości ludzkiej ku Rzeczypospolitej)), płynącej z «chciwości domowego łakomstwa*, to jest prywaty. Ale nasamprzód, żeby lepiej uwydatnić, na czym ta nieżyczliwość polega, mówi o życzliwości ku ojczyźnie: uczy mianowicie, że patriotyzm jest nie tylko świętym obowiązkiem człowieka, jako prawo boże płynące z Chrystusowego przykazania miłości, ale i obowiązkiem wdzięczności za te wszystkie dobra, jakie obywatel otrzy­muje od matki ojczyzny, oraz dobrze zrozumianą korzyścią własną; ojczyzna bo­wiem jest jak okręt: «...gdy się z okrętem źle dzieje, gdy dziur jego nie zatykamy, gdy wody z niego nie wylewamy... gdy dla bezpieczności jego wszytkim, co w domu jest, nie pogardzamy, zatonie i z nim my sami poginiemy.» Na brak miłości ojczyzny skarżyli się wszyscy w ogóle pisarze nasi XVI wieku; ale nikt, nawet Modrzewski, nie skarżył się tak silnie i boleśnie i nikt go z taką śmiałością nie napiętnował jak Skarga. Nie dosyć na tym. On jeden jedyny w XVI wieku wzniósł się do pojęcia, że miłość ojczyzny powinna być bezinteresowna, że każdy obywatel kochać ją po­winien dla niej samej - nawet wtedy, gdy ona go skrzywdzi albo mu za wierną służbę nie zapłaci; on jeden jedyny tak jasno rozumiał, że magnaci «cieśniąc i kurcząc» mi­łość ojczyzny w swoich domach i «pojedynkowych pożytkach*, to jest dbając nie o szczęście Polski, tylko o potęgę swych domów i rodów, wtrącają ojczyznę w prze­paść; on jeden jedyny wreszcie ośmielił się rzucić tym magnatom straszne słowo, że ich serca są - złodziejskie! W ogóle kazanie o miłości ojczyzny to korona całej naszej literatury patriotycznej XVI wieku i najwspanialsza nauka o patriotyzmie, na jaką się zdobyto literatura niepodległej Polski. Nie kto inny, tylko Skarga opro­mienił miłość ojczyzny aureolą świętości, jako obowiązek religijny.

W kazaniu trzecim, O zgodzie domowej, poświęconym drugiej chorobie Rze­czypospolitej, to jest «niezgodom i roztyrkom sąsiedzkim*, tłumaczy Skarga, dla­czego dzieci jednej i tej samej ojczyzny powinny się zgadzać: dlatego że łączą je róż­ne «łańcuchy i związki*, i to dwojakie. Po pierwsze, religijne: powinniśmy się zgadzać, bo tak wszystkim Chrystus kazał;«... jeśliśmy uczniowie Jego, jeśliśmy chrześcijanie, jeśliśmy z Jego chrztu jednego urodzeni, jeśliśmy jedną męką Jego i krwią Jego oku­pieni, jeśli w Chrystusa wierzym, jeśli Go za pana i głowę nasze znamy, jako wierna czeladka Jego, jeśli do dziedzictwa Jego spoinie należym, jeśli skarbów Jego domu i dostatków zażywamy, jeśli pod Jego obroną i cieniem odpoczywać chcemy - targać tych łańcuchów tak możnych nie możem, zgadzać się i w jedności żyć, i o sobie w zgodzie radzić musim.* Po drugie, wiążą nas łańcuchy świeckie: «Macie jednego pana i króla, jedne prawa i wolności, jedne sądy i trybunały, jedne sejmy koronne, jedne spoiną matkę, ojczyznę miłą, jedno ciało, z rozmaitych narodów i języków skupione i spojone, i dawno zrosłe: jakoż się wadzić, dzielić tym i nie zgadzać mo­żecie?* A jednak zgody nie było - tam nawet, gdzie najwięcej o nią dbać należało: na se j mach, które przecie całym państwem rządziły. Otóż widok niezgody w ogóle, a niezgody na sejmach w szczególności obudził w sercu Skargi lęk o przyszłość Pol­ski; w całej literaturze staropolskiej nie ma nic, co by miało w sobie tyle potęgi i grozy, ile owo proroctwo upadku Polski i niedoli porozbiorowej: «Nastąpi postronny nieprzyjaciel, jąwszy się za wasze niezgodę, i mówić będzie: „Rozdzieliło się serce ich - teraz poginą!"... I ta niezgoda przywiedzie na was niewolą, w której wolności wasze utoną i w śmiech się obrócą, i będzie, jako mówi prorok, „sługa równy z pa­nem, niewolnica równa z panią swoją, i kapłan z ludem, i bogaty z ubogim, i ten, co kupił imienie, równy z tym, co przedał"... Ziemie i księstwa wielkie, które się z Ko­roną zjednoczyły i w jedno ciało zrosły, odpadną i rozerwać się dla waszej niezgody muszą... Odbieżą was, jako chałupki przy jabłkach, gdy owoce pozbierają, którą lada wiatr rozwieje. I będziecie jako wdowa osierociała, wy, coście drugie narody rządzili, i będziecie ku pośmiechu i urąganiu nieprzyjaciołom swoim. Język swój, w którym samym to królestwo miedzy wielkimi onymi słowieńskimi wolne zostało, i naród swój pogubicie, i ostatki tego narodu, tak starego i po świecie szeroko rozkwitnionego, potracicie, i w obcy się naród, który was nienawidzi, obrócicie, jako się inszym przydało. Będziecie nie tyło bez pana krwie swojej i bez wybierania jego, ale też bez ojczyzny i królestwa swego, wygnańcy wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy, włóczęgowie, które popychać nogami tam, gdzie was pierwej ważono, będą... Gdzie się na taką drugą ojczyznę zdobędziecie, w której byście taką sławę, takie dostatki, pieniądze, skarby i ozdobności, i rozkoszy mieć mogli ? Urodzi-li się wam i synom waszym taka druga matka ? Jako tę stracicie, już o drugiej nie myślić!* o tym wybuchu rozpaczy patriotycznej powraca Skarga do niezgody i wyjaśnia jej przyczyny, upatrując je głównie w charakterze Polaków, którzy są zazdrośni, podej­rzliwi, pyszni i hardzi, a stąd niekarni, lekceważący sobie wszelką władzę i powagę królewską.

Myślą przewodnią kazania czwartego i piątego, poświęconych trzeciej choro­bie Rzeczypospolitej, to jest naruszeniu religii katolickiej, jest, że reformacja to grzech nie tylko przeciwko Bogu i Kościołowi, ale i przeciwko Polsce, powiększa bowiem i pogłębia niezgodę, że więc cała Polska powinna powrócić do dawnej jedno­ści katolickiej, zarówno dlatego, że wiara katolicka jest jedyną prawdziwą, jak i dla­tego, że bez niej państwo potężnym być nie może. Ze wszystkich kazań sejmowych te dwa najmniej mają siły i polotu, nie mówiąc już o tym, że kiedy trzy pierwsze nigdy się nie zestarzeją (ponieważ przykazania moralności, patriotyzmu i zgody*zawsze będą młode), te dwa już się zestarzały: dziś bowiem już wszyscy rozumiemy, że nie­katolicy mogą być równie dobrymi obywatelami państwa jak katolicy.

W kazaniu szóstym, O monarchijej i królestwie, mówi Skarga o czwartej cho­robie Polski, to jest o «dostojności królewskiej i władzej osłabieniu*. Kazanie to jest najśmielszym utworem literatury politycznej XVI wieku. Oto w epoce rozwydrzo­nego sejmowładztwa Skarga ośmielił się dowodzić, że najlepszą postacią rządu jest jednowładztwo króla, że więc władzę królewską trzeba w Polsce wzmocnić: król po­winien szanować ustanowione prawa, o ile są sprawiedliwe; powinien także, a przy­najmniej może, sprawując rządy, zasięgać rady senatu (nie sejmu!) - ale ostatecznie on tylko sprawuje rządy, on tylko jest źródłem władzy prawodawczej zarówno, jak wykonawczej; władza zaś sejmu powinna być ograniczona jedynie do «zezwalania» (albo niezezwalania) na podatki. Słowem, pragnął Skarga zaprowadzić w Polsce rządy monarchiczne na wzór Francji i Hiszpanii, łudząc się, że to możliwe. Dopiero po rokoszu Zebrzydowskiego przekonał się, że to niemożliwe, i wówczas dopiero uczył, że pożyteczniejszy jest rząd zmieszany z tych trzech do rządzenia sposobów: aby monarchija obtoczona była i arystokracją, i demokracją* (to jest i senatem, i sejmem).
Lecz w kazaniu szóstym jest nie tylko rada, żeby zmienić postać rządu w Pol­sce, ale także surowa, nieubłagana, wspaniała w swojej odwadze i prawdzie krytyka «złotej wolności*, jak nazywała swoją wolność szlachta, a wolności «piekielnej», jak ją nazywał Skarga rozumiejąc, że taka wolność, jaka była w Polsce, prowadzi do anarchii, a zatem do upadku państwa. Zresztą, mówi mądrze Skarga, ta wolność, którą się tak chlubi szlachta polska, jest pozorną tylko, w istocie bowiem szlachta jest w niewoli u «królików», to jest magnatów, którzy robią, co chcą, «a szlachta w pro­stocie, nie wiedząc, co się dzieje, przyzwala i wrzaskiem wszytko odprawuje*; ci zaś królikowie, z sobą się wadząc i jeden drugiemu zajrząc, wszytko nogami wzgórę obrócą, wszytko wam zepsują i was pogubią*. Historia Polski XVII wieku, pełna zdrad i rokoszów, oraz konfederacja targowicka są okropnym stwierdzeniem prawdy tych słów.

W kazaniu siódmym,  O prawach niesprawiedliwych, które stanowią piątą cho­robę Polski, Skarga rozwija tę samą myśl, którą uzasadnił już Modrzewski, że bez praw sprawiedliwych nie może być prawdziwej wolności i że się bez nich żadne państwo ostać nie może; po czym mówi o prawach niesprawiedliwych, do których
oprócz prawa Neminem captivabimus, prócz zniesienia sądów biskupich, oprócz kon­federacji warszawskiej zalicza nadto prawo o mężobójstwie i prawo pozwalające panu sądzić i krzywdzić chłopa; żąda, jak Modrzewski, wolności osobistej dla chłopa i zniesienia sądów patrymoniahiych. O zupełnym jednak równouprawnieniu wszy­stkich warstw społecznych nie mówi; owszem, jego zdaniem, stany powinny pozo­stać tak, jak są: pod tym względem nie wzniósł się nad przesądy swego wieku, tak samo jak Modrzewski; co nie przeszkadza, że ustęp o ucisku ludu w tym kazaniu to na równi ze skargą Klonowicza jedno z najpiękniejszych i najwymowniejszych słów, jakie w dawnej Polsce wypowiedziano w obronie ludu: «Dotknąć by i onego złego prawa, którym kmiecie i wolne ludki. Polaki i wierne chrześcijany, poddane ubogie, niewolnikami czynią... i czynią z nimi drudzy, co chcą, na majętności i na zdrowiu, i gardle2... Co jeśli się godzi i jeśli to prawo ma jaką odrobinę sprawiedliwości, spy­tać by praw i obyczajów wszytkiego świata chrześcijańskiego... Jeśli nie kupieni ani poimańcy8, jeśli Polacy tejże krwie, nie Turcy ani Tatarzy, jeśli chrześcijanie: czemuż w tej niewolej stękają ? Czemu ich nie jako niewolników, ale jako najemników uży­wać nie mamy?... Jakoż się z takim prawem wszytkiego na świecie chrześcijaństwa nie wstydzić? Jako się o taką tyrańską krzywdę na oczy boskie ukazać?

W kazaniu ósmym, O niekarności grzechów jawnych, to jest o szóstej chorobie Rzeczypospolitej, talent kaznodziejski Skargi stanął na szczycie. Żadne inne kazanie nie ma w sobie tyle ognia, natchnienia i grozy. Matejko, tworząc obraz przedstawia­jący kazanie sejmowe Skargi, w tym właśnie kazaniu czerpał nie tylko pomysł, ale i natchnienie. Skupiły się tutaj wszystkie uczucia patriotyczne Skargi: i miłość ojczy­zny, i święte oburzenie na jej złych synów, i lęk o jej przyszłość, i nadzieja, że się może jeszcze Pan Bóg zmiłuje nad Polską. Wszystko, czym grzeszyła Polska XVI wieku, wszystko, cokolwiek wytykali jej najmędrsi ludzie tego stulecia, dostało się pod surowy, ale sprawiedliwy sąd Skargi. Tutaj to rzucił on w oczy posłom i senato­rom, jako przedstawicielom narodu, wszystkie «grzechy jawne» wołające o pomstę do Boga, a jednak popełniane - bezkarnie: a więc obok grzechów przeciwko Kościo­łowi cały szereg zbrodni względem matki-ojczyzny i społeczeństwa: brak sprawie­dliwego i szybkiego wymiaru sprawiedliwości, mężobójstwa, «krew abo pot żywych poddanych i kmiotków* («jako ziarna pod młyńskim kamieniem, tak ci kmiotkowie pod pany swymi»), «lichwy i złe nabywania majętności*, zbytki, brak miłości ojczy­zny, kradzież dobra pospolitego, wyzyskiwanie sierot przez złych opiekunów... A pó tym strasznym rachunku sumienia Skarga, posługując się głównie piorunują­cymi słowami proroków biblijnych, wydaje na Polskę wyrok - upadku, który spotka ją niechybnie, jeśli się nie upamięta i nie poprawi: «Cóż mam z tobą czynić, nieszczę­śliwe królestwo ? Kto tu na was, ze wszech stron królestwa zebrane, i na głowy ludu patrzy, i wasze obyczaje i sprawy widzi, domyślać się może, jakie niezbożności i grzechy po wszytkiej Koronie panują! Bych był6 Izajaszem, chodziłbych boso i na poły nagi, wołając na was, rozkoszniki i rozkosznice, przestępniki i przestępnice zakonu bożego: „Tak was złupią i tak łyskać łystami6 będziecie, gdy nieprzyjacielele na głowy wasze przywiedzie Pan Bóg iw taką was sromotę poda! I będzie wam złość wasza jako mur porysowany wysoki, który gdy się nie spodziejecie, upadnie, i jako garncarska flasza mocno uderzona, z której się nie najdzie skorupka na nosze­nie trochy ognia i na poczerpnienie trochy wody z dołku." Ustawicznie się mury Rzeczypospolitej waszej rysują, a wy mówicie: „Nic, nic! nierządem stoi Polska!" Lecz gdy się nie spodziejecie, upadnie i was wszytkich potłucze! Bych był Jeremijaszem, wziąłbych pęta na nogi i okowy, i łańcuch na szyję i wołałbych na was grzeczne, jako on wołał: „Tak spętają pany i pożoną jako barany w cudze strony." I ukazałbych zbutwiałą i zgnojoną suknią, którą trzasnąwszy, gdyby się w perzyny rozleciała, mówiłbych do was: „Tak się popsuje i wniwecz obróci, i w dym a w perzy­nę pójdzie chwała wasza i wszytki dostatki, i majętności wasze!" I wziąwsz$ garniec gliniany, a zwoławszy was wszytkich, uderzyłbych go mocno o ścianę w oczach wą­tłych, mówiąc: „Tak was pogruchocę - mówi Pan Bóg - jako ten garniec, którego Skorupki spoić się i naprawić nie mogą!" Bych był Ezechijelem, ogoliwszy głowę i brodę, włosy bych na trzy części rozdzielił. I spaliłbych jedne część, a drugą bych posiekał, a trzecią bych na wiatr puścił i wołałbych na was: „Jedni z was poginiecie głodem, drudzy mieczem, a trzeci się po świecie rozproszycie." I nie wychodziłbych I mieszkania mego drzwiami ani oknem, alebych ścianę przekopał, w rzeczy ucie­kając, i wołałbych na was: „Tak się z wami zstanie, żadne was zamki i twierdze nie obronią, wszytki nieprzyjaciel wywróci i was pogubi!..." Bójcie się wżdy tych po­gróżek! Jać objawienia osobliwego od Pana Boga o was i o zgubie waszej nie mam, ale poselstwo do was mam od Pana Boga i mam to poruczenie, abych wam złości wasze ukazował i pomstę na nie, jeśli ich nie oddalicie, opowiadał.* Lecz tą «pogróżką» nie kończą się Kazania sejmowe: w sercu kaznodziei tli się jeszcze ognik nadziei, że się Polska upamięta; więc modlitwą do Boga, żeby «dał pomoc do powstania i pokuty na odmianę dekretów i pogróżek swoich*, kończy się kazanie ósme i ostatnie.

Te są przewodnie myśli i uczucia Kazań sejmowych. Skupiło się w nich wszystko, co tylko było mądrego, szlachetnego i świętego w naszej literaturze patriotycz­nej XVI wieku. A chociaż były głosem wołającego na puszczy, to jednak w historii literatury pozostaną na wieki jako największe arcydzieło wymowy kaznodziejskiej W Polsce i jedno z największych na całym świecie; jako nieprześcigniony wzór odwa­gi obywatelskiej; jako najsilniejszy w Polsce XVI wieku głos nawołujący w imię Boga do ratowania ojczyzny; jako wspaniały pomnik miłości ojczyzny jednego z naj­lepszych jej synów.

Podobne prace

Do góry