Ocena brak

Piosenka o porcelanie (z tomu Światło dzienne 1953)

Autor /abbyLEE Dodano /11.03.2011

Wiersz toniczny, trójzestrojowy (wersy ośmiozgłoskowe: dwa am­fibrachy i trochej lub siedmiozgłoskowe: amfibrach i dwa trocheje), urzeka kunsztowną, regularną strukturą i wyrazistą rytmizacją, nawią­zującą do wiersza klasycznego. Refreniczne powtórzenie zamykające każdą z trzech strof (Niczego mi proszę pana / Tak nie żal jak porce­lany.) podkreśla walory brzmieniowe utworu – wiersz ten był nawet śpiewany przez artystów z Piwnicy pod Baranami (wykonywał go m.in. Grzegorz Turnau).

Mimo że wcześniej Miłosz kilkakrotnie wypowiadał się na temat struktury wiersza, mówiąc o niewystarczalności tradycyjnych form wersyfikacyjnych i potrzebie uwolnienia się od skostniałych norm i zasad, Piosenka o porcelanie może być uznana za doskonały przy­kład kontynuacji klasycznego kanonu poetyckiego. Dokładne rymy żeńskie ułożone naprzemiennie, eleganckie epitety i metafory przy­wodzące na myśl poezję sentymentalną i romantyczną, obrazy poe­tyckie zbudowane z delikatnych, drobnych elementów (spodeczki, puch, pióra, skorupki), których kruchość podkreślona została jeszcze przez zdrobnienia i onomatopeje – wszystko to w świadomości czy­telnika układa się w lekką piankę słowną. Wiersz jest zaiste mister­nym i precyzyjnym bibelotem z najcieńszej porcelany – budzącym zachwyt i podziw dla kunsztu autora.

Jednak – jak zwykle u Miłosza – subtelność i pozorna błahość for­my jest tylko maską, pozwalającą poecie swobodnie mówić o spra­wach ostatecznych.

Płacz poety nad „różowymi spodeczkami” i „kwiecistymi filiżan­kami” to przecież czytelna i oczywista rozpacz nad kruchością życia, tytułowa porcelana jest bowiem symbolem ludzkiego losu. Zarazem jednak Miłosz ma poczucie bezsilności swojego sprzeciwu i znikomości własnego, pojedynczego głosu w konfrontacji z bezwzględno­ścią historii, reprezentowaną w wierszu przez „tanki”.

Dlatego wyrażając swoją opinię ucieka się do autoironii, z odrobi­ną dystansu traktując własny – „niemęski” – żal nad okruchami roz­jechanych gąsienicami czołgów filiżanek. Ironię tę wyrażają chociaż­by zdrobnienia składające się na opis zniszczonego wojną świata: filiżanki, rzeczka, wietrzyk, spodeczki, skorupki, świecidełka, uszka, denka. Zauważmy zresztą pewną ambiwalentność postawy podmiotu, wewnętrzną sprzeczność, która otwiera kilka możliwości interpreta­cji. Podmiot mówiący żałuje porcelany, ale jednak nie stać go na nic więcej, jak tylko na werbalne wyrażenie swoich uczuć – jest to jedy­na forma buntu, jaką podejmuje, mając równocześnie świadomość bezowocności, bezsensu swojej postawy, znikomości własnego „ ja”, nieskuteczności wołania, sam zatem postrzega swoje gesty jako nieco śmieszne, wręcz groteskowe. Sprzeciwiając się brutalnej ingerencji historii w porządek życia, podmiot wiersza przyznaje się zarazem do tego, że sam również – mniejsza o to, czy całkiem dobrowolnie – jest uczestnikiem dzieła zniszczenia, chrupiąca warstwa pokruszonej po­rcelany zgrzyta i pod jego własnymi butami. Wreszcie – podmiot wiersza dostrzega przewrotny urok udziału w dziele zniszczenia... brutalna siła potrafi pociągać, i Miłosz ma odwagę przyznać się przed sobą samym do ciemnej chwili, kiedy odkrywa niską radość niszcze­nia piękna – kiedy to rozgląda się po świecie okiem barbarzyńcy i na­gle spostrzega perwersyjny urok zgwałconego krajobrazu:

 

 

Równina do brzegu słońca

Miazgą skorupek pokryta.

Ich warstwa rześko chrupiąca

Pod mymi butami zgrzyta.

 

Miłosz bezlitośnie odsłania słabość i niekonsekwencję własnej po­stawy. Ironia poety zwrócona jest bowiem przeciw anachronizmowi i słabości romantycznego buntu. Obraz świata, który odchodzi (bu­dząc „żal”), jest przecież także niejednoznaczny: sentymentalny i śmieszny, przywodzi na myśl „śliczne” pocztówki czy „landszafty”, jest to świat bibelotów, kiczu „pióra zamarzłych łabędzi”, piękna se­ryjnego i skonwencjonalizowanego. Zderzony z realiami wojny nie tylko obraca się w perzynę ujawniając swoją (tandetną?) nietrwałość, ale przybiera formy wręcz groteskowe.

Kontrast pomiędzy światem romantycznych, konwencjonalnych idei i wartości a światem współczesnego barbarzyństwa znajduje odbicie w języku. Archaizmy i zdrobnienia przywodzące na myśl li­teraturę epoki romantyzmu (czy nawet sentymentalizmu), odnoszące się do świata porcelany – zderzone zostały z onomatopejami i pro­zaizmami (jest nawet wyraźny rusycyzm), które posłużyły do odma­lowania zniszczeń wojny. Odpowiednikiem groteskowych obrazów w planie językowym jest przemieszanie tych dwóch stylów, co przynosi efekty wręcz komiczne; posłuchajmy chociażby naiwnych okrzyków podmiotu, którego zadziwia... brzydota zniszczeń:

 

 

O świecidełka wy płone

Co radowałyście barwą

Teraz ach zaplamione

Brzydką zakrzepłą farbą.

 

Ironia to broń przegranych. Ironia Miłosza jest jedynie rodzajem maski, która ukrywa poczucie krzywdy. Albowiem przed „tankami” nie ma ucieczki. „Świat skorupek” przybiera wymiar apokaliptyczny. Oto przed naszymi oczami ściele się „równina do brzegu słońca” –zniszczenie przybiera rozmiar globalny. Potrzaskana porcelana leżąca „na świeżych kurhanach” jest symbolem zniszczenia świata, zapo­wiedzią zagłady wszelkich wartości. Romantyzm, naiwność, delikat­ność, sztuka, kultura – są zbyt słabe, by przetrwać, a nasze za nimi tę­sknota może wzbudzić co najwyżej rozbawienie nowych Herostratów ukrytych za wieżyczkami czołgów. Czy zresztą warto płacić życiem za piękno, tyleż nietrwałe, co – względne? Mimo szyderczych gryma­sów – Miłosz odpowiada, że warto. W końcu: „Niczego... [mu] ...tak nie żal jak porcelany. Jednak emocje nie wpływają na precyzję rozumowania – z pozoru śmieszna „piosenka” jest w istocie wnikliwym mini-esejem poetyckim poświęconym banalności zła, ale i... banalno­ści dobra”.

 

 

Podobne prace

Do góry