Ocena brak

Pierwsze ludy żeglarskie

Autor /rockman Dodano /11.03.2011

Pierwsze łodzie i statki musiały wejść w użycie jakieś 25 lub 30 tysięcy lat temu. Najpóźniej już w początkach okresu neolitycznego człowiek wiosłował po wodzie w wydrążonym pniu drzewa lub na wypełnionej powietrzem skórze. Łódź z plecionki, pokryta skórą i zapuszczona smołą, była używana w Egipcie i w Sumerii poza granicą naszych wiadomości. Takich łodzi dziś jeszcze używają w tych stronach. Ale 'nie tylko tam, również w Irlandii, w Walii i na Alasce;  łodzie ze skór foczych i dziś przepływają cieśninę Beringa. Wydrążone pnie drzew pojawiły się wówczas, gdy narzędzia zostały bardziej udoskonalone. Budowanie  łodzi, później statków, przyszło w naturalnym następstwie. Być może legenda o arce Noego zawiera wspomnienie jakiegoś faktu w dziejach budowy okrętów, podobnie jak historia potopu,  tak szeroko rozpowszechniona między narodami, może zawierać tradycję zatopienia zagłębia śródziemnomorskiego.

Po Morzu Czerwonym pływały okręty znacznie wcześniej, zanim wzniesiono piramidy, a na Morzu Śródziemnym i w Zatoce Perskiej pojawiają się one od 7000 przed Chr. Przeważnie były to statki rybackie, lecz niektóre już trudniły się handlem lub rozbojem — albowiem na podstawie naszej znajomości człowieka możemy twierdzić z całą pewnością, że ci pierwsi żeglarze rabowali gdzie się dało i handlowali, gdzie rabować było trudno. Morza, na których pojawiły się te pierwsze okręty, były morzami śródlądowymi, gdzie wiatry wieją kapryśnie i gdzie często całymi dniami trwa  śmiertelna cisza, wskutek czego  żeglarstwo mogło być jedynie ubocznym zajęciem. Dopiero w ostatnich czterystu latach rozwinęła się dzięki dobrze zaopatrzonym okrętom szersza oceaniczna  żegluga. Okręty starożytnego  świata były w istocie swej oparte na wiosłach, posuwały się jedynie wzdłuż wybrzeży i zawijały do portów na pierwsze oznaki niepogody. Z chwilą gdy statki urosły do rozmiarów wielkich galer, okazała się potrzeba zastosowania jeńców wojennych jako galerników.

Wspomnieliśmy już o pojawieniu się ludów semickich jako wędrowców i nomadów w okolicach Syrii i Arabii i mówiliśmy o tym, jak oni podbili Sumerię i ustanowili państwo akkadyjskie i pierwsze państwo babilońskie. Na zachodzie te same ludy semickie zapoznały się z morzem. Założyły one szereg miast portowych wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, w tej liczbie Tyr i Sydon zajęły miejsce naczelne; w czasach Hammurabiego rozproszyli się Semici po całym pobrzeżu Morza  Śródziemnego, jako kupcy, wędrowcy, kolonizatorzy. Ci żeglarze semiccy nazywali się Fenicjanami. Osiedlili się w Hiszpanii, wypierając dawną iberyjsko-baskijską ludność i wysyłali ekspedycje poza cieśninę Gibraltaru. Również w północnej Afryce założyli kolonie. O Kartaginie, jednym z tych miast fenickich, będzie mowa później. Ale nie Fenicjanie pierwsi spuścili galery na wody Morza  Śródziemnego.

Wśród wysp i wybrzeży tego morza istniał już cały szereg miast należących do rasy czy do ras związanych zapewne krwią i językiem z Baskami na zachodzie, a Berberami i Egipcjanami na południu. Były to ludy egejskie. Nie należy ich mieszać z Grekami, którzy weszli do historii znacznie później; była to ludność przedgrecka, która posiadała miasta w Grecji i w Azji Mniejszej, takie np. Mykeny lub Troję, a wspaniałą i kwitnącą stolicą ich było miasto Knossos na Krecie. Zaledwie w ostatnich dziesiątkach lat udało się archeologom odkryć zasięg i cywilizację ludów egejskich. Knossos zbadano nader starannie; na szczęście na jego gruzach nie powstało w późniejszych czasach  żadne większe miasto i dzięki temu ruiny jego zachowały się w dość dobrym stanie, aby służyć nam dziś jako główne  źródło wiadomości o tej niegdyś prawie zapomnianej cywilizacji.

Historia Knossos jest tak stara jak historia Egiptu, oba te kraje około r. 4000 przed Chr. prowadziły ze sobą ożywiony handel morski. Około 2500 przed Chr., to jest między Sargonem I  Hammurabim, cywilizacja kreteńska stała u szczytu. Knossos było nie tyle miastem, ile olbrzymim pałacem władcy kreteńskiego i jego ludzi. Nie było nawet obwarowane. Zaczęto je obwarowywać dopiero później, gdy wzmagała się potęga Fenicjan i gdy z północy zagrażało nowe i bardziej niebezpieczne plemię piratów — Grecy. Władca kreteński nazywał się Minos, podobnie jak egipski — Faraon; przebywał on w pałacu aopatrzonym w wodociągi,  łazienki i tym podobne wygody, jakich nie spotykamy w  żadnych nnych ruinach starożytnych. Odbywały się tam wielkie przyjęcia i widowiska.

Urządzano walki byków, dziwnie podobne do tych, które do dziś przetrwały w Hiszpanii; nawet kostiumy pogromców, były podobne; oprócz tego istniały popisy gimnastyczne. Kobiety ubierały się na posób zupełnie nowoczesny; nosiły gorsety i spódnice z falbankami. Wyroby garncarskie, kackie, jubilerskie, z kości słoniowej, inkrustacje, rzeźby, malowidła były nieraz zdumiewająco piękne. Używano pisma, którego nie udało się jeszcze odcyfrować 13. To szczęśliwe, słoneczne, wykwintne  życie trwało jakieś dwa tysiące lat. Około 2000 przed Chr. Knossos i Babilon mieściły w swych murach sporo ludzi zamożnych i wykształconych, którzy prawdopodobnie wiedli bardzo przyjemny  żywot. Mieli oni widowiska i uroczystości eligijne, otoczeni byli niewolnikami, którzy opiekowali się ich domem i pracowali na nich. Naród mieszkający w Knossos, ogrzanym słońcem i otoczonym błękitną wstęgą morza, musiał mieć ycie bardzo bezpieczne i spokojne.

W porównaniu z nim Egipt, rządzony przez półbarbarzyńskich pasterskich królów, wydawał się upadającym krajem, i jeśli się ktoś interesował polityką, musiał zauważyć, jak Semici wszędzie doszli do znaczenia: rządzili Egiptem, rządzili odległą Babilonią, nad górnym Tygrysem budowali Niniwę, na zachodzie statki ich docierały do Słupów Herkulesa (cieśnina Gibraltaru) i na tych dalekich wybrzeżach zakładali oni swe kolonie. W owym Knossos musieli żyć ludzie o ruchliwym i ciekawym umyśle, skoro późniejsi Grecy opowiadali legendę o pewnym kreteńskim 14 artyście, Dedalu, który usiłował zbudować coś w odzaju maszyny do latania, może jakiś szybowiec, który popsuł się i spadł do morza.

Nie od rzeczy będzie podać kilka różnic, jak i podobieństw między naszym życiem a życiem w Knossos. Dla kreteńskiego dżentelmena z r. 2500 przed Chr. żelazo było rzadkim metalem, który spadał z nieba i był raczej przedmiotem podziwu niż codziennego użytku — albowiem dotychczas znano jedynie żelazo z meteorytów i nie umiano wydobywać go z rudy. Porównajcie to z naszym stanem rzeczy, gdzie  żelazo spotyka się na każdym kroku. Koń był dla naszego Kreteńczyka stworzeniem zgoła legendarnym, rodzajem nadosła, który przebywał gdzieś w posępnych krainach północnych, daleko za Czarnym Morzem.

Dla niego cywilizacja mieściła się w Grecji egejskiej i w Azji Mniejszej, gdzie Lidyjczycy, Karowie i Trojanie wiedli podobny tryb życia i, jak się zdaje, mówili tym samym językiem. Istnieli jeszcze Fenicjanie i Egejczycy osiadli w Hiszpanii i w północnej Afryce, lecz dla jego wyobraźni były to kraje zbyt odległe. Italia była wówczas pustą krainą pokrytą gęstymi lasami; smagli Etruskowie nie przywędrowali tam jeszcze ze swych siedzib w Azji Mniejszej. I być może pewnego dnia ten dżentelmen kreteński przyszedł do portu i ujrzał tam jeńca, który zwrócił Jego uwagę, albowiem był bardzo pięknie zbudowany i miał oczy niebieskie. Być może Kreteńczyk nasz próbował z nim mówić i posłyszał odpowiedź w jakimś niezrozumiałym szwargocie. Owa istota pochodziła zza Morza Czarnego i zdawała się być dziką nad ludzkie pojęcie.

Naprawdę jednak był to Aryjczyk, członek tej rasy i kultury, o której będzie zaraz mowa, dziwny zaś szwargot, jakim się on posługiwał, miał się z biegiem czasu zróżnicować w sanskryt, język perski, grecki, łaciński, niemiecki, angielski — większość głównych języków świata. Takim był Knossos u szczytu swego rozwoju; miasto  żywe, jasne, inteligentne, przedsiębiorcze, szczęśliwe. Ale około r. 1400 przed Chr. nawiedziła je nagła klęska. Pałac Minosa legł w gruzach, które nie miały już nigdy być odbudowane ni zamieszkane po dziś dzień. Nie znamy przebiegu tej klęski. Archeologowie wskazują  ślady zniszczenia i pożaru. Wszelako odkryto również ślady bardzo gwałtownego trzęsienia ziemi. Sama więc przyroda mogła zburzyć Knossos albo Grecy dokończyli dzieła rozpoczętego przez trzęsienie ziemi.

Podobne prace

Do góry