Ocena brak

Pierwotne związki społeczne

Autor /Fred Dodano /03.08.2011

[...] W 1887 roku, w pracy Gemeinschaft und Gesellschaft, Tönnies przeciwstawił nowoczesne społeczeństwo zachodnie, czyli Gesellschaft,  które uważał za oportuni-styczne, zatomizowane, racjonalistyczne i indywidualistyczne — społeczeństwu wyż-szej solidarności, w którym indywidualność utrzymywana była w stanie pierwot-nym, a które nazwał  Gemeinschaft.  Przykładami  Gemeinschaft  były dla niego duże rodziny mieszkające wspólnie, gildie, wspólnoty wiekowe, społeczności plemienne itp. Wszystkie one były wysoce zintegrowane, to znaczy charakteryzowały się wyso-kim stopniem zgodności działań z oczekiwaniami, zaś oczekiwania obejmowały szeroki zakres działań ich członków. Następcy Tönniesa znacznie rozszerzyli zasięg pojęcia Ge-meinschaft, ujawniając niektóre z implikacji pojęcia Tönniesowskiego.

Stan intensyw-nej solidarności, z jego akcentami uczuciowymi nawet tam, gdzie silne emocje nie zawsze znajdowały możliwość bezpośredniej ekspresji, stał się jedną z głównych zmiennych w analizie struktury społecznej. W tym samym nurcie teoretycznym mie-ści się Simmel, z jego naciskiem na skrajnie indywidualistyczne, niszczące tradycję siły w nowoczesnym społeczeństwie miejskim. Również i Durkheim, znajdujący się pod wpływem Comte'owskiego obrazu społeczeństwa zniszczonego przez racjonali-styczny negatywizm i indywidualizm, chcąc znaleźć przeciwieństwo dla zdezintegro-wanego nowoczesnego społeczeństwa zachodniego, skupił uwagę na tym samym zjawi-sku co Tönnies — na solidarności mechanicznej. Po drugiej stronie oceanu, zaraz po przełomie wieków i absolutnie bez związku z pismami czy to Tönniesa, czy Durkheima, Charles Cooley skupił swą uwagę na tym samym zjawisku — stanie intensywnej i rozległej solidarności w stosunkowo małych grupach, w których istnieje możliwość bezpośrednich interakcji i bardzo wyraźnego poczucia MY, w którym „stopione są indywidualności” Sąsiedztwo, rodzina i zabawowa grupa dzieci zostały nazwane „grupami pierwotnymi”. Podobnie jak Tönies, Cooley zamierzał przeciwstawić nieprzyjemne,  \  samolubne, konfliktogenne aspekty nowoczesnego społeczeństwa etosowi grupy pierwotnej.

Podobnie jak Tönnies, uważał on, że szersze społeczeństwa mogą wytworzyć swój etos, opierając się na zasa-dach panujących w małych, silnie powiązanych wewnątrz grupach; używał on terminu „pierwotna”, ponieważ wierzył  że ich „pierwotna” natura polega na tym,  że w tych grupach formowane są wyższe ideały, które mogą kierować zachowaniami w szerszym społeczeństwie. Grupa pierwotna stała się jednym z głównych przedmiotów zainteresowań socjolo-gii amerykańskiej, aż do początku wielkiej depresji i dojścia Adolfa Hitlera do władzy w Niemczech. W.I. Thomas i Robert Park, Ernest Burgess i inni pisarze amerykańscy zwrócili się ku rodzinie, grupie zabawowej, gangowi chłopców, ściśle powiązanej we-wnętrznie społeczności wioskowej, sąsiedztwu — jako grupom pierwotnym, z których wszystkie — z wyjątkiem gangu chłopców — były, jak sądzili, w trakcie procesu erozji spowodowanego przez indywidualizm, wzrost racjonalności i wielkich organizacji oraz rozpad wspólnoty moralnej amerykańskiego społeczeństwa miejskiego.

Późny esej profesora Louisa Wirtha pt. Urbanism as a Way of Life przedstawił w skrajnej formie przeciwieństwo między solidarnością moralną grupy pierwotnej a anomijnym indywi-dualizmem, nie ograniczonym przez wspólne standardy moralne, a charakterystycz-nym dla nowoczesnego społeczeństwa miejskiego. W 1935 roku Elton Mayo opublikował The Human Problems of an Industrial Civi-lization,  zaś niewiele później T.N. Whitehead ogłosił  Leadership in a Free Society. Obaj autorzy podkreślali „zubożenie stosunków społecznych” w nowoczesnej fabryce, przez co rozumieli brak silnych powiązań osobistych między robotnikami a persone-lem kierowniczym. Wyciągali z tej obserwacji wszelkie rodzaje dręczących ich konsekwencji, takich jak konflikt klasowy, małą produktywność przemysłu itp. Żaden z nich nie wspomina o swej ewentualnej znajomości prac Cooleya czy Tönniesa na ten sam temat. We wczesnych latach dwudziestych XX wieku profesor Hermann Schmalenbach w eseju Die Soziologische Kategorie des Bundes (zamieszczonym w „Die Dioskuren” Vol. 1) wprowadził nową nutę do analizy pojęcia Gemeinschaft.

Zamiast wykorzy-stać je dla rozdymania opisu indywidualizmu i moralnego rozprzężenia w nowocze-snym społeczeństwie, przeanalizował samo pojęcie i odkrył,  że obejmuje ono różnorodne zjawiska, które koniecznie powinny być od siebie oddzielone. Zauważył, że stan intensywnej i rozległej solidarności może istnieć nawet wtedy, gdy ci, którzy ją podzielają, ani nie posiadają wspólnego terytorium pochodzenia czy zamieszkania, wspólnego miejsca pracy, ani nie  łączą ich związki krwi czy powiązania seksualne. Gdyby te elementy  o charakterze podstawowym wyizolować z oryginalnego pojęcia Gemeinschaft,  pozostałością byłby Bund, dla określenia którego takie terminy, jak: bractwo, braterstwo, związek, więź, gang, są tylko prymitywnymi przekładami, ale z których każdy prezentuje nam element intensywnego wzajemnego przywiązania, niezależnego od pierwotnych, podstawowych związków. Idee Schmalenbacha nie zostały podjęte przez innych socjologów niemieckich. Pozostały też całkowicie niezna-ne w świecie angielskojęzycznym.

Mimo to uważam, że esej Schmalenbacha był pierw-szym krokiem ku rezygnacji z bezkrytycznego przeciwstawienia sobie Gcmeinschaft i Gesellschaft czy też grup pierwotnych i zatomizowanego szerokiego społeczeństwa. Jeszcze przed Schmalenbachem, Max Weber przedstawił polegającą głównie na de-finiowaniu i klasyfikowaniu analizę pokrewnego zjawiska, jakim jest charyzmatyczny krąg składający się z proroka i apostołów. Przedłożył także odpowiednie pojęcie sekty jako uczestnictwa w ciele zbiorowym, które jest funkcją stanu umysłu członków. Wy-różnionym stanem umysłu było posiadanie silnego, relatywnie bezpośredniego przeżycia kontaktu z tym, co święte. Max Weber poszedł dalej niż Schmalenbach, jako że uwa-żał, iż mający cechy Bundu  związek religijny, charyzmatyczna sekta, powoduje roz-darcie porządku obywatelskiego. W swym słynnym rozróżnieniu  Gesinnungsethic i Verantworrungscthic1, paralelnym w stosunku do rozróżnienia sekty i kościoła, poło-żył podstawy pod rozróżnienie polityki typu ideologicznego i typu obywatelskiego.

Podstawy te nie były jednak przez Maxa Webera rozbudowane w jego teorii struktury społecznej i nie zostały przyjęte przez badaczy tej samej czy sąsiednich dziedzin. Pra-ce wspomnianych tu pisarzy czytałem w latach trzydziestych XX wieku i nie udało mi się wówczas ustalić systematycznych związków między nimi. Analizowałem w sposób nader sumienny zarówno ruch komunistyczny, jak i nazistowski, ale poza wykorzy-staniem w roku 1938 (zanim stało się to modne) terminu „charyzma” dla opisania partii nazistowskiej i poza mą  świadomością, że naziści oczarowani byli ideami podobnymi do idei Gemeinschaft, moja „wiedza” teoretyczna pozostała niewykorzystana. W tym czasie czytałem też z wielkim zainteresowaniem  Co robić  Lenina i zwróciłem uwagę na jego  żale,  że klasa robotnicza, pozostawiona sama sobie, nie stanie się rewolucyjną, lecz zadowoli się drobnymi reformami, poprawiającymi jej aktu-alną sytuację; Lenin pisał, że tylko aktywna działalność poświęcających cały swój czas idei zawodowych rewolucjonistów może przynieść rewolucję. Absolutnie nie udało mi się wówczas dostrzec pojęciowej paraleli między Leninowskim rozróżnieniem ekono-micznego ruchu związkowego i „zawodowego' ruchu rewolucyjnego a Maxa Webera bardziej ogólnym rozróżnieniem Alltag (rutyny) i charyzmy oraz kościoła i sekty. Do-piero kilka lat temu zrozumiałem, że Lenin i Weber dyskutowali z wielką gwałtowno-ścią konsekwencje istnienia tego samego typu grup pierwotnych w systemie społecz-nym.

W 1941 roku rozpocząłem pewne badania wśród grup ksenofobijnych aktywistów i grup sympatyków nazizmu w Chicago. W trakcie moich rozmów z tymi gorliwcami, podczas czytania ich korespondencji i publikacji, byłem pod wrażeniem ich namiętno-ści do solidarności, ich uporczywego nacisku na całkowitą lojalność członków wobec ich organizacji i ich paranoidalnego niepokoju dotyczącego skłonności ich członków do ponownego grzeszenia. Każde zdarzenie ze swego prywatnego  życia i z szerszego świata odnosili na ogół do zasad, którym sami oni  i ich towarzysze starali się służyć. U bezładnej gromady przywódców tych grup wyróżniłem pewien zestaw poglądów: po pierwsze, dualistyczną koncepcję  świata, w którym w nieprzerwanej walce o los świata  światło walczy z ciemnością, dobro ze złem, protestanci z wszystkimi in-nymi, chrześcijanie z wszystkimi innymi, Amerykanie (tak samo jak chrześcijanie) z wszystkimi innymi, wszyscy inni z Żydami i obcokrajowcami; po drugie, potrzebę nierozerwalnej solidarności; po trzecie, przekonanie o stale trwających wysiłkach wroga, aby przeniknąć organizację „dzieci świata”; po czwarte, ściśle z tym powiąza-ny strach przed niewiernością ich towarzyszy. Do pewnego stopnia przyjęli oni ide-ologię nazistowską od swych sprzymierzeńców — Amerykanów niemieckiego pochodzenia; byli oni też bohaterami ideologii, którą wykładały „Dearbon Independent” i „Protocols of the Elders of Zion” i która popularna była na Środkowym Zachodzie przez całe lata dwudzieste i trzydzieste.

Miałem jednak wrażenie,  że gdyby wcześniej nie istniała kultura natywistycznego ekstremizmu, moi rozmówcy sami byliby ją zrodzi-li. Wielu z nich było pozbawionymi sukcesu pretendentami do pozycji przywódcy chary-zmatycznego; byli oni ze swej istoty ideologami, jakkolwiek niskie by nie było ich wy-kształcenie. Byli oni „naturalnymi manichejczykami”. W latach wojny analizowałem cywilne i wojskowe morale Niemców. Przez kilka lat od początku 1943 roku miałem szczęście ściśle współpracować z dr Henry Dicksem, który rozpoczął wówczas badania nad strukturą osobowości nazistowskich jeńców wojennych. Ich postawy, tak jak ujawniły się one w trakcie tych badań, zaczęły układać się we wzór, który uformował się już w czasie moich poprzednich badań. Silny nacisk na koleżeńskość kazał mi cofnąć się myślą ku Schmalenbachowi i zacząłem w bliżej jeszcze nieokreślony sposób myśleć o armii niemieckiej jako o starannie wy-pracowanych administracyjnych i logistycznych ramach dla sieci grup pierwotnych. Ten intuicyjny pogląd nie pojawił się u mnie jako rezultat jakiejkolwiek wcześniej przyjętej hipotezy; w rzeczywistości narzucił mi się on w konsekwencji dostrzeżenia niemieckiej gorliwości w używaniu terminu Gemeinschaft we wszystkich możliwych połączeniach, np. Frontgemeinschaft, Kampfgemeinschaft. Zacząłem teraz rozważać możliwość integracji szerszego społeczeństwa poprzez typy powiązań, które nie osiągają szczebla przywiązania do centralnego systemu war-tości społeczeństwa.

Wtedy to właśnie po raz pierwszy powziąłem tę ideę. Związki łączące te grupy pierwotne z szerszą strukturą były jednak dla mnie nadal niejasne. Nie wiedziałem, że są one rozmaite, i nie znałem wzoru owej różnorodności. Napotykaliśmy w trakcie badań pewne zjawisko, które nazywaliśmy „zatwardzia-łym rdzeniem” — byli nim naziści z przekonania, twardzi, niewzruszeni nieustępliwi jako  żołnierze, umacniający i usztywniający swe wpływy wśród kolegów-żołnierzy. Napotykaliśmy też podoficerów i młodszych oficerów, raczej nienazistów, tak poświę-cających się swym ludziom, jak mógłby to czynić ojciec czy starszy brat, tak wykonu-jących swą pracę, aby za wszelką cenę utrzymywać ich przy życiu. W tym czasie nie odróżniłem jeszcze jasno od siebie apolitycznych oficerów i podoficerów i tych mają-cych silne upodobania ideologiczne, osób o charakterze paternalistycznym, lubiących ochraniać innych — od „zatwardziałego rdzenia”.

Tak więc nie udało mi się postrzec różnicy między tym, co osobiste, a tym,  co ideologiczne, która to różnica później wydała mi się niezwykle ważna. Oba typy osób traktowałem jako przywódców ma-łych grup, przywódców, których duch przenikał szeregowych członków i wzmacniał ich, przy czym oba typy analizowałem oddzielnie i każdy jako centrum wpływu na swych kolegów. Spotykaliśmy też inne rysy poglądów i zachowań żołnierzy niemiec-kich — potrzebę demonstrowania męskości, tabu w stosunku do czułości, pozytywną ocenę dyscypliny jako hamulca dla Innere Schweinehund2, która to cecha szczególnie silnie rzuciła mi się w oczy. W tym jednak czasie rysy te nie pasowały do mojego schematu analizy istoty militarnych grup pierwotnych, stąd, choć zauważone, pozo-stały niewykorzystane. Widziałem, jak przywiązanie żołnierzy do ich towarzyszy i do grupy, którą razem tworzyli, trzymało na wodzy ich tendencje do dbania o własne interesy i do chronienia całości własnej skóry bez względu na konsekwencje i jak to przywiązanie obligowało ich do przyjęcia zobowiązań i możliwości, których bez tego przywiązania by nie przyjęli.

Odkrycie, że grupa pierwotna — poprzez usztyw-nienie i wzmacnianie cherlaków i guzdrałów przykładem, zachęceniem i troskliwą opieką — ma wpływ na skuteczność działań militarnych, było na tym etapie czymś wystarczającym, aby uspokoić mój umysł. W 1944 roku naszkicowałem szczegółowy schemat do prowadzenia wywiadów, któ-ry był później wykorzystywany przez prowadzących wywiady pracowników wojsko-wych komórek badawczych, wprawdzie z modyfikacjami, ale jednak do końca wojny. (Przy tej pracy współdziałali ze mną dr Dicks i Morris Janowitz.) Gdy wojna się skoń-czyła, przeanalizowałem materiał zebrany przez ankieterów. W trakcie tej analizy zda-łem sobie sprawę, że Elton Mayo, Whitehead i Rothlisberger, w swych badaniach mo-rale przemysłowego, śledzili dokładnie to samo, co ja odkryłem w mych studiach nad armią niemiecką. I oni odkryli wpływ małych,  ściśle spojonych grup na zachowanie ich członków w trakcie wykonywana zadań nałożonych na nich z zewnątrz. Gdyby wolno mi było umieścić mą własną pracę na końcu linii rozwojowej, która rozpoczyna się pracą Tönniesa pt. Gemeinschaft und Gesellschaft, podsumowałbym tę linię następująco: po pierwsze, Tönnies opisał pojedynczą złożoną zmienną:

Gemein-schaft— obejmującą wiele heterogennych elementów — a także opisał etos i strukturę nowoczesnego społeczeństwa w taki sposób, który z zasady wykluczał z niego Geme-inschaft; po drugie, Cooley stanowczo stwierdził, że etos grupy pierwotnej mógł być i często był adoptowany jako etos  życia publicznego w szerszym społeczeństwie; po trzecie, Max Weber, za którym postępował Schmalenbach, odróżnił elementy inten-sywnego i rozległego przywiązania w ramach Gemeinschaft od pierwotnych podstaw biologicznych i ekologicznych, z którymi te poprzednie były mieszane w Tönnieso-wskim pojęciu Gemeinschaft; następnie, Max Weber w swych analizach napięć mię-dzy przywództwem charyzmatycznym a tradycyjnym i racjonalnym-legalnym ujawnił jeszcze inny aspekt stosunku między etosem pewnych typów grup pierwotnych a dzia-łaniem szerszego społeczeństwa; i w końcu to, co najważniejsze, Weber przez wskazanie zarodków charyzmy u podstaw przywództwa tak racjonalnego-legalnego, jak i tradycyjnego wprowadził rozróżnienie między intensywnym a umiarkowanym przywiązaniem do najwyższych wartości; po czwarte, Mayo rozważał zależność funkcjonowania związków korporacyjnych od morale grup pierwotnych; po piąte, moje własne obserwacje przed wojną i w trakcie wojny pozwoliły mi wyróżnić:

a) pokrewieństwo między entuzjazmem politycznym czy ideologicznym a tendencją do organizowania się w grupy pierwotne,

b) zależność skuteczności działania korporacji od morale grupy pierwotnej,

c) rolę osób pośredniczących w wiązaniu grupy pierwot-nej ze związkiem korporacyjnym.

[...] Tu mamy więc elementy, na których oparłem się, próbując rozwinąć własny pogląd na rolę grup pierwotnych w reprodukcji i modyfikacji szerszego społeczeństwa. Jesienią 1949 roku przedstawiłem w London School of Economics cykl wykładów zatytułowanych  Grupy pierwotne w strukturze społecznej.  [...]  Zajmowałem się w nim przede wszystkim przemysłowymi i militarnymi grupami pierwotnymi, a do pewnego stopnia też religijnymi grupami pierwotnymi, a szczególnie sektami mającymi na celu odrodzenie religijne w przemysłowych centrach Stanów Zjednoczonych. Zajmo-wałem się także takimi politycznymi grupami pierwotnymi, jak komórki konspiratorów czy rewolucjonistów.

Choć interesowałem się dość obszernie ich strukturą we-wnętrzną, specjalnie nie zajmowałem się naturą związków utrzymujących członków grupy razem. Trochę czasu poświęciłem na czyniony zwykłą, psychoanalityczną meto-dą opis utożsamiania się z grupą i bez wchodzenia w szczegóły przypisałem formo-wanie się grup pierwotnych i skuteczność ich wpływu na zachowania członków „po-trzebie miłości”, której już dalej nie analizować. Po prostu przyjąłem ją jako daną i przypisałem ją wszystkim grupom pierwotnym— militarnym, przemysłowym i religijnym. Nie próbowałem zbijać Cooleyowskiego twierdzenia o przenoszeniu eto-su grup pierwotnych do sfery publicznej, jednak od czasu, gdy dostrzegłem, iż pro-blemy są dużo bardziej złożone, niż zdawało się Cooleyowi, zachowałem w stosunku do niego dystans.

Później doszedłem do wniosku, że tym, czego Cooley nie analizował, był rodzaj grupy pierwotnej, która może wyposażyć społeczeństwo w niektóre z owych wartości — chodzi mi tu o ideologiczną grupę pierwotną — i to, że przeno-szenie owych wartości możliwe jest tylko wtedy, gdy faktycznie następuje zmniejszenie intensywności, z jaką wartości były przeżywane. W tym czasie nie widziałem jednak jeszcze jasno różnicy między osobistymi a ideologicznymi grupami pierwotnymi. Wy-dawały się one odmienne; ale też wydawały się należeć do kategorii grup o bardzo wysokiej solidarności, która wymagała daleko posuniętego wyrzeczenia się potrzeb indywidualnych na rzecz grupy. Cechą tych grup była skrajna „świadomość wspólno-ty”. Grupy te kształtowane były przez silne emocje zaangażowane we wzajemne po-wiązania członków. Fakt,  że grupy pierwotne w armii niemieckiej obejmowały za-równo elementy polityczne,  jak i niepolityczne, powodował, iż sądziłem,  że różnica, choć realna, nie była wystarczająco znacząca, aby umieszczać te grupy w zupełnie od-miennych kategoriach. Istnienie tej różnicy nie dawało mi jednak przez pewien czas spokoju.

Powinienem dodać, że zmylił mnie też sposób używania przez Maxa Webera terminu „charyzma”; nie zdołał on wskazać różnicy między uderzająco silnymi ce-chami osobowościowymi a bliskim kontaktem z tym, co  święte. Przyciągania przez uświęcone cechy jakościowe jakiejś jednostki i przez jej osobowość wydały się Webe-rowi cechami w równym stopniu charyzmatycznymi. Było bardzo trudno przebić się przez bariery stworzone przez popełniony przez samego Webera błąd — brak rozróż-nienia tych dwóch możliwości. W 1949 roku, na zaproszenie profesorów Lazarsfelda i Mertona, miałem możność powtórnej analizy materiału zaprezentowanego w książce The American Soldier, tym razem w odniesieniu do roli członkostwa w grupach pierwotnych w skuteczności walki. W trakcie mych badań nad zjawiskiem małych grup w armii amerykańskiej musiałem powrócić do studiowania prac Georgesa Sorela, aby napisać wstęp do no-wego wydania Reflection on Violence  tego autora. Dostrzegłem teraz to, co umknęło mej uwadze podczas mych studiów nad Sorelem dwadzieścia lat wcześniej: Sorel, teo-retyk „heroicznej” orientacji w polityce, wierzył, iż właściwą oprawą dla bohaterskie-go  życia są małe konwentykle moralnie zintegrowanych jednostek, odznaczających się wyższą moralnością rewolucyjną. Moje studia nad Sorelem wysunęły na czoło korelację między — z jednej strony — gorącym stosunkiem do wartości ostatecznych, do przedmiotów uświęconych i symboli, a z drugiej — zamkniętym życiem w grupach typu konwentykli.

Podobieństwo między Sorelowskim pojęciem rewolucyjnego hero-izmu a dokonaną przez Ernsta Jungera wysoką oceną koleżeństwa żołnierskiego w jego pracy  Fronterlebnis  oraz różnica między analizowanym przez nich typem grupy pierwotnej a grupami pierwotnymi składającymi się z apolitycznych w zasadzie  żoł-nierzy amerykańskich, którzy walczyli bez poczucia zobowiązania wobec wyższych wartości, bez solidarności koleżeńskiej czy potrzeby demonstrowania męskości, spowo-dowały, iż wykroczyłem poza koncepcję Schmalenbacha i zyskałem większą  świado-mość faktu,  że wewnątrz tego, co on nazwał  Bundem,  istnieją co najmniej dwa od-mienne typy zjawisk. [...] Cooley utrzymywał stanowczo,  że istnieje podstawowa harmonia między orienta-cjami członków w grupach pierwotnych i w szerszym społeczeństwie. Faktycznie utrzymywał on, że wartości, do realizacji których ludzie dążą i które uznają, są w obu sferach identyczne. Prowadzone przez E. Mayo badania nad małymi grupami w prze-myśle i moje własne badania nad małymi grupkami w organizacji wojskowej rozmaitych narodów rzuciły na to poważny cień wątpliwości. Zaiste, moje własne ana-lizy tego, do jakiego stopnia zwykły  żołnierz rozumiał i podzielał poglądy o celach wojny i symbolach państwa, w którego imieniu prowadzona była wojna, a głoszone przez przywódców, którzy tą wojną kierowali, pokazały, że akceptacja była tu zwykle niewyraźna, niezbyt intensywna oraz, choć istniała ona, była w konkretnych przypad-kach tak bliska neutralności, jak było to możliwe bez całkowitego wycofania się.

Przekonałem się,  że osoby intensywnie, ciągle i gorąco czymś zaabsorbowane, skupione na symbolach odnoszących się do władzy w organizacji korporacyjnej, w obrębie której formują się grupy pierwotne, wydają się być kimś zupełnie innym niż osoby odnoszące się do tych symboli w sposób bardziej swobodny, mniej ciągły i mniej gorliwy. I odwrotnie, osoby silniej przywiązujące się, to znaczy przywiązujące się do osobistych dyspozycji współtowarzyszy, wydają się w mniejszym stopniu re-agować na symbole szerszego społeczeństwa, skupione we władzach i podstawowym typie organizacji tego społeczeństwa. Rozważania nad „ideologicznymi grupami pierwotnymi” ujawniły zjawisko „naduczestnictwa” w systemie wartości ostatecznych. Alternatywa zbudowana z „niedouczestniczenia”, uczestnictwa umiarkowanego i spłyconego oraz „naduczest-nictwa” skrystalizowała się w mym umyśle w trakcie wysiłku, który w 1953 roku włoży-łem w opisanie, w kategoriach teorii działania, struktury wyalienowanej partii rewolu-cyjnej na podstawie autobiografii i osobistych zapisów jej byłych członków. Chodziło mi tu o zrozumienie istoty związku — wynikającej z niego struktury —  łączącego osoby, które spoglądały na innych raczej w świetle ich znaczenia symbolicznego niż osobistego.

Centralne postaci w tych grupach były Pełnym przeciwieństwem w stosunku do osób „niedouczestniczących”. W sposób bardzo intensywny były one powiązane z centralnym systemem wartości. Wkrótce potem, w 1954 roku, Bernard Berelson prosił mnie o przeczytanie i ocenę rękopisu książki napisanej przez niego wspólnie z Paulem  Lazarsfeldem na temat kampanii prezydenckiej roku 1948, odbytej w Elmira w stanie Nowy York. Zebrany w tych badaniach materiał pokazał, że proporcja osób reagujących w sposób silny i cią-gły na symbole odnoszące się do centralnego systemu wartości była bardzo mała. Proporcja osób w ogóle nie reagujących na nie była równie mała. Pośrodku znajdo-wała się natomiast znaczna większość populacji o bardzo umiarkowanym zaintereso-waniu, rosnącym w miarę kampanii. Wydaje się, iż jest to normalny rozkład przywiąza-nia do centralnych wartości społeczeństwa. Ten rozkład, przedstawiony teraz przez au-torów książki pt. Voting w jej ostatnim rozdziale, jest prototypem stosunków, których przedmiotem są wszystkie elementy systemu dominujących w danym społeczeństwie wartości.

Niektórzy ludzie są nimi silnie zainteresowani, pozytywnie czy negatywnie, inni zupełnie się nimi nie interesują — są to właśnie „idioci”, o których pisał Arystote-les — natomiast większość jest zainteresowana nimi w bardzo różnym stopniu, działa-jąc w wielu sytuacjach w sposób biorący z jednej strony pod uwagę mieszaninę, na którą składa się uwzględnienie osobistego przywiązania i niejasny sens obowiązków wynikających z roli, a z drugiej ogólne, niejasne, okazjonalne i czasami bardzo ogra-niczone zainteresowanie całością. Przywiązanie typu obywatelskiego, umiarkowane pluralistyczne zainteresowanie ca-łością, poza innymi kwestiami, nie jest charakterystyczne dla ducha grupy pierwotnej. Wielka hipoteza Cooleya wydaje się nietrafna, jeśli etos i ton konieczny dla utrzymania społeczeństwa obywatelskiego miałoby się uważać za szkodliwy dla zapału i pasji cha-rakterystycznych dla grupy pierwotnej. Sposób, w jaki trzy różne typy grup pierwot-nych przyczyniają się, mimo to, do integracji społeczeństwa, musi jednak być nadal jednym z głównych przedmiotów badań socjologicznych.

Podobne prace

Do góry