Ocena brak

Patologia świadomości społecznej

Autor /John Dodano /29.07.2011

Niezależnie od oceny tej najnowszej tendencji w obrębie świadomości społecznej występowały zawsze pewne zjawiska patologiczne. Kiedy mówimy „patologiczne", mamy na myśli, po pierwsze, zniekształcenia poznawcze, a więc poglądy uproszczone, jednostronne lub wręcz fałszywe, a po drugie - szkodliwe konsekwencje społeczne pewnych idei, np. wywoływanie napięć społecznych, konfliktów, a nawet destrukcji społeczności. Na ogół obie te okoliczności występują razem. Wyróżnimy trzy odmiany takich patologicznych przejawów świadomości społecznej.

Pierwsza to stereotypy. Stereotyp to uproszczony, jednostronny, skrajnie wyjaskrawiony obraz pewnej zbiorowości, traktujący wszystkich jej członków w sposób niezróżnicowany, niezależnie od ich przymiotów indywidualnych. Tworzy się najczęściej na podstawie jakichś jednostkowych doświadczeń z reprezentantami zbiorowości, które zostają następnie uogólnione w sposób nieuprawniony na całą zbiorowość, by wreszcie zostać zastosowane zwrotnie, bezkrytycznie i „automatycznie" do każdego kolejnego członka zbiorowości. Wykluczają a priori możliwość, że ktoś należący do zbiorowości mógłby mieć inne cechy. Przypisują mu cechy wspólne bez dowodu i bez możliwości kontr-dowodu. Tak więc stereotypy przejaskrawiają różnice między grupami, ignorują wewnętrzne zróżnicowanie w obrębie grup i odnoszą rzekome ogólne cechy całej grupy do każdego jej członka. Najczęstszym tematem stereotypów są cechy zbiorowości etnicznych, narodowych i rasowych. Przykłady są niezliczone:

Skandynawowie są zimni, Anglicy są flegmatyczni, Francuzi są najlepszymi kochankami, Murzyni są leniwi, Chińczycy są przebiegli i chytrzy, Żydzi mają największe talenty do interesów. Oczywiście przedmiotem stereotypów mogą być również zbiorowości mniejszej skali: krakowianie w odróżnieniu od warszawiaków czy poznaniaków, górnicy w odróżnieniu od rolników, lekarze w odróżnieniu od adwokatów itp. Stereotyp czyni wrażenie wiedzy obiektywnej, sam w sobie bowiem nie zawiera jeszcze wartościowania. Stwierdza jedynie pewne uogólnione cechy grupowe, nie wyrażając ich oceny.

Szczególne niebezpieczeństwo stereotypów pojawia się wtedy, gdy implikują one wyraźnie negatywną ocenę opisywanej grupy, a także gdy traktują takie negatywne cechy jako nieusuwalne i nienaprawialne, bo związane z samą naturą grupy, niezależną od dobrych chęci i starań poszczególnych jej członków. Czarna rasa jest po prostu z natury leniwa i dlatego żaden Murzyn nie będzie dobrym pracownikiem. Żydzi to z natury oszuści i lichwiarze i dlatego żadnemu Żydowi nie można zaufać. Politycy to z natury ich zawodu środowisko do głębi skorumpowane i żaden polityk nie działa w interesie obywateli. Tego rodzaju negatywne stereotypy nazywamy przesądami. I znów najczęstsza kategoria to przesądy rasowe czy etniczne, choć spotykamy także przesądy regionalne, zawodowe lub grupowe. Przesądy formułowane są wobec grup obcych, innych niż nasza.

Ale często towarzyszy im przeciwny stereotyp naszej własnej grupy, jednostronnie i uogólniające pozytywny. Nazwiemy to megalomanią albo szowinizmem grupowym, a jego szczególną formą jest opisywane przez nas wcześniej zjawisko zawyżonej samooceny grupy na skali porównawczej z innymi grupami (aggrandizement effect). Polacy to naród szczególnie tolerancyjny, bogobojny i waleczny. Krakowianie to środowisko wyrafinowane intelektualnie i artystycznie. Kobiety są wrażliwsze i mądrzejsze od mężczyzn. Nasza firma jest najlepsza w branży (podczas gdy obiektywnie jest piąta w rankingu).

Niezależnie od wadliwości poznawczej: jednostronności, selektywności, przejaskrawienia, nieprawomocnego uogólnienia, co przesądy dzielą ze stereotypami, niosą one w sobie, zwłaszcza w powiązaniu z szowinizmem grupowym, element dodatkowy: emocje niechęci, wrogości i odrzucenia wobec obcych. A to ma już bardzo groźne konsekwencje społeczne. Po pierwsze może prowadzić do separowania się od obcej grupy, powiększania dystansu społecznego, czyli ograniczania puli wspólnie podejmowanych interakcji (np. unikania mieszanych małżeństw), a w końcu całkowitej nawet segregacji, czyli zwyczajowo lub prawnie zagwarantowanej izolacji: pełnej endogamii małżeńskiej, osobnych dzielnic zamieszkania czy nawet zamkniętych gett, wydzielonych terenów konsumpcji i rozrywki. Skrajnym przykładem segregacji rasowej był tzw. apartheid w Afryce Południowej. Inny - to żydowskie getta w miasteczkach Europy Wschodniej przed II wojną światową.

Następny krok to już nie tylko pasywne izolowanie się czy unikanie, ale aktywne, gorsze traktowanie członków obcej grupy. Nazywamy to dyskryminacją. Dyskryminacja to mniejsze szansę dostępu do wykształcenia, zawodu, majątku, praw politycznych, prestiżu i innych cenionych dóbr, z tej tylko racji, że ktoś jest członkiem jakiejś grupy będącej przedmiotem przesądów i bez uwzględnienia jego indywidualnych kwalifikacji czy zasług.

W momencie pojawienia się dyskryminacji zaczyna działać pewien złowieszczy mechanizm społeczny, który Robert Merton określał jako samorealizujące się proroctwo. Otóż przypuśćmy, że akceptujemy przesąd, iż Murzyni są leniwi i nie nadają się do pracy. Wówczas oczywiście nie będziemy Murzynów zatrudniać, woląc pracowników białych. W rezultacie Murzyni pozostaną bezrobotni, a fakt, że procent Murzynów wśród bezrobotnych będzie wielokrotnie przewyższał procent białych, potraktowany zostanie jako dowód, że Murzyni są niezdolni do pracy. Albo inny przykład: przypuśćmy, że w danym społeczeństwie istnieje stereotyp kobiety jako gospodyni domowej i przesąd, że kobiety nie nadają się do polityki. Wówczas będą bardzo rzadko wystawiane w wyborach, jeszcze rządzie) wybierane, a fakt, że parlament będzie zdominowany przez mężczyzn, posłuży jako argument umacniający antykobiecy przesąd i męską megalomanię.

Mocno ugruntowane przesądy, którym towarzyszy segregacja i dyskryminacja, mogą przerodzić się w bezpośrednie ataki wobec grup dyskryminowanych. Ich członkowie stają się przedmiotem szykan, prześladowań, wysiedlania, „czystek etnicznych", wandalizmu, aktów przemocy fizycznej. Stąd już niedaleko do eksterminacji, a więc eliminowania najpierw poszczególnych członków, czego tragicznym przykładem są lincze i pogromy, a później nawet całej obcej społeczności, co podjął np. Hitler jako tzw. „ostateczne rozwiązanie" kwestii żydowskiej. W ogóle antysemityzm dostarcza tragicznego przykładu eskalacji od stereotypów, poprzez wszystkie stopnie pośrednie, aż do ludobójstwa. Drogę tę można przedstawić na diagramie:

Polski socjolog emigracyjny Zygmunt Bauman interpretuje mechanizm masowej zagłady Żydów przez reżim nazistowski jako efekt dwóch procesów. Po pierwsze, pogłębiające się przesądy antysemickie, rozniecane przez propagandę nazizmu i ujęte nawet w kształt quasi-naukowej doktryny, dostarczały motywacji do ludobójstwa, a równocześnie, po drugie, długotrwała segregacja i separacja od tej społeczności (obyczajowa, religijna, wreszcie przestrzenna, w gettach) unicestwiała hamulce moralne, elementarny impuls współczucia, pozwalając traktować Żydów już nie tylko jako gorszych i obcych, ale jako nieludzi, których wyeliminowanie jest tylko problemem technicznym, takim jak oczyszczenie pola z chwastów czy wytrzebienie insektów2.

Historia XX wieku, przynosząca obok Holocaustu, stalinowskie łagry, masowe morderstwa czerwonych khmerów w Kambodży, rzezie plemienne w Ru-andzie, masakrę muzułmanów w Srebrenicy, czystki etniczne w Kosowie - pokazuje dowodnie, jaka niszcząca siła kryć się może w wykrzywionych ideach i chorej świadomości zbiorowej. Skąd ta choroba się bierze? Czasami rodzi się spontanicznie, oddolnie. Jest tak najczęściej wtedy, gdy obcy zagrażają interesom ekonomicznym, stwarzają konkurencję na rynku pracy, wykazują jakieś przewagi uzdolnień. Wywołana tym niechęć lub zawiść sprawia, że jako częściowo nieświadoma racjonalizacja grupę zaczyna razić odmienność sposobów życia, ubierania się, obyczajów, praktyk religijnych. Zaczynają krążyć plotki, bulwersujące opowieści, tworzą się mity o jakichś złowieszczych zamiarach obcej grupy. Szczególnie podatna atmosfera dla poczucia grupowego zagrożenia pojawia się w sytuacji kryzysu ekonomicznego, pogorszenia warunków życia. Wtedy działa sformułowana i potwierdzona eksperymentalnie przez psychologów amerykańskich Dollarda i Millera hipoteza „frustracji-agresji". Naturalnym obiektem agresji staje się grupa obca. I tak powstaje przesąd, rozpoczynając narastającą sekwencję konfliktu.

Często jednak geneza przesądów nie jest oddolna, lecz odgórna. Stereotypy i przesądy są szczególnie podatne na celową manipulację. Stają się narzędziem cynicznej polityki, gdy znalezienie „kozła ofiarnego" w postaci obcej grupy spełnia aż kilka użytecznych funkcji. Po pierwsze, pozwala obarczyć tę grupę winą za niepowodzenia władzy czy trudności, jakie przechodzi społeczeństwo. Po drugie, przekonanie o zagrożeniu ze strony takiej grupy wywołuje - zgodnie ze znanym nam już prawem Simmla-Cosera - pełniejszą integrację zbiorowości, „zwarcie szyków" i skupienie się wokół liderów, którzy zyskują w ten sposób dodatkową legitymizację. Po trzecie, konflikt staje się tematem zastępczym, na którym skupia się uwaga zbiorowości, zapominającej o innych problemach, które władza stara się ukryć czy zatuszować. Nie bez powodu za zbrodniami inicjowanymi przez stereotypy i przesądy stoją często konkretne postaci: Hitler, Stalin, Poi Pot, Idi Amin, Karadżić, Milośević.

Zmieńmy teraz skalę analizy i popatrzmy na interesującą patologię świadomości zbiorowej w małych grupach. Amerykański psycholog społeczny Indng Janis zidentyfikował i opisał syndrom, który nazwał „myśleniem grupowym" (groupthink)3. Jak wskazywaliśmy wcześniej, silne więzi społeczne między członkami grupy, solidarność grupowa, wzajemna lojalność i zaufanie, czyli to, co określamy czasem jako morale grupy, jest niezmiernie istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, zwiększa atrakcyjność grupy dla jej członków, ponieważ przynosi autoteliczne satysfakcje z uczestnictwa, daje poczucie wsparcia, zakorzenienia, bezpieczeństwa. Jednostka silnie identyfikuje się z grupą spoistą, czyni przynależność do grupy istotnym fragmentem swojej tożsamości. Po drugie, silne więzi społeczne w grupach spoistych sprzyjają mobilizacji do działania, ułatwiają koordynację i tym samym zwiększają efektywność grupy w tym obszarze, w którym działa kolektywnie. Jak wie każdy trener i każdy kibic piłkarski, aby zwyciężać, nie wystarczy kupić najlepszych zawodników, trzeba jeszcze z nich stworzyć zgrany zespół, czyli właśnie wytworzyć w drużynie wysokie morale. To samo dotyczy oddziału wojskowego, komitetu naukowego, wyprawy himalaistów albo jakiejkolwiek innej grupy zadaniowej.

Janis zauważył jednak, że są zagadkowe przypadki, gdy te dwie konsekwencje spoistości grupy - atrakcyjność i efektywność - rozchodzą się. Grupa jest ogromnie atrakcyjna dla jej członków, identyfikują się z nią bardzo silnie, przynależność do niej traktują jako najważniejszą dla własnej tożsamości, a mimo to efektywność grupy spada, ponosi ona niepowodzenia czy nawet klęski. Przykłady Janisa zaczerpnięte zostały ze świata amerykańskiej polityki. Badał on dokładnie warunki dochodzenia do katastrofalnej w skutkach decyzji o inwazji na Kubę w Zatoce Świń, decyzji podjętej przez najbliższe otoczenie prezydenta Kennedy'ego.

Przykład późniejszy, bardzo podobny, to decyzja o włamaniu do sejfów konkurentów politycznych w Hotelu Watergate, podjęta przez współpracowników prezydenta Nixona, prowadząca w efekcie do usunięcia prezydenta z urzędu. Jeszcze nowszy przykład to aneksja Kuwejtu zamierzona przez Saddama Hussajna, a zakończona sromotną porażką militarną. A wychodząc poza świat polityki, opisana przez łona Krakauera w słynnym bestsellerze tragedia grupy zdobywającej Mount Everest może również być zinterpretowana w tych kategoriach. We wszystkich tych przypadkach spoistość grup decyzyjnych była niezwykle silna. Za silna, twierdzi Janis, bo także i w tej dziedzinie okazuje się, że zbyt wiele tego, co skądinąd dobre, może prowadzić do katastrofalnych skutków. Istnieje jakiś optymalny, średni poziom spoistości, który zapewnia grupie sukces. Poniżej tego, w przypadku demoralizacji, ale i powyżej, w przypadku nadmiernie rozbudowanego morale, grupa jest niezdolna do efektywnego działania.

Myślenie grupowe polega, mówiąc najprościej, na zupełnej zatracie przez grupę poczucia rzeczywistości, dzięki jej izolacji od otoczenia i zamknięciu się we własnym świecie. Na syndrom myślenia grupowego składają się następujące elementy. Po pierwsze, złudzenie nieograniczonej siły i bezkarności, dające poczucie pełnego bezpieczeństwa. Po drugie, lekceważenie wszelkich potencjalnych zagrożeń, sygnałów ostrzegawczych, realistycznych informacji płynących z zewnętrznego świata, poprzez wzajemnie wzmacniające się w interakcjach członków grupy racjonalizacje. W ten sposób członkowie grupy umacniają się w swoich przekonaniach, grupowym samozadowoleniu i arogancji. Po trzecie, niepodważalna wiara w swoją wyższość moralną, słuszność własnych wartości, celów czy sprawy, o którą się walczy.

A równocześnie budowanie stereotypów i przesądów na temat oponentów, przeciwników i wrogów, jako wcieleń zła, co usprawiedliwiać ma stosowanie wobec nich wszelkich, nawet najbardziej amoralnych metod. Po czwarte, traktowanie przywódców grup zewnętrznych jako słabych, niekompetentnych czy wręcz głupich, co dyskwalifikuje ich jako partnerów do ewentualnych negocjacji i kompromisów. Po piąte, silne akcentowanie lojalności wobec grupy jako najwyższej cnoty i stąd bezwzględna presja w kierunku konformizmu. Odmienność poglądów to nie jest sprawa intelektualna, lecz moralna, a więc każdy dysydent jest traktowany jako niegodny odszczepieniec lub zdrajca. Po szóste, autocenzura powstrzymująca przed wyrażaniem wątpliwości czy kontrargumentów w obawie przed moralnym potępieniem grupy, przez przekonywanie samych siebie o ich niewielkiej ważności czy trafności. Po siódme, pojawienie się najbardziej gorliwych, samozwańczych cenzorów, którzy kontrolują przepływ informacji spoza grupy i izolują grupę, a zwłaszcza jej przywódcę, od wszelkich opinii, które mogłyby zachwiać jednomyślnością i pewnością ich racji.

Po ósme, wytworzenie się złudzenia pełnej jednomyślności, dzięki założeniu, że milczenie narzucone przez autocenzurę oraz brak odmiennych opinii zewnętrznych, skutecznie ukrytych przez cenzorów, oznacza pełną zgodę wszystkich członków z decyzjami czy polityką grupy. W sytuacji myślenia grupowego, w rezultacie takiej samonapędzającej się i samowzmacniającej się spirali coraz głębszej izolacji grupy we własnym wyimaginowanym świecie, dochodzi do całkowitego zafałszowania obrazu zewnętrznego otoczenia, w którym grupa działa, do nierealistycznej oceny własnych możliwości i w efekcie do działań przynoszących niepowodzenie czy klęskę. Biały Dom prezydenta Kennedy'ego nie docenił determinacji i siły oporu Kubańczyków, przeceniając zarazem swoje możliwości militarne.

Biały Dom prezydenta Nixona nie docenił roli mediów i opinii publicznej jako „trzeciej władzy" w społeczeństwach demokratycznych, a także przecenił swoje szansę zatuszowania afery i manipulowania organami wymiaru sprawiedliwości. Otoczenie Saddama Hussajna nie doceniło zaangażowania amerykańskich interesów ekonomicznych w Kuwejcie oraz nie dostrzegało słabości własnej techniki wojskowej, podejmując próbę aneksji, która zakończyła się klęską militarną. A zblazowani wcześniejszymi sukcesami przewodnicy himalajscy nie docenili możliwości zmiany pogody i przecenili siły swoich komercyjnych klientów-amatorów, doprowadzając do tragedii.

Podobne prace

Do góry