Ocena brak

PARMENIDES I SZKOŁA ELEJSKA

Autor /Mati123 Dodano /30.05.2011

Jednocześnie mniej więcej z filozofią Heraklita wytworzyła się w Grecji doktryna biegunowo przeciwna. Ta właśnie zaprzeczała zmienności świata i w stałości widziała naczelną cechę bytu. Powstała już nie na Wschodzie, lecz w zachodnich koloniach greckich. Ośrodkiem jej było italskie miasto Elea, stąd zwana jest filozofią eleatów. Właściwym twórcą jej był Parmenides z Elei na przełomie VI i V w.

ROZWÓJ SZKOŁY. Filozofia elejska nie miała licznych zwolenników, ale miała ich stale przez szereg pokoleń. Przetrwała cały pierwszy okres filozofii greckiej, a jeśli wliczyć szkołę megarejską, którą utworzyli jej epigoni, to także drugi i trzeci. Wydała cztery po­kolenia: pierwsze przygotowało, drugie wytworzyło naukę eleatów, trzecie jej broniło, w czwartym się wyrodziła. 1) Poprzednikiem szkoły był Ksenofanes. Wyszedł ze środo­wiska filozofów jońskich i stanowił łącznik między szkołą jońską a elejska. Na tle rozwa­żań teologicznych powziął swą doktrynę. 2) Doktrynie tej Parmenides dał filozoficzną , postać, rozwinął ją w teorię bytu i poznania. 3) Zenon wysubtelnił metodę dialektyczną wprowadzoną przez Parmenidesa i stosował ją do obrony jego doktryn. 4) W szkole megarejskiej dialektyka stała się celem dla siebie i przekształciła w erystykę.

POPRZEDNIK: ksenofanes. Pochodził z wschodnich kolonii jońskich, za młodu walczył z Persami; gdy w 545 r. Jonia stała się prowincją perską, wyemigrował na Zachód, do Wielkiej Grecji. Urodzony zapewne w 580 r., dożył pono stu lat. Wiódł życie wędrow­nego rapsoda, a na starość osiadł w mieście Elei, założonym podówczas przez emigrantów. Był głównie poetą, twórcą poezji etyczno-religijnej treści; ale napisał również filozoficzne dzieło O przyrodzie. Był to umysł przede wszystkim krytyczny, chłoszczący satyrą błędy i przesądy.

Pochodząc z Jonii, znał filozofię Jończyków; był pono osobistym uczniem Anaksymandra. Wytworzył nawet własną teorię, analogiczną do teorii Jończyków: uważał mianowicie ziemię za zasadę przyrody. Jednakże nie przyroda była właściwym przedmiotem jego zainteresowań, lecz bóstwo.

O bóstwie zaś nauczał, że jest jedno. W związku zapewne z przekonaniem Jończyków, że zasada świata jest jedna, twierdził, że i bóstwo jest jedno. I nie wolno mu przypisywać różnorodnych i zmiennych własności. A tak właśnie czynią ludzie: „Mniemają śmiertelni, że bogowie są urodzeni i mają strój, głos, kształt, jak oni". „Etiopowie twierdzą, że bogo­wie ich są czarni i płaskonosi, a Trakowie, że są niebieskoocy i rudowłosi". A „gdyby byki i konie, i lwy posiadały ręce i mogły nimi malować i dzieła tworzyć, jak ludzie, to konie malowałyby postacie bogów podobne do koni i takież ciała im dawały, a byki po­dobne do byków, takie dając im kształty, jakie dany gatunek właśnie posiada".

Zwalczał politeizm i antropomorfizm, ale próbował również pozytywnie orzec, czym jest Bóg; mówił, że jest „cały patrzeniem, cały myśleniem, cały słuchaniem", że „zawsze pozostaje w tym samym miejscu, nie ruszając się nigdzie", że „bez trudu siłą ducha wywija światem": były to myśli, z których wyrosły z czasem doktryny teologiczne, jak nauka o niematerialności, niezmienności i wszechmocy Boga. Sam Ksenofanes rozumiał zapewne bóstwo raczej w myśl późniejszych panteistów niż teistów; raczej jako czynnik wewnętrzny świata niż jako pozaświatową potęgę. Było to zgodne z duchem pierwotnej hilozoistycznej filozofii; świat posiada boską siłę w sobie, która porusza go i kieruje nim, nie potrze­buje więc akcji bóstwa z zewnątrz.

Krytyczną i polemiczną postawę wywoływały w Ksenofanesie nie tylko sprawy re­ligijne, ale też i sprawa poznania, o którym posiadamy parę jego refleksji. Po kilku pokole­niach filozofów, którzy doszli do rozbieżnych wyników, nic dziwnego, że mógł powziąć wątpliwości co do pewności tych wyników. Mówił tedy, że są one tylko prawdopodobne, że prawda objawia się jedynie stopniowo; a nawet mówił: „Co się tyczy prawdy, to nie było nikogo i nie będzie, kto by ją znał o bogach i o tych wszytkich rzeczach, o których mówię".

Ksenofanes z filozofii Jończyków wysunął na czoło myśl o jedności. Do tej myśli nawią­zał Parmenides i wysnuł z niej wielką doktrynę filozoficzną.

ŻYCIE PARMENIDESA. Urodził się w Elei i tam mieszkał. Żył współcześnie z Heraklitem, jego wiek męski przypadał około r. 500. Według tradycji, słuchał Ksenofanesa. Koło r. 480 - 470 napisał swe dzieło filozoficzne, wierszowane, ale zupełnie niepoetyczne. Miał być jedną z najczcigodniejszych postaci w dziejach filozofii greckiej.

POGLĄDY. 1. teza naczelna. W pierwszych teoriach filozoficznych, jakie wydała Grecja, tkwił nie od razu uświadomiony antagonizm jedności i mnogości: boć zasadę świata przyjmowano jedną, a świat składa się z mnogości rzeczy. Tkwił w nich również antagonizm między trwałością i zmiennością: bo zasadę świata miano za niezmienną, tymczasem świat ulega ciągłym przemianom. Pierwsi filozofowie jońscy nie rozwikłali tych przeciwieństw. Natomiast w następnych pokoleniach podzieliły się stanowiska: Heraklit widział w rzeczach jedynie różnorodność i zmienność, kładł nacisk na zawarte w nich przeciwieństwa; Parmenides zaś, mając już nieco przygotowany teren przez Kseno­fanesa, zajął stanowisko wręcz przeciwne.

Charakterystyka zjawisk dana przez Heraklita była niewątpliwie trafna, Parmenides jej nie zaprzeczał, przyznawał, że przeciwieństwa są zawarte w zjawiskach. Ale gdy Heraklit wnosił stąd, że przeciwieństwa tkwią w naturze samego bytu, nie mógł mu przyznać racji. Był przekonany, że przeciwieństwa wykluczają się wzajem, więc jeśli zjawiska pełne są przeciwieństw, to znaczy, że nie są prawdziwym obrazem bytu. Heraklit mówił, że przy­roda nieustannie zmienia własności; Parmenides przyznawał mu rację, ale - wyciągał stąd konsekwencję: o niczym w przyrodzie nie można rzec, że jest, lecz tylko, że staje się. Byłoby nadużywaniem wyrazu nazywać przedmioty obserwowane w przyrodzie „bytem", boć nie jest bytem, co może przestać być. Parmenides pragnął rozproszyć te nieporozumienia i pojęcie bytu uczynił przedmiotem swych rozważań.

2. teoria bytu. Punkt wyjścia rozważań Parmenidesa o bycie był niezmiernie prosty. Polegał na jednej tautologicznie brzmiącej tezie: „Trzeba z konieczności powiedzieć

i myśleć, że tylko to, co jest, istnieje. Bo byt jest, a niebytu nie ma". Czyli, polegał na samej tylko (jak się dziś mówi) „ontologicznej zasadzie tożsamości".

Ale z prostej tej zasady Parmenides wywnioskował bardzo wiele: wywnioskował wszystkie własności bytu. Tautologiczne twierdzenie, że byt jest, a niebytu nie ma, stało mu się podstawą do wszelkich dalszych twierdzeń z teorii bytu. Byt nie ma początku: bo z czegóż miał powstać? Tylko z niebytu - a niebytu nie ma. Nie może też mieć końca, dla tej samej racji, dla której nie ma początku; jest więc wieczny. Dalej, jest ciągły, bo każda przerwa byłaby niebytem; jest nieruchomy i w ogóle niezmienny, bo mógłby zmienić się tylko na niebyt; jest niepodzielny, bo części bytu nie będąc już bytem musiałyby być niebytem; nie ma w sobie różnic, bo to, co różne od bytu, jest niebytem. Więc byt jest stały i jeden, jest przeciwieństwem stawania się i mnogości. „Słowami jest tylko to, co śmiertelni ustanowili w swym języku w przekonaniu, że mówią prawdę: stawanie się i ginięcie, byt i niebyt, zmiana miejsca i świecącej barwy".

Było to zerwanie z hilozoizmem Jończyków, dla których ruch był nieodłączny od rzeczy. Ale czy byt, o którym mówił Parmenides, to ten sam byt materialny, o którym rozmyślali Jończycy i o którym Heraklit twierdził, że jest zmienny i różnorodny? Czy nie jest ra­czej jakiś byt inny, abstrakcyjny, niematerialny, pozaświatowy ? Takie rozróżnienie' obce było epoce Parmenidesa. Myśl wówczas nie wybiegła jeszcze poza świat i materię. Miał na myśli ten sam byt materialny, o którym inni filozofowie greccy, opierający się na danych zmysłowych, tak odmienny wypowiadali pogląd. Wynika to choćby z twierdzenia Parmenidesa, że byt jest ograniczony, zakończony we wszystkich kierunkach, podobny do kuli.

Teoria Heraklita była w zgodzie z doświadczeniem, ze zmysłowym obrazem świata, Parmenides zaś drogą czystego rozumowania doszedł do innych wyników. Mniemał, że wyniki rozumowania, a nie zjawiska, dają właściwy obraz bytu, że trafnie pojmiemy rze­czywistość, gdy abstrahując od zmienności i różnorodności zjawisk zwrócimy uwagę na jej podłoże proste i niezmienne, jednolite i ciągłe. Znał zjawiska z ich zmiennością i różnorodnością; omówił je nawet szczegółowo w drugiej części swego poematu, ale nie były to już, w jego rozumieniu, „słowa pewne" i „myśli o prawdzie", lecz jedynie „ludzkie złudne mniemania".

Wyniki Parmenidesa odbiegły tedy od doświadczenia i uczyniły koniecznym odróż­nienie bytu od zjawisk. Tego brzemiennego w skutki rozróżnienia on sam wyraźnie nie sformułował, ale faktycznie przeprowadził. I przez to jego filozofia jedności - jakkolwiek to wydaje się paradoksalne - nosiła w sobie zaczątek dualizmu, którego filozofia Hera­klita nie posiadała.

3. metoda dedukcyjna. Z faktami doświadczenia, które Heraklit umiał trafnie opisać i uogólnić, Parmenides był w jawnej niezgodzie. Za to po raz pierwszy świadomie i syste­matycznie zastosował rozumowanie dedukcyjne. Był prototypem tych filozofów, którzy odrzucili doświadczenie jako źródło poznania, i całą wiedzę wywodził z założonych a priori przesłanek ogólnych. Zaufał wyłącznie tylko rozumowi i dedukcji. Z dwóch rodzajów poznania, które był wyróżnił, uznawał tylko myślowe; poznanie zaś zmysłowe uważał za niewiarogodne, gdyż dawało zupełnie odmienny obraz świata.

Postępowanie jego poniekąd odpowiadało naturalnym skłonnościom umysłu: jedność i stałość jest potrzebą umysłu, a przez to postulatem badania. Natomiast ten archaiczny

myśliciel, upraszczający nadmiernie zagadnienia, nie uwzględnił, że w badaniu rzeczy­wistości- oprócz postulatów potrzebna jest znajomość faktów, które wskażą, czy i jak rzeczywistość sprawdza postulaty. Upojony tym poczuciem konieczności, jakie daje de­dukcja, zaufał jej wyłącznie. Operując jedynie pojęciami wytworzył sobie przekonanie, że byt ma cechę trwałości, a trwałość wyklucza zmianę. A że doświadczenie niepodobne było do Parmenideiskiego bytu, przeto łączność między bytem a doświadczeniem, między wiedzą rozumową a wiedzą o faktach została zerwana. Parmenides był, o ile sądzić możemy, wielkim myślicielem, jednakże stworzył najniebezpieczniejszy precedens. I nieraz potem w dalszym rozwoju filozofia wpadała w błąd eleatów.

4. podstawa epistemologiczna. Pierwszego twierdzenia, na którym oparł swą ontologię, jakkolwiek mogło wydawać się oczywiste, Parmenides nie przyjmował jako pewnik, lecz usiłował uzasadnić je epistemologicznie. Argumentował tak: Skąd wiemy, iż „niebytu nie ma"? Bo o niebycie niepodobna w ogóle myśleć: „niebytu nie można ani poznać, ani wypowiedzieć". Dlaczego? Gdyż między myślą a bytem zacho­dzi związek najściślejszy. „Ta sama rzecz jest i jest myślana", „tym samym jest myśl i rzecz, której myśl dotyczy, boć nie znajdujesz myśli bez czegoś istniejącego, co wypowiada się w myśli".

Zdania te, wypowiedziane z okazji teorii bytu, były też niemałej doniosłości dla teorii poznania. Były wypowiedzeniem właściwego Grekom poglądu na naturę umysłu: że ma on naturę bierną i może tylko odtwarzać „coś istniejącego". Na związek myśli r bytu został tu po raz pierwszy położony nacisk; ale niezróżnicowanie pojęć ze związku dwóch rzeczy uczyniło ich tożsamość. Próżno by jednak było w tym utożsa­mieniu bytu i myśli doszukiwać się idealizmu, czyniącego z bytu myśl, albo też materializ­mu, z myśli robiącego materialne odbicie bytu. Sens twierdzeń Parmenidesa był prostszy: myśl, gdy nie jest w błędzie, w treści swej nie jest różna od tego, co rzeczywiście istnieje.

Twierdzenie Parmenidesa o tożsamości bytu i myśli było zresztą mniej paradoksalne, niż się wydaje dziś; nie była jeszcze rozróżniona dyskursywna i intuicyjna postać myśli; myśl nie była przez wczesnych Greków utożsamiana z procesem rozumowania, lecz raczej przeciwnie - panowała skłonność do pojmowania myśli jako intuicji, jako pewnego ro­dzaju oglądania i dotykania rzeczywistości przez umysł. Myśli były pojmowane nie jako abstrakcyjne, lecz jako konkretne, i mogły przez to łatwiej być utożsamione z konkretnym bytem.

Parmenides utożsamił myśl i byt, choć przecież widział, że spostrzeżenia ludzkie ule­gają złudzeniom i wyobrażenia pełne są błędów; ale utożsamiał byt z myślą, a nie spostrzeżeniami i wyobrażeniami. Od spostrzeżeń myśl wyraźnie odróżniał: „Nie poddawaj się przyzwyczajeniu i nie daj się powodować wzrokowi, który nie umie patrzeć, szumiącemu słuchowi i językowi. Nie, myślą rozsądź sporne dociekania, o których ci rzekłem". Doko­nał tedy - mniej więcej jednocześnie z Heraklitem - tak bogatego w skutki rozróżnienia poznania zmysłowego! myślowego. W procesie różnicowania władz umysłowych był to etap pierwszy i zapewne najważniejszy.

ZNACZENIE PARMENIDESA. Wraz z uformowaną przez się szkołą elejską Parme­nides zaważył w dziejach filozofii przede wszystkim: 1) naczelną teorią jedności i niezmien­ności bytu, 2) poglądem na nierozerwalność bytu i myśli, 3) odróżnieniem myśli od postrze­gania i 4) dedukcyjną, dialektyczną metodą filozofowania.

SZKOŁA PARMENIDESA: A) melissos był z wszystkich uczniów najbliższy Parmenidesowi. Nie był filozofem z zawodu, lecz filozofującym żołnierzem; jako admirał floty samijskiej zwyciężył w r. 441 - 440 Ateńczyków. Pierwsi historycy greccy, mianowicie Arystoteles, surowo ocenili jego nieco dyletancką filozofię. Wiemy o niej stosunkowo dużo dzięki przechowanej rozprawie nieznanego greckiego historyka filozofii, znanej pod ty­tułem: De Melisso, Xenophane, Gorgia. Bytowi przypisywał pięciorakie własności: jest 1) wieczny, czyli nieskończony w czasie, 2) nieskończony również przestrzennie, 3) jedyny, 4) niezmienny, 5) nie doznający bólu ani cierpienia. Od mistrza swego odbiegał tedy w paru punktach: 1) przyjmował przestrzenną nieskończoność bytu (widocznie zauważył analogię czasu i przestrzeni - niemniej poglądy Parmenidesa nie wymagały tej konsekwencji), 2) uznawał optymistycznie doskonałość bytu, bo to chyba oznacza ów brak bólu i cier­pienia.

B) zenon z elei był najwybitniejszym i najsamodzielniejszym z następców Parme­nidesa. O życiu jego i charakterze nic prawie nie wiadomo. Żył prawdopodobnie między r. 490 a 430; należał do tego pokolenia, które wydało już nowego pokroju filozofów przy­rody, Empedoklesa i Anaksagorasa. Dzieło jego O przyrodzie, pisane schematyczną pro­zą w formie pytań i odpowiedzi, stało się później wzorem dla formy dialogowej.

Stanowił już inny typ filozofa niż jego poprzednicy: był apologetą i polemistą, mniej zajętym zdobywaniem nowych prawd niż bronieniem prawd zdobytych i zwalcza­niem przeciwników. Wydoskonalił sztukę prowadzenia sporów, wykazywania, na dro­dze samego tylko zestawiania pojęć, prawdy własnej i zwłaszcza cudzego fałszu: był przez to twórcą dialektyki, jak zaświadcza Arystoteles.

Bronił eleackiej jedności i niezmienności bytu, ale bronił na drodze pośredniej i nega­tywnej, w ten sposób, że wykazywał niemożliwość, bo sprzeczność, wszelkiej mnogości i wszelkiej zmiany, specjalnie zaś atakował najprostszą formę zmiany: ruch.

Argumenty Zenona przeciw ruchowi są cztery:

1. Tzw. dychotomia. Przedmiot, gdy znajduje się w ruchu i ma przebyć jakąś drogę, musi przebyć najpierw połowę tej drogi, potem połowę drogi pozostałej, potem połowę reszty i tak w nieskończoność. Jakkolwiek tedy mała jest droga, którą przedmiot ma przejść, zawsze musi przejść nieskończoną ilość odcinków, a tego w skończonym prze­ciągu czasu dokonać niepodobna, ruch więc jest niemożliwy.

2. Tzw. achilles. Najszybszy biegacz nigdy nie dogoni najwolniejszego, Achilles nie dogoni żółwia, jeśli ten choć cokolwiek go wyprzedzi. Goniący bowiem musi dojść najpierw do miejsca, z którego wyszedł goniony, ten zaś posunął się naprzód, i tak będzie zawsze.

3. Tzw. strzała. Lecąca strzała w chwili teraźniejszej nie porusza się, lecz spoczywa w powietrzu i nie przebiega żadnej przestrzeni; i tak samo jest w każdej innej chwili. Ale czas składa się z chwil, więc strzała nie może posuwać się naprzód w powietrzu, lecz spo­czywa.

 

4. Tzw. stadion. Szybkość, z jaką przedmioty poruszają się, jest jednocześnie taka i inna, mniejsza i większa, w zależności od tego, względem jakich innych przedmiotów jest rozważana; jeśli zaś ruch dokonywa się z szybkością, która jest jednocześnie taka i nie taka, to jest sprzeczny i nie może istnieć. Że zaś szybkość przedmiotów jest jedno­cześnie różna, to widać na takim przykładzie: z trzech zbiorów ciał A, B, C pierwszy jest nieruchomy, pozostałe zaś w ruchu; gdy zbiory te z układu I przeszły w układ II, to C minęło dwa odstępy A-A, a cztery odstępy B-B, więc przeszło pewną drogę i jednocześnie drogę dwukrotnie większą.

 

AAAA AAAA

I BBBB II BBBB

CCCC CCCC

 

Argumentów Zenona przeciw mnogości jest parę, a są dość podobne między sobą; jeden z nich ma treść następującą:

Jeżeli byt stanowi mnogość, to jest podzielny, podzielny zaś jest, dopóki części jego posiadają wielkość; gdy zaś podział dojdzie do części nie posiadających wielkości, wtedy podzielność skończy się. Byt składa się z tych części, na które daje się dzielić, te zaś części, jako niepodzielne, są pozbawione wielkości. Ale jeśli części są pozbawione wielkości, to i suma ich także; zatem byt jest pozbawiony wielkości. Ale, z drugiej strony, części nie mogą być bez wielkości, bo nie wytworzyłaby się z nich całość posiadająca wielkość, więc choć dzielilibyśmy byt w nieskończoność, zawsze otrzymamy części posiadające wielkość, czyli byt składa się z nieskończonej ilości takich części, a więc jest nieskończenie wielki. Przy założeniu zatem, że byt jest mnogością, wynika, że byt nie ma wielkości i że zarazem jest nieskończenie wielki; więc mnogość jest sprzeczna i nie może istnieć.

W związku ze sprawą mnogości był również argument Zenona przeciw poznaniu zmysłowemu. Ziarno rzucone na ziemię nie wydaje dźwięku; nie powinien więc wydać go i worek ziarna, bo skądże ma wydawać dźwięk całość, jeśli nie wydaje go żadna z części ? Tymczasem worek ziarna, wysypany na ziemię, wydaje dźwięk.

Wśród tych argumentów Zenona jeden zajmuje oddzielne miejsce: to 4. argument przeciw ruchowi; udowadnia on nie to, co zamierza: nie sprzeczność ruchu, lecz jego względność. Inne natomiast argumenty przeciw ruchowi i mnogości mają wspólny cha­rakter i skierowane są przeciw tej samej trudności. Trudność ta dotyczy nie tylko ruchu i mnogości, ale też czasu, przestrzeni i wszystkiego, co ma charakter ciągły.

Grecy (specjalnie Arystoteles) mniemali, iż rozwiązują trudność tkwiącą w rozumowa­niach Zenona wskazując, że czas jest tak samo nieskończenie podzielny jak przestrzeń i że ich części odpowiadają sobie. Ale trudność tkwi głębiej: chodzi w argumentach Zenona o sprawę zasadniczą: o stosunek wielkości skończonych i nieskończonych. Trud­ność tego stosunku występuje na jaw, gdy ma się do czynienia z wielkościami ciągłymi, które ciągłość czyni podzielnymi w nieskończoność; takimi zaś wielkościami są czas i przestrzeń oraz ruch, którego czynnikami są czas i przestrzeń. Paradoksy Zenona pochodzą stąd, że operując nieciągłymi częściami chciał z nich odtworzyć wiel­kości ciągłe. A to istotnie jest niemożliwe. Przestrzeń nie jest sumą punktów, czas nie jest sumą momentów, ruch nie jest sumą prostych przejść od punktu do punktu: to był wynik rozważań Zenona. Punkty i momenty można tylko całkować, ale nie sumować. Całko­wanie nieprędko zostało wynalezione, ale już w V w. p.n.e. trudności podniesione w pa­radoksach Zenona wskazały na odmienną naturę wielkości ciągłych i stały się bodźcem do zbadania ciągłości. Były też początkiem dociekań nad wielkościami ciągłymi: czasem, przestrzenią, ruchem, nad stosunkiem całości i części, części skończonych i nieskończo­nych. W tym leży poważne znaczenie tych niepoważnie wyglądających argumentów.

C) W następnej po Zenonie generacji zwolennicy filozofii eleackiej nie tworzyli już oddzielnej grupy, ale znaleźli się w obu wielkich grupach filozoficznych tego okresu:

zarówno wśród sofistów, jak i wśród uczniów Sokratesa; wśród pierwszych kontynuato­rem eleatów był zwłaszcza Gorgiasz, wśród drugich - tzw. szkoła megarejska. Ale ci następcy Parmenidesa odbiegali coraz dalej od pozytywnych badań mistrza nad naturą prawdziwego bytu; ich poczynania dialektyczne były już tylko negatywne.

gorgiasz z Leontinoi na Sycylii, który żył w granicach między 483 a 375 r., a w r. 427 bawił jako poseł swego miasta w Atenach, pierwotnie uprawiał filozofię przyrody w duchu Empedoklesa, potem zaś działał jako retor, sofista i literat, a po trosze i jako filozof.

Z pisma jego O przyrodzie przechowały się tylko trzy tezy nihilistyczne i sceptyczne, uzasadniane w sposób wyraźnie zależny od eleatów, a zwłaszcza od Zenona. Tezy te brzmią: 1) nie ma nic, 2) gdyby nawet było coś, to nie byłoby poznawalne, 3) gdyby nawet było poznawalne, to nie mogłoby być przedmiotem porozumienia między ludźmi. Najoryginal­niejsze było uzasadnienie ostatniej tezy, polegające na tym, że znak jest różny od tego, co przezeń oznaczone: jakże można komunikować słowami przedstawienie barwy, skoro ucho słyszy nie barwy, lecz dźwięki?

Tezy Gorgiasza wyglądają na żart retora, który chce pokazać, że wszystkiego można dowieść. A jednak były poważnie rozważane w starożytności. Nie znaczy to wszakże, aby Gorgiasz był na serio przekonany, że nic nie ma i że niczego nie można poznać ani innemu zakomunikować. Intencja paradoksów Gorgiasza była zupełnie ta sama, co Zenona. Odkrywał trudności logiczne, a niech je rozwiąże, kto może.

D) szkoła megarejska. Szkoła megarejska była założona przez Euklidesa. Należał on do najbliższego Sokratesowi grona, ale łączyły go z Sokratesem stosunki raczej oso­biste niż filozoficzne. W filozofii swej był bliski eleatom, twierdził, że istnieje tylko jedność.

Szkoła jego zwana była erystyczną, gdyż zaszczepił w niej erystykę, tj. kunszt prowa­dzenia sporów i przekonywania przeciwnika bez względu na to, gdzie słuszność. Erystyka była dialektyką zdeprawowaną przez to, że utraciła swój cel: szukanie prawdy. Zresztą operowała tymi samymi sposobami, co dialektyką Zenona: tropiła sprzeczności i antynomie; gdzie zaś ich nie było, tam je wytwarzała.

Niektóre z antynomii megarejskich zasługują jednakże na uwagę i pamięć: formułują one, przeważnie w formie przykładowej, istotne trudności logiczne lub semantyczne. Naj­bardziej znane z nich przypisywane są nie Euklidesowi już, lecz uczniowi jego, Eubulidesowi: 1) Kłamca: jeżeli kłamca mówi, że kłamie, to zarazem kłamie i mówi prawdę. 2) Elektra: o Orestesie Elektra wie, że jest jej bratem, ale gdy zasłonięty stanął przed nią, Elektra nie wie tego, co wie. 3) Łysina: kto straci jeden włos, nie staje się jeszcze łysym, drugi włos utracony też nie stanowi łysiny; kiedyż zaczyna się łysina? 4) Rogacz: rogów nie zgubiłeś, a czegoś nie zgubił, to posiadasz, więc posiadasz rogi.

W takich sofizmatach megarejczycy byli uczniami Zenona; np. sofizmat „łysina" ma ten sam nerw argumentacji, co argument o „worku ziarna".

Duch eleatów żył i w późniejszych generacjach w szkole megarejskiej: Diodor Kronos, zmarły w r. 307, słynny z polemiki przeciw istnieniu możliwości (poza tym, co istnieje, nic nie jest możliwe), dodał jeszcze nowe argumenty przeciw ruchowi. Jeden z późniejszych członków szkoły, Stilpon, który około 320 r. nauczał w Atenach, stanowi łącznik jej ze szkołami sceptyków oraz stoików.

Nie przypadek, lecz natura eleackiej filozofii spowodowała, iż skończyła się ona nega­tywną polemiką, erystyką i zestawianiem sofizmatów. Filozofia ta była tego rodzaju, że zaprzeczając wszelkiej różnorodności nie mogła rozbudowywać swych poglądów; mogła

natomiast atakować poglądy cudze, i na tym polu wyładowała się energia umysłowa jej zwolenników. Ignorowanie zaś doświadczenia musiało mieć ten skutek, że skupiło zain­teresowania dokoła kwestii formalnych. Natomiast w dziedzinie spraw formalnych za­równo eleaci, jak ich megarejscy następcy dotarli do istotnych zagadnień i trudności. Me-garejczycy specjalnie w dziedzinie językowo-logicznej znaleźli zagadnienia dziś jeszcze żywe. Np. antynomie Eubulidesa dotyczyły spraw takich, jak ograniczenie zakresu podsta­wień (kłamca), istoty funkcji intencjonalnej (Elektra), chwiejności terminów (łysina), wielo­znaczności znaku negacji (rogacz).

WPŁYW DALSZY. Doktryna eleatów wywarła wpływ i poza szkołą, pośrednio od­działała na całą filozofię grecką. Parmenides wziął górę nad Heraklitem. Empedokles, Anaksagoras i atomiści utworzyli swe systemy dla uzgodnienia jego nauki z faktami doświadczenia. Pod wpływem Parmenidesa późniejsza filozofia przyrody zaczęła pojmo­wać materię jako bezwładną, a pod wpływem Zenona jako nieskończenie podzielną. Później naukę o niezmienności bytu przejął Platon dla swej teorii idei. Dialektyka weszła w krew filozofii greckiej: posługiwali się nią zarówno sofiści jak Platon, zarówno filozofowie epoki klasycznej jak hellenistycznej. Argumenty Zenona aż do czasów najnowszych za­chowały swą pobudzającą moc i były dyskutowane przez najwybitniejszych filozofów, jak Bayle, Descartes, Leibniz, Kant, Hegel, Herbart, Hamilton, Mili, Renouvier, Bergson, Russell.

Podobne prace

Do góry