Ocena brak

Pan Wołodyjowski

Autor /abbyLEE Dodano /11.03.2011

Utwór poprzedza wstęp nawiązujący do Potopu. Narrator wyjaśnia, że powieściowe losy pana Jerzego Michała Wołodyjowskiego, nie ułożyły się tak, jak to sugerowało zakończenie drugiej części Trylogii. Narzeczeni nie zawarli od razu związku małżeńskiego, ponieważ przyszły znaczne mitręgi, które sprawę opóźniły i przewlekły. Pan Michał wyjeżdża do Wiednia, by uzyskać zgodę na ślub od opiekunki Anusi, księżnej Jeremiowej Wiśniowieckiej, a następnie walczy na Ukrainie. Później pochłaniają go burzliwe wydarzenia polityczne i poselstwo na Krym, wojna domowa związana z rokoszem Jerzego Lubomirskiego i ponowne walki na Ukrainie. W końcu nastaje rok 1668. Dla kraju jest on niezwykle udany. Kmicicowie spodziewają się swego pierwszego dziecka. Przyjaciele Wołodyjowskiego przypuszczali, że wreszcie sfinalizuje on pomyślnie odkładane plany małżeńskie. Jednak w zakończeniu wstępu narrator sugeruje, że losy postanowiły inaczej.

Pierwszy rozdział Pana Wołodyjowskiego rozpoczyna się sceną z życia państwa Kmiciców. Jest piękna jesień 1668 roku. Oleńka jest brzemienna. Do ich dworku w Wodoktach przybywa pan Charłamp z wieścią, że zmarła narzeczona Wołodyjowskiego, panna Anusia Borzobohata Krasieńska. Śmierć jej była tak wielkim ciosem dla Michała, że Charłamp postanowił odnaleźć jego dawnych przyjaciół, by ci pospieszyli z pociechą dla zdruzgotanego nieszczęściem żołnierza. Okazało się jednak, że Skrzetuscy z Zagłobą udali się w podróż w Kaliskie. Oleńka uważa, że wdzięczność, jaką winni Wołodyjowskiemu, nakazuje przełamać obawy o jej zdrowie i radzi mężowi, by jeszcze tego samego dnia wyjechał spełnić swój obowiązek wobec przyjaciela i dobroczyńcy. Pan Andrzej wyrusza w podróż, by odnaleźć Wołodyjowskiego, który przebywał ostatnio w Częstochowie. Po drodze trafia do Łukowa. Tu dowiaduje się, że Skrzetuski z Zagłobą powrócili niedawno z podróży. Postanawia odwiedzić ich w Burzcu. Wieść o nieszczęściu, jakie spotkało pana Michała, ogromnie porusza przyjaciół. Zagłoba przekonuje Kmicica i Skrzetuskiego, że sam najlepiej potrafi go pocieszyć i wyrwać ze stanu rozpaczy.

Podróż Zagłoby do Warszawy trwała jednak znacznie dłużej, niż planował. Zbliża się czas sejmu konwokacyjnego. Szlachta jest rozpolitykowana. Różne partie i stronnictwa zabiegają o poparcie dla swoich kandydatów. Zagłoba, jako znakomity i cieszący się autorytetem żołnierz i szlachcic, jest wszędzie wdzięcznym gościem. Skwapliwie korzysta ze swojej popularności i dowodów uznania. Podczas podroży w Mińsku dowiaduje się, że wybrany na posła Bogusław Radziwiłł ma zamiar ubiegać się o insygnia elekcyjnego władcy. Wstrząśnięty tym do głębi Zagłoba postanawia udaremnić jego plany. Przyspiesza więc podróż do Warszawy, by zdążyć przed terminem elekcji (5 listopada).

W Warszawie roi się od przybyszów zainteresowanych wynikami sejmu konwokacyjnego. Zagłoba ma kłopoty ze znalezieniem noclegu. Na szczęście spotyka dawnego znajomego, Hasslinga-Ketlinga, który ofiarowuje mu gościnę w swoim dworku na Mokotowie. Ketling wyjawia, że między nim a Michałem podczas wspólnej wojaczki, już po wojnach szwedzkich, wywiązała się serdeczna, braterska przyjaźń:

Jedna kulbaka nam za poduszkę służyła, z jednej jadaliśmy misy; Kastorem i Polluksem nas zwano (s. 24).

Następnie Zagłoba dzieli się z Ketlingiem, wiadomością, że dawny zdrajca ojczyzny, książę Bogusław Radziwiłł, zamierza ubiegać się o koronę królewską. Wyraża przy tym opinię, że Ketling jako poseł pomoże mu udaremnić te niecne zamiary.

Istotnie, na początku sejmu Ketling zgłasza wątpliwość, co do prawomocności wyboru na posła księcia Bogusława Radziwiłła. W tym momencie z galerii sejmowej rozlega się okrzyk, że książę to zdrajca. Powoduje to znaczne zamieszanie i osłabienie szans wyborczych pretendenta do polskiego tronu. Bogusław, dowiedziawszy się, że to Zagłoba był sprawcą jego wstępnej porażki, po zaniechaniu pogróżek, postanawia zdobyć przychylność starego szlachcica. Upowszechnia opinię, że darzy Zagłobę szczególną estymą. Wkrótce dochodzi do ich bezpośredniego spotkania i utarczki słownej w obecności Jana Sobieskiego. Hetman podziwia dowcip i szermierkę słowną pana Zagłoby który okazuje się nieprzejednany wobec zdrajcy ojczyzny. Od przysłuchującego się dyskursowi pana Warszyckiego (kasztelana krakowskiego) Zagłoba dowiaduje się, że Michał Wołodyjowski powziął zamiar pójścia do klasztoru.

Następnego dnia dochodzi do spotkania z bratem Jerzym, który nie złożył jeszcze ślubów zakonnych. Zagłoba nie sprzeciwia się woli przyjaciela, chytrze prosi go jednak, by na kilka dni przywdział strój świecki i złożył wizytę śmiertelnie choremu przyjacielowi, Ketlingowi. Wołodyjowski daje się nabrać na fortel Zagłoby. W domu Ketlinga pojawiają się dawni przyjaciele, a wśród nich sam hetman Sobieski. Ketling jest oczywiście zdrów. Wołodyjowski przyrzeka Sobieskiemu, że zostanie wśród żołnierzy. Następnego dnia pan Michał w dowód uznania i wdzięczności otrzymuje od wielkiego hetmana pięknego bułanego dzianeta.

W tydzień po spotkaniu z Wołodyjowskim jego przyjaciel Ketling nieoczekiwanie musi z powodów rodzinnych wyjechać do Kurlandii. Swój dworek warszawski pozostawia do dyspozycji Zagłoby i Wołodyjowskiego. Tymczasem do Warszawy przybywa siostra Wołodyjowskiego, żona stolnika latyczowskiego, pana Makowieckiego, w towarzystwie dwu młodych kuzynek, panien podopiecznych, Krystyny Drohojowskiej i Barbary Jeziorkowskiej. Już w trakcie pierwszego spotkania okazuje się, że Krzysia Drohojowska jest poważną, stateczną panną, zaś Basia to pełen werwy trzpiot i podlotek. Obie są urodziwe, choć różne w wyglądzie i usposobieniu. Panu Zagłobie szczególnie do serca przypadła Basia, natomiast pan Michał zainteresował się Krzysią. Kolejne dni upływają w romansowej atmosferze. Pan Michał na prośbę panny Basi uczy ją fechtunku. Jednocześnie coraz większe wrażenie wywiera na nim Krzysia.

Do Wołodyjowskiego przybywa młody przyjaciel i podkomendny, Nowowiejski, z prośbą o wstawiennictwo u hetmana Sobieskiego. Podczas tej wizyty ogromne wrażenie na młodym Adamie Nowowiejskim wywiera Basia.

Na prośbę Sobieskiego Wołodyjowski zgadza się okresowo objąć na Ukrainie komendę po panu Ruszczycu, którego hetman planuje wysłać z poselstwem do Krymu. Wyjazd na placówkę ma nastąpić za dwa tygodnie.

Wieść o wyjeździe pana Michała ogromnie zmartwiła wszystkich mieszkańców dworku na Mokotowie, a zwłaszcza Krzysię. Przed odjazdem między nią a małym rycerzem dochodzi do pocałunków i zwierzeń. Związek ich umocnił się podczas kuligu. Wówczas Michał i Krzysia składają sobie śluby wierności. Uznają jednak, że nie pora ogłaszać planowanego związku.

Wkrótce po wyjeździe Wołodyjowskiego z podroży powraca Ketling. Jest zaskoczony obecnością pięknych panien. Od pierwszego spotkania między nim a Krzysią rodzi się płomienne uczucie. Tymczasem Zagłoba myśli o doprowadzeniu do ożenku Michała z hajduczkiem. Jest mu na rękę nie dający się ukryć wzajemny afekt Ketlinga i Krzysi. Mimochodem oświadcza Ketlingowi, że Krzysia jest wolna, gdyż to Basię zamierzają wyswatać Michałowi. Skrzętnie przy tym przemilcza skłonność Wołodyjowskiego do Drohojowskiej.

Krzysia przeżywa niebywałe katusze. Miłość do Ketlinga pochłania ją zupełnie. Wcześniejsze przyrzeczenie dane Michałowi nie pozwala jej myśleć o ukochanym. Pewnego razu Ketling namawia Krzysię i Zagłobę do zwiedzenia zamku królewskiego. W katedrze zamkowej Ketling wyznaje Krzysi miłość. Odpowiedź ukochanej go zdumiewa, nie pojmuje bowiem jej przyczyn. Oto Krzysia przed ołtarzem oświadcza mu, że miłuje go z całej duszy, ale nigdy nie wyjdzie za niego.

Wkrótce przyjeżdża Michał z panem Makowieckim. Krzysia wymusza na Ketlingu przyrzeczenie, by publicznie nie wyjawiał swego do niej uczucia, a jednocześnie nie chował urazy. Jako motyw odmowy zawarcia z mm związku podaje ofiarowanie się służbie zakonnej. Po powrocie do dworku Krzysia dowiaduje się, że do Zagłoby przybył znakomity gość – ksiądz podkanclerzy Olszowski. Pragnie on zyskać przychylność Zagłoby dla koncepcji, by na tronie obsadzić „Piasta”. Obaj rozmówcy są zgodni, że najwłaściwszym kandydatem do tronu będzie syn księcia Jeremiego – Michał Korybut Wisniowiecki. Jednocześnie rozmówcy uzgadniają taktykę elekcyjną zapewniającą pomyślność projektom. Po tej wizycie Zagłoba dowiaduje się od Ketlinga o nieoczekiwanej decyzji opuszczenia Rzeczypospolitej. Taki obrót spraw nie jest po jego myśli. Oto wali mu się w gruzy misterny plan połączenia Basi z Michałem. Próżno usiłuje wybadać przyczyny takiego zachowania się Ketlinga i Krzysi, dlatego wieść o jej decyzji pójścia do klasztoru przyjmuje z ulgą.

Tymczasem zbliża się termin elekcji. Miasto zaludnia się szlachtą. Do Warszawy powraca Wołodyjowski. Wiadomość o zakonnych planach Krzysi jest dla mego wielkim ciosem. Mały rycerz podczas spotkania z Drohojowską, nie dowiaduje się jednak całej prawdy. Dopiero – poirytowana zachowaniem się wobec niej pana Michała Basia wyjawia przyczynę jego miłosnych niepowodzeń. Chwilowo gniew małego rycerza obraca się przeciw rywalowi. Gwałtownie wybiega z dworku. Wszyscy są poruszeni możliwością zemsty na Ketlingu. Zagłoba podejmuje więc poszukiwania pana Michała bez rezultatu. Kiedy wszyscy pełni trwogi oczekują najgorszego, w towarzystwie Ketlinga pojawia się Wołodyjowski. Ten ostatni wspaniałomyślnie oświadcza Krzysi, że zwalnia ją od danych przedwcześnie przyrzeczeń. Poruszona wielkodusznością pana Michała Basia oświadcza mu, ze go kocha i pragnie wyjść za mego za mąż. Taki obrót spraw szczęśliwie finalizuje zabiegi Zagłoby. Stary szlachcic jest niezwykle kontent. Sceną tą kończy się „warszawska” część powieści. Obejmuje ona dwadzieścia pierwszych rozdziałów.

Następnie zmienia się plan wydarzeń. Narrator informuje, że pożycie Michała i Basi było szczęśliwe. Jedynym ich zmartwieniem było to, ze po trzech latach małżeństwa me doczekali się potomka. W tym czasie gospodarowali w pobliżu Kamieńca, gdzie dokupili kilka wiosek. Ziemia nie była tu droga z powodu nieustannych zagrożeń. Był to czas sielski w życiu pana Michała.

Otoczyła go cześć i miłość ludzka. Ziemia rodzina przyozdobiła go urzędem, hetman ko kochał, basza chocimski ustami nad nim cmokał, w dalekim Krymie, w Bachczysaraju, powtarzano ze czcią jego imię.

Gospodarka, wojna i miłość – oto były trzy porządki jego żywota (s. 167).

Lato 1671 zastaje państwa Wołodyjowskich w majątku Basi (wieś Sokół). Przybywa do nich Zagłoba. Wkrótce po tym Wołodyjowski otrzymuje rozkaz od hetmana Sobieskiego, by objął komendę w Chreptiowie. Okolice narażone są na tatarskie i zbójeckie napady. Mimo to Basia upiera się, by towarzyszyć mężowi. Pan Michał nie chce się zgodzić. Ostatecznie podejmuje decyzję, że do Chreptiowa najpierw wyprawi się sam. Tam przygotuje stanicę, oczyści okolicę z „hultajstwa rozbójniczego” i eskortę po Basię i pana Zagłobę.

Istotnie po trzech tygodniach zjawiło się stu Linkhauzowych dragonów i stu Lipków z chorągwi pana Lanckorońskiego. Lipkami dowodzi młody Tatar, Azja Mellechowicz.

Następnego dnia, wczesnym świtem, kilkanaście dobrze zaopatrzonych wozów wyruszyło do Chreptiowa. Marząca o przygodach Basia jest szczęśliwa. Podróż przebiega pomyślnie. Jedynie Mellechowicz wpada z koniem na dno jaru, chwilowo traci przytomność i dotkliwie rani się w głowę. Późną nocą docierają do Chreptiowa. Na spotkanie wyjeżdża pan Michał. Żołnierze w stanicy owacyjnie witają przybyszów.

Obecność Wołodyjowskiego w Chreptiowie ma zbawienny wpływ na przywrócenie spokoju w okolicy:

Kraj w którym panował ruch tak znaczny, uspokajał się z wolna; mieszkańcy, co spokojniejsi, mniej rozmiłowani w rozboju, wracali z wolna do opuszczonych siedzib, z początku chyłkiem, później coraz śmielej (s. 185).

Wkrótce Wołodyjowscy zagospodarowują się w Chreptiowie na dobre. Dnie i tygodnie upływają na życiu żołnierskim. Późną jesienią, w listopadzie, niebezpieczne potyczki z wrogiem niemal zupełnie przestają zagrażać. Wówczas w długie wieczory w domu Wołodyjowskiego pojawiają się zasłużeni dowódcy i wojownicy, snując przy ognisku różne wspomnienia.

Zajmującą historię ze swego życia opowiada znakomity łucznik, Muszalski. W młodości ów żołnierz odziedziczył posiadłość na Dzikich Polach. Jako człowiek żądny przygód chętnie się tu osiedlił. Jedynym jego utrapieniem był uszlachcony chłop spod Białocerkwi, Dydiuk, który na Siczy dosłużył się szarży atamana. Waśń z nim prowadziła do licznych bójek i wzajemnych napaści. Doszło do tego, że pan Muszalski zamierzał nawet zastrzelić uprzykrzonego sąsiada. Zanim jednak to się stało, sam trafił do tureckiej niewoli. Mimo wielu starań nie udało mu się z niej wykupić. Pracował jako galernik. Tu jego współtowarzyszem niedoli okazał się Dydiuk. Stopniowo dawna nienawiść przerodziła się w wielką zażyłość. Los zrządził, że podczas bitwy Turków z Wenecjanami udało im się uciec z niewoli. Szczęśliwie powrócili do kraju. Przyjaciel po jakimś czasie poległ, zaś opowiadający walczył dalej z wrogiem. Swoją niezwykłą opowieść przytacza po to, by uświadomić słuchaczom jak niezbadane są drogi i losy ludzkie na tych ziemiach.

Po wypadku, podczas podróży do Chreptiowa, Mellechowicz stopniowo dochodzi do siebie. Nie zwracano na niego większej uwagi do momentu, kiedy przechwycono list skierowany do niego. Nadawca – Kryczyński – Tatar będący niegdyś w służbie Rzeczypospolitej, przeszedł na stronę ordy tureckiej. Z listu wynikało, że Mellechowicz ma jakieś układy z dowódcami tatarskimi. Azja wyjaśnia, że dąży do przeciągnięcia ich na polską stronę. Potwierdzeniem jest pismo podkomendnego hetmana Sobieskiego, pana Bogusza, które ujawnia Azja. Wynika z niego, że Sobieski z aprobatą przyjmuje ewentualny powrót do służby byłych zdrajców Rzeczypospolitej.

Narrator ujawnia, że zamiary tajemniczego Azji nie są czyste. Przybyły Tatarzyn odnosi się do niego z najwyższą czcią, zaś Azja, nie wiedzieć czemu, obawia się rozpoznania ze strony Nowowiejskiego.

W następnym rozdziale narrator podejmuje wątek dotyczący jednego z bywalców stanicy w Chreptiowie, księdza Kamińskiego. W kilka dni po opowieści Muszalskiego, którą uznaje za wielce pouczającą, ksiądz opowiada o własnej drodze do kapłaństwa i sztuce uczenia się miłości bliźniego.

W atmosferze wspomnień i rozpamiętywania przeszłości kolejny uczestnik spotkań w Chreptiowie, pan Nienaszyniec, dzieli się ze słuchaczami zajmującą historią ze swego życia. Jako młody człowiek, po śmierci matki, musiał zaopiekować się znacznie młodszą siostrą, Halszką. Podczas jego nieobecności wzięto ją w jasyr. Próby wykupienia dziewczynki kończyły się niepowodzeniem. Ostatecznie właścicielem jej został słynny dowódca tatarski – Tuhaj-bej. Zrozpaczony pan Nienaszyniec postanowił porwać jego dziecko. Była to dla niego jedyna szansa uwolnienia z jasyru siostry. Współuczestnicy brawurowej akcji nie zadowolili się łupami. Postanowili również zatrzymać porwanego Azję. Tylko cudem udało się opowiadającemu uratować własne życie. Owi niegodziwcy zostali „wycięci w pień” przez innych rozbójników, zaś o dziecku wszelki słuch zaginął. Chłopiec miał na piersi wykłute dwie ryby jako znak rozpoznawczy. Na tę uwagę reaguje Azja Mellechowicz twierdząc, że może to być znak wielu Tatarów. Z odpowiedzi pana Nienaszyńca wynika jednak jasno, że jest to wyłącznie znak plemienia Tuhaj-beja.

Następnie narrator koncentruje swoją uwagę na opowieści o walce Wołodyjowskiego z watahami grasantów i rozbójników składających się przeważnie ze zbiegów z ordy tureckiej i ich krymskich sojuszników. Szczególnie groźna była wataha pod wodzą Azba-beja. Wołodyjowski postanawia rozprawić się z nią. W wyprawie uczestniczy między innymi oddział Azji Mellechowicza. Bandę zamierzano zlikwidować w pobliżu Sierocego Brodu. Pan Michał zezwala Basi na bezpośredni udział w walkach. Podczas pełnej wrażeń bitwy młoda pani Wołodyjowska poznaje prawdziwy smak wojennej przygody. Podczas pokonywania na koniu rozpadliny stepowej spada z wierzchowca i traci na chwilę przytomność. Na pomoc spieszy Azja Mellechowicz. Staje się wówczas jasne, że darzy Basię uczuciem miłości i pożądania. Całuje nieprzytomną kobietę. Wkrótce w pobliżu wypadku pojawia się Wołodyjowski w otoczeniu żołnierzy. Basia odzyskuje przytomność. Bitwa kończy się szczęśliwie. Po bandzie nie ma śladu.

Po powrocie do Chreptiowa państwo Wołodyjowscy zastają Bogusza, którego Sobieski wysłał, by śledził i informował o pertraktacjach Azji z rotmistrzami tatarskimi, mającymi rzekomo przejść na stronę Rzeczypospolitej. W jego towarzystwie przybywają stary Nowowiejski z córką i pani Boska (także z córką, Zosią). Pani Boska czyni wielkie starania o uwolnienie męża z niewoli tureckiej. Ze swoją prośbą dotarła nawet do Sobieskiego. Hetman przejęty położeniem rodziny w przekazanym Wołodyjowskiemu liście prosi, by ten spróbował jakoś pomóc nieszczęśliwym kobietom.

Pan Michał dowiaduje się, że przybyły Nowowiejski jest ojcem ulubionego podwładnego, Adama. Podczas wieczerzy stary Nowowiejski rozpoznaje w Azji Mellechowiczu swego dawnego parobka. Według relacji szlachcica znalazł jako go dziecko w stepie, przygarnął i wychował. Nie było z nim większych problemów do czasu, gdy dorastający Tatar zaczął natarczywie zalecać się do jego córki, Ewki. Po przyłapaniu „na amorach” parobek został solidnie wychłostany i wkrótce zbiegł ze służby.

Obecni są skonsternowani. Azja początkowo zdecydowanie wszystkiemu zaprzecza. Podenerwowany Nowowiejski na potwierdzenie prawdziwości słów przypomina, że jego pachołek miał na piersi wykłute dwie ryby. Azja odsłania pierś. Wszyscy poznają jego tajemnicę. Wrażenie jest silne. Imię sławnego wodza Tatarów, choć wroga, budzi respekt. Młody wojownik dumnie oświadcza, że ma świadomość swojego wysokiego pochodzenia. Jednocześnie deklaruje wolę służby u hetmana.

Dumnemu Azji marzy się władza i sława. Wręcz rozkazuje Boguszowi, by ten wymógł na Sobieskim zgodę na jego projekt. Zgodnie z nim hetman winien ogłosić, że Tatar, który przybędzie na podległą Rzeczypospolitej Ukrainę, otrzyma szlachectwo. W ten sposób powstanie potężna armia posłuszna woli syna Tuhaj-beja. Przejęłaby ona rolę kozactwa. Dzięki temu ustałyby konflikty z Turcją, a bunty ukraińskie zostałyby wygaszone. Bogusz zauroczony wizją Tatara podejmuje misję.

Tymczasem Basia, nieświadoma rzeczywistych uczuć młodego Tatara, z właściwą sobie energią zabiera się do finalizowania jego związku z Ewką. Próżno Zagłoba przekonuje ją, że Azja to Tatarzyn. Dla niej to przede wszystkim syn kniazia.

Za raną męża młoda pułkownikowa usiłuje wybadać, jakie uczucia Azja żywi do Ewki. Zakłada przy tym, że w grę musi wchodzić wielka miłość. Jego słowa mówiące o trawiącym go uczuciu (w podtekście skierowane do niej) przyjmuje jako jednoznaczne potwierdzenie afektu do Ewki.

Tymczasem do Azji przybywa dawny sługa ojca, Halim. W rozmowie z nim Tuhaj-bejowicz nie ukrywa rzeczywistego stosunku do Ewki, jednocześnie widzi się w roli wielkiego hetmana tatarskiego na Ukrainie. Ujawnia, że marzy mu się powrót w sułtańskie ziemie z Basią.

Pan Bogusz zjawia się w Jaworowie u hetmana Sobieskiego. Z entuzjazmem przedstawia plan Azji. Ku jego zdumieniu hetman uważa go za wręcz szkodliwy dla Rzeczypospolitej i chrześcijaństwa. W ten sposób wpływy muzułmańskie przesunęłyby się daleko na północ. Dopiero w obliczu majestatu i powagi obrońcy chrześcijaństwa pan Bogusz dostrzega całą niedorzeczność pomysłów Azji. Zawstydzony powraca do Chreptiowa. Tymczasem w stanicy pojawia się syn Nowowiejskiego. Ojciec jest dumny z Adama. Imponuje mu zwłaszcza to, że syn przez służbę żołnierską osiągnął znaczny majątek. Wiadomość o tym, że Mellechowicz to nie tylko ich dawny sługa, ale i syn słynnego Tuhaj-beja robi również na Adamie duże wrażenie.

W miłej rodzinnej atmosferze pan Wołodyjowski organizuje tańce przy muzyce. Młody Nowowiejski od pierwszego wejrzenia zakochuje się (z wzajemnością) w młodziutkiej Zosi Boskiej.

Pragnie natychmiast ją poślubić. Zaskoczona Boska nie tylko przyjmuje oświadczyny, ale i godzi się na wyjazd z córką do Raszkowa. Sądzi bowiem, że tam szybciej uda się jej nawiązać kontakty umożliwiające uwolnienie męża.

Do Raszkowa najpierw wyjeżdża Adam, zaś dwa tygodnie później pani Boska z córką w towarzystwie licznej kompanii. Ewka pozostaje w Chreptiowie.

Pod wpływem utyskiwań młodej Nowowiejskiej na obojętność Azji, Basia postanawia przeprowadzić z nim stanowczą rozmowę. Grozi mu, że odprawi pannę do Raszkowa, przy okazji dodaje, że ma zamiar jej towarzyszyć. Okazuje się, że właśnie taka podróż jest marzeniem Azji. Chytrze więc oświadcza, że jest ona szansą utrwalenia uczuciowych związków z Ewką. Nieświadoma rzeczywistych intencji Tatara Basia akceptuje ten pomysł. Udaje się jej wyjednać zgodę męża na wyjazd do Raszkowa. Wołodyjowski nie może im towarzyszyć. Podczas mroźnej, suchej zimy rozpoczynają wyprawę. Już podczas pierwszego postoju w Jaryszowie Basia konstatuje, że piechota opuściła miasteczko. Wszyscy niepokoją się ruchami wojsk tureckich. W Mohilowie Azja zostawia część swego oddziału. Dowódcy każe czekać na rozkazy. Sugeruje możliwość podjęcia decyzji o spaleniu miasteczka.

Wczesnym rankiem uczestnicy wyprawy ponownie wyruszają w drogę, kierując się na Jampol. Widoczny pośpiech Azji dziwi Basię. Rośnie w niej obawa, zwłaszcza, że Azja i w Jampolu zostawia pięćdziesięciu swoich ludzi jako rzekome ubezpieczenie jej powrotu. Wciąż nie podejrzewa jednak Azji o niecne zamiary. Usiłuje z nim nawiązać rozmowę o Ewce. Po przekroczeniu połowy drogi z Jampola do Raszkowa Azja i Basia chwilowo pozostają w tyle za eskortą. W tym momencie do Tuhaj-bejowicza przybywa na koniu sługa, Halim. Tatar dowiaduje się, że w Raszkowie nie ma wojska. Oddziały wyprowadził młody Nowowiejski. Azja każe Halimowi jechać natychmiast do Kryczyńskiego z poleceniem, by zajął Raszków. W tym momencie ujawnia Basi, w jakim znajduje się położeniu. Następuje dramatyczny moment porwania. Dochodzi do szamotaniny. Nadludzkim wysiłkiem udaje się dzielnej kobiecie wyrwać broń Azy i rękojeścią zadać mu cios między oczy. Tatar pada nieprzytomny. Przerażona Basia dosiada konia i co tchu ucieka w domniemaną stronę Chreptiowa. Pognał za nią również bachmat Azji. Wkrótce okazało się, że była to okoliczność nadzwyczaj pomyślna. Przy koniu Tatara znajdował się muszkiet, róg z prochem, worek z kulami i drugi z siemieniem stanowiący źródło pożywienia. Uwolniona od chwilowego niebezpieczeństwa Basia rozpoczyna swoją wielką ucieczkę przez bezdroża i stepy.

Tymczasem Azja po odzyskaniu przytomności, uświadamia sobie, że stracił oko i pożądaną kobietę. Po przezwyciężeniu bólu rozpoczyna pieszą wędrówkę do Raszkowa. Dociera tu wieczorem i zarządza pościg. Na kilka dni traci przytomność. Następnie nakazuje rzeź ludności. Własnoręcznie rozprawia się ze starym Nowowiejskim, podrzynając mu gardło na oczach córki. Zrozpaczoną dziewczynę ofiarowuje jako nałożnicę Adurowiczowi. Przesądzony zostaje również los Zosi Boskiej i jej matki. Z uprowadzonymi kobietami Azja podąża w sułtańskie ziemie.

Po opisie tych wydarzeń narrator powraca do przerwanej opowieści o losach uciekającej Basi. Młodą kobietę osaczają lęki i wątpliwości, co czynić, w którą stronę się udać, by nie zabłądzić. Wie, że od nikogo nie może oczekiwać pomocy. Napotkani przypadkowo dwaj ludzie okazują się niebezpieczni. Musi od nich jak najszybciej uciekać. Wilki pożerają dzianeta. Później traci również bachmata, który tonie pod lodem pokonywanej rzeki. Dalszą drogę, głodna i zmarznięta, odbywa pieszo. Tylko wielka miłość do Michała każe jej pokonywać własną niemoc. Kiedy już wydaje się, że nie ma dla niej ratunku, Basia dostrzega światła chreptiowskiej stanicy. Z trudem dociera do domu. Zdumionemu mężowi i przyjaciołom ostatnią siłą woli wyjawia, co zaszło, po czym traci przytomność. Popada w ciężką chorobę. Zrozpaczony mąż i stary Zagłoba czynią wszystko, by ją ocalić. Wysyłają Luśnię do Kamieńca, by przywiózł stamtąd medyka. Jeszcze przed jego przyjazdem Basia odzyskuje przytomność. Orzeczenie lekarza budzi nadzieję. Po tygodniu od jego wizyty najgorsze zagrożenie minęło. Ogólną radość z powodu ocalenia mąci świadomość zdrady i krzywd ze strony Azji – jego ofiarą padł Raszków. Mieszkańcy Chreptiowa dowiadują się o tym z listu od pana Białogłowskiego, który donosił również o losie starego Nowowiejskiego i znajomych kobiet. Na zakończenie autor listu sugerował, że wojna z Turkami niechybnie rozpocznie się wraz z wiosną. Opinię tę podziela również Wołodyjowski. Dlatego w rozmowie z Zagłobą rozważa możliwość odprawienia Basi na wypadek wojny do rodziny Skrzetuskich.

W tym czasie, w Chreptiowie nieoczekiwanie zjawiają się państwo Ketlingowie. Radość ze spotkania jest ogromna. Okazuje się, że hetman Sobieski powierzył Ketlingowi zwierzchnictwo nad kamieniecką artylerią. Do Kamieńca przybyli z Kurlandii. Krzysia jest ponownie brzemienna. Twierdzi, że za nic w świecie w czasie zawieruchy wojennej nie opuściłaby męża. Słowa jej utwierdzają Basię w przekonaniu, że i ona nie powinna się rozstawać z Michałem. Pobyt Ketlingów w Chreptiowie trwa około trzech tygodni. Pod koniec ich wyjazdu Basia odzyskuje siły. Wołodyjowski otrzymuje od Maliszewskiego list, z którego wynika, że Chan w pięćdziesiąt tysięcy ordy idzie w pomoc Doroszeńca. Wiadomość tę Wołodyjowski natychmiast przekazuje przez posłańca hetmanowi Sobieskiemu. Okazuje się, że wolą Sobieskiego jest, by Michał zasilił szeregi obrońców twierdzy kamienieckiej. W podróży do Kamieńca towarzyszą mu Basia i Zagłoba.

Z wiosną ku granicom Rzeczypospolitej ciągnie nawała turecko-tatarska. Na czele kroczy wraz z Lipkami Azja Tuhaj-bejowicz. W jego namiocie przebywa Zosia Boska. Gryzie go wspomnienie straconej raz na zawsze Basi. Po jakimś czasie sułtan podejmuje decyzję, by wszystkie kobiety wyprawić z obozu. Azja sprzedaje Zosię jakiemuś kupcowi. Narrator informuje, że ów nowy właściciel nabył ją wraz z matką, po jakimś czasie podniósł ją nawet do godności jednej z żon. Podobno ktoś z kraju usiłował wydobyć ją z niewoli, jednak na próżno, do końca życia została w haremie.

Po przekazaniu tych informacji narrator ponownie powraca do wątku obrony Rzeczypospolitej. Hetman jest przekonany, że obrona Kamieńca nie powiedzie się, mimo to chce posłać tam swego najlepszego żołnierza, Wołodyjowskiego. Na prośbę Sobieskiego Nowowiejski i Luśnia wyruszają, by rozeznać ruchy nieprzyjaciela. Około trzystuosobowy oddział idzie znajomą drogą na Mohilów, Jampol i Raszkóow. Następnie przekracza Dniestr (granicę Rzeczypospolitej). Podczas dwutygodniowej wyprawy na południe udaje się Nowowiejskiemu zlikwidować trzy watahy Tatarów. Po przebraniu się w ich stroje, żołnierze coraz pewniej poruszają się na terenie wroga. Nowowiejski przypuszcza, że oddziały Lipków, jako najlepiej znające ziemie Rzeczypospolitej, będą kroczyć na przedzie. W widłach rzecznych utworzonych przez Saratę i Tekicz polski dowódca postanawia rozbić obóz i tu czekać na nadejście wojsk tureckich. Po jakimś czasie na czele oddziałów turecko-tatarskich pojawia się nieświadomy niczego Azja z Lipkami i Czeremisami. Podczas gwałtownej nocnej burzy wojsko Nowowiejskiego rozbija kilkakrotnie liczniejsze zgrupowanie nieprzyjaciela. Azja zostaje wzięty do niewoli. Uczestnicy wyprawy pospiesznie wracają do Raszkowa. Tuhaj-bejowicz spodziewa się strasznej kary, czyni wszystko, by skrócić sobie życie. W pobliżu Raszkowa zdecydowano, by właśnie tu zginął w wielkiej męce. Wbito go na pal. Trzy tygodnie po tej zemście Nowowiejski przybywa do Chreptiowa. Wołodyjowskiego nie ma w stanicy, bierze udział w wyprawie przeciwko krymskiej ordzie. Basia w chwili przybycia Nowowiejskiego wybiera się z resztą ludzi i taborem do Kamieńca. Adam postanawia im towarzyszyć. W drodze przyjaciele ze smutkiem zauważają, że stracił on zmysły. W Kamieńcu zorganizowano mu pomoc lekarską. Do twierdzy przybywa Wołodyjowski. Już następnego dnia bierze udział w naradzie wojennej. Niepokoi go, że generał podolski nie chce przejąć dowództwa, lecz sugeruje, by powierzyć je radzie. Opinię jego podziela biskup Lanckoroński. Za radą Wołodyjowskiego zdecydowano, że należy umocnić obronę zamków przed miastem. Rozdzielono zadania obronne wśród dowódców. Następnego dnia, podczas nabożeństwa, Wołodyjowski i Ketling ślubują, że będą bronić twierdzy do ostatniej kropli krwi i wolą polec pod gruzami, niż oddać ją nieprzyjacielowi. Jeszcze tego samego dnia uczestniczą w akcji przeciwko Turkom. Wieczorem pobratymiec, Haberskuł (stary perkułap chocimski), za pośrednictwem swego sekretarza, radzi Wołodyjowskiemu, by opuścił Kamieniec. Sugeruje, że miasto na pewno zostanie zdobyte. Jednocześnie oznajmia, że sułtan wkrótce zjawi się pod Chocimiem. Potwierdzeniem zagrożeń stają się walki o Żwaniec, którego obronę wspierają posiłki z Kamieńca. Mimo waleczności Wołodyjowskiego, Wasilkowskiego, Muszalskiego i innych, Turcy zdobywają miasto. W bezpośrednim zagrożeniu jest Kamieniec. Otuchę mieszkańców podnosi obecność Wołodyjowskiego. Wkrótce pod twierdzą zjawia się sam wezyr na czele licznego wojska. Widok potęgi tureckiej i wieści docierające z ich obozu wywołują niepokój obrońców. Nawet starsi oficerowie zaczynają wątpić w rezultat obrony. Mały rycerz nie potrafi umocnić w nich ducha walki. Starszyzna, Potocki, biskup Lanckoroński skłania się ku układom. Nikt nie wierzy w możliwość przybycia wojsk Rzeczypospolitej z odsieczą. Pomimo to wciąż w radzie obrońców przeważa wola walki. Szturm turecki trwa nieustannie. Obrońcy odpowiadają ogniem z dział. Turcy wciąż ponawiają żądanie poddania się. Obrona staje się coraz bardziej beznadziejna. Słychać jak Turcy podkopują zamek, by go wysadzić w powietrze.

W tej sytuacji Wołodyjowski oświadcza, że należy zabrać działa do starego zamku i tu bronić się do końca. Wyraża nadzieję, że jego mury oprą się minom tureckim.

Do pozostającego na placówce Wołodyjowskiego przychodzi Basia w towarzystwie Zagłoby. Dla obojga nie ulega wątpliwości, że jest to ich ostatnie pożegnanie. Mały rycerz usiłuje przekonać żonę, by pogodziła się z losem. W końcu miasto poddaje się. Obrońcy zamku są tym faktem przygnębieni. Wołodyjowski i Ketling wierni złożonym ślubom wysadzają się w zamku. Okazały pogrzeb odbywa się w Stanisławowie. W pogrzebie uczestniczy sam hetman Sobieski.

Powieść kończy się epilogiem. Narrator naświetla tu wydarzenia historyczne, jakie nastąpiły rok po upadku Kamieńca. Potężny SoI~ieski podejmuje wyprawę przeciwko Turkom. W listopadzie 1673 roku pod Chocimiem zadaje im dotkliwą klęskę. Wprawdzie w walkach tych giną niektórzy powieściowi bohaterowie (Nowowiejski, Motowidło, Muszalski), ale zwycięstwo Sobieskiego było niezwykle efektowne.

 

Podobne prace

Do góry