Ocena brak

Oporni książęta i wielka schizma

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

Jednym z powodów słabości Kościoła rzymskiego w walce o władzę nad całym chrześcijaństwem był sposób wybierania papieży. Jeżeli w istocie papiestwo miało osiągnąć swój ambitny cel i ustanowić jedną władzę i pokój nad całym chrześcijaństwem, powinno było mieć silne, trwałe  i  jednolite kierownictwo. W tej wielkiej dobie potęgi papiestwa było rzeczą konieczną, aby papieżami zostawali ludzie zdolni, w kwiecie wieku, z których każdy miałby upatrzonego następcę, aby go zawczasu wtajemniczyć w arkana polityki kościelnej i aby forma i przebieg wyboru papieża były jasno ustalone, niezmienne i bez zarzutu. Niestety, ani jeden z tych postulatów nie był spełniony.

Nie było nawet wiadome, kto ma prawo wybierać papieża, i czy. bizantyński, czy  święty rzymski cesarz mają głos w tej sprawie. Wielki polityk na stolicy Piotrowej, Hildebrand (Grzegorz VII, 1073—1085), przyczynił się znacznie do uregulowania sprawy elekcji. Prawo wybierania papieży oddał wyłącznie kardynałom rzymskim i ograniczył udział cesarza jedynie do formuły zgody, przyznanej mu przez Kościół, lecz nie wprowadził zasady desygnowania następców i nie zabezpieczył się przed możliwością bezkrólewia, które trwało nieraz rok, a nieraz i dłużej, z powodu niezgody kardynałów.

Skutki tego stanu rzeczy widoczne są w całej historii papiestwa aż do XVI w. Od bardzo wczesnej doby zdarzały się sporne elekcje i było dwóch lub więcej ludzi, mających pretensje do godności papieża. Kościół musiał w takich wypadkach zwracać się do cesarza lub jakiegokolwiek innego rozjemcy z prośbą o rozstrzygnięcie sporu; to oczywiście uwłaczało godności Kościoła. Kariera każdego z wielkich papieży kończyła się znakiem pytania. Z jego śmiercią Kościół mógł zostać bez głowy, na kształt niezdolnego do życia ciała. Albo mógł po nim nastąpić jakiś dawny jego rywal, czyhający tylko na sposobność, aby zdyskredytować i zburzyć jego dzieło. Albo wreszcie jakiś starzec stojący nad grobem.

Ta osobliwa słabość organizacji papieskiej musiała doprowadzić do wmieszania się rozmaitych książąt niemieckich, króla francuskiego oraz  normandzkich i francuskich królów panujących w Anglii; wszyscy oni usiłowali mieć wpływ na wybory i osadzić w Rzymie, w pałacu lateraneńskim, papieża, który by służył ich interesom. A im więcej miał papież potęgi i znaczenia w sprawach europejskich, tym natarczywsze były te interwencje. Niepodobna się więc dziwić, że było wiciu papieży słabych i bez wpływu. Przeciwnie, jest rzeczą zdumiewającą, że tylu się znalazło zdolnych i odważnych. Jednym z najtęższych i najciekawszych w tym okresie był Innocenty III (1198—1216), któremu się udało zostać papieżem, zanim ukończył trzydziesty ósmy rok  życia. On i jego następcy mieli do czynienia z jeszcze bardziej zajmującą postacią, cesarzem Fryderykiem II; nazywano go  Stupor mundi — dziwem  świata. Walka, jaką ten monarcha prowadził z Rzymem, stanowi punkt zwrotny w dziejach.

W końcu Rzym pokonał go i zgładził jego dynastię, on jednak zadał powadze Kościoła i papieża rany tak głębokie, że ich już nic uleczyć nie mogło. Fryderyk był synem cesarza Henryka VI, a matka jego była córką Rogera I, normandzkiego króla Sycylii. Odziedziczył on to królestwo w 1198, jako  dziecko czteroletnie. Innocentego III dano mu za opiekuna. Sycylię niedawno dopiero podbili Normanowie; dwór był na poły wschodni i pełen wysoko ukształconych Arabów; kilku z nich należało do wychowawców młodego króla. Niełatwo im było zapewne wyłożyć mu swoje zapatrywania. Chrześcijaństwo traktował on po muzułmańsku, a islam po chrześcijańsku i ten podwójny system wykształcenia wyrobił w nim pogląd wyjątkowy w tych czasach  żarliwej wiary,  że wszystkie religie są oszustwem. Mówił o tych rzeczach z wielką swobodą; jego herezje i bluźnierstwa są sławne.

Kiedy Fryderyk dorósł, wszedł w konflikt ze swoim opiekunem. Innocenty III zbyt wiele wymagał od wychowanka. Gdy Fryderykowi nadarzyła się sposobność zostania cesarzem, papież postawił swe warunki. Fryderyk musiał przyrzec, że siłą stłumi herezję szerzącą się w Niemczech. Co więcej, musiał się zrzec Sycylii i Włoch południowych, albowiem wówczas byłby dla papieża zbyt potężnym przeciwnikiem, i jeszcze: duchowieństwo niemieckie miało być zwolnione od wszelkich podatków.

Fryderyk zgodził się — bez zamiaru dotrzymania słowa. Papież zdołał już wplątać króla Francji w wojnę z własnymi poddanymi, nakazując okrutną i krwawą krucjatę przeciw waldensom; chciał teraz, aby Fryderyk to samo uczynił w Niemczech. Ale Fryderyk, sam większy heretyk niż ci bogobojni prostacy, którzy  ściągnęli na siebie gniew papieża — nie miał zapału krzyżowca. A kiedy Innocenty naglił go do krucjaty przeciw muzułmaństwu i do odebrania Jerozolimy, on był równie gotów do obietnic, jak opieszały w ich wykonaniu. Zapewniwszy sobie koronę cesarską, Fryderyk II osiadł na Sycylii, którą jako rezydencję wolał od Niemiec, i ani myślał o spełnieniu danych przyrzeczeń; Innocenty umarł w 1216, zawiedziony w swych nadziejach. Honoriusz III, następca Innocentego, nie mógł sobie również dać rady z Fryderykiem, a Grzegorz IX (1227), wstępując na tron, był zdecydowany za wszelką cenę załatwić rachunki z tym krnąbrnym młodzieńcem.

Fryderykowi II odjęto wszelkie dobrodziejstwa religii. Na wpół arabskim dworze sycylijskim przeszło to bez wrażenia. Papież wystosował do cesarza list otwarty, w którym wymienił jego zbrodnie (zresztą zgodnie z prawdą), jego herezje i złe prowadzenie się. Na to Fryderyk odpowiedział dokumentem ułożonym z szatańską zręcznością. Był to list otwarty do wszystkich książąt europejskich, w którym po raz pierwszy jasno określono stosunek papieża do książąt. Z niesłychaną gwałtownością zaatakował jawne dążenie papieża do ujęcia absolutnej władzy nad całą Europą. Nakłaniał do zjednoczenia się wszystkich książąt przeciw podobnym roszczeniom. Zwrócił szczególną uwagę książąt na rosnące bogactwa Kościoła.

Wypuściwszy ten  śmiertelny pocisk, Fryderyk postano wił spełnić obietnicę daną przed dwunastu laty i urządzić wyprawę krzyżową. Była to szósta krucjata (1228). Farsowa krucjata. Fryderyk II przybył do Egiptu, gdzie spotkał się z sułtanem, z którym rozprawiał o interesach. Ci obaj panowie, jednakowo sceptyczni, wymienili szereg zgodnych poglądów, zawarli korzystny dla obu stron układ handlowy i zgodzili się, że Fryderyk weźmie Jerozolimę. Był to w istocie nowy rodzaj krucjaty opartej na prywatnej umowie. Obeszło się bez krwi, obryzgującej zwycięzców i bez „szlochu z nadmiaru radości”. Ponieważ ten zdumiewający krzyżowiec był wyklęty, zadowolił się jedynie  świecką koronacją na króla Jerozolimy — własnoręcznie wziął koronę z ołtarza, albowiem duchowieństwu nie wolno było zbliżyć się do niego.

Po czym wrócił do Italii, wypędził wojska papieskie, które zajęły jego posiadłości,  i zmusił papieża do zdjęcia zeń klątwy. Tak więc mógł postępować z papieżem książę w XIII w., bez obawy oburzenia ludu. Te rzeczy należały już do przeszłości. W 1239 Grzegorz IX podjął na nowo walkę z Fryderykiem, wyklął go po raz wtóry i uciekł się do starego sposobu publicznego oczerniania, na którym papiestwo wychodziło najgorzej. Spór wszczął się ze  świeżą siłą po  śmierci Grzegorza IX, po którym nastąpił Innocenty IV, i znów Fryderyk napisał przeciw Kościołowi druzgocący list, który ludziom musiał utkwić w pamięci. Wykazywał pychę i bezbożność duchowieństwa, i całe zepsucie tych czasów przypisywał dumie i bogactwu księży. Namawiał swych kolegów książąt do konfiskaty dóbr duchownych — dla dobra Kościoła. Raz rzucona myśl nie opuszczała odtąd wyobraźni książąt europejskich.

Nie będziemy opowiadać o ostatnich jego latach. Poszczególne wypadki z jego życia są mniej znamienne niż ogólna atmosfera, która go otaczała. Można sobie po trosze odtworzyć jego życie na dworze sycylijskim. Prowadził życie zbytkowne i kochał się w pięknych rzeczach. Opisują go jako rozpustnika. Ale był to raczej umysł ciekawy i badawczy. Na swym dworze zgromadził żydowskich, muzułmańskich i chrześcijańskich filozofów i przyczynił się wielce do nasiąknięcia umysłów włoskich saraceńskimi wpływami. Dzięki niemu liczby arabskie i algebra weszły do nauki chrześcijańskiej, a w gronie jego dworskich filozofów znajdował się Michał Szkot, który tłumaczył Arystotelesa wraz z komentarzami wielkiego filozofa arabskiego Awerroesa (z Kordoby). W 1224 założył Fryderyk uniwersytet w Neapolu oraz rozszerzył i uposażył wielką szkolę medyczną w uniwersytecie salerneńskim.

Założył ogród zoologiczny. Pozostawił książkę o polowaniu z sokołami, świadczącą o bystrej obserwacji życia ptaków, i jeden z pierwszych pisał wiersze po włosku. W istocie poezja włoska zrodziła się na jego dworze. Pewien znakomity pisarz nazwał go „pierwszym człowiekiem nowoczesnym”. Jest to naprawdę trafne podkreślenie swobody jego umysłu, wolnego od przesądów. Upadek żywotnych sił papiestwa zaznaczył się jeszcze wyraźniej w chwili, gdy papieże wdali się w zatarg z wzrastającą potęgą króla francuskiego. Za panowania Fryderyka II Niemcy straciły dawną jedność i król francuski zaczął odgrywać rolę opiekuna, obrońcy i współzawodnika papieża, rolę, którą dotychczas spełniali cesarze z rodu Hohenstaufów.

Cały szereg papieży uprawiał politykę popierania monarchów francuskich. Książęta francuscy, za zgodą i pomocą Rzymu, osiedli w królestwie Sycylii i Neapolu, a królowie francuscy mogli marzyć o odbudowaniu cesarstwa Karola Wielkiego. Kiedy jednak skończyło się bezkrólewie niemieckie po  śmierci Fryderyka II, ostatniego z Hohenstaufów, a Rudolf z Habsburga został pierwszym cesarzem habsburskim (1273), polityka rzymska zaczęła się wahać między Francją i Niemcami, zależnie od sympatii poszczególnych papieży. Na Wschodzie Grecy odebrali cesarzom  łacińskim Konstantynopol (1261), a założyciel nowej dynastii greckiej, Michał Paleolog (Michał VIII), po kilku nierealnych próbach pogodzenia się z papieżem zerwał z Rzymem ostatecznie, co w związku z upadkiem  łacińskich królestw w Azji położyło kres papieskiej przewadze na Wschodzie.

W r. 1294 papieżem został Bonifacy VIII. Był to Włoch, wrogi wszystkiemu, co francuskie, pełen poczucia wielkich tradycji i posłannictwa Rzymu. Przez jakiś czas prowadził on sprawy Kościoła silną ręką. W 1300 obchodził jubileusz, na który zebrały się w Rzymie wielkie rzesze pielgrzymów. „Taki był napływ pieniędzy do skarbca papieskiego,  że dwóch ludzi grabiami musiało zbierać ofiary składane u grobu Św. Piotra”. Lecz uroczystość ta była złudnym triumfem. Bonifacy popadł w zatarg z królem francuskim w  1302 i 1303, a w chwili, kiedy miał właśnie rzucić klątwę na tego monarchę, został zaskoczony i aresztowany we własnym rodzinnym pałacu w Anagni, przez Wilhelma de Nogaret. Ten wysłannik króla francuskiego wtargnął siłą do pałacu, przedarł się do sypialni przerażonego papieża — który leżał w  łóżku z krzyżem w ręku — i zasypał go pogróżkami i obelgami. W jakiś dzień później papieża uwolnił tłum uliczny tak,  że mógł on powrócić do Rzymu; tu jednak schwytano go ponownie; był teraz więźniem rodziny Orsinich. W kilka tygodni sterany i zawiedziony starzec umarł w więzieniu.

Lud z Anagni odczuł pierwszą zniewagę i powstał przeciw Nogaretowi, aby uwolnić Bonifacego, lecz Anagni było rodzinnym miastem papieża. Rzeczą godną uwagi jest,  że król francuski, postępując z głową chrześcijaństwa w tak surowy sposób, działał za zgodą swego ludu; zwołał bowiem przedtem zgromadzenie trzech stanów Francji (panów, duchowieństwa i gminu) i uzyskał od nich pełną zgodę. Ani we Włoszech, ani w Niemczech lub w Anglii nie podniósł się jakiś powszechniejszy głos protestu przeciw takiemu traktowaniu arcykapłana. Idea zjednoczonego chrześcijaństwa była już w tym stanie rozkładu, że straciła władzę nad umysłami ludzkimi. Przez cały wiek XIV papiestwo nie uczyniło nic celem odzyskania moralnej przewagi. Papież teraz obrany, Klemens V, był Francuzem, kandydatem Filipa francuskiego. Nie był nawet nigdy w Rzymie.

Dwór swój założył w Awinionie, który wtedy należał nie do Francji, lecz do Stolicy Apostolskiej, mimo swego położenia na terytorium francuskim — i tam pozostawali wszyscy jego następcy aż do r. 1377, kiedy to Grzegorz XI znów powrócił do Watykanu. Ale Grzegorz XI nie zyskał sobie sympatii całego Kościoła. Wielu kardynałów było francuskiego pochodzenia, a ich zwyczaje i stosunki wiązały ich mocno z Awinionem. Kiedy Grzegorz XI umarł (1378), a papieżem obrano Włocha Urbana VI, ci oporni kardynałowie ogłosili wybór za nieważny i wybrali antypapieża, Klemensa VII. Ten rozłam nazywają Wielką Schizmą. Papieże pozostali w Rzymie, a wszystkie mocarstwa nieprzychylne Francji: cesarz, Anglia, Wągry, Polska i północna Europa stały przy nich wiernie. W Awinionie zaś panowali antypapieże, popierani przez króla Francji, przez jego sprzymierzeńców, króla Szkocji, Hiszpanii, Portugalii i rozmaitych książki niemieckich. Każdy papież wyklinał stronników swego rywala (1378—1417).

Czyż można się dziwić,  że obecnie w całej Europie ludzie zaczęli własnym rozumem rozstrzygać sprawy religii? Franciszkanie i dominikanie stanowili jedynie dwa ogniska tych nowych sił, które teraz rodziły się w chrześcijaństwie, z zamiarem podtrzymywania lub osłabiania Kościoła wedle własnego rozumienia. Oba te zakony Kościół wchłonął w siebie i zużytkował, co prawda zadając sobie pewien gwałt w stosunku do franciszkanów. Atoli inne siły były bardziej krnąbrne i krytyczne. W półtora wieku później zjawił się Wiklif (1320—1384).

Był to uczony doktor z Oxfordu. W dojrzałym już wieku rozpoczął surową krytyką zepsucia i ciemnoty duchowieństwa. Zorganizował zrzeszenie biednych księży, wiklifitów, którzy poglądy jego roznosili po Anglii; aby zaś lud mógł sądzić między nim a Kościołem, przełożył Biblię na język angielski. Był on bardziej uczony i zdolniejszy od  św. Franciszka i  św. Dominika. Miał poparcie w wysokich sferach i wielkie wzięcie u ludu; mimo wściekłych wysiłków Rzymu, aby go uwięzić, umarł jako wolny człowiek. Ponury, starożytny duch, który prowadził Kościół katolicki do upadku, nie zostawił w spokoju jego kości. Postanowieniem koncylium w Konstancji (1415) trupa jego wywleczono i spalono, co wykonał na rozkaz papieża Marcina V biskup Fleming w 1428 r. To świętokradztwo nie było aktem indywidualnego fanatyzmu; był to oficjalny akt Kościoła.

Podobne prace

Do góry