Ocena brak

Opinie i nacisk społeczny

Autor /minysoopsic Dodano /06.03.2007

Solomon E, Asch
Opinie i nacisk społeczny
Jaki jest dokładnie wpływ opinii innych na nasze własne opinie? Innymi słowy, jak silna jest potrzeba społecznego konformizmu? Odpowiedź na to pytanie próbowano znaleźć za pomocą niezwykłych eksperymentów.
Jest rzeczą oczywistą, że społeczne oddziaływania kształtują działania, sądy i przekonania każdego człowieka. Dziecko opanowuje wszelkie subtelności dialektu, jakim posługują się ludzie z jego otoczenia. Członek plemienia, w którym występują przypadki ludożerstwa, w pełni akceptuje kanibalizm, uznając go za zjawisko właściwe i naturalne. Wszystkie nauki społeczne przyjmują za punkt wyjścia obserwację głębokich efektów, jakie grupy wywierają na swoich członków. Dla psychologów nacisk grupowy na umysły jednostek rodzi wiele problemów, które chcieliby dokładnie zbadać. Czy i w jakim stopniu siły społeczne ograniczają ludzkie postawy i opinie? Obecnie problem ten stał się szczególnie istotny. Ta sama epoka, która jest świadkiem bezprecedensowego technicznego rozwoju komuniko¬wania się, przyniosła również rozmyślne manipulowanie opinią i jednomyśl¬nością. Istnieje wiele ważnych powodów, dla których jako obywatele i nau¬kowcy powinniśmy być zainteresowani badaniem sposobów, w jakie ludzie kształtują swoje opinie oraz roli, jaką w tym procesie odgrywają czynniki społeczne.
Zagadnienie to rozpoczęto badać w końcu XIX wieku, kiedy to pojawiło się zainteresowanie hipnozą, wprowadzoną przez francuskiego lekarza Jeana Martina Charcota (nauczyciela Sigmunda Freuda). Charcot był zdania, że tylko pacjenci cierpiący na histerię mogą być w pełni zahipnotyzowani. Pogląd ten został jednak wkrótce podważony przez dwóch innych lekarzy Hyppolyte'a Bernheima i A. A. Liebaulta, którzy wykazali, że hipnozie może ulegać większość ludzi. Bernheim stwierdził, że hipnoza jest skrajną formą normalnego procesu psychicz¬nego, jakim jest „sugestywność". Wykazał on, że monotonnie powta¬rzana instrukcja mogła wywołać u osoby normalnej, znajdującej się w stanie czuwania, niezależnie od jej woli, takie zmiany, jak mimo¬wolne poruszanie ramieniem lub jego usztywnienie, wrażenie ciepła, czy zapachu.
Nie upłynęło wiele czasu, a przedstawiciele nauk społecznych wykorzy¬stali te odkrycia jako podstawę dla wyjaśnienia wielu zjawisk społecznych, począwszy od rozpowszechniania się opinii, poprzez tworzenie się tłumów, na podążaniu za przywódcami kończąc. Socjolog Gabriel Tarde ujął to w aforyzmie: „Człowiek społeczny to somnambulik".
Kiedy na początku obecnego stulecia zaczęła kształtować się psy¬chologia społeczna, jej pierwsze eksperymenty były w zasadzie adaptacją tego, z czym miano do czynienia przy demonstrowaniu zjawiska sugestii. Stosowana metoda oparta była na następującym prostym schemacie. Oso¬by badane, zazwyczaj studenci, wypowiadały opinie dotyczące różnych spraw lub określały swoje upodobania. Następnie po pewnym czasie jeszcze raz proszono je o dokonanie wyborów, informując uprzednio o tym, jaka jest opinia na ten temat autorytetów lub dużych grup ró¬wieśników. (Często przytaczana jednomyślność grupy była fikcją). Wyniki większości tego typu badań były takie same: podczas konfrontowania własnych opinii z przeciwnymi przekonaniami, osoby badane zmieniały swoje poglądy, upodobniając je do poglądów większości lub ekspertów. Nieżyjący już psycholog Edward L. Thorndike mówił, że stosując tę procedurę udało mu się modyfikować estetyczne upodobania ludzi do¬rosłych. Inni psychologowie stwierdzili, że oceny ludzi dotyczące wartości literackich fragmentów tekstu mogą stać się bardziej pozytywne czy ne¬gatywne wskutek przypisywania go różnym autorom. Widocznie sama „waga" większości czy autorytetu zmieniała opinie, nawet jeśli nie po¬dawano żadnych argumentów uzasadniających ten pogląd.
Fakt, że opisane eksperymenty dały zgodne, jednolite wyniki, zaczął budzić wątpliwości. Czy osoby badane rzeczywiście zmieniały swoje opinie, czy też wypowiedzi nie były zgodne z ich prawdziwymi przekonaniami?
Opierając się na zdrowym rozsądku, można wątpić, czy opinie są czymś tak niestałym, jak wykazywały te badania. Istnieją uzasadnione powody by podejrzewać że badacze, pełni entuzjazmu dla swoich teorii, prowadzili badania w sposób tendencyjny, wskutek czego badani udzielali odpowiedzi, których według nich badacze oczekiwali od „dobrej" osoby badanej.

Podstawą tych badań były powszechnie dziś przyjęte założenia, które wyjaśniają działanie propagandy i opinii publicznej. Zakłada się, że ludzie bezkrytycznie i bezboleśnie poddają się oddziaływaniu sugestii lub prestiżu; jakakolwiek idea lub wartość może być „sprzedana" lub odwrotnie - moż¬na zapobiec jej „sprzedaży" bez żadnego odwoływania się do jej zalet i wad. Należałoby jednak zachować sceptycyzm wobec przypuszczenia, że silą nacisku społecznego wywołuje automatycznie bezkrytyczne podporządko¬wanie się; niezależność i zdolność przeciwstawiania się grupie to również cechy występujące u ludzi. Co więcej, opierając się na wiedzy o psychologii człowieka można wątpić czy zasadą może być zmiana sądu jakiejś osoby na temat sytuacji czy przedmiotu bez uprzedniej modyfikacji wiedzy czy założeń tej osoby na temat przedmiotu tego sądu.
Niedawno przy pomocy współpracowników przeprowadziłem do¬świadczenia nad wpływem nacisku grupy. Demonstrują one nie tylko działanie nacisku grupy na jednostkę, lecz ilustrują również nowy sposób podejścia do tego problemu, a także pewne pojawiające się, subtelniejsze pytania.
Osobami badanymi byli studenci. Zbierali się oni w grupach 7-9-oso-bowych w sali przygotowanej do „eksperymentów psychologicznych" nad oceną wzrokową. Eksperymentator informował badanych, że ich zadaniem będzie porównywanie długości odcinków. Pokazywał on dwie duże, białe tablice. Na jednej z nich znajdował się czarny, pionowy odcinek, stanowią¬cy wzorzec do porównywania. Na drugiej tablicy były trzy pionowe odcinki o różnej długości. Jeden z nich był tej samej długości co wzór; pozostałe wyraźnie różniły się, przy czym różnice w długości wahały się w granicach 2-4,5 cm (ryć. 3.1 i 3.2).
Ryc. 3.2. Osoby badane widziały dwie tablice. Na jednej z nich znajdował się odcinek wzorcowy. Na drugiej byty 3 odcinki, z których jeden by! tej samej długości co wzór. Osoba badana miała wybrać właśnie ten odcinek.
Początkowo eksperyment przebiegał bez zaskakujących wydarzeń, Osoby badane podawały swoje odpowiedzi w kolejności, w jakiej zajęły miejsca w sali. W pierwszej próbie eksperymentu każda osoba wybierała te same, mające jednakową długość odcinki. Następnie eksponowano im drugą serię tablic i znów grupa wykazywała jednomyślność wyboru. Wy¬glądało na to, że osoby badane gotowe są z uprzejmości uczestniczyć w kolejnym nudnym eksperymencie. W trzeciej z kolei próbie pojawiło się nieoczekiwane zakłócenie. Osoba dająca odpowiedź jako jedna z ostatnich nie zgadzała się co do wyboru odcinka z wszystkimi pozostałymi badany¬mi. Wyglądała na zdziwioną, nie mogącą uwierzyć, że nie zgadzali się z nią pozostali badani. W następnej próbie ta sama osoba znów wyrażała ocenę przeciwną do jednomyślnego poglądu pozostałych członków grupy. Pod¬czas następnych prób stawała się coraz bardziej zaniepokojona, niepewna. Zastanawiała się długo przed podaniem odpowiedzi, mówiła cichym gło¬sem, uśmiechała się z zakłopotaniem (ryc. 3.3).

Ryc. 3.3. Przebieg eksperymentu jest następujący. Na zdjęciu górnym osoba badana (w środku) słucha instrukcji. Poniżej po raz pierwszy podaje ona ocenę niezgodną z odpowiedzia¬mi większości. Na trzecim zdjęciu wychyla się, żeby obejrzeć kolejne tablice. Na czwartym obserwuje się u niej przejawy napięcia, kiedy kolejny wybór okazał się inny niż u pozostałych osób. Na piątym zdjęciu, po 12 próbach, osoba badana wyjaśnia, że musi mówić to, co widzi. Badany ten nie zgadza się z ocenami większości we wszystkich 12 próbach. Siedemdziesiąt pięć procent badanych zgadzało się w różnym stopniu z ocenami większości.
Dysydent" nie wiedział, że wszyscy pozostali członkowie grupy byli wcześniej poinstruowani przez eksperymentatora, by w pewnych próbach jednomyślnie podawać niepoprawne odpowiedzi. Właśnie osoba, która nie brała udziału w owym instruktażu, była rzeczywistym badanym w naszym eksperymencie. Właściwa osoba badana znalazła się w sytuacji, w której - podając rzeczywiście poprawne odpowiedzi - nieoczekiwanie stała się jednoosobową mniejszością znajdującą się w opozycji do jednomyślnej i arbitralnej większości, wobec prostego i jasnego faktu. Badany znajdował się pod wpływem dwóch przeciwstawnych sił: własnych doznań zmys¬łowych i jednomyślnej opinii grupy swoich rówieśników. Poza tym musiał wypowiadać swoją ocenę publicznie wobec grupy, większości, która rów¬nież publicznie przedstawiała swoje oceny.
Od czasu do czasu wcześniej poinstruowana większość podawała poprawne odpowiedzi by zmniejszyć prawdopodobieństwo, że osoba bada¬na zacznie podejrzewać istnienie zmowy między członkami owej większości. (Tylko w kilku przypadkach badani rzeczywiście ujawniali podejrzenia; wtedy eksperyment przerywano, a jego wyników nie brano pod uwagę). W każdej serii było 18 prób i w 12 z nich współpracująca z eksperymen¬tatorem większość udzielała odpowiedzi niepoprawnych. Jakie są w takiej sytuacji reakcje ludzi na nacisk społeczny? Zanim odpowiem na to pytanie, podam najpierw opracowane statystycznie wyniki eksperymentu, w którym 123 osoby z trzech wyższych uczelni (nie włączając mojej własnej - Swarth-more College) postawiono w opisanej wyżej sytuacji jednoosobowej mniej¬szości.
Osoba badana miała dwie następujące możliwości: działać niezależnie odrzucając opinię większości, albo podporządkować się większości, od¬rzucając świadectwo własnych zmysłów. Spośród 123 osób biorących udział w badaniach znaczny procent ulegał wpływowi grupy. W normal¬nych warunkach osoby porównujące odcinki podawały odpowiedzi błędne mniej niż w 1% przypadków. Pod wpływem wszakże nacisku grupy doko¬nywały błędnych wyborów, przychylając się do ocen reszty grupy, w 36,8% przypadków.
Reakcje poszczególnych badanych różniły się. Z jednej strony, około jedna czwarta osób wykazywała zupełną niezależność, nigdy nie zgadza¬ła się z błędnymi sądami większości. Z drugiej strony, część osób bada¬nych prawie przez cały czas eksperymentu dawała odpowiedzi zgodne z ocenami większości. Wszyscy badani wykazywali w toku ekspery¬mentu dość konsekwentną postawę. Ci, którzy zachowywali pełną niezależ¬ność sądu, nie podporządkowali się większości nawet po wielu kolejnych próbach, natomiast ci, którzy dawali odpowiedzi zgodne z ocenami więk¬szości, w miarę trwania próby byli coraz mniej zdolni do przeciwstawia się.



Przyczyny tych zaskakujących różnic indywidualnych nie były jeszcze szczegółowo badane. Możemy tylko ogólnie powiedzieć, na podstawie wywiadów przeprowadzonych z każdą osobą badaną po zakończeniu eks¬perymentu, że wśród niezależnych jednostek wiele było takich, które miały zdecydowane zaufanie do własnych sądów. Najważniejszy u tych osób nie był brak wrażliwości na większość, ale zdolność przezwyciężania własnych wątpliwości i przywracania równowagi. Inni spośród wykazujących niezależ¬ność wierzyli w to, że większość dawała poprawne odpowiedzi. Decydowali się jednak wypowiadać sprzeczne z większością i nieprawdziwe, według ich mniemania, oceny, gdyż czuli się zobowiązani mówić to, co widzą.
Wśród skrajnie ulegających badanych znaleźliśmy osoby, które szybko dochodzą do wniosku: „Oni mają rację, ja się mylę". Inni dają odpowiedzi zgodne z większością, żeby nie zepsuć eksperymentatorowi wyników. Wiele osób badanych podejrzewa, że reszta grupy to „owce" idące za pierwszą reagującą osobą, lub sądzi, iż większość ulega złudzeniom optycznym, Mimo tych podejrzeń w momencie dokonywania wyboru nie podejmują niezależnej decyzji. Bardziej niepokojące były reakcje tych osób, które niezgodność swoich ocen z ocenami większości przypisywały jakiemuś własnemu ogólnemu brakowi, który za wszelką cenę należy ukryć. Dlatego z desperacją próbowały dołączyć się do większości, nie myśląc o bardziej odległych konsekwencjach swego zachowania. Wszystkie ulegające osoby nie doceniały częstości swego ulegania.
Który z dwóch aspektów wpływu większości jest ważniejszy - liczba osób składających się na tę większość czy ich jednomyślność? Aby zbadać ten problem, eksperyment został zmodyfikowany. W jednej serii zmieniano wielkość większości od jednej do piętnastu osób. Wyniki wykazały wyraźną tendencję; kiedy osoba badana miała do czynienia z jedną osobą dającą odpowiedzi niezgodne z jej ocenami, wtedy okazywała niezależność, a pra¬wie wszystkie jej wybory były poprawne. Kiedy liczba oponentów wzra¬stała do dwóch, nacisk wzrastał w sposób istotny: badani stanowiący mniejszość akceptowali 13,6% niepoprawnych odpowiedzi. Pod naciskiem większości trzyosobowej liczba błędów „skakała" do 31,8%. Natomiast dalszy wzrost wielkości większości nie zwiększał w znaczący sposób siły nacisku. Stąd wniosek, że wielkość większości jest ważna tylko do pewnego punktu.
Bardzo wyraźny okazał się wpływ jednomyślności grupy. W tym eksperymencie badany miał poparcie „prawdomównego" partnera, który albo podobnie jak właściwa osoba badana nie wiedział o istnieniu fikcyj¬nych osób badanych, albo też sam był poinstruowany, aby dawać popraw¬ne odpowiedzi podczas całego eksperymentu.
Obecność popierającego partnera znacznie osłabiała wpływ większości. Jej nacisk zmalał do jednej czwartej swej poprzedniej wartości, to znaczy, że częstość błędnych odpowiedzi w nowej sytuacji spadła o trzy czwarte w porównaniu z poprzednimi warunkami badania, gdy grupa była w pełni jednomyślna (ryć. 3.6). Nawet najsłabsze osoby nie ulegały obecnie tak łatwo naporowi grupy. Interesujące były reakcje w stosunku do partnera. Ogólnie badani darzyli go uczuciami ciepła, bliskości i przypisywali mu inspirowanie swej wiary we własne sądy. Mimo to osoby badane odrzucały sugestię, że partner decydował o ich niezależności.
Czy obecność partnera miała wpływ na wyniki dlatego, że miał on odmienne poglądy niż reszta grupy, czy też dlatego, że dawał poprawne odpowiedzi? Wprowadziliśmy teraz do grupy eksperymentalnej „dysyden¬ta", to znaczy uczestnika poinstruowanego, aby podawał odpowiedzi nie¬zgodne z sądami większości, lecz również sprzeczne z ocenami osoby badanej. W pewnych eksperymentach większość grupy zawsze wybierała odcinek najmniej podobny do wzorcowego, a wcześniej poinstruowany dysydent podawał odpowiedź bardziej zbliżoną do poprawnej. W innych eksperymentach sytuacja była odwrotna, większość wybierała odpowiedź pośrednią, a poinstruowany dysydent odpowiedź najmniej poprawną. W ten sposób mogliśmy badać względny wpływ dysydenta „skrajnego" i „kompromisowego".
Wyniki znów były jednoznaczne. Kiedy obecny był „umiarkowany" dysydent wpływ większości zmniejszał się o około jedną trzecią i znikały przypadki ekstremalnego ulegania. Co więcej, większość błędów popeł¬nianych przez osoby badane miała charakter raczej umiarkowany niż skrajny. Mówiąc w skrócie, dysydent w znacznym stopniu kontrolował wybór błędów. I właśnie w takim stopniu badani zmniejszali wielkość wpływu większości, nawet jeżeli w jakimś stopniu mu ulegali.
Natomiast kiedy dysydent zawsze popełniał błędy bardziej rażące niż reszta grupy, wyniki eksperymentu były całkowicie inne. Taki „skrajny" dysydent znacznie zwiększał swobodę wypowiadania się badanych, dzięki czemu liczba ich błędnych odpowiedzi spadała do poziomu zaledwie 9%. Ponadto wszystkie te błędy były umiarkowane. Można więc z powodze¬niem powiedzieć, że samo istnienie takiego dysydenta zwiększa niezależ¬ność, zmniejsza występujące błędy oraz że kierunek oddziaływania takiego dysydenta jest konsekwentny.
We wszystkich opisanych dotychczas eksperymentach każda osoba była badana tylko w jednej sytuacji eksperymentalnej. Potem przystąpiliś¬my do badania wpływu zmian sytuacji, w jakich znajdowała się osoba badana. W pierwszym eksperymencie badaliśmy konsekwencje utraty lub uzyskania partnera, któremu polecano, aby podczas pierwszych 6 serii udzielał poprawnych odpowiedzi. Mając takie wsparcie, badani zwykle przeciwstawiali się naciskowi większości. Spośród 27 osób badanych 18 wykazywało pełną niezależność. Po 6 próbach partner przyłączył się do 45większości. Wtedy nagle wzrastała liczba błędów popełnianych przez osoby badane. Podporządkowanie się większości było tak częste, jak w eks¬perymentach, w których osoba badana występowała sama przeciw jedno¬myślnej grupie.
Zadziwiające było to, że doświadczenie posiadania partnera, z którym razem przeciwstawiano się większości, nie zwiększyło indywidualnej nieza¬leżności. Wywiady kończące eksperyment sugerowały, że przeoczyliśmy ważną okoliczność - specyficzny skutek „dezercji" partnera, który prze¬chodził na drugą stronę. W dalszych badaniach zmieniliśmy warunki eksperymentu. W odpowiednim momencie partner opuszczał grupę. (Aby nie powstały podejrzenia, informowano osobę badaną, że partner jest umówiony z dziekanem). W takiej sytuacji wpływ partnera trwał pomimo jego nieobecności. Błędy wzrastały po jego odejściu, lecz mniej wyraźnie, niż w przypadku jego przyłączenia się do większości.
Inny wariant tej procedury polegał na tym, że w początkowych pró¬bach większość jednomyślnie dawała poprawne odpowiedzi. Począwszy od 6. próby członkowie większości stopniowo zaczynali udzielać odpowiedzi błędnych, aż do sytuacji, w której wszyscy oprócz osoby badanej jednomyśl¬nie wyrażali błędne oceny. Do chwili, gdy był jeszcze ktoś, kto udzielał poprawnych odpowiedzi, osoba badana przejawiała niezależność. Kiedy zostawała sama przeciw pozostałym członkom, nagle wykazywała tenden¬cję do ulegania większości.
Jak można by oczekiwać, w tych eksperymentach indywidualny opór wobec nacisku grupy powinien zależeć od tego, na ile błędnie odpowiadała większość. Zmienialiśmy więc systematycznie różnice między odcinkiem wzorcowym a odcinkami porównywanymi, mając nadzieję, ze osiągniemy taki punkt, w którym błąd większości będzie tak wyraźny, iż każdy badany odrzuci jej opinię i zachowa niezależność. Niestety nie udało nam się tego osiągnąć. Nawet kiedy różnica między odcinkami wynosiła 18 cm, niektóre osoby badane uległy większości.
Powyższe badania dostarczały jasnych odpowiedzi na parę stosun¬kowo prostych pytań, a jednocześnie nasunęły wiele innych, wymagających dalszych badań. Mianowicie, chcieliśmy poznać stopień konsekwencji osób badanych w sytuacjach, które różnią się treścią i strukturą. Skoro okazało się, że istnieje konsekwencja czy to w zachowaniach niezależnych, czy w konformistycznych, nasuwa się pytanie o to, w jaki sposób jest ona funkcjonalnie powiązana z cechami charakteru i osobowości? Jaki jest związek między niezależnością, a warunkami społecznymi i kulturowymi? Czy przywódcy są bardziej niezależni od innych ludzi; a może są szczegól¬nie biegli w zdobywaniu sobie zwolenników? Na te i jeszcze inne pytania będzie można odpowiedzieć na podstawie badań podobnych do wyżej opisanych.

Jednomyślność jest niezbędnym warunkiem życia w społeczeństwie. Aby była twórcza, wymaga niezależnego sądu poszczególnych członków społeczności, opartego na własnych doświadczeniach i przekonaniach. Jed¬nomyślność wypływająca z przewagi konformizmu zaburza procesy społecz¬ne; jednocześnie jednostka rezygnuje z sił, możliwości, od których zależy jej funkcjonowanie, a więc uczucia i myślenie. W naszym społeczeństwie tendencja do konformizmu okazała się tak silna, że rozsądny inteligent i myślący młody człowiek gotowi są nazwać białe czarnym, co powinno być przedmiotem głębokiej troski. Rodzi to pytanie odnośnie metod naszego wychowania oraz wartości, które kierują naszym zachowaniem.
Wyniki naszych badań mogłyby skłaniać do zbyt pesymistycznych wniosków, lecz należy pamiętać, że to raczej zdolność zachowania nie¬zależności powinna zostać należycie doceniona. Pocieszające jest także to, że osoby uczestniczące w tym pobudzającym do myślenia ekspery¬mencie były w pełni zgodne, iż niezależność jest bardziej właściwą postawą niż konformizm.
Bibliografia
Asch S. E. (1951) Effects of group pressure upon the tnodification and distortion of judgments. W: Groups, leadership, and men, Harold Guetzdow (red.), Carnegie Press. Asch S. E. (1952) Social psychology, Prentice-Hall Inc. Miller N. E., Dollard J. (1941) Social learning and imitation. Yale University Press.


Przedruk za zgodą autora oraz „Scicntific American" t. 193, nr 5, 1955 (Scientific American Offpnnt 450). Copyright (C) 1955 by Scientific American, Inc. Ali rights reserved.

Podobne prace

Do góry