Ocena brak

Ogólna charakterystyka filozofii współczesnej

Autor /BenTen Dodano /14.07.2011

I. Kant  interpretując Kartezjusza, powiadał:

1) poznanie ukazuje nam rzeczy jako rzeczy doświadczane, a nie istniejące same w sobie;

2) idee są wytworem, są wynikiem współdziałania tego, co dane w doświadczeniu i tego, co można nazwać aktywnością świadomości;

3) umysł nadaje doświadczeniu określoną strukturę, czyni doświadczenie sensownym, umiejscawia je w hierarchii znaczeń, odnajdując dla niego określony schemat interpretacyjny;

zasadniczymi formami interpretacyjnymi są czas i przestrzeń.  Kant  szukając jedności  doświadczenia, odkrył ją we własnym umyśle. Główny wysiłek skoncentrował na analizie relacji, jakie zachodzą miedzy kategoriami organizującymi doświadczenie. Wiodącym problemem jego zainteresowań było przenikanie się podmiotu i przedmiotu. Zagadnienie to jest również istotnym problemem relacji, jaka powstaje miedzy teorią a praktyką.     

W spadku po Kancie filozofia współczesna otrzymała możliwość interpretacji pojęć ogólnych, którymi subiektywny umysł posługuje się w poznawaniu świata, dowiedziała się  że mogą być one: dziełem Boga, dziełem kultury, obiektywne, obiektywno-subiektywne. Poza tym Kant pozostawił jako problem nierozwiązany pytanie, jaka jest relacja miedzy kategoriami organizującymi poznanie, np. czas a przestrzeń, skończoność a nieskończoność. Wreszcie jako zadania do rozwiązania przed współczesną filozofią pojawiły się: problem przenikania się podmiotu i przedmiotu oraz problem relacji istniejącej między praktyką a teorią.     

Zagadnienia te próbuje się rozwikłać w różny sposób, na przykład Fichte dedukuje całą rzeczywistość z prostej zasady Absolutu, ze wspólnego  źródła „podmiotu i przedmiotu” ujawniającego się w ego; a zatem Absolut jest sposobem rozwiązania problemu stosunku podmiotu i przedmiotu.     

Schelling  postawił pytania: Dlaczego rzeczywistość zjawiskowa, z którą nasza świadomość ma do czynienia, posiada tak istotne znaczenie dla człowieka i jeszcze do tego jest to rzeczywistość, która przejawia powszechną konieczność? Dlaczego tak wiele rzeczy istnieje i można je sprowadzić do racjonalnej jedności? Podstawą do szukania odpowiedzi na to pytania był dla niego Absolut. Stosunek człowieka jako podmiotu poznającego i natury jako przedmiotu jest procesem rozwoju Absolutu, wyrażającego historyczne przejawianie się ludzkiej wolności w coraz adekwatniejszym ujęciu natury. Schelling rozwiązywał ów problem twierdząc, że Duch w człowieku jest tożsamy z Duchem natury będącym poza człowiekiem.     

U Hegla Absolut jest tylko bytem myślowym, ukierunkowanym ku absolutnej wolności. Świat, człowiek, historia są powiększaniem totalnej wyłączności Absolutu.   

Kant pozostawił jeszcze inny problem, a mianowicie: jeżeli zgodzimy się z tym, że to, co człowiek poznaje, jest tylko zjawiskiem, a rzecz sama w sobie jest niepoznawalna, to pojawia się pytanie o wiarygodność wyjaśnień doświadczenia jako czegoś innego niż tego, co człowiek doświadcza. Ten problem legł u podstaw wszelkich pozytywistycznych ujęć rzeczywistości. Zagadnienie teorii i praktyki znajduje określone rozwiązanie również w filozofii Marksa w postaci sformułowanej i zastosowanej zasady wznoszenia się od tego, co abstrakcyjne do tego, co konkretne.   

Swoją analizę tego faktu daje także filozofia egzystencjalna, która głównym przedmiotem rozważań uczyniła człowieka jednostkowego, człowieka tu i teraz w jego relacji do Boga lub w jego relacji do społeczeństwa. Istnienie tu i teraz ma charakter czasowy, nie dający się zmieścić w  żadnej formule; jest po prostu stawaniem się, ale chociaż człowiek jest postacią czasową, to odnajduje w sobie formułę wieczności. W jednostce ludzkiej tu i teraz doczesność, czasowość splata się z wiecznością. Egzystencjalizm ujawnia antynomie konstytuujące człowieka: skończoność i nieskończoność, czasowość i wieczność, konieczność i wolność. Byt Boga, wieczny i niezmienny, wydaje się być irracjonalnym rozwiązaniem tych antynomii. Bóg jest paradoksem; paradoks ten nie jest słabością ludzkiego rozumu, lecz naturalnym wynikiem jego wysiłku w rozwiązywaniu problemów swej egzystencji. Chcąc przezwyciężyć ten paradoks ludzie tworzą religię, ma ona być usunięciem kłopotu - Boga, z jakim muszą oni żyć.     

W filozofii egzystencjalnej twierdzi się,  że o egzystencji człowieka nie przesądza żadna esencja, bo czegoś takiego w ogóle nie ma. O esencji można mówić tylko jako o czymś konkretnym, np. o esencji określonego człowieka, ale po rozważeniu jego egzystencji, gdyż ta poprzedza esencję. Brak esencji oznacza,  że nie ma  żadnej idei, według której skonstruowano człowieka; nic nie przesądza z góry o tym, jaki on jest lub jaki powinien być.  

Istnieje tylko byt konkretnego człowieka. Jest on stawaniem się; wszystko inne jest czczą gadaniną. Ale taki człowiek jest faktem pierwotnym i to faktem świadomym, tzn. może mieć określony stosunek do swego istnienia. „Ja jestem” - powiada Heidegger, „dla siebie” - dodaje Sartre. A zatem człowiek jest bytem dbającym o siebie. Pierwszym faktem, z którym się zetknął, jest to,  że się urodził,  że w ogóle zaistniał. To „zaistnienie” jest problematyczne  ze swej istoty, bo jest ono czymś poza tym, kto zaistniał. Od samego progu swego istnienia człowiek jest skutkiem istnienia innego człowieka. Przecież nikt go o zgodę nie zapytał, czy chce zaistnieć? Człowiek musi zaistnieć, czy tego chce, czy nie chce. A zatem człowiek został brutalnie „wrzucony” w świat, w istnienie. A skoro tak już się stało, to istnienie to dalej żąda, aby istniał tak, jak żąda tego  świat. Człowiek istniejąc, musi współistnieć ze  światem i z innymi ludźmi; staje się więc „człowiekiem w ogóle”, czyli czymś bezimiennym.     

Ludzie nie godzą się ze swoją animowością. Szukają dla siebie imienia. Bóg polecił nazwać wszystkie stworzenia, ale nic nie mówił o tym, jak nazwać ma siebie człowiek. Nie mając przykazani, błądzi więc on i gdy tylko zda mu się, że znalazł właściwe imię, od razu przekonuje się, że to pomyłka, i od nowa rozpoczyna poszukiwanie - tak przez całe życie. Ci, którzy zwątpili w to, że mogą mieć własne imię tu i teraz, oddają się w objęcia religijne. Tam dopiero, po śmierci będzie im nadane imię.     

Istniejąc człowiek może poznawać  świat i innych ludzi. Buduje  świadomość własnego istnienia i  świadomość istnienia innych.  Świat rzeczy jest bytem nieświadomym, jest to „byt w sobie”; świat ludzki zaś jest „bytem dla siebie”, a więc świadomym. To, że człowiek istnieje w świecie, jest więc jednocześnie zagrożeniem dla niego. Świat rzeczy, ów „byt w sobie”, może zniszczyć go w każdej chwili. Tak samo zniszczyć może go świat ludzki. Istnienie człowieka jest „kruche”, dlatego też musi się on nieustannie „troszczyć” się. Troska jest atrybutem ludzkiej egzystencji (Heidegger).    

Na rozwój filozofii współczesnej istotny wpływ wywarły także rewolucje naukowo-techniczne, zwłaszcza ich negatywność, jaką - obok pożytku - niosły ze sobą. Odkrycia takich uczonych jak W. C. Röntgena  (1845-1923), H. Becquerela (1852-1908), Marii Curie-Skłodowskiej (1867-1934), E. Rutheforda (1871-1937), A. Einsteina (1879-1955), M. Plancka (1858-1947), N. Bohra  (1885-1963), W. Heisenberga (1901-1976) zrodziły potrzebę rekonstrukcji obrazu świata, a zatem również filozofii.       

Czas i przestrzeń uległy relatywizacji: „A” jest jednoczesne z „B”, ale z punktu widzenia „C”; istnieje wiele czasów; dwa zjawiska mogą być i mogą nie być zarazem; odległość między dwoma przedmiotami może być różna. A. Einstein w 1915 roku ogłosił „ogólną” teorię względności. Przestrzeń zależy od ciał, jakie się w niej znajdują i one nadają jej nieeukalidesowy kształt. Teoria ta ostatecznie odebrała czasowi i przestrzeni cechę obiektywnej realności. Udowodniona została ponadto relatywizacja ruchu. Od czasu „rozbicia atomu” pojawiła się elektronowa teoria materii – przedmiotem jej badań stały się cząstki elementarne. Z teorii materii pozostała tylko nazwa „materia”; ciągłość i nieciągłość to opisy niejako podwójnej natury.     

Bohr w teorii komplementarności ujawnił, że świat składa się z wielości oddzielnych bytów (kwantów) i z jednego bytu  („pola”). Twierdzenie to pozwalało pogodzić monizm z pluralizmem. W atomie elektrony nie mają stałego położenia wobec jądra, przeskakują z orbity na orbitę, a przeskoków tych przewidzieć niepodobna; nie wiemy kiedy nastąpią i dlaczego.     

Nie można odnaleźć przyczyn - trzeba konstruować „mechanikę kwantową”, której podstawą nie byłby determinizm. Mimo indeterminizmu w skali makrofizycznej da się przewidywać zjawiska, ale tylko dlatego,  że w tej skali (olbrzymie ilości zjawisk elementarnych) odchylenia neutralizują się, dzięki czemu można mówić o prawidłowościach. Są to jednak prawidłowości natury statystycznej, natomiast cząstki elementarne wykazują przypadkowość - to prowadzi do probabilistycznych wniosków.  

W 1926 roku Heisenberg opracował zasadę nieoznaczoności, która wyjaśniała, że nie można podać stanu, w jakim znajduje się jakikolwiek ustrój atomowy lub cząsteczka elementarna. Jeżeli określimy położenie elektronu, to nie ustalimy jego prędkości, jeśli ustalimy prędkość, nie określimy położenia.     

Dotąd sądzono się, że stan zjawiska określa jego przyszłość. A tu nie można określić stanu. To wymaga holistycznego tłumaczenia organizmu. Atom jest pewną całością wyższego rzędu, której nie można składać z części, jest ona całością będącą czymś innym niż sumą swoich elementów.     

Natura naszego umysłu wpływa na obraz  świata, nauka jest w pewnym stopniu subiektywna. Einstein uzależniał czas i przestrzeń od obserwatora. Wniosek ten pozwalał twierdzić,  że zjawiska duchowe są realne, zaś materialne niepewne, np. Eddington twierdził,  że „umysł jest pierwszą i najbezpośredniejszą rzeczą w naszym doświadczeniu, wszystko inne jest tylko dalekim wnioskiem”. Zdaniem realistów istnieje  świat realny, który trzeba dopiero odkryć.  Te formułowane twierdzenia oraz hipotezy znalazły oddźwięk na przykład w filozofii przyrody Whitehead'a i pluralizmie Hartmanna. 

Podobne prace

Do góry