Ocena brak

Odmiany zbiorowości ludzkich

Autor /Ivan Dodano /29.07.2011

Zbiorowości ludzkie, konstytuowane przez cechy tego pośredniego rodzaju -cząstkowo upodabniające i różniące - mogą występować w różnych postaciach. Zbiór jednostek podobnych pod jakimś względem i różniących się pod tym względem od innych nazwiemy kategorią statystyczną albo inaczej zbiorem statystycznym. Kobiety, studenci, robotnicy, emeryci, blondyni, Polacy, mieszkańcy Krakowa itp. - to wszystko kategorie statystyczne. Można wskazać ich liczebność w obrębie danej populacji, stwierdzić, czy liczebność ta rośnie czy maleje, jak rozkłada się terytorialnie - i dokonać jeszcze wielu innych kalkulacji.

Jest w Polsce tylu a tylu studentów, ich liczba w ostatnim dziesięcioleciu się podwoiła, jest wśród nich tylu a tylu studentów socjologii, tylu a tylu studentów uczy się w Krakowie - to typowe dane statystyczne. Cech, które można brać jako podstawę takich grupowań czy przekroi populacji jest ogromnie wiele. Dlatego znajdujemy tak wiele rozmaitych tabelek i rubryk w Roczniku Statystycznym. Jak wskazywaliśmy, każdy człowiek ma wiele cech i dlatego może być zaliczony równocześnie do różnych kategorii statystycznych. Ten fakt nie stwarza jednak jeszcze żadnych problemów dla jednostki, może być co najwyżej komplikacją dla statystyków.

Ale intuicyjnie czujemy, że waga tych rozmaitych cech, które przysługują jednej i tej samej osobie, jest nierówna. To, że Marta jest studentką, wydaje się oczywiście ważniejsze od tego, że urodziła się we wtorek. To, że jest kobietą, jest ważniejsze niż to, że jest właścicielką psa. To, że jest Polką, jest ważniejsze niż to, że jest szczupła. W jakim sensie ważniejsze? W takim, że wywiera bardziej istotny wpływ na jej miejsce w społeczeństwie, na związane z tym interesy, styl i sposób życia, szansę i perspektywy życiowe, zarobki, prestiż, charakter przekonań, ideałów i wartości, jakie wyznaje itp. A także i w takim sensie, że cechy te są w danym społeczeństwie powszechnie postrzegane jako podstawa jakiegoś istotnego podobieństwa między ludźmi. Są więc cechy na ogół bardziej i na ogół mniej istotne dla społecznego usytuowania człowieka.

Piszę „na ogół", ponieważ mogą być sytuacje szczególne, kiedy pewne cechy, zazwyczaj nieistotne, uzyskują społeczną doniosłość. Wyobraźmy sobie, że jakiś rząd postanawia opodatkować łysych. W polityce wszystko jest możliwe. Wówczas sytuacja życiowa łysych się zmienia, brak włosów decyduje o istotnych wspólnych interesach, oznacza dyskryminację wobec brunetów i blondynów, którzy podatku nie płacą. Kiedy byłem studentem, należałem do „Klubu ludzi wysokich". Otóż istnienie takiej elitarnej organizacji, podejmującej różne formy atrakcyjnej, rozrywkowej działalności (bale, dyskoteki, mecze piłkarskie, turnieje brydżowe, wycieczki itp.) i wykluczającej niższych wzrostem kolegów, oznaczało, że wzrost stawał się źródłem przywilejów, nowych możliwości, zwiększonego prestiżu. To, jakie cechy są bardziej społecznie doniosłe, zmienia się też historycznie. W średniowieczu wielką rolę odgrywało arystokratyczne urodzenie, w PRL przynależność partyjna, w naszych czasach - poziom wykształcenia i wyuczony zawód. Kiedyś bycie kobietą oznaczało mniejsze szansę edukacyjne, zawodowe, zarobkowe; dziś, dzięki sukcesom ruchu emancypacyjnego i feministycznego, wielowiekowa dyskryminacja ustępuje równouprawnieniu i w tym przynajmniej sensie różnice płci stają się mniej istotne.

Zbiór ludzi podobnych pod względem cech społecznie doniosłych w danym miejscu i w danym czasie stanowi już coś więcej niż zbiór statystyczny. Wspólnota nie wynika już tylko z operacji liczbowych, ale z realnego podobieństwa sytuacji życiowej, interesów, szans* Jest także powszechnie postrzegana jako istotne podobieństwo. W odróżnieniu od kategorii statystycznej będziemy w tym przypadku mówić o kategorii socjologicznej. Studenci, robotnicy, młodzież, krakowianie, Polacy - to przykłady takich kategorii, bo z przynależności do takich zbiorowości coś bardzo istotnego dla ich członków wynika i powszechnie dostrzegamy, że mają oni ze sobą coś wspólnego; spontanicznie klasyfikujemy ich razem. Niekiedy w socjologii używa się na określenie takiej obiektywnej wspólnoty sytuacji życiowej, która ma doniosłe konsekwencje dla członków zbiorowości i jest powszechnie traktowana jako istotna, terminu „więź obiektywna".

A wśród czynników generujących taką więź wskazuje się płeć, wiek, rasę, obywatelstwo, teren zamieszkania, rodzaj pracy itp. Klasyk francuskiej socjologii Emile Durkheim używał tu terminu „solidarność mechaniczna". Ilustrował taką więź warunkami społeczeństwa plemiennego, gdzie podział pracy jest dopiero w zarodku, a fakt, że wszyscy członkowie zbiorowości wykonują podobne funkcje: polują, łowią ryby, zbierają leśne owoce, wytwarza między nimi bardzo rudymentarne, zalążkowe poczucie wspólnoty. Kilkadziesiąt lat później Robert Merton i Paul Lazarsfeld, analizując fenomen przyjaźni, określali jedną z odmian więzi występującej między przyjaciółmi terminem „hemofilia", upodobanie do podobieństwa. Rzeczywiście, często przyjaźnimy się z tymi, którzy są do nas podobni wiekiem, zawodem, miejscem zamieszkania, wyznaniem, poglądami, wartościami, światopoglądem.

W dzisiejszym, złożonym społeczeństwie jedna i ta sama jednostka należy, rzecz prosta, do kilku kategorii socjologicznych: gdzieś mieszka, gdzieś pracuje, jest w jakimś wieku, reprezentuje jakąś płeć, ma jakieś obywatelstwo. Może się zdarzyć, że interesy, jakie wynikają z przynależności do jednej z tych kategorii, są w sprzeczności z interesami związanymi z inną. Na przykład, profesor państwowego uniwersytetu jest też właścicielem prywatnej firmy, a interesy obu sektorów gospodarczych są rozbieżne. Ktoś mieszkający na wsi jest zatrudniony w mieście, a waży się sprawa prowiejskiej czy promiejskiej polityki rządu. Ktoś ma podwójne obywatelstwo krajów, które znajdują się w stanie wojny. Powiemy w takich przypadkach o konflikcie interesów.

Konsekwencje podobieństwa pod względem takich czynników, jak zatrudnienie, wiek, płeć, obywatelstwo itp., mają charakter obiektywny, występują niezależnie od tego, czy ludzie o nich myślą, czy zdają sobie z nich sprawę czy też nie. Dlatego właśnie używam terminu „kategoria socjologiczna". Bo to z perspektywy zewnętrznej, na przykład z punktu widzenia socjologa, dostrzegamy wśród pewnej zbiorowości wspólnotę interesów, szans życiowych, mentalności. Ale oczywiście może to stawać się przedmiotem refleksji „od wewnątrz", tematem samoświadomości pojawiającej się wśród samych członków zbiorowości.

Mogą oni zdawać sobie sprawę ze swoistości własnej sytuacji życiowej i jej odrębności od sytuacji innych zbiorowości. Już z tego wynika pewien stopień solidarności, lojalności, zaufania do „naszych", a zarazem dystansu i nieufności wobec „obcych". Co więcej, ludzie mogą interpretować własną swoistość i odrębność jako efekt pewnych przyczyn czy okoliczności, a więc budować potoczną „teorię" na temat własnej sytuacji. Jak wskazywał klasyczny włoski socjolog Yilfredo Pareto, takie teorie przybierają często formę usprawiedliwień, uzasadnień, racjonalizacji, mijając się z realiami. Określał je mianem „derywacji myślowych". Wreszcie członkowie zbiorowości mogą też przeżywać pewne emocje: satysfakcji lub frustracji, dumy lubJ wstydu z własnej sytuacji, a także sympatii lub wrogości, zawiści lub uznania, repulsji lub tolerancji wobec innych od siebie.

Często emocje są źródłem stereotypów: jednostronnych, upraszczających, wyidealizowanych koncepcji na temat własnej zbiorowości (autostereotypów) i równie jednostronnych, upraszczających i negatywnych wizji zbiorowości odmiennych (w skrajnym przypadku stereotypów wroga). Kiedy świadomość tego rodzaju -zarówno skierowana do wewnątrz, jak i na zewnątrz - jest w pełni rozwinięta i powszechna wśród członków zbiorowości, powiemy o pojawieniu się tożsamości zbiorowej. Jej najprostszym wskaźnikiem jest myślenie w kategoriach „swoi" i „obcy", „nasi" i „tamci", „my" i „oni". Gdy wspólnej sytuacji życiowej, podobnemu położeniu społecznemu danej zbiorowości, towarzyszy rozwinięta samoświadomość czy tożsamość zbiorowa, mamy coś więcej niż tylko kategorię socjologiczną. To już nie jest wspólnota zdefiniowana przez jakichś zewnętrznych, obiektywnych obserwatorów (np. socjologów), lecz przeżyta subiektywnie od wewnątrz przez samych członków zbiorowości. Dlatego nazwiemy taką zbiorowość kategorią społeczną. Mówi się także w socjologii o pojawieniu się subiektywnej więzi społecznej.

Taka subiektywna więź może być odzwierciedleniem jakichś warunków obiektywnych, w których żyje zbiorowość, lub jakichś obiektywnych cech jej członków. Na przykład może wynikać z zamieszkania w podobnych warunkach (np. na wsi, na wybrzeżu, w górach), sytuacji ekonomicznej zbiorowości (np. bieda, czy przeciwnie - bogactwo), wykonywanego zawodu (np. lekarze, adwokaci), wieku (np. młodzież, nastolatki, emeryci). Ale więź subiektywna może też wynikać z postrzeganej wspólnoty przekonań, wierzeń, wartości, światopoglądu. Na przykład ludzie podobnego wyznania czują się sobie bliżsi niż wyznawcy odmiennych religii (np. katolicy, protestanci, wyznawcy islamu). W polityce liberałowie odczuwają pewną bliskość z liberałami, konserwatyści z konserwatystami, a radykałowie z radykałami. Przeciwników kary śmierci czy aborcji wiąże apoteoza życia jako wartości najwyższej, aksjologicznego summum bonum.

Takie subiektywne poczucie wspólnoty może wyłaniać się i ewoluować stopniowo. Zobaczmy dwa przykłady. Kobiety to oczywiście kategoria statystyczna identyfikowalna przez cechy biologiczne i poddająca się liczbowemu określeniu. Ale to także kategoria socjologiczna, we wszystkich społeczeństwach bowiem bycie kobietą oznaczało i oznacza swoiste działania, sposób bycia, styl życia, obowiązki, powinności, miary prestiżu, szansę zawodowe itp. To, że ktoś rodził się kobietą, nie było nigdy obojętne dla losów życiowych, miało i ma istotne konsekwencje społeczne. W większości społeczeństw oznaczało niestety dyskryminację edukacyjną, zawodową, zarobkową itp. Ale świadomość tej swoistej sytuacji kobiety jako kobiety nie była ani odwieczna, ani powszechna.

To wymaga pewnego poziomu autorefleksji, samoidentyfikacji, poczucia, że mamy z innymi kobietami wspólne interesy i aspiracje, konstatacji, że dotyka nas pewne upośledzenie czy nawet dyskryminacja. Wymaga też „teoretycznego" objaśnienia powodów, dla których tak się dzieje, na przykład przez wskazanie dominacji mężczyzn, „męskiego szowinizmu", konspiracji ze strony płci przeciwnej. I wreszcie może wyrażać się silnymi emocjami prowadzącymi do idealizacji kobiecości i negatywnych stereotypów na temat mężczyzn. Pełna tożsamość kobieca - w jej wymiarze pozytywnym, do wewnątrz zbiorowości, i jej wymiarze negatywnym, na zewnątrz - wytworzyła się dopiero w naszych czasach, głównie za sprawą ideologii emancypacyjnej i ruchu feministycznego. Inny przykład dynamicznej ewolucji więzi subiektywnej zaczerpniemy z teorii klas społecznych Karola Marksa. Otóż robotnicy byli oczywiście zawsze pewną kategorią statystyczną.

Od powstania społeczeństwa zindustrializowa-nego, kapitalistycznego było tylu a tylu najemnych pracowników przemysłu. Marks wskazywał, że byli także kategorią socjologiczną (jak powiadał „klasą w sobie"), status robotnika przesądzał bowiem o alienacji, biedzie, degradacji tej zbiorowości, a więc wspólnej upośledzonej sytuacji życiowej i wspólnych obiektywnych interesach vis-a-vis burżuazji, czyli uprzywilejowanych właścicieli przedsiębiorstw. Ale robotnicy przez długi czas nie byli świadomi tej wspólnoty, traktowali swoje upośledzenie jako indywidualny i nieprzezwyciężalny wyrok losu. Takie fatalistyczne myślenie było wyrazem „świadomości fałszywej". Dopiero w wyniku pojawienia się ideologii socjalistycznej i ruchu robotniczego kształtuje się wśród robotników samoświadomość i zbiorowa tożsamość, ze wszystkimi jej składnikami. A więc po pierwsze solidarność z innymi, po drugie „teorie" potoczne wskazujące na eksploatację i spisek burżuazji jako źródło biedy i zniewolenia i po trzecie antagonistyczne uczucia wobec właścicieli, wraz z czarnymi stereotypami całej wrogiej klasy. Pojawia się, używając terminologii Marksa, „świadomość klasowa". A w przyjętym przez nas sensie robotnicy stają się w ten sposób samoświadomą kategorią społeczną1.

Jedną z najważniejszych odmian więzi subiektywnej jest więź moralna. Proponuję określić tym terminem więź społeczną w jej aspekcie kulturowym. Wszak sam terminmoralność" zawiera oba tak istotne tu składniki znaczeniowe: a) relację jednych ludzi do drugich oraz b) normatywną, powinnościową charakterystykę tej relacji. Moralność wskazuje wymagany sposób odnoszenia się do innych, określa pożądany kształt więzi. Twierdzę, że dopiero wtedy gdy więź społeczna osiąga status więzi moralnej - a nie sprowadza się tylko do potencjalnych kanałów interakcyjnych w ramach struktury organizacyjnej ani rozproszonych sentymentów w obrębie psychik jednostkowych - staje się trwałym składnikiem tkanki społecznej, tego swoistego pola strukturalno-indywi-dualnego, od którego stanu zależy dynamika społeczeństwa, jego zdolność do twórczego stawania się.

Więź moralna to szczególna relacja do innych objętych kategorią „my". Perymetr kategorii „my" wyznaczają trzy powinności moralne. „My" to ci, których obdarzamy zaufaniem, wobec których postępujemy lojalnie, których sprawy nas solidarnie obchodzą. A zatem, w tej interpretacji, trzy podstawowe składniki więzi moralnej to: a) zaufanie, czyli oczekiwanie godnego postępowania innych wobec nas, b) lojalność, czyli powinność nienaruszania zaufania, jakim jesteśmy obdarzeni przez innych, i wywiązywania się z podjętych zobowiązań, c) solidarność, czyli troska o interesy innych i gotowość podjęcia działań na ich rzecz, nawet gdy narusza to nasze własne interesy. Te trzy wektory wyznaczają swoistą „przestrzeń moralną", w której sytuuje się każda jednostka. Indywidualnym refleksem więzi moralnej jest tożsamość, czyli autodefini-cja własnego miejsca w przestrzeni moralnej i zakreślenie granic przestrzeni moralnej, w której jednostka poczuwa się do powinności zaufania, lojalności i solidarności. Inaczej - to wskazanie „my", do których zaliczam swoje „ja".

Granice kategorii „my", a tym samym przestrzeni moralnej, mogą być wyznaczone węziej lub szerzej. Można zrekonstruować całą skalę pomiędzy biegunami partykularyzmu i uniwersalizmu, albo inaczej lokalizmu i kosmopolityzmu, ekskluzywności i inkluzywności. Charakter ekskluzywny ma więź prywatna (można by za Cooleyem powiedzieć „pierwotna") wobec osób, które znamy osobiście, od rodziny, przez sąsiedztwo, grono kolegów, przyjaciół czy współpracowników. Charakter inkluzywny ma więź publiczna („wtórna"), wobec szerszych, abstrakcyjnych kategorii osób, których osobiście nie znamy, poczynając od zbiorowości etnicznej, rasowej, narodu, współwyznawców tej samej religii, zwolenników tej samej partii, współobywateli tego samego państwa, aż po mieszkańców kontynentu, przedstawicieli cywilizacji czy wreszcie całej ludzkości.

Zarówno intensywność, jak i zasięg więzi moralnej są zmienne. Istnieją sytuacje, w których oba aspekty więzi ulegają wzmocnieniu i poszerzeniu. Można wskazać kilka przykładów. Wojna, stan zagrożenia, obrona przed wrogiem, działalność opozycyjna, kontestacja rewolucyjna - prowadzą do mobilizacji i większej inkluzywności więzi. Podobny efekt wywoływać mogą ambitne, porywające wyobraźnię programy czy twórcze przedsięwzięcia zbiorowe. Sprzyjają mobilizacji i inkluzywności więzi sytuacje odświętne, symboliczne, np. manifestacje patriotyczne czy religijne. Wreszcie wzmocnienie i poszerzenie więzi towarzyszy sytuacjom kryzysowym, katastrofom czy zagrożeniom ze strony sił przyrody.

Podobne prace

Do góry