Ocena brak

Od izolacji do globalizacji społeczeństwa

Autor /Gerwazy Dodano /29.07.2011

Filozofowie od czasów starożytnych posługiwali się ogólną kategorią ludzkości, poeci pisali, że „żaden człowiek nie jest samotną wyspą", ideolodzy i politycy odwoływali się do solidarności ogólnoludzkiej, statystycy obliczali rozmiary ludzkiej populacji. Również klasyczni XIX-wieczni socjologowie, od Comte'a czy Spencera począwszy, postrzegali ewolucję czy rozwój społeczny jako proces, którego przedmiotem było społeczeństwo ludzkie jako całość. Także późniejsi socjologowie zdawali sobie sprawę z tego, że wszelkie fenomeny społeczne - działania, grupy, instytucje, organizacje itp. - istnieją nie w próżni, lecz w szerszym kontekście otaczających całości społecznych, w tym owej całości najbardziej pojemnej.

Ale dopiero pod koniec XX wieku idea społeczeństwa globalnego i tendencji, która prowadzi do wytworzenia się takiego społeczeństwa - procesu globalizacji - stary się dominującymi wątkami teorii socjologicznej. Ukazują się niezliczone publikacje na ten temat, odbywa się mnóstwo konferencji, na dwóch ostatnich światowych kongresach socjologicznych - w Bie-lefeld w 1994 i w Montrealu w 1998 roku - wśród tematów podejmowanych w paru tysiącach wygłaszanych tam referatów zdecydowanie najczęściej pojawiał się terminglobalizacja". Pojęcie globalizacji weszło do języka codziennego, nie ma dnia, by politycy, publicyści, dziennikarze nie odwoływali się do globalizacji albo jako źródła kłopotów współczesnego świata, albo przeciwnie - jako szansy na ich przezwyciężenie. Pojawiły się terminy pokrewne, metaforyczne, zabarwione humorystycznie lub pejoratywnie, które robią wielką karierę w myśleniu potocznym: macdonaldyzacja, coca-colizacja, amerykanizacja, westernizacja, imperializm kulturowy. Na przełomie stuleci ujawniła się w gwałtownych protestach w Seattle, Waszyngtonie, Pradze, Davos, Genui nowa fala radykalnych ruchów społecznych skierowanych przeciwko globalizacji.

Wszystko to nie jest sprawą mody intelektualnej, mistyfikacji ideologicznych czy nastrojów społecznych, choć oczywiście i takie elementy można odnaleźć. U podstaw fascynacji globalizacja leży jednak realny proces społeczny związany z ekspansywnym rozwojem nowoczesnej formacji społecznej. Nowoczesność - jak twierdzi Anthony Giddens - z samej swojej istoty globalizuje się. Wybrane aspekty globalizacji jako zjawiska towarzyszącego późnej nowoczesności będą przedmiotem analizy w tym rozdziale.

Jeden z pierwszych, którzy podjęli problematykę globalizacji, amerykański socjolog Roland Robertson definiuje ją jako „zbiór procesów, które czynią świat społeczny jednym"1. W jakim sensie jednym? Wyraża się to na kilka sposobów. Po pierwsze, nowoczesne technologie oplatają świat siecią połączeń komunikacyjnych i telekomunikacyjnych, a najbardziej wyrazistym tego przejawem staje się komputerowa „sieć ogólnoświatowa", Internet. Wystarczy rzucić okiem na mapy linii lotniczych albo schematy łączy internetowych, aby zdać sobie sprawę, jak gęsty jest ten splot kanałów, którymi przemieszczają się po całym świecie ludzie, informacje, obrazy. Technologia telewizyjna i radiowa umożliwia ogromnym masom rozproszonym po świecie równoczesne, wirtualne uczestnictwo w tych samych „globalnych zdarzeniach": Olimpiadzie, piłkarskich pucharach, pielgrzymkach Jana Pawła II, koncertach Rolling Stonesów. W tym sensie sprawdza się przepowiednia kanadyjskiego teoretyka mass mediów Marshalla McLuhana, że świat zmienia się w „globalną wioskę"2.

Po drugie, społeczności ludzkie stają się coraz mocniej powiązane rozbudowaną siecią zależności ekonomicznych, finansowych, politycznych, strategicznych, kulturalnych. Zdarzenia w jednej części świata wywierają natychmiastowy wpływ na to, co dzieje się w krajach najbardziej odległych. Krach na giełdzie w Hong Kongu odbija się echem w kantorach w Warszawie. Spadek produkcji ropy w Iraku decyduje od razu o zwyżce cen benzyny w Islandii. Wypowiedź szefa amerykańskiego banku centralnego kształtuje decyzje inwestorów w Brazylii. Wizyta rosyjskiego prezydenta w Chinach wywołuje alarm wśród strategów NATO. Muzyka rybaków karaibskich, via nowojorskie wytwórnie płytowe, trafia do dyskotek w Radomiu. Mini-hulajnogi czy buty na koturnach pojawiają się niemal równocześnie w sklepach Berlina, Mediolanu, Londynu i Łomży.

Po trzecie, pojawiają się nowe formy organizacji ekonomicznych, politycznych, kulturalnych, o charakterze ponadnarodowym, oderwane od jakiegokolwiek konkretnego kraju czy państwa. Najbardziej oczywistym przykładem są wielkie korporacje przemysłowe, banki, firmy handlowe. Niektóre zachowują jeszcze symboliczny związek z krajem, z którego się wywodzą: Sony, Toyota, Microsoft, Boeing, inne istnieją już w czysto międzynarodowej przestrzeni: Coca-Cola, McDonalds, Carrefour, General Motors, Citibank itp. Skala ich operacji przekracza rozmiary ekonomii niejednego państwa. W polityce zjawiskiem daleko wcześniejszym, ale zyskującym dzisiaj nowe formy, były organizacje międzynarodowe typu ONZ, UNESCO, Interpol itp. Novum polega na tym, że organizacje takie czy podobne przejmują dziś pewne atrybuty suwerenności państwowej, uzyskując uprawnienia do podejmowania decyzji władczych wiążących kraje członkowskie (np. Komisja Europejska, Parlament Europejski) czy prawo jurysdykcji ponad sądami krajowymi (np. Trybunał ds. Zbrodni Przeciwko Ludzkości w Hadze czy Trybunał Praw Człowieka w Stras-burgu).

Typowo ponadnarodowy charakter mają tzw. nowe ruchy społeczne i wyłaniające się z nich trwalsze organizacje czy stowarzyszenia: np. ruch ekologiczny i Greenpeace, ruch praw człowieka i Amnesty International. W świecie mass mediów istnieją ponadnarodowe sieci telewizyjne, np. CNN, i międzynarodowe czasopisma, np. „International Herald Tribune" czy „Time". W dziedzinie sportu najsłynniejsze kluby piłkarskie przestają reprezentować swoje kraje, bo czyż można uważać za holenderską albo brytyjską drużynę, w której gra tylko jeden Holender czy tylko trzech Anglików, a reszta to tzw. internacjonałowie? Niestety globalizują się także organizacje przestępcze, z przemytem narkotyków i handlem tzw. „żywym towarem" na czele.

Po czwarte, pojawiają się całe kategorie społeczne, których życie i praca odrywają się zupełnie od konkretnego miejsca. Kiedyś byli to tylko dyplomaci, dzisiaj dołączyło środowisko biznesu, menedżerowie, finansiści, personel lotniczy, zawodowi sportowcy, artyści, w pewnym stopniu naukowcy. Nieustannie zmieniają oni miejsce pobytu, krążą po świecie, spędzają sporo życia w hotelach, mają biura i mieszkania w wielu metropoliach, nie wysiadają z trans-kontynentalnych samolotów. Na wielkich lotniskach przygotowane są dla nich sale konferencyjne, by mogli się spotkać i załatwić interesy, nie jadąc w ogóle do miasta. Niedawno w związku z uruchomieniem nowej trasy lotniczej z Nowego Jorku do Tokio przez Biegun Północny, pojawił się problem wzmożonej radiacji nad biegunem, która może być groźna dla zdrowia pasażerów, przemierzających tę trasę częściej niż trzy razy w tygodniu.

Efektem tego rodzaju zmian staje się postępująca uniformizacja świata. Kapitalistyczny rynek ekonomiczny - z charakterystycznymi dla siebie formami transakcji, organizacjami, instytucjami, etosem konkurencji, mentalnością konsumpcyjną - opanował świat najwcześniej. Jak twierdzi amerykański teoretyk Immanuel Wallerstein, już od XV wieku kapitalizm stał się „systemem światowym". Ważny krok w stronę kompletnej dominacji tego systemu ekonomicznego stanowił upadek gospodarki planowej wraz z załamaniem się systemu komunistycznego w ZSRR i krajach Europy Wschodniej. W polityce kolejna „trzecia fala demokratyzacji" (jak określa to amerykański politolog Samuel Hun-tington) przeszła przez świat w latach osiemdziesiątych i pozostawiła jedynie enklawy systemów autorytarnych czy totalitarnych. Typowe demokratyczne instytucje i formy życia politycznego: parlamenty, wybory, kampanie, aktywna opinia publiczna itp., są dziś takie same w większości krajów świata.

Homogenizacja obejmuje także dziedzinę kultury. Dotyczy to najpierw jej trzonu, to znaczy języka. Coraz bardziej intensywne i powszechne kontakty ponadnarodowe wymagają wspólnego języka. Idea esperanto czy innych języków sztucznych nie przyjęła się. Natomiast takim światowym narzędziem komunikowania się staje się coraz wyraźniej język angielski, którego kariera międzynarodowa rozpoczęła się od środowiska pilotów i kontrolerów ruchu powietrznego, przechodząc do dziedziny turystyki, nauki, techniki, programowania komputerowego, biznesu itp.

Dzisiaj znajomość angielskiego staje się coraz powszechniejszym wymogiem edukacyjnym, a wiele krajów staje się praktycznie dwujęzycznymi (Skandynawia, Holandia). Upodabnia się ogromnie kultura materialna i dziedzina konsumpcji, moda, styl życia. W sklepach na całym świecie można kupić takie same produkty, styliści projektują takie same samochody, architekci - podobne budynki, stolarze - podobne meble, krawcy - podobne stroje. Czyta się te same książki, chodzi na te same filmy, ogląda takie same mecze piłkarskie, słucha tych samych przebojów. Upodabniają się obyczaje, nawet w dziedzinach tak mocno osadzonych w lokalnych tradycjach jak rodzina czy religia.

Psychologiczny refleks tych wszystkich zjawisk w świadomości zbiorowej jest ambiwalentny. Z jednej strony ludzie zaczynają coraz częściej myśleć w kategoriach wspólnego losu, wspólnych zagrożeń czy nadziei. Kategoria „my" rozszerza się poza ramy wspólnoty lokalnej i państwa narodowego.

Pojawia się tożsamość regionalna - np. „my Europejczycy", a także zalążki rzeczywistej solidarności światowej. Najmocniejszym tego wyrazem jest idea praw człowieka, o zasięgu uniwersalnym, nie ograniczonym - jak prawa polityczne - do obywateli jakiegoś kraju, lub - jak prawa społeczne - do klas i grup upośledzonych. Z drugiej jednak strony globalizacja mobilizuje świadomość obronną na rzecz traconej odrębności kulturowej, własnych zwyczajów, obyczajów, wierzeń, sposobów życia. Wzmocnieniu ulegają lojalności i tożsamości lokalne, etniczne i religijne. Francuski socjolog Michel Maffesoli pisze o narodzinach nowej „mentalności plemiennej". Starcie tych dwóch przeciwstawnych tendencji: z jednej strony rozszerzenia horyzontu myślenia i wyobraźni poza wioskę, miasto, kraj, region, kontynent, na cały glob, a z drugiej mocniejszej identyfikacji z lokalnymi kulturami - stanowi fakt świadomościowy, który może mieć najbardziej rewolucyjne implikacje dla przyszłości społeczeństwa ludzkiego.

W takim świecie dzisiaj żyjemy. Ale nie było tak zawsze. Jak pisze socjolog brytyjski Peter Worsley, „prawie do naszych dni społeczeństwo ludzkie nigdy realnie nie istniało". Istniała rozproszona po kuli ziemskiej populacja zwana ludzkością, ale realna, ontologiczna całość tworzy się z ludzi, dopiero gdy pojawia się między nimi więź obiektywna wzajemnych zależności i więź subiektywna wzajemnej solidarności. To właśnie stało się w skali światowej dopiero w naszych czasach, w epoce nowoczesnej. Zobaczmy dla kontrastu nie tak dawne jeszcze przecież społeczeństwo tradycyjne. Stanowiło ono niezwykle zróżnicowany konglomerat, heterogeniczną, pluralistyczną mozaikę rozmaitych obiektów społecznych różnej skali. W wymiarze politycznym mieliśmy hordy, rody, plemiona, królestwa, imperia, aż po dominującą dopiero od kilku wieków formę państwa narodowego. W wymiarze ekonomicznym jeszcze w XX wieku antropologowie społeczni odnajdywali zupełnie izolowane i samowystarczalne społeczności wyspiarskie.

Zamknięte w sobie autarkiczne i wzajemnie izolowane gospodarki są typowym zjawiskiem przez wiele tysiącleci w historii. Pluralistyczne i zupełnie od siebie odmienne kultury autochtoniczne długi czas zachowywały izolację i odrębność. „Ale już w początku XX wieku - jak pisze Daniel Chirot - pozostało w świecie bardzo niewiele społeczności tradycyjnych. Prawie wszystkie ludy, z wyjątkiem nielicznych izolowanych grup w najodleglejszej Amazonii, pewnych obszarach Afryki i niedostępnych częściach Azji, doświadczyły już długotrwałego i niezmiernie destabilizującego kontaktu z wysoce zmodernizowanym, zindustrializowanym i politycznie dominującym światem Zachodu".

Rzeczywiście, w okresie późnej nowoczesności żyjemy już wszyscy w jakościowo nowych czasach. Rozpoznanie tej swoistości odbija się na sposobie uprawiania wielu nauk społecznych. Historycy formułują koncepcję „historii globalnej"5. Twierdzą, że globalizacja zmienia samą istotę procesów dziejowych. W erze globalnej historia biegnie inaczej, ma inne podmioty sprawcze, nowe mechanizmy stawania się, nowe kierunki, w których zmierza. Skala narodowa, typowa dla historiografii tradycyjnej, czy nawet skala regionalna, w której obracają się niektórzy współcześni historycy (np. Norman Davies w swojej monumentalnej historii Europy) - nie pozwala uchwycić wszystkich istotnych aspektów zdarzeń.

Niezbędna jest skala globalna, uwzględniająca najszerszą determinację kontekstową, a także skupienie uwagi na takich procesach, które przekraczają granice tradycyjnych jednostek analizy (państw czy regionów). Socjologowie postulują podobną rewizję myślenia socjologicznego. Norbert Elias twierdził, że socjologia jest w ogóle możliwa tylko jako nauka o społeczeństwie światowym7. Anthony Giddens pisze swój systematyczny wykład pt. Sociology, przyjmując globalizację jako główny wątek, którego oddziaływanie i ślady odnajduje we wszystkich dziedzinach życia społecznego8.

Podobne prace

Do góry