Ocena brak

Obraz społeczeństwa polskiego i jego ocena w III części Dziadów A. Mickiewicza

Autor /Zenon Dodano /18.04.2011

Wizerunek społeczeństwa polskiego, ukazany przez Mickiewicza w III części Dziadów, rozszczepia się na cztery obrazy : młodzież – niewinnie skazana, sądzona i wywożona na Syberię (scena I), tzw. arystokracja, elita towarzystwa Warszawy i Wilna (Salon Warszawski, Bal), patriotyczna, rewolucyjnie nastawiona młodzież, oraz zgromadzeni w cmentarnej kaplicy wieśniacy (scena IX). Obraz ten jest smutny, gdyż uświadamia, jak bardzo Polacy podzielili się po powstaniu listopadowym. Generalnie naród polski został ukazany jako uciemiężony, upokorzony i poddany rosyjskiemu terrorowi, jednak ważny jest stosunek Polaków do tak tragicznej sytuacji.

Zarysowująca się w scenie I patriotyczna postawa młodzieży, która starała się kierować ideałami braterstwa i wolności, uświadamia, iż duch narodowy nie zaginął, że Polska (choć uciemiężona) pulsuje jeszcze życiem. Poczynania młodych były bardzo ryzykowne – ich spiskowa działalność prowadziła prosto na Syberię. Pragnęli za wszelką cenę pomóc ojczyźnie, przelać za nią krew i przyczynić się swoją śmiercią do ocalenia państwa. Byli jednak bezsilni wobec represji i szalejącego terroru, wobec masowych aresztowań, bezkarnego łamania przez Rosjan prawa sądowego, deportacji i zsyłek na Syberię.

Ich szlachetna postawa, gorący patriotyzm i jednocześnie tragiczna niemoc działania budzą współczucie. Mickiewicz ocenia młodych patriotów jednoznacznie: uznaje ich za niewinne ofiary bestialskiego aparatu carskiego. W okoliczności gdy : „lubo car, wszystkie ziarna naszego ogrodu chce zebrać i zakopać w ziemię”, młodzież jest pozbawiona możliwości działania, pozostaje jej albo postawa biernego obserwatora, albo postawa heroicznej jednostki, która (nawet swym bohaterskim postępowaniem) nie jest w stanie przywrócić Polsce wolności. Więźniowie są osaczeni, wydani na śmierć. Poeta niemal w całej III części ukazuje męczeństwo młodych ludzi aresztowanych, katowanych i ostatecznie wywożonych na daleką Syberię. Obraz więzionej polskiej młodzieży jest tragiczny w swojej wymowie, prowokuje wewnętrzny bunt czytelnika przeciw mechanizmowi zagłady polskości.

Mickiewicz przedstawił także postawę młodych, którzy uniknęli aresztowania. Zdając sobie sprawę z nieustannego zagrożenia, skazani są na bezsilne czekanie, rozpamiętywanie losu przyjaciół (opowieść o Cichowskim), lęk przed niespodziewanym aresztowaniem.Z jednej strony pragną działać, z drugiej wiedzą, że pojedynczymi zrywami rewolucyjnymi ściągną na siebie śmierć, a Polska potrzebuje jeszcze wielu młodych, żywych ludzi. Śmierć jest szlachetna, jednak nie rozwiązuje narodowej tragedii. Życie jest znacznie cenniejsze, daje nadzieje na zmianę sytuacji.

Ogólnie panujące przygnębienie, spowodowane świadomością, iż naokoło dzieją się rzeczy tak straszne, że czasem aż nierealne w swej niesprawiedliwości (np. opowieść o Cichowskim) łączy się z pragnieniem zemsty (Justyn Pol chce zamordować znienawidzonego namiestnika Nowosilcowa). Mickiewicz zdaje się usprawiedliwiać bierną postawę wolnej młodzieży, dla której życie oznacza działanie – choćby konspiracyjne i nie przynoszące na razie większych efektów, jednak dające poczucie wspólnoty i wzajemne zrozumienie, które gwarantowało przetrwanie.

Postawie patriotycznej młodzieży poeta ostro przeciwstawia postawę tzw. arystokracji, salonowego towarzystwa carskich popleczników, zdrajców i kosmopolitycznych dorobkiewiczów. Scena VII, Salon Warszawski, świadczy o wynagrodzeniu ludzi z wyższych sfer, którzy potrafią przystosować się do każdych warunków nawet kosztem swojej godności i tożsamości. Z hańbiącej zmiany władzy wyciągają oni jak największe korzyści. Posuwają się nawet do tego, że (jak Doktor) licząc na sowite wynagrodzenie donoszą na rodaków. To ohydne wypaczenie osobowości istotnie przyniosło zyski.

Śmietanka towarzyska, absolutnie nie zainteresowana sprawami politycznymi, dzięki współpracy z carskimi urzędnikami zapewniała sobie wystawne życie, zachowała swą wysoką pozycję. Ludzie ci, nieczuli na nieszczęście Polski i Polaków, zainteresowani byli jedynie rozrywkami i dostatnim życiem. Zasiedziali w dusznej atmosferze salonowej francuszczyzny, gardzący polską literaturą, zaślepieni domniemanym „lepszym” światem, z uporem oddawali się kolaboracji, która przyniosła znacznie większe korzyści niż walka w obronie kraju. Kosmopolici, niegodni żadnej narodowości, byli nieczuli na to, co dzieje się wokół nich. Przyjęli bardzo wygodną postawę niezrozumienia i unikania drażliwych tematów.

O wiele łatwiej było nie dostrzegać terroru, bezprawia i niewinnych ofiar, udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Salonowe spotkania ograniczały się do jałowych rozmów na błahe tematy, narzekania dam, że odkąd wyjechał Nowosilcow „nikt nie umie gustownie urządzić zabawy”, pseudoliterackich, błazeńskich popisów literatów, skrzętnie omijających w swej twórczości aktualne problemy. Jakże smutno brzmi stwierdzenie polskiej „madam” : „choć umiem po polsku, / ale polskich wierszy nie rozumiem”, która zaczytana we francuskich, modnych lekturach lekceważy polską literaturę narodową. W Salonie Warszawskim Mickiewicz ukazał zagładę polskości i polskiego dorobku kulturowego. Kolaboranci bez żadnych skrupułów odrzucili to, co rodzime i narodowe. O ile swe dusze zaprzedali carskim urzędnikom, o tyle swój gust – powszechnej modzie na francuszczyznę. Dlatego o arystokracji, warstwie, w której w pierwszym rzędzie powinny kwitnąć narodowe wartości, mówi się w dramacie z goryczą.

Mickiewicz dając w swoim dramacie obraz polskiego społeczeństwa starał się ukazać to, co w nim trwałe, prawdziwe polskie, cenne i to, co zepsute, fałszywe. Idealizował młodych jako tych, których działalność doprowadzi w końcu kraj do wolności. Potępił natomiast wszelkie przejawy kosmopolityzmu, politycznej głupoty, prywatę. Smutne jest to, że właśnie ci, którzy powinni stać „na narodu czele” starali się ukryć fakt, że są Polakami. Szlachta z III cz. Dziadów nie ma nic wspólnego ze szlachtą z Pana Tadeusza, a salon warszawski daleki jest od Soplicowa.

Podobne prace

Do góry