Ocena brak

O sukcesie polskiej dezinformacji

Autor /Christa Dodano /25.04.2011

 

Zimą 1940 r. gen. Rowecki powołał przy Wydziale Propagandy Związku Walki Zbrojnej referat "N" zajmujący się propagandą w języku niemieckim. Pomysłodawcą był płk Jan Rzepecki, zaś kierownictwo powierzono Tadeuszowi Żenczykowskiemu. Powstało w ten sposób ciało, które miało odegrać niemałą rolę w dezorganizacji działań nieprzyjaciela.

Pracowano z niezwykłą dbałością. Dział studiów zbierał specjalne wiadomości z historii i geografii Niemiec, a szczególnie z zakresu języka niemieckiego, dialektów, gwar środowiskowych, zawodowych, zwrotów urzędowych oraz aktualnych problemów politycznych, gospodarczych, nastrojów w wojsku, wśród ludności cywilnej itp.

Drukowano na tej podstawie tysiące ulotek, broszur, a nawet całych czasopism o różnych orientacjach politycznych-od komunistycznych do monarchistycznych, pisma satyryczne czy nawet religijne. Najbardziej znane, takie jak "Der Soldat" czy "Der Hammer", do dziś w literaturze zachodniej bywaj ą uważane za autentyczne przejawy opozycji antyhitlerowskiej. Jako takie znajdują się też na wystawach i w muzeach, np. w Berlinie. Trudno z resztą się dziwić Niemcom, że nie spieszą się z poprawkami.

W ramach akcji "N" rozsyłano do urzędów niemieckich fałszywe rozporządzenia i rozkazy, rozwieszano plakaty z obwieszczeniami, np. z apelem władz o oddawanie przez Niemców futer dla żołnierzy na froncie wschodnim, co wzbudziło nastroje irytacji. 30 kwietnia 1942 r. rozesłano do zakładów pracy rozporządzenie o dniu wolnym 1 maja. Informowano o rzekomych spiskach w wojsku. Liczne tego typu akcje dezorganizowały działanie administracji bądź stwarzały wrażenie istnienia poważnej opozycji wobec władz III Rzeszy. Dział kolportażu rozprowadzał druki po terenie całych Niemiec, a nawet na wschodni front. Dzięki temu Niemcy praktycznie do marca 1944 r., gdy wpadła drukarnia W-1, a wraz z nią druki "N", nie mieli pewności, co do ich pochodzenia. Do tego czasu Gestapo i Abwehra tropiły "opozycję" na terenie Rzeszy. Materiały "N" były chętnie czytane przez Niemców. Tylko nieliczne były zgłaszane na policję. Szczególną popularnością cieszyły się wśród żołnierzy, którzy płacili za nie na czarnym rynku po 50 marek, traktując je jako źródło prawdziwych informacji.

Odrębną kartę w dziejach polskiej dezinformacji stanowi tzw. akcja bez nazwy. Akcja ta związana była z próbami niesienia pomocy Łużyczanom1. Naród ten po pierwszej, jak i po drugiej wojnie światowej próbował bezskutecznie wywalczyć niepodległość, autonomię lub przyłączenie do Czech lub Polski.

W 1942 r. jesienią, z inicjatywy Bohdana Gębarskiego ps. "Belim", żołnierza AK, powstał w Warszawie Serbo-Łużycki Komitet Narodowy. Gębarski był entuzjastą idei reslawizacji wschodnich Niemiec. Pracował przy opracowaniu problematyki polskiej granicy zachodniej, a następnie w dziale kolportażu akcji "N". Prócz kilku Polaków, udało mu się zwerbować także oficerów Wehrmachtu oraz niemieckich urzędników pochodzenia łużyckiego mieszkających w Warszawie. Gębarski został sekretarzem generalnym Serbo-Łużyckiego Komitetu Narodowego i redaktorem naczelnym "Spraw Łużyckich". Prezesem Komitetu był mieszkający w Warszawie pół Łużyczanin Roman Borysz.

W pierwszym numerze "Spraw Łużyckich" z 1 listopada 1942 r. zamieszczone zostało memorandum, w którym Komitet zwracał się do Polaków (przyszłych zwycięzców) i prosił o włączenie całych historycznych Łużyc w skład państwa polskiego. Zwrócono się jednocześnie do RP, o uznanie narodów łużyckich za sojuszników Polski, a Serbo-Łużycki Komitet Narodowy za ich uprawomocnione przedstawicielstwo oraz o wyjednanie u aliantów zwolnienia jeńców narodowości łużyckiej i utworzenie z nich oddziału u boku armii polskiej. Ministrowi M. Seydzie udzielono pełnomocnictw do reprezentowania interesów Łużyc na forum międzynarodowym. W dwa miesiące później, prezes Komitetu powierzył sekretarzowi "misję utworzenia „Serbo-Łużyckiego Rządu ". Miał się on składać po połowie z Polaków i Łużyczan. Na wniosek "premiera" powzięte zostały stosowne uchwały dotyczące m. in. języków urzędowych i godła przyszłego państwa Serbo-Łużyckiego. Po miesiącu Komitet listem otwartym poinformował W. Churchilla o swoim istnieniu. Akcja odniosła duży sukces. Rozpowszechniła sprawę w kraju i na arenie międzynarodowej. Na tzw. "Sprawy łużyckie" powoływano się później wielokrotnie, na samych zaś Łużycach, niedawno obchodzono 50 rocznicę powstania w 1942 r..

Podobne prace

Do góry