Ocena brak

O. Pierre Teilhard de Chardin SJ (1881 - 1955) - Poglądy

Autor /Stiv Dodano /15.07.2011

10 stycznia 1950 roku Teilhard de Chardin napisał o swoim systemie filozoficznym, że „wizja ta powinna wstrząsnąć naszym umysłem, a tym samym - tchnąć nowego ducha w naszą filozofię istnienia, a nawet przeobrazić ją całkowicie”. „Trzeba mnie brać takim, jakim jestem: z moją wrodzoną właściwością (czy też słabością), która sprawia, że od dzieciństwa w moim  życiu duchowym nie przestało nigdy dominować dogłębne poczucie organicznej rzeczywistości świata [...]. W świadomości tej dynamiki i syntezy wszystkich Rzeczy in Christo Jesu znalazłem zdumiewające, niewyczerpane  źródło światła i siły i atmosferę, bez której nie potrafię już oddychać, wielbić, wierzyć [...]. Postawiwszy jasno sprawę mej postawy wewnętrznej, pragnę z kolei podkreślić z całym naciskiem,  że - jakikolwiek mógłby być jej wpływ na inne osoby - dla mnie osobiście niewątpliwy jest fakt,  że właśnie dzięki mojemu sposobowi myślenia czuję się dziś bardziej nierozerwalnie związany z hierarchicznym Kościołem i Chrystusem Ewangelii niż kiedykolwiek w  życiu [...]. Jestem - wbrew pewnym pozorom - zdecydowany pozostać posłusznym synem. Nie mogę oczywiście, nie ryzykując wewnętrznej katastrofy, sprzeniewierzyć się najbardziej ukochanemu powołaniu i zaprzestać własnych poszukiwań. Od szeregu miesięcy nie zajmowałem się już jednak roz-głaszaniem, lecz raczej pogłębianiem moich koncepcji”.     

W pracach O. Teilharda de Chardina dominuje problem człowieka, jego fenomenologiczny opis na podstawie wyników badań naukowych. Formułowane tezy i uogólnienia pozwalają - jego zdaniem - rozważyć „miejsce człowieka w przyrodzie”. Problem ten było ważny również dlatego,  że człowiek zajmuje takie miejsce we wszechświecie, iż jeżeli się go zrozumie, zrozumie się cały wszechświat.     Główna teza O. Teilharda de Chardina mówiła o tym, że „człowiek jest cząstką życia i to cząstką najcharakterystyczniejszą, biegunową, można by rzec - najbardziej żywą”. Pierwszym zadaniem filozofii jest zatem określenie „sensu i wartości życia”.     

Życie jest istotą istnienia materii. Jest „materialnym skutkiem złożoności”. Złożoność oznacza „zespół, czyli tę szczególną, wyższą formę zgrupowania, której cechą charakterystyczną jest związanie w zamkniętą całość o określonym promieniu (jak atomy, drobiny, komórki, wielokomórkowce itd. ) pewnej stałej, mniejszej czy większej liczby elementów bez względu na skupienie i powtórzenie elementów”.     Proces ewolucji przebiega od „punktu  Alfa”, który T. de Chardin nazywał „pierwotnym atomem” do „punktu Omega”, bęącego „ogniskiem  świata”, „ośrodkiem nie eksterioryzacji i ekspansji fizycznej, lecz interioryzacji psychicznej”. Pierwotny atom i „punkt Omega” to dwa symetryczne wierzchołki „przygody ludzkiej”.   

Teilhard de Chardin pozostawił teksty, w których ujawnił swój  światopogląd. W pracy pt. Jaka jest moja wiara pisał: „wierzę, że wszechświat jest ewolucją. Wierzę, że ewolucja zmierza ku duchowi. Wierzę, że w człowieku duch osiąga spełnienie w postaci osobowej. Wierzę,  że najwyższą Osobą jest Chrystus Wszechświata”. Wiara T. de Chardina zakorzeniona była w „wychowaniu i formacji intelektualnej”, które „czynią mnie - pisał o sobie - <>. Dzięki usposobieniu i studiom zawodowym jestem <>”.     

Koncepcja Teilharda de Chardin była syntezą dwóch  światów. Pisał on: „prawdopodobnie wierzę dziś w Boga bardziej niż kiedykolwiek przedtem, a bez wątpienia wierzę też mocniej, niż kiedykolwiek, w  świat. Czy nie jest to, w skali jednostkowej, szczególne  (przynajmniej  przybliżone) rozwiązanie wielkiego problemu duchowego, z którym się obecnie boryka podążająca naprzód awangarda ludzkości?”. Słowo „wierzyć” oznaczało dla T. de Chardina „dokonywanie aktu syntezy, której początki są nieuchwytne”.    Gdyby  utracił on wiarę w Chrystusa, to nadal wierzyłby w  świat. Wiara w  świat przejawia się jako „rozbudzony zmysł powszechnej współzależności”. Tocząca się krytyka poznania coraz bardziej wykazuje „tożsamość podmiotu poznającego z najbardziej odeń odległymi dziedzinami wszechświata”.    

Wszechświat jest całością. „Wszystko jest zależne od wszystkiego”. „Wiara w świat” skłania do zgłębiania faktu powszechnego związku rzeczy i nadania mu pierwszeństwa przed innymi danymi doświadczenia. Jedność  świata ma charakter dynamiczny, ewolucyjny. Przejawia się ona „jako ogólne wznoszenie się  świadomości ku jakiemuś stanowi coraz bardziej duchowemu”. Celem ewolucji jest duch. Ale duch Teilharda de Chardina był innej natury niż dotąd przedstawiany przez filozofów. „Nie przypomina on niczym jakiegoś bytu niezależnego od materii lub jej przeciwstawnego [...]. Mianem <> określam <>, w którym mozolnie, pośród nie kończących się prób i porażek, skupia się moc jednocząca, rozproszona w powszechnej mnogości. To duch rodzący się w  łonie materii i uzależniony od jej ruchu [...] Z tych poglądów wynika dodatkowy wniosek praktyczny, że jeśli człowiek nie chce się zagubić wśród krętych  ścieżek  życia, powinien się kierować tą bezwzględnie pewną regułą biologiczną i moralną, która każe zmierzać stale <>”.

Być nieśmiertelnym to „prawdziwie działać” - powiadał T.de Chardin - to tworzyć „dzieła na zawsze”, to przyczyniać się do „ostatecznego kształtowania  świata”. „Zakładając już odpowiedni etap ewolucji mojej wiary, mam prawo sformułować [...] wniosek: <>”. Świat wiąże się w całość nie od dołu, ale od góry. „Bóg jest mianem, jakie nadał człowiek bytowi spełnionemu”.    

Wobec życia ludzie przyjmują postawy:    

1) znużenia;   

2) poszukiwania przyjemności;    

3) żarliwości.    

 Wyobraźmy sobie grupę turystów - opowiadał T.de Cardin - którzy wyruszyli zdobyć jakiś szczyt górski i spójrzmy na tych ludzi po kilku godzinach marszu. Dzielą się oni na trzy grupy:    

1) żałujących, że wyszli ze schroniska, cel wyprawy wydaje im się niewart ich wysiłku; postanawiają zawrócić - to są ci znużeni;   

2) żałujących, że trzeba iść dalej; słońce,  ładne widoki wydają się ciekawszym celem niż trudno dostępny szczyt górski; rozkładają się, spożywają zapasy, opalają się - to są ci poszukujący przyjemności;    

3) prawdziwych alpininistów, nie odrywają oczu od szczytu, który chcą osiągnąć, ci ruszają naprzód - to są ci żarliwi.    

Postawa znużenia charakteryzuje tych, którzy uważają, że ich istnienie jest pomyłką, że są skazani na niepowodzenie; trzeba się szybko wycofać i  żyć w kręgu sprawdzonych wartości, poruszać się już utartymi szlakami. Zadają pytania: Po co szukać? Czemu nie pozostawić ignorantów w stanie ignorancji? Po co nauka? Po co maszyny? Czy nie lepiej leżeć niż stać? Czy nie lepiej być martwym niż żywym leżeć? Lepiej  żyć skromnie i bez problemów niż aktywnie, bogato ale z problemami, a najlepiej w ogóle nie istnieć.   

Postawa poszukiwaczy przyjemności, rozkoszy cechuje tych, którzy ostatecznie wolą istnieć niż być martwymi, ale dla nich istnieć, to znaczy cieszyć się chwilą, korzystać z danego czasu, nic nie tracąc. Gdy już zaspokoją swoja potrzebę, odpoczywają, a gdy zmęczą się odpoczynkiem, znów szukają przyjemności. Dla przyszłości nie mają zamiaru  żyć, niczym nie zaryzykują. Ich ideał  życiowy to pić, nie gasząc pragnienia.   Postawa  żarliwych sprowadza się do ciągłego pięcia się wzwyż; szczególnie cenią hasło: „stawać się kimś więcej”. „Wolno - pisał T.de Chardin - z tych ludzi pokpiwać, uważać ich za naiwnych lub kłopotliwych. Niemniej to oni uczynili nas takimi, jakimi jesteśmy i z ich to rąk wyjdzie Ziemia jutro”.   

Trzy wypracowane postawy wypełniają treścią trzy koncepcje szczęścia:  

1) szczęście spokoju (bez kłopotów, bez ryzyka, bez wysiłku, przy ograniczonych kontaktach, potrzebach, zamknięci we własnej skorupie);    

2) szczęście wypływające z doznawanych przyjemności (celem życia nie jest tworzenie, działanie, ale korzystanie);    

3) szczęście rośnięcia, które jest ubocznym produktem wysiłku; szczęśliwy jest nie ten, kto bezpośrednio dąży do szczęścia, ale ten, kto dążąc do innych celów życiowych, do pełni swej osobowości, do kresu siebie samego, uzyskuje zadowolenie,  że na drodze do tego celu uczynił krok.      

Życie jest przyrostem  świadomości, dlatego jedynym prawdziwym szczęściem jest maszerowanie drogą postępu  świadomości. „Pozostawmy więc - pisał T. de Chardin - znużonych i pesymistów; niech się zsuwają w dół. Pozostawmy tych, co chcą się <>; niech sobie leżą na zboczu ci burżuje na wywczasach! Przyłączmy się bez wahania do grupy tych, co chcą zaryzykować wspinaczkę aż na szczyt”. Ale iść w górę należy tak, by zmylić szlaku. „Pięknie to - podnieść się z ziemi i ruszyć w drogę. Jaką jednak wybrać ścieżkę, by radośnie dojść na szczyt?”     

Aby być w pełni i prawdziwie sobą, trzeba:    

1) ześrodkować się, skoncentrować na sobie;    

2) rozśrodkować się ku innym;    

3) ześrodkować się wyżej na czymś większym od siebie.  

Są to trzy fazy ruchu do szczęścia pozwalające je osiągnąć. 

Podobne prace

Do góry