Ocena brak

„Nowoczesność nie ma nic wspólnego z datą publikacji.” Czy podzielasz tę opinię?

Autor /Dionizy Dodano /27.04.2011

Na wstępie moich rozważań na temat wpływu czasu na literaturę chciałabym wprowadzić zasadnicze rozróżnienie pojęć nowoczesność, a styl awangardowy, niekonwencjonalność czy nawet niezrozumiałość. Często bowiem, stykając się z pewnymi awangardowymi zjawiskami mającymi miejsce współcześnie, określamy je mianem nowoczesności. W moim odczuciu jest to błędne, gdyż o ile awangarda i niekonwencjonalność nie podlegają przedawnieniu wraz z upływem czasu, o tyle bycie nowoczesnym zawsze wymaga konkretnego umiejscowienia w nim. Aby dokładniej przedstawić tę zależność, proponuję przyjrzeć się następującemu przykładowi literackiemu.

Otóż specyficzny styl Juliana Przybosia do dziś określamy mianem awangardowego, lecz chcąc go nazwać nowoczesnym, musimy dodać: „jak na owe czasy”. Dlaczego takie dopowiedzenie jest konieczne? Ponieważ wraz z biegiem lat rozwija się wyobrażenie człowieka o możliwościach sztuki, techniki i nauki, a to, co pół wieku temu było „świeżutką nowinką”, dla nas stanowi już normę. W podobny sposób odnosimy się do awangardy mimo iż czasem nadal pozostaje dla nas szokująca i niezrozumiała, to jednak oswoiliśmy się z faktem, że istnieje i nie stanowi to dla nas już nowości. Poezja Przybosia była nowatorska w pierwszej połowie XX wieku, a dla nas, ludzi z końca tego stulecia, pozostajejedynie awangardowa.

Przypomnijmy dziewiętnastowieczną walkę klasyków z romantykami. Zanim wydanie Mickiewiczowskich Ballad i romansów ostatecznie przypieczętował triumf młodego pokolenia nad starym, na kulturowej scenie polskiej wrzała zażarta dyskusja na temat nowości, jakie przenikały do naszego kraju za sprawą Byrona, Goethego czy Chateaubrianda. Klasycy, z Janem Śniadeckim na czele, ostro krytykowali nowe tendencje, które ich zdaniem były ujmą dla prawdziwej sztuki, opartej na poetyce i estetyce antycznej. Szokująco nowatorski był dla nich Szekspir, którego Śniadecki określił mianem grafomana, rzucającego sztuką o bruk. Przed rokiem 1822, czyli datą wydania wyżej wspomnianych Ballad i romansów, metafizyka romantyczna to były duby smalone, a transcendentalna filozofia to jedynie niebezpieczeństwo chorób psychicznych i dziwnych stanów wewnętrznych.

Klasycy zatem buntowali się przeciwko nowościom napływającym do Polski z zachodu. Dla nich Giauri Rene czy Cierpienia młodego Wertera były książkami zbójeckimi, co dziś określilibyśmy jako książki wywrotowe, niosące ze sobą przewartościowanie i mające ogromny wpływ na czytelnika. Czy my mamy o nich takie samo zdanie? W moim odczuciu nie! Znamienną cechą ludzkiej natury jest bowiem ciągły rozwój. To, co dla dziewiętnastowiecznych intelektualistów było wynikiem opętania przez Lucypera, my traktujemy jako stan umysłu. Przez prawie dwieście dzielących nas lat działalność psychologów i psychiatrów zaowocowała szeregiem rozpraw i traktatów, które w naukowy sposób tłumaczą samobójstwo Wertera i apatie Giaura.

Współczesnego człowieka nie dziwi już i nie oburza Gustaw, który za przyjaciela obrał sobie gałązkę, gdyż ma on świadomość, że podobne zachowanie to jedynie teatr. Śmierć Wertera to dla nas konwencja nie wzbudzająca (jak i u klasyków) większego poruszenia. Romantyczne ideały i schematy zdają się być zatem lekko przebrzmiałe. Ale czy Śniadecki i Brodziński mogli to przewidzieć? Dla nich romantyzm był niezrozumiałą nowością, która burzyła dotychczasowy ład. Istnieją więc dwa sposoby patrzenia na utwory literackie: oczyma współczesnych autorów oraz z perspektywy minionych lat. O ile romantyczne tendencje były na wskroś nowoczesne dla literaturoznawców początku XIX wieku, o tyle dla dzisiejszych badaczy jest to tylko okres w dziejach historii literatury. Jak więc nowoczesne może być coś, co należy już do historii? Przecież nawet samo takie określenie stanowi sprzeczność.

Wymowa i ideowe przesłanie utworów omawianej przeze mnie wyżej epoki mogą dla niektórych odbiorców zachowywać aktualność. Dotyczy to jednak raczej problemu ponadczasowości niż nowoczesności. Nie mylmy zatem tych dwóch określeń, gdyż aktualność danego dzieła literackiego jest rzeczywiście wolna od działania czasu, czego dowodem może być wciąż żywe i funkcjonalne przesłanie bajek Ignacego Krasickiego.

Dotychczas usiłowałam udowodnić, że zjawiska opisywane w literaturze, poglądy i idee autorów tracą swój nowatorski charakter wraz z upływem czasu. Już bowiem sam fakt pojawienia się pierwszej publikacji, zawierającej nowe, odkrywcze, a więc kontrowersyjne treści, jest ogromnym krokiem na drodze do przejścia nad podobnymi utworami do porządku dziennego. Prekursor nowej myśli w jakiejkolwiek dziedzinie zawsze budzi ożywione dyskusje. I nawet jeżeli nie zyskuje poparcia znawców, to jego publiczne zaistnienie jest faktem dokonanym, którego krytyka nie jest w stanie cofnąć.

Niezależnie od tego czy owa nowość została uznana przez kompetentne środowisko czy też nie, pewna działalność została zainicjowana, więc wszystko, co w podobnym duchu będzie po niej stworzone, jest jedynie kontynuacją bądź naśladownictwem. Aby lepiej zrozumieć to zjawisko, proponuje przyjrzeć się poezji lingwistycznej. Tendencje poetów Nowej Fali do budowania innego świata poezji poprzez sięganie do tzw. peryferii kultury bezwzględnie połączyć należy z sytuacją Polski po 1956 roku. Po śmierci Stalina część twórców, a wśród nich Miron Białoszewski,szukało inspiracji w zupełnie innej sferze życia.

Białoszewski tematy odnajdował pośród rupieci i odpadków, czyli wychodził poza krąg tzw. cywilizacji wysokiej. Wprowadzał do poezji jarmarczny kicz, tandetę i małomiasteczkowe pejzaże można więc stwierdzić, że sięgał do tradycji ballady dziadowskiej, podwórzowej. Treść przekazywał za pomocą peryferii językowych; w języku interesowało go to, co kalekie i znajdujące się poza systemem gramatycznym oraz znaczeniowym. Mowa jest zasadniczym kontekstem jego wierszy wykorzystywał polisemię, rozbijał konwencje semantyczne, grał z idiomami, składnią i stylistyką. U podstaw poezji Białoszewskiego leży świadomość ograniczoności języka jako wyraziciela ekspresji.

Ów system nie jest bowiem w stanie sprostać nadanej mu funkcji stosując jego zasady i poruszając się w granicach normy językowej, człowiek nie zawsze może oddać głębię swoich myśli. Stąd też poszukiwanie innych środków wyrazu. Białoszewski nie był jednak ani pierwszym, ani ostatnim poszukiwaczem sposobu na przekazanie określonych treści umysłu. Tradycja poezji lingwistycznej sięga bowiem czasów Awangardy Krakowskiej i twórczości Przybosia, a z drugiej strony ów rodzaj sztuki ma swoich późniejszych od Mirona wyznawców, np. Stanisława Barańczaka, Ryszarda Krzywickiego. W latach socjalizmu naśmiewanie się z możliwości języka było zakamuflowaną walką z systemem politycznym, gdyż głównie koncentrowało się na demaskowaniu i kompromitowaniu słów propagandy. Wówczas lingwista był postacią opozycyjną, walczącą, a jego poezja szokującą nowoczesnością.

Dziś, kiedy propagandy ujawniać nie trzeba, a twórczość Białoszewskiego na stałe weszła do historii literatury (czego dowodem może być jej obecność w programie szkolnym), postrzegamy ją inaczej. Czytając wiersze z ostatniego tomiku Krzywickiego Niepodlegli nicości (wyd. 1989), nie traktujemy ich jako wytworu jakiejś nowej sztuki. Wiemy, że Krzywicki jest kontynuatorem określonych tendencji z lat wcześniejszych, więc jego poezji nie nadajemy miana nowoczesnej. O ile więc Miron Białoszewski był nowoczesny i szokujący w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, o tyle dla nas jest on po prostu reprezentantem jeszcze jednego stylu literackiego. Analogiczna sytuacja jest z poezją Krynickiego, która moim zdaniem nie jest nowoczesna, lecz jedynie nieco różna od klasycznego pojęcia.

Kolejnym argumentem świadczącym o nierozerwalnym związku nowoczesności z datą publikacji jest fakt, że utwory zwykle interpretuje się w odniesieniu do tła historycznego. Wyjątkiem są oczywiście prace o ponadczasowej tematyce, np. rozprawki filozoficzne lub metafizyczna poezja SępaSzarzyńskiego, ale jak już wyżej wspomniałam ponadczasowości i aktualności nie należy utożsamiać z nowoczesnością.

Dowodem na ową zasygnalizowaną już zależność od sytuacji dziejowej, politycznej, etc., może być literatura wojenna i powojenna, która dla pokolenia, które doświadczyło okrucieństwa hitlerowskiego, była szczególnie ważna. Problem okupacji, męczeństwa i cierpienia był wówczas jedyną możliwą tematyką. Ludzie oczekiwali od literatury swego rodzaju rozliczenia się z czasem wojny, a także odzwierciedlenia i udokumentowania osobistych dramatów.

Hanna Krall, Baczyński, Nałkowska byli w owym czasie na wskroś nowocześni doświadczenia ludzkie były na tyle silne, że konieczna była wówczas ich analiza. Dla mojego pokolenia wojna to już historia. Nie doświadczyliśmy jej „na własnej skórze”, znamy ją jedynie z podręczników, filmów i literatury. Młodzież zdaje sobie sprawę z tego, jakim bestialstwem była wojna i usiłuje zrozumieć tragiczną sytuację ludzi, którzy w niej uczestniczyli. Podobnie traktuje literaturę podejmującą tematykę tamtych lat. O historii traktuje, historią więc jest.

Szczególnym rodzajem literatury, która wyjątkowo silnie związana jest z wydarzeniami aktualnymi, jest publicystyka. Współczesny czytelnik, aby w pełni zrozumieć rozprawy Frycza Modrzewskiego lub Hugo Kołłątaja, musi zapoznać się z sytuacją polityczną oświeceniowej Polski.

Rozważając problem nowoczesności, dochodzę do wniosku, iż tym mianem określić można utwór poruszający nową, dotąd niepodejmowaną tematykę lub rzucający nowe światło na stare zagadnienie. Jeżeli zaś chodzi o formę literacką nowoczesny oznacza: dotąd nie stosowany. Skoro jednak literatura również podlega działaniu czasu, rodzi się pytanie: na jak długo dany utwór pozostaje nowoczesny? Wydaje mi się, że miano to jest uzasadnione i właściwie do momentu, w którym powstanie kolejna praca, wnosząca coś świeżego w określoną dziedzinę literatury, lub do czasu, kiedy wydarzy się coś, co podobnie jak II wojna światowa ustali nowoczesną tematykę dla całego pokolenia lub nawet kilku.

Do góry