Ocena brak

Niższe małpy, małpy człekokształtne i podludzie

Autor /rockman Dodano /11.03.2011

Przyrodnicy dzielą gromadę ssaków na pewną ilość rzędów. Na ich czele stoi rząd naczelnych, który obejmuje lemury, niższe małpy, małpy człekokształtne i człowieka. Ta klasyfikacja opierała się pierwotnie na podobieństwach anatomicznych i nie brała pod uwagę cech umysłowych. Bardzo trudno wyczytać z pokładów geologicznych historię naczelnych. Są to przeważnie zwierzęta żyjące w lasach, jak lemury, albo na nagich skałach, jak pawiany, Rzadko więc ulegały wchłonięciu i, przykryciu przez osady, gatunki ich nie są zbyt liczne i stąd nie są tak bogato reprezentowane wśród szczątków kopalnych, jak np. przodkowie koni, wielbłądów itp. Wiemy jednak,  że już we wczesnej dobie okresu kenozoicznego, tzn. jakieś czterdzieści milionów lat temu, pojawiły się pierwsze małpy i stworzenia z rodziny lemurów, uboższe w mózg i nie tak wyspecjalizowane, jak ich późniejsi następcy.

Wielkie lato  średniego okresu kenozoicznego dobiegło kresu. Przeminęło ono podobnie jak dwa inne wielkie lata w historii życia, lato moczarów węglowych i lato wieku gadów. Jeszcze raz ziemia pokryła się lodem. Świat ochłódł, ogrzał się na chwilę i znowu ochłódł. W okresie ciepła hipopotamy tarzały się wśród bujnej podzwrotnikowej roślinności, a straszliwy tygrys o kłach do szabli podobnych polował na swą zdobycz tam, gdzie dziś przechadzają się dziennikarze z Fleet Street. Przyszły potem czasy bardziej ponure i przyniosły ze sobą wielką zagładę gatunków. Po świecie chodził teraz włochaty nosorożec, przystosowany wybornie do surowego klimatu, podobnie uwłosiony mamut, arktyczny wół piżmowy i renifer. Wiek za wiekiem lodowa czapa Arktyku,  śmiercionośna zima wielkiego okresu lodowcowego, posuwała się ku południowi.

W Anglii lody dotarły aż do Tamizy, w Ameryce do Ohio. Były oczywiście krótkie przerwy na parę tysięcy lat, podczas których panował klimat łagodny i znów po wracał jeszcze silniejszy mróz. Geologowie wymieniają cztery okresy lodowcowe z odpowiednimi okresami międzylodowcowymi. Dzisiaj żyjemy na świecie zubożonym i spustoszonym przez tę srogą zimę. Pierwszy okres lodowcowy zaczął się jakieś 600000 lat temu, czwarty zaś doszedł do najwyższego szczytu przed 50 000 lat. Wśród śniegów tej długiej powszechnej zimy żyły na świecie pierwsze człekopodobne istoty.

W połowie okresu kenozoicznego pojawiły się rozmaite małpy o rzekomo ludzkich atrybutach szczęk i kości nożnych, lecz dopiero w tych okresach lodowcowych odnajdujemy  ślady istot, o których możemy powiedzieć,  że były one „prawie ludzkie”.  Ślady te stanowią nie kości, lecz narzędzia. W Europie, w pokładach z tego okresu (500000 do miliona lat temu) znajdujemy krzemienie i kamienie, odłupane widocznie z rozmysłem przez jakieś istoty, posiadające ręce, i które chciały używać ich ostrych kantów do kucia, kopania lub walki.

Te przedmioty nazwano eolitami (=  kamienie przedświtu). W Europie nie ma ani kości, ani innych resztek istoty, której były one własnością; same tylko przedmioty. Mogła to być wszelako jakaś nie ludzka, a przecież inteligentna małpa. Natomiast na Jawie, w pokładach z tego wieku, znaleziono kawałek czaszki, zęby i rozmaite kości jakiegoś małpoluda, o jamie mózgowej znacznie większej niż u małp, który prawdopodobnie chodził w postawie wyprostowanej. Nazwano go  Pithecanthropus erectus i te nędzne resztki stanowią jedyne oparcie dla naszego wyobrażenia o twórcy eolitów. Dopiero w piaskach sprzed 250000 lat znajdujemy inne  resztki podludzi. Istnieje natomiast wielka ilość narzędzi, które stają się coraz lepsze, w miarę jak posuwamy się w kronice geologicznej. Nie są to już niezgrabne eolity, ale ukształtowane narzędzia, świadczące o znacznej zręczności tego, kto je wykonał.  A są one o wiele większe niż podobne narzędzia wykonane później przez prawdziwych ludzi.

Następnie w piaskowcu pod Heidelbergiem pojawia się pojedyncza quasi ludzka szczęka, bardzo niezgrabna, zupełnie pozbawiona podbródka, znacznie cięższa i węższa od szczęki prawdziwego człowieka, tak  że nie jest rzeczą prawdopodobną, aby język tej istoty mógł się poruszać dla wydawania artykułowanych dźwięków. Opierając się na tej szczęce uczeni przypuszczają, że owa istota była niezdarnym, na pół ludzkim monstrum, prawdopodobnie o wielkich rękach i nogach, być może o gęstym owłosieniu i nazywają ją: człowiekiem heidelberskim. Moim zdaniem, ta szczęka jest jedną z najbardziej niepokojących rzeczy na świecie. Patrząc na nią ma się wrażenie, jakby się spoglądało w głąb przeszłości przez zepsute szkła, aby pochwycić mgliste i dręczące widmo tej istoty, która ongiś niezgrabnie łaziła po puszczy, wdrapywała się na drzewa z obawy przed tygrysem, czatowała po lasach na włochatego nosorożca. I zanim zdołaliśmy obejrzeć to monstrum, ono znika. Pozostała natomiast wielka ilość nie zniszczalnych narzędzi, którymi się ono posługiwało.

Jeszcze bardziej zagadkowo przedstawiają się szczątki istoty znalezionej w Piltdown w Sussex w pokładach, które mogą oznaczać wiek między stu a stu pięćdziesięciu tysiącami lat, chociaż niektórzy uczeni uważają te szczątki za wcześniejsze od szczęki heidelberskiej. Są to resztki grubej czaszki, znacznie większej od czaszki jakiejkolwiek z istniejących małp, oraz szczęka podobna do szczęki szympansa, która zresztą może nie należy do owej czaszki, a w dodatku kawałek kości słoniowej, w kształcie maczużki, bardzo sztucznie obrobionej i przedziurawionej w jednym miejscu; jest jeszcze kość udowa jelenia z nacięciami, które ją czynią podobną do laski karbowanej.

Oto wszystko. Co to było za zwierzę, które siedziało tam sobie i robiło dziurki w kościach? Uczeni nazwali je  Eoanthiopus — Człowiek przedświtu. Stoi on na uboczu od istot sobie pokrewnych; różni się znacznie od istoty heidelberskiej i od jakiejkolwiek żyjącej dziś małpy. Nie posiadamy śladów; które by do tych były podobne. Ale żwiry i pokłady sprzed stu tysięcy lat stają się coraz bogatsze w narzędzia z krzemienia i podobnych kamieni.

I nie są to już eolity. Prehistorycy mogą dziś rozróżnić wśród tych narzędzi skrobaczki,  świdry, noże, groty, ręczne siekiery... Zbliżamy się już do człowieka. W następnym rozdziale opiszemy najdziwniejszego z tych prekursorów ludzkości, neandertalczyka, który był prawie, ale nie zupełnie, Prawdziwym Człowiekiem. Należy bowiem pamiętać,  że  żaden uczony nie twierdzi, jakoby takie istoty, jak człowiek heidelberski lub Eoanthropus; były bezpośrednimi przodkami dzisiejszych ludzi. Są to w najlepszym razie formy pokrewne.

Podobne prace

Do góry