Ocena brak

Nauka Jezusa

Autor /mambo Dodano /11.03.2011

Kiedy w Rzymie panował Cezar August, pierwszy cesarz, w Judei narodził się Jezus, którego chrześcijaństwo zwie Chrystusem. On to powołał do życia religię, która stać się miała urzędową religią całego imperium rzymskiego.***** Oddzielić należy historię od teologii. Znaczna część świata chrześcijańskiego wierzy, że Jezus był wcieleniem owego Boga wszej ziemi, którego pierwsi Żydzi poznali. Historyk, o ile ma zostać historykiem, nie może tej interpretacji ani przyjąć, ani odrzucić. Materialnie Jezus objawił się w kształcie ludzkim i historyk musi go traktować jako człowieka. Pojawił się w Judei za panowania cesarza Tyberiusza. Był prorokiem. Nauczał w ten sam sposób jak dawni prorocy żydowscy. Miał wówczas lat około trzydziestu i nie wiemy, jakie było jego  życie, nim zaczął nauczać. Naszym jedynym bezpośrednim  źródłem wiadomości o  życiu i naukach Jezusa są cztery ewangelie.

Wszystkie cztery podają nam zgodnie obraz bardzo wyrazistej osobowości. Musi się rzec: Był taki. Tego niepodobna było wymyślić. Lecz podobnie jak osobę Gotamy Buddy zniekształciła i zaćmiła sztywna siedząca figura, pozłacany idol późniejszego buddyzmu, tak również wyczuwamy,  że skromna a  żarliwa postać Jezusa znikła pod konwencjonalną fantastycznością, którą błędnie pojęty szacunek nałożył na nią w nowoczesnej sztuce chrześcijańskiej. Jezus był biednym nauczycielem, który wędrował po zakurzonej skwarnej Judei  żyjąc z darów przypadku; mimo to wyobrażają go zawsze czystym, uczesanym i gładkim, w niepokalanej szacie, a jest w nim jednocześnie jakiś bezruch, jak gdyby bez szelestu przesuwał się po powietrzu.

To samo już uczyniło zeń dla wielu postać nierzeczywistą i niewiarygodną, albowiem są ludzie, którzy nie umieją odróżnić istoty opowieści od niemądrych ornamentacyjnych dodatków, jaki mi ją obdarzyła bezmyślna dewocja. Skoro zaś odrzucimy te wszystkie akcesoria, ujrzymy postać  żywą, bardzo ludzką, bardzo poważną i namiętną, człowieka  łatwo unoszącego się, który daje światu nową, prostą a głęboką naukę o powszechnym kochającym Bogu Ojcu i o przyjściu królestwa niebieskiego.

Był on człowiekiem — aby użyć tego pospolitego wyrażenia — o wielkim uroku osobistym. Przyciągał do siebie wyznawców i napełniał ich miłością i odwagą. Słabych i cierpiących podnosiła i uzdrawiała sama jego obecność. Był on prawdopodobnie słabowitego zdrowia, jak to można wnosić z jego prędkiej  śmierci na krzyżu. Tradycja głosi,  że zemdlał, gdy mu wedle zwyczaju kazano nieść krzyż na miejsce stracenia. W ciągu trzech lat zwędrował cały kraj szerząc swą naukę, po czym wszedł do Jerozolimy, gdzie go oskarżono o chęć ustanowienia jakiegoś dziwnego królestwa w Judei; sądzono go na podstawie tego oskarżenia i ukrzyżowano razem z dwoma złodziejami. Przestał cierpieć na długo jeszcze, zanim ci dwaj umarli.

Doktryna o królestwie bożym, która jest ośrodkiem całej nauki Jezusa, jest bez wątpienia najbardziej rewolucyjną doktryną, jaka kiedykolwiek niepokoiła i przekształcała myśl ludzką. Nie dziw, że świat ówczesny nie zdołał ogarnąć całego jej znaczenia i cofnął się w przerażeniu nawet przed połowicznym zrozumieniem jej haseł, zagrażających ustalonym zwyczajom i urzędzeniom ludzkości. Albowiem nauka o królestwie bożym, tak jak ją Jezus głosił, nie była niczym innym jak śmiałym i nie uznającym kompromisów żądaniem zupełnej zmiany i oczyszczenia życia, zarówno na zewnątrz i na wewnątrz. Tej druzgocącej nauki szukać należy w ewangeliach; tam jedynie odczuwa się zgrzyt jej ciosu wymierzonego w ustalone pojęcia.

Żydzi byli przekonani, że Bóg, jedyny Bóg całego świata, jest bogiem sprawiedliwym, ale i oni pojmowali Go jako kupca, który z ojcem Abrahamem zawarł umowę, co prawda dla nich samych nader korzystną, obiecując im ostateczne panowanie na ziemi. Z lękiem i zgrozą patrzyli, jak Jezus obala te drogocenne zapewnienia. Mówił on,  że Bóg nie jest handlarzem; nie ma narodu wybranego i nie ma uprzywilejowanych w królestwie bożym. Bóg jest kochającym ojcem wszego życia, tak samo niezdolnym do wyróżnienia kogokolwiek jak słońce, które  świeci wszystkim zarówno. I wszyscy ludzie są braćmi — zarówno grzesznicy, jak i umiłowani synowie tego boskiego ojca.

W przypowieści o dobrym Samarytaninie Jezus potępił tę naturalną dążność ludzką do wywyższania własnego narodu kosztem innych ras i innych wierzeń. W przypowieści o pracownikach w winnicy Pańskiej odbierał  Żydom ich uparte mniemanie,  że mają szczególne prawo do Boga. Wszystkimi — nauczał — których Bóg przyjmie do swego królestwa, opiekuje się jednakowo, albowiem nie masz miary jego szczodrobliwości. Od wszystkich — dowodem przypowieść o zakopanych talentach i ów grosz wdowi — żąda on najwięcej, ile tylko dać mogą. W Królestwie Niebieskim nie ma przywilejów ani rabatów, ani wymówek.

Jezus obrażał nie tylko gorący patriotyzm plemienny  Żydów. Byli oni narodem o silnie rozwiniętym instynkcie rodzinnym, a on chciał wszystkie ciasne i krępujące uczucia rodzinne — zlać w jeden wielki strumień miłości Boga. Całe Królestwo Boże miało być jedną rodziną jego wyznawców. Słyszymy, że „Gdy on jeszcze mówił do rzeszy, oto matka jego i bracia stali przed domem, chcąc z nim mówić. I rzekł mu niektóry: Oto matka twoja i bracia twoi przed domem stoją szukając cię. A on odpowiadając rzekł mówiącemu doń: Która jest matka moja i którzy są bracia moi? [...]

Albowiem ktobykolwiek uczynił wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech, ten bratem moim i siostrą, i matką jest” 26. Jezus nie tylko uderzał w patriotyzm i węzły rodzinne w imię powszechnego ojcostwa bożego i ludzkiego braterstwa, lecz nauka jego potępiała jednocześnie wszystkie nierówności systemu ekonomicznego, wszelki majątek prywatny i wszelkie korzyści osobiste. Wszyscy ludzie należą do królestwa; wszystko, co posiadają, należy do królestwa; życie sprawiedliwe dla wszystkich, jedyne życie sprawiedliwe to służba boża i oddanie się woli bożej ze wszystkim, co posiadamy i czym jesteśmy. Nieustannie napadał na prywatne dostatki i na wszelkie przywileje prywatnego życia. „A gdy wyszedł w drogę, przybiegłszy jeden, upadł na kolana przed nim, pytał go: Nauczycielu dobry, co uczynię, abych otrzymał żywot wieczny?

A Jezus mu rzekł: Czemu mnie zowiesz dobrym?  żaden nie dobry, jedno jeden, Bóg. Przykazania umiesz? Nie cudzołóż; nie zabijaj; nie kradnij; nie mów świadectwa fałszywego; nie czyń zdrady; czcij ojca twego i matkę! A on odpowiedziawszy rzekł mu: Nauczycielu, tegom wszystkiego strzegł od młodości mojej. A Jezus wejrzawszy nań umiłował go i rzekł mu: Jednegoć nie dostawa: idź, cokolwiek masz, przedaj, a daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie: a przyjdź, naśladuj mię. Który zafrasowawszy się z słowa, odszedł smętny, albowiem miał wiele majętności”.

„A poglądając Jezus rzekł uczniom swym: Jakoż trudno, którzy pieniądze mają, wnidą do królestwa bożego! A uczniowie się zdumieli na słowa jego. Lecz Jezus zasię odpowiedziawszy rzekł im: Dziatki, jakoż jest trudno tym, co w pieniądzach ufają, wniść do królestwa Bożego? Łacniej jest wielbłądowi wyniść przez ucho igielne niż bogaczowi wniść do królestwa Bożego” 27. Co więcej, w tych proroctwach o królestwie bożym, Jezus nie oszczędzał wyrachowanej sprawiedliwości głoszonej przez formalistyczną religię. Znaczna część jego powiedzeń zwraca się przeciw drobiazgowym regułom nabożności. „I pytali go Faryzeuszowie i Doktorowie: Przecz uczniowie twoi nie chodzą według podania starszych, ale jedzą chleb pospolitymi rękoma? A on odpowiedziawszy rzekł im: Dobrze Izajasz o was obłudnikach prorokował, jako jest napisano: Lud ten wargami mię czci, ale serce ich daleko jest ode mnie.

Lecz próżno mię chwalą, ucząc nauk i przykazania ludzkiego. Albowiem opuściwszy przykazanie Boże, trzymacie ustawy ludzkie, umywanie dzbanków i kubków, i wiele innych rzeczy tym podobnych czynicie. I mówił im: Zaprawdę niszczycie przykazanie boże, abyście jeno ustawę wasze zachowali 28”. Jezus głosił nie tylko moralną i socjalną rewolucję; nauka jego, jak widać z wielu wskazówek, miała również wyraźny kierunek polityczny. Mówił co prawda, iż królestwo jego nie jest z tego świata,  że spoczywa ono w sercach ludzkich, a nie na tronie, lecz było aż nadto widoczne,  że gdziekolwiek i w jakimkolwiek stopniu królestwo jego ogarnie serca ludzkie, wszędzie tam świat zewnętrzny musi się z gruntu przebudować i odnowić.

Jakkolwiek głuchota i  ślepota jego słuchaczy mogła wiele ominąć z jego nauk, to pewna, że nikomu nie było tajne, iż dąży on do zrewolucjonizowania  świata. Cały sens opozycji przeciw niemu, okoliczności jego procesu i stracenia wskazują jasno,  że współcześni rozumieli dobrze, czego on chce: zmienić, przetopić, rozszerzyć cało życie ludzkie. Nie dziw więc, że na głos jego nauki ludzie bogaci j możni odczuwali zgrozę i mieli wrażenie, że świat, ich świat, usuwa im się pod nogami. Wszystko, w czym ich prywatne życie uchylało się od służby społecznej, wyprowadzał na  światło nie mającego granic  życia religijnego. Był to groźny moralny  łowca, który ludzkość wypłasza z mateczników, gdzie dotychczas wygodnie siedziała. W białej  światłości tego królestwa nie miało być ani bogactw, ani przywilejów, ani dumy, ani wyższości; ani zachęty, ani zapłaty — tylko miłość! Czyż można się dziwić, że ludzie, oszołomieni i oślepieni, krzyczeli przeciw niemu? Nawet uczniowie krzyczeli, gdy ich parł w zbyt wielki blask.

Czyż można się dziwić, że kapłani zrozumieli, iż między nim a nimi nie ma wyboru, że albo on zginie, albo całe kapłaństwo? Czyż można się dziwić, że żołnierze rzymscy, stanąwszy w osłupieniu wobec rzeczy, których nie rozumieli, a które zagrażały wszystkim zasadom ich życia, szukali ucieczki w dzikim śmiechu, i założyli mu wieniec cierniowy i dali szatę z purpury, robiąc zeń Cezara na pośmiewisko? Albowiem kto go brał poważnie, ten jednocześnie wstępował w obręb dziwnie niespokojnego  życia, musiał porzucić dotychczasowe zwyczaje, panować nad instynktami i popędami, próbować niewiarygodnego szczęścia...

Podobne prace

Do góry