Ocena brak

Nam Niemnem

Autor /Oliwka Dodano /11.03.2011

Powieść podzielona jest na trzy tomy. Tom I składa się z sześciu rozdziałów. Akcja każdego z nich poprzedzona jest zwykle rozbudowaną częścią opisową, której zadaniem jest wprowadzenie do następujących po niej wydarzeń oraz przedstawienie bohaterów.

Pierwszy rozdział rozpoczyna się dialogiem pomiędzy Justyną Orzelską a jej ciotką, Martą Korczyńską. Rozmowa dwóch bohaterek służy prezentacji postaci – z ich słów dowiadujemy się, jak wygląda sytuacja we dworze Korczyńskich oraz poznajemy dzieje obu postaci. Marta wspomina o nieszczęśliwej miłości Justyny do kuzyna, Zygmunta Korczyńskiego. Mimo różnicy charakteru i wieku widoczna jest wzajemna sympatia obu kobiet – wynikająca między innymi z podobieństwa ich losów. Marta ostrzega Justynę przez błędami, które niegdyś popełniła sama, na własnym przykładzie dowodząc, jak tragiczne skutki pociąga za sobą nieuzasadniona duma i źle ulokowane uczucie. Jak się później okaże – nie doceniła siły charakteru, odwagi przekonań, samodzielności myślenia Justyny. Dopełnieniem tej sceny jest spotkanie z dziewczętami powracającymi z pola i z Janem Bohatyrowiczem. Piosenka śpiewana przez młodzieńca – ze zmienionymi nieco słowami (Ty jesteś panną... ) – świadczy o niewyznanym uczuciu Bohatyrowicza do Justyny.

Rozdział dugi rozpoczyna się opisem dworu. Sąsiad Korczyńskich, Bolesław Kirło, przedstawia Emilii Karczyńskiej i jej przyjaciółce, Teresie, nowego sąsiada, Teofila Różyca. Osoba, a przede wszystkim majątek Różyca, budzi zachwyt obu kobiet, a zwłaszcza kochliwej Teresy. Różyc z zainteresowaniem obserwuje Justynę, wyraźnie zachwyca się urodą i niekonwencjonalnym zachowaniem pięknej panny. Przybycie Benedykta zmienia temat rozmowy – gospodarz uskarża się na złą sytuację ekonomiczną i nieprzychylność sąsiadów. Koniec obiadu staje się okazją do niewybrednych żartów z ojca Justyny, alkoholika i żarłoka. Różyc wypytuje Kirłę o sytuację rodzinną i majątkową Justyny, w rewanżu zwierza mu się, iż sam jest człowiekiem „przeżytym” i morfinistą, jedynie w małżeństwie upatruje ratunek dla siebie.

Rozdział trzeci to retrospekcja – poznajemy w niej dzieje rodziny Korczyńskich. Trzej synowie Stanisława, Andrzej, Dominik i Benedykt, zostali wysłani na studia do Wilna. Po ukończeniu nauki najmłodszy z braci, Benedykt, otrzymał Korczyn. Dokupiony przez ojca folwark przypadł najstarszemu, Andrzejowi, zaś średni, Dominik, studiujący w mieście prawo, miał być przez obu braci spłacony. Benedykt skończył szkołę agronomiczną i wrócił do Korczyna w 1861. W tym samym czasie Andrzej rozpoczął zarządzanie swoim dziedzictwem. Obaj Korczyńscy wzięli udział w powstaniu styczniowym, angażując się bezpośrednio w walki zbrojne oraz poświęcając na cele patriotyczne swoje majętności. Był to okres wielkiego zbliżenia pomiędzy braćmi, a także ich przyjaźni z Bohatyrowiczami. Wspólna walka z zaborcą oraz poczucie duchowej więzi przekreśliło różnice majątkowe i stanowe. Anzelm Bohatyrowicz był zakochany w Marcie, dalekiej kuzynce Benedykta, pozostającej na jego utrzymaniu po stracie osobistego majątku. Brat Anzelma, Jerzy, przyjaźnił się z Andrzejem – obaj w jednym czasie założyli rodziny i tego samego roku każdy z nich doczekał się syna (Zygmunt Korczyński był więc rówieśnikiem Jana Bohatyrowicza). Upadek powstania oznaczał nie tylko przekreślenie nadziei na wyzwolenie Polski, ale położył się wielkim cieniem na losach obu rodzin. Andrzej i Jerzy zginęli, ich wspólna mogiła stała się zarazem kresem więzi pomiędzy dotychczas zaprzyjaźnionymi rodami. Zygmunta wychowywała matka, Jana – stryj Anzelm. Tragiczne przeżycia oraz różnica statusu społecznego spowodowały, iż Korczyńscy i Bohatyrowicze oddalili się od siebie, a z czasem narosło między nimi coraz więcej niechęci. Marta – nie mając odwagi przeciwstawić się opinii środowiska – odmówiła ręki Anzelmowi, gdyż nie chciała się „zdeklasować”, w efekcie swojej decyzji została starą panną zarządzającą gospodarstwem domowym swojego kuzyna. Niegdyś bliscy sobie Benedykt Korczyński i Anzelm Bohatyrowicz stali się zapiekłymi wrogami – obaj jednakowo zgorzkniali, rozczarowani do życia i osamotnieni w swoim nieszczęściu. Pozornie tylko aktualna sytuacja dziedzica na Korczynie jest lepsza – nie jest sam, założył rodzinę, uratował majątek, choć nękają go liczne troski: konieczność spłaty Dominika, ostatniego z braci, od lat pozostającego na zesłaniu, obciążenie długami hipotecznymi oraz karami pieniężnymi stanowiącymi środek represji za udział w powstaniu, wreszcie – konflikty z sąsiadami. Ruinę podupadającego Korczyna przyśpieszają nadmierne wydatki, narzucone przez żonę, Emilię, w miarę upływu lat coraz bardziej oddalającą się od męża. Jedyną nadzieją Benedykta jest syn, Witold (Widzio), żywo interesujący się gospodarstwem. Zamknięty w sobie, rozgoryczony, rozczarowany do świata i ludzi, osamotniony, osaczony przez kłopoty pieniężne, Benedykt nie potrafi dostrzec życzliwości i współczucia nawet u osób naprawdę mu bliskich i pomocnych – jak Marta czy Justyna.

Rozdział czwarty to kolejna wizyta krewnych i znajomych w Korczynie – na obiad wydany z okazji imienin pani Emilii przybywa Andrzejowa z synem i synową, Darzecka (siostra Benedykta) i Różyc. Jak zwykle ofiarą drobnych złośliwości pada Justyna. Uboga ale dumna panna źle się czuje w domu stryja, a przy tym upokarza ją ostentacyjne zainteresowanie Różyca, otwarte żarty z jej ojca oraz konieczność spotykania się z dawnym ukochanym. Zygmunt i Witold zaczynają dyskusję na temat metod zarządzania własnością ziemską. Każdy z młodych ludzi reprezentuje odmienną postawę, Witold jest zwolennikiem nowoczesnych idei ekonomicznych i entuzjastą zdobyczy techniki. Zygmunt wyraża lekceważenie dla pozytywistycznych idei; ich starciu przysłuchuje się Różyc. Rozmowę przerywa przybycie pani Kirłowej, która w przeciwieństwie do męża z rzadka oddaje się uciechom towarzyskim, poświęcając cały swój czas na wychowanie dzieci i doglądanie majątku; tylko Benedykt i Witold (wyraźnie zresztą zainteresowany Marynią Kirlanką) doceniają pracowitość i szlachetność sąsiadki, zaś zgromadzone towarzystwo jest raczej rozbawione jej brakiem obycia i prostotą zachowania. Na zakończenie obiadu Justyna i Orzelski bawią gości muzyką. Po koncercie Zygmunt szuka okazji do rozmowy sam na sam z dziewczyną i próbuje przypomnieć jej o dawnym uczuciu, ale Justyna daje mu stanowczą odprawę. Przeżycia całego dnia dobitnie uświadamiają dziewczynie to, o czym wcześniej mówiła jej Marta; Justyna dostrzega, że na dworze Korczyńskich nie ma dla niej miejsca.

Rozdział piąty znów zbudowany jest z retrospektywnych obrazów. Justyna wspomina swoje dzieciństwo, romans ojca, skandale, upadek domu, śmierć matki, życzliwość i opiekę Korczyńskiego. Przypomina też sobie swoją wielką i – jak jej się początkowo wydawało – wzajemną miłość do Zygmunta oraz okrutną odprawę pani Andrzejowej, która uważała, że uboga panna nie jest godna jej syna. Wkrótce potem matka wysłała jedynaka na studia do Monachium, skąd wrócił już po ślubie z Klotyldą. Błądząc po bezdrożach, zatopiona w swoich bolesnych wspomnieniach Justyna spotyka Jana Bohatyrowicza. Chłopak ciężko pracuje w polu, ale widać, że praca ta sprawia mu radość i w przeciwieństwie do Justyny czuje się szczęśliwy. Młodzi zaczynają rozmawiać – Jan opowiada Justynie o swojej rodzinie: o powtórnym małżeństwie matki i o czułej opiece stryja Anzelma, który zaopiekował się nim i jego siostrą, Antolką, po śmierci ojca. Następstwem tej serdecznej rozmowy młodych jest zaproszenie dziewczyny do domu Bohatyrowiczów. Miła atmosfera zostaje kilkakrotnie zakłócona – raz, kiedy rozmawiający spotykają Jadwigę Domuntównę (dziewczynę zakochaną bez wzajemności w Janie) i drugi raz, gdy do domu Anzelma przybywa mieszkający po sąsiedzku i niechętny Korczyńskim Fabian Bohatyrowicz. Mimo to Justyna dobrze się czuje w zaścianku Bohatyrowiczów, z zainteresowaniem słucha opowiadań Jana, zachwyca się urodą wiejskiego domu i niekłamaną, czułą więzią łączącą jego mieszkańców. Ze wzruszeniem słucha wspomnień Anzelma dotyczących Marty, prosi też starego Bohatyrowicza, by zaprowadził ją do parowu Jana i Cecylii.

Rozdział szósty rozpoczyna się opisem wybrzeży niemeńskich. Kulminacyjnym momentem wyprawy nad Niemen jest opowieść Anzelma, legenda o Janie i Cecylii.

Tom II złożony jest z pięciu rozdziałów. Akcja rozdziału pierwszego toczy się w domu Kirłów. Jesteśmy świadkami kłopotów Kirłowej związanych z prowadzeniem gospodarstwa i wychowaniem dzieci. Porządek dnia zakłóca wizyta bogatego krewnego Różyca, który zwierza się kuzynce ze swego zainteresowania dla Justyny, ale propozycja Kirłowej, by się z nią ożenił, budzi jego rozbawienie. Różyc ma zresztą dobre serce – proponuje Kirłowej pomoc finansową, gdy ta się nie zgadza, chce zatrudnić jej męża jako swojego plenipotenta, a gdy i tę propozycję odrzuca – ofiarowuje jej pomoc w wykształceniu dzieci. Wzruszona Kirłowa powtórnie namawia kuzyna na ożenek z Justyną, uważając, iż taki związek przyniósłby korzyści obojgu partnerom.

Rozdział drugi rozpoczyna się rozmową Marty z Justyną, która powróciła z Bohatyrowicz z wielkim bukietem polnych kwiatów. Ciotka, chcąc sprowokować do zwierzeń zamkniętą w sobie dziewczynę, zwraca jej uwagę, by nie igrała z uczuciami Jana. Tymczasem do Korczyna przyjeżdżają Darzeccy – ubiór i maniery zamożnych kuzynek wywołują smutek Leonii, która uświadamia sobie boleśnie ubóstwo własnego domu. Darzecki dopomina się u Benedykta o zwrot długu – dla niego są to niewielkie pieniądze i planuje wydać je na rozrywki swojej rodziny, ale dla Benedykta wycofanie gotówki oznacza kompletną ruinę. Tłumaczy się przed szwagrem, ale jego prośby wywołują tylko grad wymówek i połajanek, wypowiadanych tonem pełnym wyższości. Po wyjściu Darzeckiego w pokoju Benedykta zjawia się Witold; na wyrzuty ojca, że nie przywitał się z krewnym, robi ojcu awanturę, że upokarza się przed człowiekiem niegodnym szacunku. Nie chce zrozumieć racji Benedykta, wybiega z domu i ucieka nad Niemen. Tymczasem w Korczynie zjawia się Kirło i przekazuje pani Emilii wiadomość, iż Różyc (zapewne pod wpływem perswazji Kirłowej) rzeczywiście zdecydował się oświadczyć Justynie. Wszyscy są przekonani, że dziewczyna musi być zachwycona i traktować ten mariaż jako swoją największą życiową szansę. Justyna nie ujawnia przed nikim swoich prawdziwych myśli i uczuć. Tylko kiedy dostaje list z wyznaniami miłosnymi od Zygmunta, drze go na drobne kawałeczki.

Rozdział trzeci przedstawia żniwa w Bohatyrowiczach. Wspólna praca, wzajemna pomoc krewnych i przyjaciół, radosne przekomarzania i śpiewy tworzą wspaniałą, sielską atmosferę. Być może pod wpływem chwilowego impulsu Justyna przyłącza się do dziewcząt – Elżuni i Antolki. Jej zachowanie traktowane jest przez niektórych jako „kaprys panny dziedziczki”, ale Bohatyrowicze przyjmują pomoc dziewczyny zupełnie naturalnie. Kłótnia pomiędzy Fabianem a Ładysiem o zagon żyta staje się dla Justyny okazją do wysłuchania wielu gorzkich ocen pod adresem Korczyńskich – niektóre z nich są może nieuzasadnione, ale i tak dziewczyna utwierdza się coraz bardziej w swoich przekonaniach o konieczności zerwania z dotychczasowym życiem. Na polu pojawia się Witold Korczyński, nie może wyjść ze zdumienia widząc ciężko pracującą kuzynkę, ale wyraża swój zachwyt i szacunek. Ponieważ Witold tak otwarcie deklaruje chęć przełamania bariery dzielącej Korczyńskich i Bohatyrowiczów, zostaje zaproszony do domu Anzelma. Stary Bohatyrowicz ze wzruszeniem wita syna swojego dawnego przyjaciela. Justyna w obejściu Bohatyrowiczów czuje się już niemal swobodnie – pod kierunkiem pani Starzyńskiej uczy się mleć żyto na żarnach. Anzelm opowiada młodym o powstaniu, a następnie dyskutuje z Witoldem o racjonalnych metodach gospodarowania. Młody reformator swoimi słowami i zapałem wskrzesza dawno zapomniane idee wspólnoty, solidaryzmu i braterstwa, czego Anzelm słucha z radością, ale i z pewnym niedowierzaniem. Pokazuje gościom zbiór książek, które pozostały w domu Anzelma z czasów powstania styczniowego, okresu przyjaźni z Korczyńskimi. Scena pojednania przekornie zostaje zamknięta piosenką, której słowa stanowią subtelny komentarz do działania bohaterów – Ty pójdziesz górą... .

Rozdział czwarty opowiada o wyprawie Jana i Justyny na Niemen. W łodzi Jan opowiada dziewczynie o swoim dzieciństwie – o swoim ojcu, o powstaniu, o tragicznej bitwie i o Mogile. Justyna – jak gdyby odpłacając zaufaniem za zaufanie – opisuje Janowi swoje dzieciństwo i lata spędzone w domu Korczyńskich, pierwszy raz się przed kimś otwiera, wyznaje wszystkie wątpliwości dotyczące swojego życia. Wrażenie bliskości, porozumienia, stwarza pomiędzy Justyną i Janem silną wewnętrzną więź. Kiedy nad rzekę nadciąga burza, młodzi, już całkiem zaprzyjaźnieni, chronią się do chaty Anzelma.

Rozdział piąty przedstawia zaścianek Bohatyrowiczów. Justyna jest tam już niemal domownikiem. Elżunia zaprasza ją na swój ślub. Podczas wspólnego posiłku Anzelm zwierza się ze swej nieszczęśliwej miłości do Marty. Wieczorem stary Bohatyrowicz odprowadza Justynę do Korczyna, przestrzegając Jana, by panna nie straciła dobrego imienia przez pokazywanie się z nim sam na sam. Po powrocie Justyny do dworu Marta rozmawia z siostrzenicą, opowiada o swatach Kirłowej i dopytuje się o Anzelma. Justyna usypia, nie wyjawiając przed ciotką swojego zdania na temat spodziewanych oświadczyn Różyca.

Tom III, objętościowo najobszerniejszy, składa się z pięciu rozdziałów. Rozdział pierwszy przedstawia dwór w Osowcu, majątku stanowiącym wiano Andrzejowej Korczyńskiej, dziś zarządzany przez nią i stanowiący siedzibę jej rodu. Pani Andrzejowa ma nadzieję, iż wkrótce obowiązki przejmie syn, Zygmunt. Retrospektywne sceny przedstawiają dzieje małżeństwa Korczyńskich a następnie długą i pełną poświęceń walkę Andrzejowej o utrzymanie majątku, aby własność ziemska nie przeszła w ręce rosyjskie, oraz o właściwe wychowanie jedynaka. Korczyńska uświadamia sobie fiasko własnych starań. Talent syna okazał się mierny, a jego próżność i brak pracowitości sprawiły, że nie rokował nadziei na spełnienie ambicji artystycznych. Z powodu zamiłowania do zbytku, rozrzutności i braku zainteresowania dla spraw ekonomicznych trudno byłoby też oczekiwać od niego, że w przyszłości zajmie się zarządzaniem odziedziczonego majątku. Największą troską Andrzejowej było jednak to, że Zygmunt okazał się człowiekiem płytkim uczuciowo – szybko znudził się swoją młodą żoną, nie przejawiał też żadnego szacunku i miłości dla ideałów, którym poświęcił życie jego ojciec i które próbowała przekazać mu matka. Korczyńska ze zgrozą widzi bankructwo swoich ideałów. Ciągle się jednak łudzi, że zdoła naprawić popełnione błędy wychowawcze, nie może uwierzyć, że Zygmunt jest człowiekiem zimnym uczuciowo, zepsutym i cynicznym. Kiedy przerywa swoje rozmyślania i próbuje porozmawiać z synem, ten właśnie z premedytacją wywołuje sprzeczkę z żoną, by mieć pretekst do opuszczenia domu i wyjeżdża do Korczyna, gdzie ma nadzieję odnowić swój dawny romans z Justyną.

Rozdział drugi – kończą się żniwa, jest koniec lipca. Witold i Justyna idą przez pole – oboje nagle przekonują się, że łączy ich wiele wspólnych poglądów i upodobań. Witold, wykorzystując wiedzę teoretyczną przywiezioną ze szkół w Wilnie, objaśnia Justynie swoje idee społeczne i ekonomiczne. Justyna podziwia kuzyna i mówi mu, że właściwie od dawna myśli podobnie, tylko nie potrafiła swoich spostrzeżeń uporządkować i usystematyzować. Opowiada też kuzynowi, jak dobrze czuje się teraz, gdy zdecydowała się zerwać z dotychczasowym trybem życia i zbliżyć do Bohatyrowiczów. Oboje młodzi zgadzając się w swojej sympatii dla Elżuni, której drużką ma być Justyna; Witold śmieje się, że kuzynka zaczyna mówić prostym językiem, ale jest też pełen podziwu dla jej wytrwałości i pracowitości. Natykają się na scenę, kiedy to Benedykt gromi najętego do pracy chłopa za nieumiejętne obchodzenie się z maszyną żniwiarską i grozi, że obciąży go karą za poniesione straty. Witold uważa, że wina leży nie po stronie pracownika, lecz ojca, który nie uczy chłopów obchodzenia się z nowoczesnymi maszynami i podświadomie ich lekceważy – z młodzieńczym zapałem zarzuca Benedyktowi brak pracy u podstaw. Tymczasem Benedykt przede wszystkim martwi się powstałą szkodą, nie potrafi spojrzeć z dystansu, a odmienne stanowisko syna uzasadnia jego młodością i niedoświadczeniem. Witold wypomina ojcu, że w swojej zawziętości sprzeniewierza się ideałom poległego brata, Andrzeja. Następna scena to obiad, jak zwykle w Korczynie stanowiący pretekst do towarzyskiego spotkania. Kirło z widocznym zachwytem opowiada o majątku Różyca, przy czym jego entuzjazm wynika wyłącznie z faktu, że jego przyjaciel bez trudu i bez najmniejszej zasługi odziedziczył bogactwo, które teraz zresztą z równą łatwością trwoni na błahe rozrywki. Benedykt krytykuje Różyca, jako utracjusza i człowieka bez zasad. Jego stanowcza opinia wywołuje zachwyt Witolda, co doprowadza do chwilowego porozumienia między ojcem i synem. Po obiedzie Witold pyta Justynę wprost, czy pójdzie za Różyca, jej odpowiedź jest pełna ironii i goryczy, ale wymijająca. Młodzi umawiają się na wesele, chcą wziąć ze sobą Martę, a Witold chciałby także zabrać młodszą siostrę, Leonię. Wieczorem do Korczyna przychodzi Elżusia Fabianówna, aby pod pretekstem oficjalnego zaproszenia Justyny i Witolda na swoje wesele z Franusiem Jaśmontem obejrzeć sobie dwór Korczyńskich (ta scena świadczy zarówno o wzajemnej fascynacji i przyciąganiu dwóch światów, jak i o rozmiarze dystansu, na jaki oddaliły się od siebie niegdyś zaprzyjaźnione rodziny). Justyna składa wizytę w domu Fabiana Bohatyrowicza i spotyka tam siostrę Jana, Antolkę, nie zastaje natomiast Jana, który zajęty jest pracą na odległych łąkach. Nazajutrz w Korczynie wybucha awantura, ponieważ Emilia nie chce się zgodzić, aby jej dzieci, a zwłaszcza Leonia, brały udział w wiejskim weselu. Witold wygłasza płomienne przemówienie naszpikowane hasłami głoszącymi potrzebę emancypacji kobiet i nowoczesnego stosunku do przesądów społecznych oraz o potrzebie pracy. Kłóci się z matką i z ojcem. Benedykt próbuje załagodzić spór, przy okazji prosząc syna, aby pojechał z pożegnalną wizytą do ciotki Darzeckiej i poprosił Darzeckiego o sprolongowanie długu. W efekcie wybucha kolejna awantura. Ojciec i syn pełni żalu do siebie nawzajem nie znajdują porozumienia. W tym momencie do Korczyna przyjeżdża Zygmunt – przywiózł on stryjowi list od prawnika, który w jego imieniu prowadził proces sądowy z Bohatyrowiczami. Benedykt ucieszony wynikiem wita bratanka bez zwykłej oschłości. Jednak dla Zygmunta rodzinna wizyta jest tylko pretekstem pozwalającym mu odwiedzić Justynę. Wyznaje jej miłość i proponuje potajemne kontynuowanie romansu, którą to propozycję dziewczyna z odrazą odrzuca. Obrażony Zygmunt wraca do Ossowiec i proponuje matce sprzedaż majątku i wyjazd za granicę. Przerażona Andrzejowa dopiero teraz w pełni uświadamia sobie brak patriotyzmu i uczuć rodzinnych syna. Rozwścieczony Zygmunt nie waha się w kłótni z matką znieważyć pamięci ojca.

Rozdział trzeci rozpoczyna się rankiem w dniu wesela Bohatyrowiczówny i Jaśmonta. Obserwujemy zjazd zaściankowej szlachty, paradę strojów i zaprzęgów. Wbrew wcześniejszym zarzekaniom do Bohatyrowiczów przybywa Marta. Podczas przerwy w tańcach Justyna i Jan wychodzą na samotny spacer. Dziewczyna daje chłopcu gałązkę jarzębiny ze swojego warkocza, temu gestowi oboje nadają głębsze znaczenie. Widząc radość jaśniejącą na ich twarzach, Jadwiga Domuntówna, dziewczyna zakochana w Janie i dotychczas mająca nadzieję na zdobycie jego uczucia, czyni obojgu złośliwe przytyki. Justyna wypytuje Jana o Domuntównę, chłopak wyjaśnia, iż nigdy nic nie łączyło go z tą dziewczyną. Jednak wzburzona zazdrością Jadwiga zachowuje się nieobliczalnie – ciska przez okno kamień. Wszyscy obecni są zaszokowani jej wybuchem, tylko Jan – zawsze wyrozumiały dla innych – usprawiedliwia dziewczynę. Weselnicy postanawiają urządzić przejażdżkę łodziami po Niemnie Jan i Justyna wyruszają we dwoje, oddzielnym czółnem. Tylko Anzelm i Marta zostają na brzegu, wspominają dawne uczucie, słuchają piosenki śpiewanej przez młodzież. Wykorzystując obecność młodego dziedzica, Bohatyrowiczowie zwracają się do Witolda o wstawiennictwo u ojca w sprawie trwającego właśnie procesu; przypominają zmarłego Andrzeja jako wzór demokraty.

Rozdział czwarty. Benedykt czyta list od brata, który relacjonuje mu przebieg swojej kariery w Rosji. Czuje, że całkowicie stracił łączność duchową z Dominikiem, myśli, jak upływ czasu zmienia ludzi. Przybywa Witold, występując jako rzecznik Bohatyrowiczów, próbuje nakłonić Benedykta do ustępstw i – aby wywrzeć na nim moralną presję – przypomina ojcu niedawną wspólnotę losów obu skłóconych teraz rodzin. W odpowiedzi Benedykt opowiada mu o swoich braciach i o sobie oraz wyjaśnia motywy swojej nieprzejednanej postawy i bezwzględnej walki o utrzymanie własności ziemskiej – brak stanowczości oznaczałby bowiem nie tylko utratę majątku, ale – co gorsza – przejęcie go przez państwo, a więc zaborcę. Syn i ojciec jednają się, dostrzegają wzajemną bliskość uczuciową oraz wspólnotę poglądów. Benedykt częściowo ustępuje, postanawia pogodzić się z Bohatyrowiczami. W zaścianku trwa tymczasem dalej uroczystość weselna. Domuntówna wymawia się od uczestnictwa w zabawie pod pretekstem pracy i przeprasza Jana za swoje wczorajsze zachowanie. Chłopak odnajduje Justynę nad brzegiem Niemna, w obliczu pięknej przyrody młodzi wyznają sobie miłość, Jan oświadcza się i zostaje przyjęty.

Rozdział piąty. Do Korczyna przybywają Kirłowie i przekazują Korczyńskim oficjalną prośbę Różyca o rękę Justyny. Tymczasem panna oznajmia, iż jest już zaręczona i wyjawia, że postanowiła wyjść za mąż za Jana Bohatyrowicza i osiąść z nim w jego zaścianku. Jej decyzja budzi wprawdzie powszechne zdumienie, ale u niektórych także zrozumienie, szacunek a nawet zazdrość. Wszyscy dostrzegają nagle, że dziewczyna dojrzała wewnętrznie, a jej czyn nie wynika z dziecięcego kaprysu lecz jest wynikiem przemyśleń i poważnego zastanowienia. Benedykt pierwszy wyraża akceptację dla jej wyboru, zaś Marta pewnie nawet żałuje, że sama przed laty nie potrafiła zdobyć się na podobną decyzję. Najbardziej zaszokowany jest Zygmunt, który jeszcze przez moment się łudzi, iż postępek Justyny jest wyrazem żałoby po miłości do niego, ale dziewczyna wyprowadza go z błędu. Wszyscy widzą, jak szczęśliwa jest Justyna i jaka wewnętrzna siła przekonań bije z jej słów. Kirłowa wyraża pragnienie, aby jej córki pod opieką dziewczyny uczyły się gospodarstwa a w przyszłości także osiadły na wsi. Marta postanawia przenieść się do nowego domu Justyny. Ostatnia scena to znamienne pojednanie symboliczne spotkanie Benedykta i Anzelma, którzy witają się, wspominając swoich braci, połączonych wspólną mogiłą.

 

Podobne prace

Do góry