Ocena brak

Nagłówek tekstu dziennikarskiego

Autor /boguslaw Dodano /08.04.2011

Nagłówek to szczególnie ważny składnik wypowiedzi. Dziś mówi się już o specjalnych predyspozycjach, talencie do tworzenia wyjątkowo trafnych, chwytliwych, przyciągających uwagę nagłówków (tytułów); w redakcjach wy­soko ceni się takich „specjalistów”. Autor monografii tytułu prasowego W. Pisarek (1967) uważa, że wymyślając tytuł przede wszystkim trzeba pa­miętać o dostosowaniu go do rodzaju opatrywanego nim tekstu. I tak:

  • tekst informacyjny wymaga tytułu zwięźle wskazującego istotę, najważ­niejszy element informacji;

  • tekst publicystyczny wymaga tytułu przedstawiającego opinię, stano­wisko (czytelnik zwróci wówczas uwagę na podlegający ocenie temat, na spo­sób wyrażenia opinii, na jej autora).

Tyle o treści. Precyzyjne wskazówki na temat optymalnej postaci tytułu prasowego znajdziemy w „Poradniku dla dziennikarzy z Europy Środkowej i Wschodniej” M. F. Malette)

Tytuły powinny być zwięzłe i prawie zawsze formułowane w czasie teraź­niejszym, żeby robiły wrażenie bezpośredniości. Pożyteczna wskazówka mówi, że najlepsze tytuły zawierają najwyżej czterdzieści pięć liter, a liczba liter w każ­dym wierszu tytułu nie powinna przekraczać trzydziestu dwóch. Zatem w dwu­wierszowym tytule na jedną linię może przypadać około dwudziestu dwu zna­ków, a w trzywierszowym - piętnaście. Natomiast tytuł jednoliniowy nie powi­nien mieć więcej niż trzydzieści dwa znaki. Normy te nie stanowią reguły żela­znej, jednak znaczne ich przekroczenie grozi, że tytuły staną się przyciężkie. Niektórzy redaktorzy celowo odchodzą od lapidarności, po to by zawrzeć w ty­tule więcej informacji.

Szczególnie ważny dla wizerunku, a tym samym powodzenia gazety, jest tytuł całej gazety. Umieszczony na pierwszej jej stronie, w charakterystycz­nej i możliwie jak najrzadziej zmienianej formie graficznej, stanowi tzw. wi­nietę. Dobra winieta funkcjonuje jako znak graficzny gazety - jest łatwo roz­poznawalna, ma własną (nie do podrobienia) stylistykę.

Pod winietą w niektórych gazetach widnieje dewiza, czyli swoiste hasło wywoławcze jej treści. Dewizą wszystkich gazet PRL, wydawanych pod egi­dą PZPR (prócz „Życia Warszawy”), było zawołanie z „Manifestu partii komunistycznej” K. Marksa i F. Engelsa z 1848 r.: „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!”. Dewizą „Gazety Wyborczej” od 8 maja 1989 do 6 wrze­śnia 1990 r. było hasło: „Nie ma wolności bez Solidarności!”. Dewizę „The New York Timesa” stanowi swego rodzaju deklaracja „Wszystko, co się nada­je do druku”.

Tytuł prasowej wypowiedzi informacyjnej jest zazwyczaj krótkim oznaj­mieniem, np.: Remont mostu Pomorskiego, Spotkanie premiera z prezydentem, Pierwszy dzień procesu B. Bagsika. W tytule tekstu informacyjnego najlepiej używać słów neutralnych stylistycznie. Tytuł wypowiedzi publicystycznej może być już mniej informacyjny, czyli bardziej atrakcyjny i oryginalny. W dzisiejszej prasie obserwujemy zresztą skłonność do opatrywania wszel­kich publikowanych tekstów, nie tylko publicystycznych, ale i informacyj­nych, tytułami za wszelką cenę przyciągającymi uwagę czytelnika (widza?), bez przestrzegania zasad sformułowanych przez W. Pisarka. Dzieje się tak dlatego, że nagłówek prasowy, zwłaszcza na pierwszej stronie, jest ważnym środkiem pozyskania czytelnika (klienta), szczególnie dziś, gdy oferta pra­sowa jest tak bogata i postępuje wizualizacja prasy, czyli wzrasta ilość in­formacji przekazywanych za pomocą obrazu. By jednak zachować walory informacyjne tytułów, opatruje się je zazwyczaj nadtytułami i podtytułami, np.:

RZUĆ PALENIE RAZEM Z NAMI

1) Za dziesięć dni finał akcji

NAJWIĘKSZY MORDERCA W POLSCE

(GW 10-11 XI 1997)

2) USA. Raport o brudnych pieniądzach w Polsce.

2 mld dolarów w pralce (GW 15 IV 1998)

  1. Wieś Kraszewice nieoczekiwanie wzbogacona

WOREK Z DOLARAMI

Milion dolarów otrzymały w spadku Kraszewice, siedziba jednej z naj­biedniejszych gmin w Kaliskiem. Pieniądze zapisała samotna staruszka, której śmierci w styczniu tego roku nikt we wsi nie zauważył. (GW 8 VII 1998)

  1. Kohl do Kwaśniewskiego

Możecie być spokojni

(GW 19-20 IV 1997)

Ostatni tytuł jest przykładem tytułu nazbyt enigmatycznego; brak tu uszczegółowienia (o co? - o pozycję w NATO, na zasadach równoprawności). Funkcję informacyjną w pewnym stopniu przejął nadtytuł.

Nadtytuły poprzedzają dziś większość tytułów prasowych. Pisane drob­niejszym drukiem o innym kroju, często podkreślone, nadtytuły nie tylko przekazują część informacji, ale ułatwiają wstępne zaklasyfikowanie tekstu (szczególnie udany jest przykład 3). W pozycji nadtytułu można też umie­ścić szczególnie ważny cytat z tekstu drukowanego poniżej (zob. np. artykuł o broni w Ameryce B. Węglarczyka, Aneks IV).

Im krótszy i bardziej zwięzły tekst, tym ważniejszy jest dobór odpowie­dniego tytułu, który powinien przede wszystkim anonsować najważniejszy składnik podawanej informacji.

Nagłówki (tytuły) prasowe to dziś specyficzny rodzaj wyrażeń języko­wych, które podlegają rozmaitym modom i wpływom. Często nagłówkami prasowymi stają się np. wyrażenia szczególnie znane skądinąd:

  • tytuły dzieł literackich: Syzyfowe prace, Czekając na Godota, Samotny biały żagiel, Obcy, Piekło kobiet (tekst o przerywaniu ciąży), W poszukiwaniu straconego czasu (o przeciągającej się budowie),

  • parafrazy znanych tytułów dzieł literackich: Czekając na rzemieślnika, Sportowa smuga cienia, Aby domy nie umierały stojąc, Stary człowiek i życie, Żywot człowieka uczciwego, Trzeźwemu biada,

  • fragmenty (często przetworzone) znanych wierszy, dramatów, powie­ści; najczęściej - A. Mickiewicza: Gwałt się gwałtem odciska, Ciemno wszędzie, Błądzili pod strzechy (o kradzieżach), Ma serce i patrzy w serce (o prof. Relidze), Kobieto, puchu marny, Do przyjaciół Moskali’, częste są też zapożyczenia z A. Fredry (Wolnoć Tomku, Małpa w kąpieli), S. Wyspiańskiego (A to Polska właśnie, A tu pospolitość skrzeczy, Co tam, Panie, w polityce),

  • znane powiedzenia, przysłowia, slogany i ich parafrazy: Kiedy Polska rosła w siłę..., Obniżycie? Obniżymy, Syty wilk i owieczki kapitalizmu, Jak po ma­śle, Nosił wilk razy kilka..., Niemądry po szkodzie, Nie wylewać Gronkiewicz-Waltz z kąpielą itp.

  • cytaty z Biblii, np. Na początku było słowo’, także parafrazowane, np. Kury przed wieprze (z biblijnego Perły przed wieprze, choć nie jest to tylko pro­sta zamiana pereł na kury, ale także zmiana semantyczna - w tekście opatrzo­nym tym tytułem jest mowa nie o tym, że Polacy rzucają kury wieprzom, ale że wolą (przedkładają) mięso drobiowe nad wieprzowinę.

Czasami tytuł będący parafrazą tytułu jakiegoś innego dzieła może wpro­wadzać w błąd. I tak, tytuł Ślimaki kontratakują (GWD 8 VII 1998) każe są­dzić, że ślimaki, które latem 1998 r. wyroiły się we wrocławskich ogrodach, odpowiadają na jakiś atak (ludzi?). Tymczasem jest to typowy tytuł „sezonu ogórkowego”, czyli przesadzony, nadmiernie straszący czytelników, powsta­ły na wzór tytułu filmu „Gremliny kontratakują”. Ostatnio popularne są nie tylko tytuły filmów (Dyskretny urok burżuazji), szlagierów rozrywkowych (Czy mnie jeszcze pamiętasz?, Dziwny jest ten świat) ale także teksty reklamowe (Z impetem w głąb) i hasła polityczne (Siła spokoju. Obcym świniom - nie). W tych powszechnie znanych, bo przecież nadawanych przez najsilniejsze medium masowe - telewizję, wyrażeniach (tzw. kliszach językowych) wymie­niane są czasem tylko niektóre fragmenty, np.: Dyskretny urok prowizji, Ostat­nie kuszenie chytrusa, Województwo to jest to!, Podziały durniu! (przetworzone hasło wyborcze Gospodarka, głupku! - G W 7-8 II 1998 - z I kampanii prezy­denckiej Clintona), Sznapsgate (jak Watergate) itp.

Dobrze jest, gdy dziennikarz opatrując tekst tytułem wie, że ma on kilka warstw skojarzeniowych. Na przykład reportaż W. Dybalskiej w GW z 9 V 1997 r., poświęcony prywatnemu muzeum armii radzieckiej w Uniejowie, nosi tytuł Głowy Lenina znad pianina. Jest to tytułowy fragment piosen­ki zespołu „Elektryczne gitary”, nawiązujący z kolei do... tytułu obrazu S. Dali „Hallucination Partielle, six images de Lenine sur un piano” z 1931 r. (eksponowanego w Centrum Pompidou w Paryżu).

Nagłówki we współczesnej prasie nie tylko informują czy odwołują się do najrozmaitszych skojarzeń, mogą też zawierać elementy żartu, ironii czy drwiny. Najczęstsze są żarty słowne, oparte na wieloznaczności słów, wyższe­go - Pani prezes o stopach (wywiad z H. Gronkiewicz-Waltz) lub niższego lo­tu -Bój w hucie (o strajku hutników); aluzje obsceniczne i takiż humor czę­ste są zwłaszcza w prasie popularnej i brukowej.

Nagłówki mogą zawierać sugestię oceny, co jest szczególnie naganne, gdy prezentuje się niezakończoną sprawę sądową, np.:

KULA W PLECY

Robert S. dostał kulę w plecy. Miał 20 lat. Strzelał emerytowany wojsko­wy - 72-letni Władysław H. Widział, jak Robert kradnie radio z samochodu. Chciał go zatrzymać.

(GW 29 XI 1997)

Trudno określić, czy tekst wyróżniony w gazecie kursywą jest lidem czy podtytułem. Przede wszystkim jednak tytuł ten, umieszczony na pierwszej stronie wysokonakładowego dziennika, nie jest tytułem neutralnym - zawie­ra sugestię negatywnej oceny postępku Władysława H. jeszcze przed ogłosze­niem wyroku, taką konotację ma bowiem tytułowe wyrażenie k ula w plecy.

Zbyt enigmatyczny i mylący jest także tytuł „Zażalenie na plakat”, którym opatrzono krótką informację o uwzględnieniu przez prokuratora wojewódzkiego zażalenia złożonego przez senatora J. Szafrańca, członka KRRiTV, w związku z odmową wszczęcia postępowania w sprawie obrażenia jego uczuć religijnych przez upowszechnienie plakatu do filmu „Skandalista Larry Flynt” (w GW 9 V 1997).

Najnowszą „tytułową” modą jest nadawanie im postaci kalamburów ty­pu: Test prawdy i prawda testu. Zbieżność przeciwieństw, przeciwieństwo zbieżno­ści, Margines kultury, kultura marginesu lub używanie wyrazów - hybryd, np. Watykański „Totoplotek”’, Przed-pokój w pałacu. Oczywiście i tu obowiązuje re­guła modystki Marii Antoniny - Rosę Bertin: Nowe to całkiem zapomniane stare (dość przypomnieć S. Cata-Mackiewicza: Wszystko kocham, co paliłem, wszystko palę, co kochałem).

Na koniec warto przytoczyć uwagi J. Bralczyka o tytułach w prasie III RP, na marginesie rozważań o sloganach. Zdaniem Bralczyka tytuły prasowe -podobnie jak slogany - funkcjonują dziś przede wszystkim jak emocjonalne impulsy. Z tego powodu rzadko bywają normalnymi, pełnymi zdaniami, są idiomatyczne i metaforyczne.

W świecie natłoku informacji mamy dziś do czynienia - w nadawaniu i odbiorze - nie tyle z mówieniem o tym, co się zdarzyło (w kategoriach przy­pisywania prawdziwości sądom o rzeczywistości), ile z nazywaniem zjawisk. Ta­ką nazwą będzie nagłówkowe „Pożar w Timbuktu” czy „Dwie śmiertelne ofia­ry w zamachu terrorystycznym”. Nawet programy informacyjne radia i telewi­zji zaczynają się i kończą takimi nazwowymi skrótami informacji (samo pojęciewiadomości w skrócie” wydaje się dziwne). Ale można powiedzieć więcej: na­wet gdy nagłówek czy „skrót” (czyli z angielska „flash” - J.F.) brzmi „Dwie oso­by spłonęły w łodzi”, to także możemy uznać to za nazwę zdarzenia, analogicz­nie do „Dwie osoby spalone w łodzi”.

W takich „nazwach zdarzeń” nie można ustalić, co jest elementem znanym, dawnym („datum”), a co nowym („novum”), nie ma prawdziwej struktury tematyczno-rematycznej, tj. nie jest jasne, co się orzeka i o czym się orzeka. Po prostu cała nazwa działa jako impuls. W społe­czeństwie informacyjnym ludzie w rozmowach zaczynają się również porozu­miewać wymieniając takie nazwy zdarzeń, zamiast wypowiadać sądy. Wzmac­nia to tym samym poczucie wspólnoty świata.

Niektóre współczesne polskie tytuły prasowe mają szansę wejść do zbio­rów wypowiedzi szczególnie znanych, cytowanych i naśladowanych. Skrzy­dlatymi słowami stały się już: nagłówki z „Gazety Wyborczej” - Wasz prezy­dent nasz premier, Syndrom Gołoty, Taktyka Odry (o tytułach w „GW” powsta­ją już zresztą prace magisterskie, np. w Instytucie Dziennikarstwa UW -Marcina Pieszczyka pt. „Aluzji ci u nas dostatek - analiza nagłówków w »Ga-zecie Wyborczej«”, w Instytucie Filologii Polskiej UWr., Anny Tomczyk, pt. „Nagłówki w »Gazecie Wyborczej«”, zob. także tekst D. Dabert 1999).

Do skrzydlatych słów należy już „Oskarżam” E. Zoli z 1898 r. Tytuł ten, po francusku „J’Accuse!”, wydrukowany ogromną czcionką, biegnący przez wszystkie szpalty gazety „L’Aurore”, widniał nad listem otwartym pisarza do prezydenta Francji. To właśnie dzięki temu lapidarnemu i oddziałującemu na emocje tytułowi w ciągu czterech godzin sprzedano 300 tyś. egzemplarzy ga­zety, a sprawa Dreyfusa stała się we Francji przedmiotem narodowej debaty.

Niezwykle interesujące rozważania na temat współczesnego nagłówka prasowego zawiera felieton S. Mrożka „Informacja” (opublikowany w stałej rubryce „Uwagi osobiste” - GW 19-20 IV 1997):

Niemiec zabił” - taki tytuł między innymi zobaczyłem w codziennej ga­zecie i przeczytałem o co poszło.

Mianowicie o to, że na jednej z tranzytowych dróg doszło do zderzenia mię­dzy samochodem osobowym marki zachodniej i rejestracji niemieckiej oraz pol­skim fiatem 126p. Kierowcą samochodu niemieckiego był obywatel Republiki Federalnej Niemiec, a kierowcą fiata 126p obywatel polski. W wyniku zderze­nia obywatel polski poniósł śmierć, zaś obywatel niemiecki obrażenia ciała.

Z notatki nie wynikało, który kierowca ponosił winę za zdarzenie, być mo­że żaden z nich. Być może winne było na przykład prosię, które wyskoczyło na­gle z rowu na szosę. Być może nawet prosię było niewinne.

Notatka była krótka, w kolumnie innych krótkich notatek, drobną czcion­ką. Tylko tytuł czcionką dużą, pogrubioną, dlatego zwróciłem na niego uwagę.

Nasuwają się następujące pytania:

Czy gdyby obywatel polski doznał obrażeń, a niemiecki zginął, czy wtedy tytuł notatki brzmiałby „Polak zabił”?

Czy gdyby ten, który zginął, był w dalszym ciągu Polakiem, zaś tamten, który doznał tylko obrażeń, był Anglikiem, tytuł brzmiałby: „Anglik zabił”?

Czy gdyby ten, który doznał obrażeń, miał obywatelstwo USA, a był Mu­rzynem, czy przeczytalibyśmy, że Murzyn zabił? A gdyby Hindusem obywatel­stwa amerykańskiego - „Hindus zabił”? Eskimosem, Kostarykańczykiem, Ja­pończykiem, czy wtedy odpowiednio: „Eskimos zabił”, „Kostarykańczyk zabił”, „Japończyk zabił”? A gdyby samochodem marki zachodniej i rejestracji nie­mieckiej jechał Polak obywatelstwa niemieckiego, a fiatem 126p Niemiec oby­watelstwa polskiego? A gdyby jednym z dwóch samochodów, obojętnie jakiej marki i jakiej rejestracji, jechała kobieta, a drugim mężczyzna, to tytuł brzmiał­by: „Kobieta zabiła”?

A teraz z jeszcze innej beczki: gdyby w wyniku kolizji drogowej pomiędzy mercedesem prowadzonym przez Polaka a rowerem dosiadanym również przez Polaka, ale mniej zarabiającego, obaj zostali zabici (pierwszy skutkiem poślizgu, gdy raptownie skręcił chcąc wyminąć rowerzystę jadącego zygzakiem i wpadł na drzewo, drugi na skutek udaru serca, którego doznał w stanie nietrzeźwym), czy mielibyśmy tytuł: „Bogaty zabił biednego”?

Dlaczego więc tytuł notatki brzmiał tylko „Niemiec zabił”, a nie „Niemiec zabił Polaka”?

Otóż dlatego, że choć Niemiec szczególnie lubi zabijać Polaków, to - jak wiadomo - w zasadzie nie przebiera i zabije każdego, kto podleci. A więc w imię obiektywizmu i antyszowinizmu:

Ale dlaczego „Niemiec zabił”? Dlaczego akurat taki tytuł, a nie inny, który by nie nasuwał powyższych pytań?

Mam nadzieję, że tylko z głupoty i z zamiłowania do efektownych tytułów, tej manii, na którą chorują prawie wszystkie polskie gazety.

Nie minął rok i uważny czytelnik mógł przekonać się, że także redak­torzy „Gazety Wyborczej” zapomnieli o poincie felietonu Mrożka - na pierw­szej stronie pisma z 22 VI1998 r. umieszczono bowiem tytuł: NIEMIEC SIĘ NIE PODDAJE, wywołujący tym razem skojarzenia z pozytywnymi cecha­mi stereotypu Niemca (proszę odgadnąć, czego dotyczył tekst opatrzony ta­kim tytułem).

Duże znaczenie dla przejrzystości tekstu mają śródtytuły, czyli tytuły, którymi opatruje się fragmenty/części dłuższych tekstów: artykułów, publi­kowanych w prasie przemówień, sprawozdań itp. (Zob. śródtytuły w arty­kule J. Szczerby, Aneks II.)

Nagłówek tekstu dziennikarskiego 111

Użycie w tytułach i śródtytułach takich a nie innych wyrazów, szczegól­nie tych nacechowanych co do wartości, jest bardzo ważne dla odbioru za­mieszczonego pod nimi tekstu. Umożliwia bowiem narzucenie czytelnikowi sugestii oceny tego tekstu. Szerzej na ten temat zob. B. Dobek-Ostrowska, J. Fras, B. Ociepka (1997, s. 93-94).

We współczesnej prasie różnice pomiędzy gatunkami informacyjny­mi a publicystycznymi nie przejawiają się w ich nagłówkach zbyt wyra­źnie.

Podobne prace

Do góry