Ocena brak

Myśl pierwotna

Autor /rockman Dodano /11.03.2011

A teraz niech nam będzie wolno oddać się nader zajmującym dociekaniom: jak człowiek czuł się człowiekiem w tej wczesnej dobie dziejów ludzkich? Jak ludzie myśleli i co oni myśleli w tych odległych dniach  łowów i wędrówek, czterysta wieków przedtem, zanim nastały czasy siewu i żniw?

Działo się to na długo przed jakimkolwiek  pisemnym pomnikiem wrażeń ludzkich i odpowiedzi na te pytania szukać należy w naszej własnej domyślności. Źródła, do których uczeni schodzą w zamiarze odtworzenia tej pierwotnej umysłowości, są bardzo rozmaite. Ostatnio wiedza o psychoanalizie, która bada, w jaki sposób u dziecka egoistyczne i gwałtowne popędy bywają ograniczane, usuwane, zmieniane lub osłaniane, aby je przystosować do potrzeb  życia społecznego, rzuciła — jak się zdaje — wielki snop  światła na dzieje społeczeństwa pierwotnego; drugim zaś bogatym źródłem wniosków było badanie pojęć i zwyczajów współcześnie  żyjących dzikich ludów. W folklorze oraz w głębokich pokładach irracjonalnych przesądów i zabobonów, które do dziś przetrwały wśród ludów cywilizowanych, odnajdujemy coś w rodzaju umysłowych skamienielin.

A w końcu, w coraz rosnącej ilości malowideł, posągów, rzeźb, symbolów itp. posiadamy, im bliżej naszych czasów, tym jaśniejsze wskazówki, co człowiek uznawał za rzecz interesującą, godną pamiątki i oddania w sztuce. Pierwotny człowiek myślał prawdopodobnie tak jak dziecko: obrazami. Wywoływał on w sobie obrazy, bądź też one same pojawiały się w jego umyśle, a on postępował zgodnie z wrażeniami, jakie one w nim wywoływały. W taki sam sposób dziś zachowuje się dziecko lub człowiek niewykształcony. Systematyczne myślenie jest stosunkowo późnym wytworem ludzkiego doświadczenia; odgrywa ono wybitniejszą rolę dopiero od jakich trzech tysięcy lat.

A i dzisiaj tylko znikoma mniejszość ludzkości rzeczywiście panuje nad swymi myślami i wprowadza w nie pewien ład. Zresztą świat żyje po dawnemu wyobraźnią i namiętnościami. Prawdopodobnie najwcześniejsze społeczeństwa ludzkie, w początkach prawdziwej historii człowieka, były małymi zrzeszeniami rodzinnymi. Pierwsze plemiona powstały niewątpliwie w taki sam sposób jak stada i trzody ssaków: z rodzin trzymających się razem i rozmnażających się. Lecz zanim się to mogło stać, musiało nastąpić pewne ograniczenie pierwotnego egoizmu jednostki. Strach przed ojcem  i poszanowanie matki nie wygasało w wieku dojrzałym, a przyrodzona zazdrość starszych w gromadzie wobec dorastających młodych musiała ulec złagodzeniu. Z drugiej zaś strony matka była naturalnym doradcą i opiekunem młodego pokolenia. Ludzkie życie społeczne wyrosło na tle reakcji między surowym instynktem młodych dążących do życia samodzielnego a niebezpieczeństwami i niewygodami rozproszenia.

Genialny antropolog, Atkinson 10, wykazał w swym  Prawie pierwotnym,  ile ze zwyczajowego prawa dzikich (tabu — ten tak znamienny objaw  życia plemiennego) można złożyć na karb umysłowego przystosowania się potrzeb pierwotnego zwierzęcia ludzkiego do rozwijającego się  życia społecznego, a najnowsze dzieła psychoanalityków przyczyniły się znacznie do potwierdzenia tej interpretacji. Niektórzy badacze starają się nas zapewnić, że szacunek i lęk względem Starego i uczuciowa reakcja pierwotnego dzikusa w stosunku do starszej kobiety-opiekunki, wzmożona działalnością marzeń sennych i wzbogacona grą wyobraźni, odgrywała wielką rolę przy narodzinach pierwotnej religii oraz koncepcji bogów i bogiń. Do owego szacunku dla osób potężnych lub dobroczynnych przyłączył się jeszcze lęk, jaki budziły one po śmierci, ukazując się we śnie.

Łatwo było uwierzyć, że one nie umarły naprawdę, lecz zostały jedynie przeniesione w jakiś fantastyczny sposób na szczyty większej jeszcze potęgi. Marzenia senne, widzenia i strachy dziecka są bardziej żywe i rzeczywiste niż u współczesnego dorosłego mężczyzny, a człowiek pierwotny był czymś w rodzaju dziecka. Był również bliższy zwierząt i mogło mu się zdawać,  że one czują i zachowują się podobnie jak on. Mógł sobie z łatwością wyobrazić zwierzę jako pomocnika, wroga lub boga. Trzeba w sobie samym obudzić wyobraźnię dziecka, aby zrozumieć, jak ważne, znaczące, wróżebne lub przyjazne były dla człowieka z okresu kamiennego skały o dziwnych kształtach, kloce, niesamowicie wyrosłe drzewa itp. i jak na ich tle marzenie senne i fantazja mogły tworzyć legendy i opowieści, znajdujące wiarę z chwilą, gdy je opowiadano. Niektóre z tych opowieści godne były pamięci i  łatwe do powtarzania.

Kobiety opowiadały je dzieciom i w ten sposób ustalały tradycję. Po dziś dzień dzieci obdarzone  żywą wyobraźnią wymyślają długie historie, których bohaterem jest jakaś ulubiona lalka, zwierzę lub jakaś fantastyczna, na wpół ludzka istota; człowiek pierwotny postępował tak samo, a był jeszcze bardziej skłonny wierzyć w rzeczywiste istnienie swych bohaterów. Albowiem najwcześniejsi prawdziwi ludzie, jakich znamy, byli prawdopodobnie bardzo gadatliwi. Różnili się w tym względzie od neandertalczyków i stali od nich wyżej. Człowiek z Neandertalu był, zdaje się, niemym zwierzęciem. Oczywiście pierwotna mowa ludzka była prawdopodobnie nader szczupłym zbiorem nazw, który uzupełniano gestami i ruchami.

Nie ma tak dzikiego człowieka, który by nie miał pewnego rozumienia przyczyny i skutku. Ale człowiek pierwotny w sposób mało krytyczny ustanawiał związki przyczynowe; z łatwością łączył pewien skutek z czymś, co nie mogło być jego przyczyną. „Czynisz to i to — mówił — wskutek czego to i to powstaje”. Dajesz dziecku zatrutą gruszkę — i ono umiera. Zjadasz serce mężnego wroga i sam stajesz się silny. Oto dwa związki przyczynowe, z których jeden prawdziwy, drugi ałszywy. System przyczyn i skutków, tak jak się on przedstawia w umyśle dzikiego, nazywamy etyszyzmem; fetyszyzm jest po prostu wiedzą człowieka dzikiego. Różni się od wiedzy współczesnej przez to, że jest zupełnie bezkrytyczny i niesystematyczny, i stąd częściej fałszywy niż nasza wiedza.

W wielu wypadkach nie jest rzeczą trudną wyświetlić przyczynę i skutek, w wielu zaś innych doświadczenie poprawia błędne wnioski; lecz człowiek pierwotny widział mnóstwo rzeczy pierwszorzędnego znaczenia, których przyczyn szukał usilnie, a wyjaśniwszy je sobie w końcu, nie był w możności sprawdzić, czy są błędne, ponieważ fałszywość ich nie była dosyć widoczna. Rzeczą wielkiej wagi było dlań, aby polowanie wypadło pomyślnie, aby połów ryb był jak najbardziej obfity, i bez wątpienia wierzył w tysiączne czary, zaklęcia i znaki, które mogły prowadzić te upragnione skutki. Drugą wielką sprawą była dlań choroba i  śmierć. Zaraza przechodziła przez kraj i ludzie umierali. Choroba podcinała człowieka i on ginął, a niekiedy padał bez widomej przyczyny. To wszystko wprawiało popędliwy umysł człowieka pierwotnego w gorączkowe poruszenie. Sny lub fantastyczne domysły kazały mu oskarżać lub uciekać się o pomoc do człowieka, zwierzęcia lub przedmiotu. Miał on dziecinną skłonność do obaw i przestrachu.

Bardzo wcześnie w małej gromadzie ludzkiej znaleźli się ludzie starsi, o tęższym umyśle, podzielający te strachy i wytwory wyobraźni, ale nieco silniejsi od innych, którzy wznieśli się na stanowisko doradców, wiedzących i rozkazujących, co w danej okoliczności czynić należy. Pewne rzeczy uznawali za niepomyślne, inne za pożądane, rozróżniali znaki zapowiadające dobro lub zło. Znawca fetyszów, czarodziej-znachor, był pierwszym kapłanem. Nauczał, objaśniał sny, dawał przestrogi, wykonywał skomplikowane „hokus-pokus”, które miało przynosić szczęście lub odwracać klęskę. Religia pierwotna nie była tak dalece tym, co my dziś nazywamy religią, jak raczej zbiorem praktyk i obrzędów, i ów pierwszy kapłan głosił to, co było w istocie pierwotną praktyczną wiedzą pełną urojeń.  

Podobne prace

Do góry