Ocena brak

Moja ocena postepowania Zenona Ziembiewicza

Autor /adriana31 Dodano /12.03.2011

Zofia Nalkowska w "Granicy" przedstawila czlowieka jako istote zlozona i wieloplaszczyznowa. Przykladem tego moze byc osoba glównego bohatera Zenona Ziembiewicza. Ocena jego postepowania nie moze byc jednoznaczna, gdyz brak jest w powiesci wyraznych kryteriów wartosciowania czlowieka i jego czynów. Rózni ludzie róznie tez interpretuja czyny danej osoby, uzalezniajac ich ocene od osobistych doswiadczen, warunków i wyobrazen o swiecie. Dopiero suma tych ocen daje pelen obraz rzeczywistosci, obraz czlowieka takim, jakim on jest naprawde.

Zenon Ziembiewicz jest niezle wychowany, ambitny, rozsadny, inteligentny i pracowity. Posiada wspaniale idealy. Chce sie nie tylko uczyc, ale dzialac dla dobra calego spoleczenstwa, chce walczyc o postep zacofanego swiata. Caly czas dzwiga ze soba jakas spoleczna wizje, której warto sie poswiecic. Gdy nie znajduje srodków na dokonczenie nauki w Paryzu u rodziców, przyjmuje oferte pracy od redaktora pisma "Niwa" - Czechlinskiego. Do tego kroku popycha go sytuacja, lecz to nie sytuacja decyduje za czlowieka o jego losie i o drodze jaka zamierza kroczyc, to on sam jest odpowiedzialny za swoje czyny. Przyjecie tej pracy przez Zenona powoduje, ze zaciaga on u Czechlinskiego wielki dlug, którego nigdy nie uda mu sie splacic. Kiedy bohater podejmuje romans z Justyna Bogutówna, by po jej uwiedzeniu zwiazac sie z dziewczyna z "dobrego domu", nie uznaje tego czynu za obrzydliwy. "Sluchaj Elzbieto, nie powinnas patrzec na to tak, jak to wyglada. Powiesz co zechcesz - i tak bedzie, jak bedziesz chciala. Ale musisz to zrozumiec, ty wlasnie musisz, ze to nie jest takie pospolite, ze tam ona, a tutaj ty. Tak czesto bywa, ja wiem, ale to tylko pozór jest taki... A dno jest inne." W tym momencie Zenon, który tak krytycznie osadzal ojca, staje sie podobny do niego. Chce, aby, podobnie jak matka przebaczyla ojcu, Elzbieta przebaczyla jemu. Chce oczyscic w ten sposób swoje sumienie. Zenon, informujac Elzbiete o dwuznacznej sytuacji, mówiac jej prawde, nie chce oklamywac ukochanej osoby.

Byc moze jednak chce on tylko zrzucic z siebie ciezar odpowiedzialnosci i znalezc wspólnika, z którym móglby dzielic wine. Zenon, gdy zdaje sobie sprawe, ze za chwile erotycznych slabostek musi zaplacic rachunek nie stara sie uciec od odpowiedzialnosci, tylko pomaga Justynie. Daje jej pieniadze i mozliwosc zadecydowania w sprawie przerwania ciazy. Pieniadze jednakze "nie zalatwia sprawy", a mozliwosc decyzji jest wlasnie próba ucieczki od odpowiedzialnosci i koniecznosci wypowiedzenia sie, podjecia decyzji. Równiez po przerwaniu ciazy przez Justyne Zenon nie zostawia jej na lasce losu, chce jej pomóc i stara sie zalatwic dla niej prace. Wszystkie te czyny moga byc spowodowane odpowiedzialnoscia czlowieka, który zaluje za swój czyn, jak równie dobrze strachem, bawa szantazu ze strony dziewczyny. paradoksalne jest to, ze Zenon brnie w romans z Justyna z "dobroci serca". Pragnie on pomóc jej, po stracie matki, pocieszyc ja i wesprzec. Gdy przypomina sobie wydarzenia z Boleborzy, wedlug niego, to wlasnie Justyna doprowadzila do tego romansu, codziennie wychodzac na droge, gdy wracal z pola i poszukujac jego towarzystwa. "Posród tego wszystkiego odnajdywala sie ciagle Justyna, chociaz byl pewien, ze jej nie szuka. Byla w ogrodzie, w domu i na podwórzu. Gdy wracal z pól wieczorem, spotykal ja z dala od domu na swojej drodze." Te slowa moga byc prawda, lub tylko próba usprawiedliwienia sie. Ale Zenon nie jest przeciez zlym czlowiekiem. Chce zyc uczciwie i spora czesc jego dzialalnosci przynosi znakomite rezultaty: buduje domy robotnicze, remontuje koszarowe legowiska bezdomnych, porzadkuje wybrzeze nad rzeka, likwiduje takze dansing o zlej slawie, a w powstalym miejscu zaklada park z pijalnia mleka dla dzieci, kortami tenisowymi, placami do gry w koszykówke i siatkówke. W pewnym jednak nieuchwytnym momencie granica dobra i zla zostaje przekroczona. Zenon nagle dostrzega, ze elita rzadzaca wpedzila go w sidla, ze stal sie prominentem. Gdy dowiaduje sie od Elzbiety, ze przetrzymywani wiezniowie sa torturowani nie chce przyjac tych wiadomosci do siebie. "Jego swiadomosc organizowala sie blyskawicznie do obrony. Rzecz byla w tym, ze to nie moglo byc prawda. Rzecz byla w tym, zeby w to nie wierzyc, zeby na to nie przystac. Byle jakie slowa wystarczyly [...] Widziala jak przekonywal sam siebie, widziala jak szlo mu to jak z platka." Jako prezydent miasta jest on równiez wspólodpowiedzialny za masakre manifestujacych robotników, którzy wylegli na ulice. Na jego obrone moze przemawiac fakt, ze o rozkazie strzelania do robotników mogli zdecydowac starosta Czechlinski i ludzie z partii rzadzacej - osoby, od których Zenon byl zalezny juz od czasu, gdy zaczal pisywac artykuly do "Niwy". "W miescie zaczynano mówic, ze nakaz uzycia broni wydany zostal za sprawa Ziembiewicza. Istotnie, pierwsze strzaly padly owego wieczoru w chwile po jego przyjezdzie. Naprawde jednak sprawa zdecydowala sie juz przedtem, byla gotowa, zanim przyjechal. Jednego z tych dni Ziembiewicz mial z Czechlinskim gwaltowna scene. Gdy wychodzil z jego gabinetu, wozny slyszal te slowa: "Z jakiej to racji? Jak to? Teraz chcecie zwalic to na mnie." Zenon Ziembiewicz mial dobre intencje i chcial duzo dobrego zrobic dla spoleczenstwa i miasta, jednakze zyjemy wsród ludzi i to, czy naszym dzialaniem przynosimy im dobro, czy krzywde, jest wazniejsze od naszych intencji. Kazdy jest róznie oceniany przez rózne osoby i wszystkie te oceny w jakis sposób sa uzasadnione.

Nawet ocena wygladu zewnetrznego moze byc inna w zaleznosci od osoby, która ja wypowiada. "Jego powszechnie znana sylwetka, troche pochylona, [...] jego twarz o garbatym profilu i ascetycznie wydluzonej dolnej szczece, dla jednych przyjemna i nawet rasowa, dla innych jezuicka i nienawistna [...]". Zenona Ziembiewicza mozna potepiac za to, co zrobil Justynie, mozna go uczynic wspólodpowiedzialnym smierci robotników ale nie mozna zapominac o jego checi czynienia dobra, o zapale do pracy i o jego dzialalnosci na rzecz calego miasta. Nie mozemy go wiec ocenic jednoznacznie, nie mozemy powiedziec, ze byl dobry lub zly, "bialy" lub "czarny", gdyz zaleznie od miejsca w zyciu, od splotu okolicznosci kazdy z nas inaczej oceni tego samego czlowieka. "Jest sie takim, jak mysla ludzie, nie jak myslimy o sobie my sami, jest sie takim, jak miejsce w którym sie jest."

 

Do góry