Ocena brak

Mary BLANDY

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Mary Blandy urodziła się w 1720 roku w miejscowości Henley-on-Thames. Jej ojciec byłwziętym, i zamożnym adwokatem, ona sama zaś ładną i sympatyczną dziewczyną. Jeśli dodaćdo tego jeszcze, że jej posag wynosił około 10 tysięcy funtów, można było się spodziewać, że Mary szybko i korzystnie wyjdzie za mąż, gdy tylko osiągnie odpowiedni po temu wiek.

Tak się jednak nie stało. Kandydatów było wprawdzie wielu, wszyscy jednak zostaliodrzuceni i to nie przez Mary, która nie była chyba osobą kapryśną, lecz przez jej ojca.Mecenas Blandy miał bowiem, jak się zdaje, dość wygórowane ambicje, jeśli chodzi o karieręmałżeńską córki, co doprowadziło do tego, że ładna, miła i bogata Mary została starą panną:w tamtych czasach wiek 26 lat był już poważnie zaawansowany, a szansę na zamążpójściemalały z każdym dniem.

W tym właśnie momencie w życie Mary wkroczył nie byle kto, a mianowicie arystokrataWilliam Henry Cranstoun, piąty syn szkockiego para. Chlubił się koneksjami z najlepszymirodzinami Anglii, lecz była to chyba jego jedyna zaleta. Nie był przystojny, był niski,piegowaty i niezgrabny. Nie grzeszył również zamożnością, był poważnie zadłużony, aponieważ w kolejce do tytułu i majątku wyprzedzało go czterech starszych braci, nie miałnajlepszych widoków na przyszłość.Mary jednak zakochała się w nim natychmiast, zmęczona być może tak długimwyczekiwaniem na męża. Polubiła go także ogromnie matka dziewczyny i dzięki jej protekcjispędził sześć miesięcy w domu państwa Blandy w Henie, co było dlań niewątpliwie korzystneze względów finansowych.

Ojciec Mary odnosił się do konkurenta dość życzliwie, dopóki nie dotarła do jego uszuwiadomość, skrzętnie dotychczas ukrywana, o pewnej drobnej przeszkodzie,uniemożliwiającej jego małżeństwo z Mary: Cranstoun był już żonaty. Wprawdzie od dawnanie żył z żoną i rozpowiadał, że była tylko jego kochanką, lecz z prawnego punktu widzeniajego stan cywilny nie ulegał wątpliwości. Porzucona pani Cranstoun wystąpiła wreszcie do sądu przeciwko swemu mężowi i wygrała sprawę, zyskując jeśli nie pieniądze na utrzymanie,to przynajmniej nadzieję na ich zdobycie.Przy okazji historia małżeństwa Cranstouna zyskała rozgłos, a gdy pan Blandydowiedział się o niej, chciał wyrzucić oszukańczego konkurenta ze swego domu.

Powstrzymały go jednak Mary i jej matka, które nie straciły wiary w uczciwość zamiarów ichlokatora. W dodatku pani Blandy wkrótce potem ciężko zachorowała, co okazało sięokolicznością szczęśliwą dla Cranstouna, gdyż domagała się jego nieustannej obecności przyswym łożu. Tak więc, mimo niechęci teścia in spe, kandydat do ręki Mary zapewnił sobiewikt i opierunek na następne pół roku.Niestety, w 1749 roku pani Blandy zmarła (nie ma żadnych powodów, by przypuszczać,że jej śmierć nie została spowodowana przyczynami naturalnymi) i wtedy dopiero pan Blandyzaczął otwarcie okazywać Cranstounowi swą niechęć. Wkrótce też niefortunny kandydat namęża Mary zmuszony był opuścić domu w Henley. Nie został jednak wygnany przezkrewkiego adwokata, lecz aresztowany, gdyż nie płacił alimentów swej żonie.Zwolniono go wkrótce, ale do Henley już nie powrócił. Odwiedzał jednak często„narzeczoną”, a spotykali się na ogół potajemnie, by uniknąć gniewu pana Blandy.

Podczas jednego z tych spotkań Cranstoun opowiewiedział Mary o proszku miłosnym, jaki umiałprzyrządzać pewien szkocki zielarz. Proszek ten miał wpłynąć na pana Blandy, by ten odnosiłsię bardziej przyjaźnie do ukochanego córki. Mary wsypała nieco proszku do herbaty ojca,który rzeczywiście stał się jakby bardziej życzliwy wobec Cranstouna. Ta cudowna zmiananie trwała jednak długo.Mniej więcej w tym samym czasie Mary odkryła, że Cranstoun utrzymuje w Londyniekochankę. Wydaje się, że nieszczęsna panna Blandy była osobą wyjątkowo łagodną i potulną,gdyż natychmiast wybaczyła narzeczonemu również i to, gdy tylko zapewnił ją, że bez zwłokizerwie tę znajomość. Nie sprawdzała nawet, czy rzeczywiście tak zrobił.

Ujawnienie jego londyńskich uciech musiało widać zdenerwować Cranstouna, gdyżstanowiło kolejną przeszkodę w zdobyciu ręki – i posagu – Mary Blandy. Winiąc za sweniepowodzenia przede wszystkim, a może wyłącznie pana Blandy, który teraz szalał zwściekłości na samą wzmiankę o nim, Cranstoun zaczął namawiać Mary, by otruła ojca.Możliwe zresztą, że sam zaczął przysyłać jej truciznę, twierdząc, że jest to kolejna porcja„proszku miłosnego”. To ostatnie tłumaczenie wydaje się bardziej prawdopodobne, gdyż napodstawie tego, co wiemy o charakterze Mary, trudno przypuszczać, by z premedytacjąpodawała ojcu truciznę. Dalsze wypadki zdają się jednak wskazywać, że w którymśmomencie zorientowała się, jakie działanie ma czarodziejski proszek i bynajmniej niepowstrzymało jej to przed stosowaniem go.Trucizna przybyła wraz ze sznurem korali, w pudełeczku z napisem „Proszek doczyszczenia korali”. Był to czerwiec 1751 roku. Wkrótce pan Blandy zaczął chorować.

Na nieszczęście dla Mary trucie ojca nie szło gładko. Można sądzić, że głównym tegopowodem była jej wyjątkowa nieudolność w roli trucicielki. Oto kilka przykładów.Pewnego dnia pan Blandy wypił zaledwie pół szklanki herbaty zawierającej truciznę.Resztę wypił służący, który poważnie się rozchorował. Truciciel znający się na rzeczyzadbałby o to, by nie zdarzały się takie przypadki. O jeszcze większej nieostrożności Maryświadczy sprawa z owsianką. Pan Blandy miał poważny nawrót choroby po zjedzeniu kilkułyżek zupy. I tym razem Mary nie przedsięwzięła oczywistego środka ostrożności, jakimbyłoby wylanie pozostałej owsianki.

Na zawartość talerza połakomiła się z kolei kucharka iwkrótce również zwijała się w bólach. Wreszcie pokojówka Susan nabrała podejrzeń, że zupabyła zatruta. Talerz z resztką owsianki na dnie stał ciągle w kuchni! Susan zjadła parę łyżek,po których chorowała kilka dni. Gdy nieco wydobrzała, zaniosła talerz wraz z resztkami doapteki, gdzie przeprowadzono analizę. Otrzymawszy wyniki, poinformowała w tajemnicypana Blandy, że córka usiłuje go otruć. Zdołała nawet zauważyć, jak Mary wsypywała coś doposiłku.Pan Blandy przyjął tę hiobową wieść nadspodziewanie dobrze, ale wkrótce dał córce dozrozumienia, że ją podejrzewa. Mary wpadła w panikę. Pobiegła do kuchni, niosąc wszystkielisty od Cranstouna oraz resztkę „miłosnego proszku” i na oczach kucharki wrzuciła towszystko do ognia. Nie poczekała jednak, aż ogień strawi dowody winy. Po jej wyjściukucharka wydobyła z płomieni nienaruszone pudełeczko z trucizną.

Tymczasem stan pana Blandy pogarszał się gwałtownie. Wezwano lekarza z Reading,który zbadawszy chorego, natychmiast wygłosił opinię, że chodzi tu o otrucie.Poinformowany o sytuacji przez uczynną i również poszkodowaną służbę, przeprowadził zMary poważną rozmowę, ostrzegając ją, że jeśli ojciec umrze, sytuacja jej będzie co najmniejniejasna. Mary wpadła w jeszcze większą panikę, a to, co zrobiła, świadczy o jejniewiarygodnej głupocie. Napisała mianowicie do Cranstouna, ostrzegając go i prosząc, byspalił wszystkie jej listy, stanowiące niezaprzeczalne dowody jej winy.

Opisała przy tymsytuację, w jakiej się znalazła, tak otwarcie. Cóż jednak nastąpiło dalej? Otóż Mary, zamiastpofatygować się osobiście na pocztę, by wysłać list, dała go komuś ze służby. Zbrodnia Marybyła, oczywiście, już od dłuższego czasu głównym tematem dyskutowanym w pokojach dlasłużby, tak że nawet najnędzniejszy parobek doskonale znał wszystkie szczegóły. Nic więcdziwnego, że list Mary nigdy nie dotarł do Cranstouna, a nawet na pocztę. Służący, niewiedząc, do kogo powinien się udać, odniósł go aptekarzowi, który badał najpierw resztkiowsianki, a potem proszek uratowany przez kucharkę z płomieni. Stwierdził w obu próbkachzawartość dużej dawki arszeniku, co zgadzało się z opinią specjalisty z Reading.

Jak można sądzić ze stosunku pana Blandy do córki, był on człowiekiem zarozumiałym,egoistą i głupcem. Jednakże ostatnie chwile życia w znacznym stopniu go rehabilitują.Wezwał mianowicie Mary, powiedział jej, że wie o truciźnie i wybacza, ostrzegając jedynie, by miała się na baczności przed Cranstounem. Wkrótce potem, w środę 14 sierpnia 1751 roku, zmarł.

Mary Blandy została aresztowana pod zarzutem spowodowania jego śmierci przez otruciearszenikiem. Jakby dopiero teraz pojęła, co się stało, usiłowała bronić się, zrzucając winę naCranstouna, co jednak nie udało się, choć wielu wierzyło w jej niewinność. Stanęła przedsądem przysięgłych w Oxford.

Prokurator wezwał na świadków dwie służące, których zeznania poważnie obciążyłyMary, lecz wywołały przeciwny od zamierzonego skutek w postaci gwałtownego wzrostusympatii do oskarżonej wśród przysięgłych i publiczności. Obie bowiem wykazywały takwiele niechęci i złośliwości wobec Mary, że ze współczuciem rozważano, jak strasznemusiało być jej życie wśród osób tak nieżyczliwych.

Obrona powołała szereg świadków, którzy opowiadali o łagodności Mary i o jejserdecznych stosunkach z ojcem. Sama oskarżona utrzymywała, że do końca byłaprzekonana, iż podaje ojcu „proszek miłosny”, mający na celu zmianę jego stosunku do Cranstouna. Przysięgli nie dali jednak wiary temu twierdzeniu i po pięciominutowej naradziejednogłośnie uznali Mary winną zarzucanego jej czynu. Nieudolna trucicielka została skazanana śmierć i stracona w 1752 roku.

Drugi główny bohater tej sprawy, William Cranstoun, zdołał zbiec za granicę przedrozpoczęciem procesu. Zmarł wkrótce potem w nędzy.

Warto jeszcze wspomnieć, że podczas rozprawy wyszło na jaw, iż cały majątek panaBlandy wynosił zaledwie 4 tysiące funtów, zaś owe 10 tysięcy, które miała otrzymać Mary wposagu, było tworem wyobraźni jej ojca, czy też może sposobem zwabienia odpowiedniegokandydata na męża.

Podobne prace

Do góry