Ocena brak

Margaret ALLEN

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Zmasakrowane zwłoki pani Nancy Ellen Chadwick, 68-letniej niesympatycznejdziwaczki o nie najlepszej opinii w okolicy, znalezione zostały 29 sierpnia 1949 roku przygłównej ulicy w Rawtenstall w hrabstwie Lancashire. Początkowo policja przypuszczała, żema do czynienia z ofiarą potrącenia, wydano nawet stosowny komunikat, mający na celuzatrzymanie zbiegłego z miejsca wypadku kierowcy: „Ktokolwiek widział...” Wersja taszybko jednak upadła.

Gdy tylko zwłoki znalazły się na stole sekcyjnym, lekarz sądowy stwierdził ponadwszelką wątpliwość, że rany na głowie starszej pani oraz wgniecenia czaszki powstały wwyniku uderzeń młotkiem.W pobliżu miejsca znalezienia zwłok stał mały, zaniedbany domek. Mieszkała w nimMargaret Allen, osoba znana ze swych skłonności lesbijskich i – jakbyśmy dziś powiedzieli –zdecydowanie nieprzystosowana społecznie. Pracowała kiedyś jako konduktorka autobusowa,rzuciła jednak pracę, by przesiadywać w miejscowym pubie. Z czego żyła, tego nawetwścibskie okoliczne gospodynie nie wiedziały. Pani Allen miała 42 lata, nosiła krótko, pomęsku obcięte włosy i męskie garnitury, twierdząc, iż poddała się operacji zmiany płci. Jakujawniono w czasie rozprawy, nie było to prawdą.

Zapewne i bez udziału samej Margaret Allen podejrzenia padłyby właśnie na nią, bowiempanią Chadwick widziano ostatni raz idącą w kierunku jej domku. Trzeba jednak stwierdzić,że pani Allen robiła wszystko, co tylko mogła, by prowadzący, dochodzenie zwrócili na niąuwagę. Tego typu przestępcy znani są policji wszystkich krajów. Jakby nie mogli zadowolićsię popełnieniem czynu karalnego, starają się uczestniczyć w dochodzeniu, wysuwają coraz tonowe teorie, nie przejmując się, że niektóre z nich obciążają ich samych; nie odchodzą ani nakrok od prowadzących śledztwo.

Tak właśnie zachowywała się Margaret Allen. Siedziała w gospodzie, udzielając zwyraźną lubością niekończących się wywiadów tłumom reporterów, piła dużo (i to za własne pieniądze) oraz dzieliła się teoriami na temat zbrodni z każdym, kto tylko zechciał jąwysłuchać, w tym również z policją.

– Ta stara wariatka siedziała na ławeczce przy drodze i liczyła pieniądze – mówiła. – Jakktoś jest tak nieostrożny, nie powinien spodziewać się lepszego losu – powtarzała z mściwąsatysfakcją.

Zamordowana znana była istotnie ze swego dziwacznego zwyczaju: będąc osobązamożną, nosiła duże sumy przy sobie i od czasu do czasu przeliczała pieniądze publicznie,jakby nie mogąc się nimi dość nacieszyć lub też sprawdzając, czy ani jeden banknot niezginął. Należy podziwiać uczciwość mieszkańców Rawtenstall, wśród których przez długielata nie znalazł się nikt, kto połakomiłby się na łatwy zarobek.

Margaret Allen nie zadowoliła się rozmowami w gospodzie. W pewnym momencie, wdwa dni po zabójstwie, przybiegła podniecona na posterunek policji, zawiadamiając, że„znalazła” torebkę zamordowanej. Zaprowadziła konstabla na brzeg rzeki Irwell,przepływającej tuż za jej domkiem, i długo wskazywała miejsce, nim ten wreszcie jezauważył. Torebka była praktycznie niewidoczna, leżała przy brzegu na dnie, przysłoniętaszuwarami. Wydobyta z wody, okazała się pusta, wyjaśniając tym samym prawdopodobnymotyw zabójstwa pani Chadwick – rabunek.Dziwne zainteresowanie przestępstwem, okazywane przez Margaret Allen, wzbudzałocoraz większe podejrzenia policji. Wzrosły one jeszcze po znalezieniu torebki: po pierwsze,leżała ona tuż za domkiem pani Allen, po drugie zaś, tak trudno było ją znaleźć, że policjasłusznie uznała, iż tylko człowiek, który ją tam wrzucił i w związku z tym wiedział, gdzie jejszukać, mógłby ją zauważyć wśród szuwarów.

31 sierpnia Margaret Allen została przesłuchana w charakterze świadka. Funkcjonariuszeliczyli może, że sama się przyzna. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Oprócz niezdrowegozainteresowania sprawą, kobieta nie ujawniła żadnych nowych szczegółów. Następnego dnia,1 września, wydano nakaz rewizji jej domku.Podczas przeszukania odkryto, czy może raczej zauważono, gdyż Margaret Allen nieuczyniła nic, by je ukryć, świeże plamy krwi w pobliżu drzwi do piwnicy. Gdy policjanciskierowali się w dół, kobieta nagle krzyknęła:

– Słuchajcie, zaraz wam wszystko opowiem! Tam ją schowałam... - i wskazała ręką napiwnicę, gdzie przechowywany był węgiel. Czy jej przyznanie się było wynikiem tej samejbrawury, jaką i wcześniej było widać w jej postępowaniu, czy też przekonania, że nie zdołajuż umknąć sprawiedliwości – nie wiadomo.

W piwnicy znaleziono dalsze plamy krwi. Po zbadaniu okazało się, że pochodzą one oddwóch osób, najprawdopodobniej zarówno Margaret Allen, jak i jej ofiary, sądząc po grupachkrwi. Policja zabezpieczyła też włos pani Chadwick, znaleziony w węglu.Bezpośrednio po tym Margaret Allen złożyła wyczerpujące zeznanie, opowiadającszczegółowo i jakby z satysfakcją przebieg zajścia.

Wracając do domu z pubu spotkała w pobliżu panią Chadwick. Rozmawiając, doszły ażdo domu sprawczyni.

– Ona uparła się, żeby wejść do środka – opowiadała Margaret Allen, zachłystując sięsłowami z pośpiechu.

– Byłam w takim dziwnym nastroju, nie chciałam jej wpuścić, czułam,że może się wydarzyć coś złego. Ale nie mogłam jej odwieść od tego zamiaru. Weszła dokuchni. Przypadkiem spojrzałam wokoło i nagle zobaczyłam młotek...

Morderczyni twierdziła, że pierwszy cios zadała ulegając „nastrojowi chwili”, nie zdającsobie sprawy z tego, co czyni.

– Ona krzyknęła i to mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Uderzyłam jeszcze kilka razy;nie pamiętam już, ile...

Następnie ukryła zwłoki w piwnicy pod warstwą węgla, nie dbając nawet o to, by byłycałkowicie przykryte. Wyjąwszy pieniądze z torebki, wyszła na brzeg rzeki, nie zadając sobietrudu, by odejść nieco dalej od własnego domu, i wyrzuciła torebkę. Gdy zapadł zmrok, miałajuż gotowy plan pozbycia się zwłok. Wyciągnęła je spod węgla, wyniosła na ulicę i tamzostawiła. Była kobietą silną, niemal męskiej budowy, więc nie sprawiło jej to zbyt wielkiegotrudu. Mogła ciało przenieść dalej od swego domu, ale, jak powiedziała, „nie pomyślała otym”.

Podczas rozprawy powszechne zainteresowanie wzbudziły zeznania niejakiej AnnieCook, uważanej za jedyną przyjaciółkę morderczyni. Rodzina państwa Cook uchodziła za„przyzwoitą” i kontakty jej z Margaret Allen budziły zdumienie w okolicy. Wydaje sięjednak, że pani Cook rzeczywiście lubiła Margaret. Spytana o niedawny urlop, który spędziłyrazem, pani Cook wyznała ze wstydem, że przyjaciółka poczyniła jej „pewne propozycje”,które zostały natychmiast odrzucone. Nie zmieniło to jednak serdecznego wzajemnegostosunku obu kobiet do siebie.Pani Cook, zgodnie z linią obrony, która usiłowała dowieść niepoczytalności oskarżonej,mówiła o częstych stanach depresji, bólach głowy i próbie otrucia się gazem, podjętejniedawno przez Margaret Allen. Ława przysięgłych odrzuciła jednak sugestie obrony.Wydany został wyrok śmierci przez powieszenie.

O prawdziwej sympatii, jaką darzyła rodzina Cook morderczynię, świadczyć możedodatkowo fakt zorganizowania przez nią akcji zbierania podpisów pod petycją ouniewinnienie, która następnie została wystosowana do sądu. Można przypuszczać, żezbierając podpisy, pani Cook naraziła się w imię przyjaźni na niepochlebne reakcje opiniipublicznej, skoro na 28 tysięcy mieszkańców Rawtenstall petycję podpisało zaledwie stoosób. Petycja została jednakże odrzucona, a wyrok utrzymany w mocy. Margaret Allen miałabyć pierwszą od dwunastu lat kobietą, wobec której wykonano w Anglii wyrok śmierci.

W aktach sprawy znajduje się notatka naczelnika więzienia o przebiegu wykonaniawyroku. Z odcieniem oburzenia stwierdza się w niej, że skazana do ostatniej chwili nieokazała należytej skruchy i nawet w obliczu śmierci zachowywała się w sposób wskazujący na jej zły charakter. Przewróciła mianowicie kopniakiem tacę z ostatnim śniadaniem (naktóre, co zresztą zrozumiałe, nie miała specjalnej ochoty), mruknąwszy:

– Przynajmniej nikt inny nie będzie mógł już tego zjeść...

Podobne prace

Do góry