Ocena brak

Marcin Bielski

Autor /Saleta Dodano /20.09.2012

Zasługi około utrwalenia języka ojczystego w literaturze dzieli z Rejem ziemianin i rycerz, szlachcic sieradzki Marcin Bielski (1495-1575). Nie posiadał on ani wybitnego talentu, ani tej łatwości pisania, co Rej, ale przepadając za książkami, usilną pracą nabył więcej wiadomości i wyrobił sobie głębszy pogląd na życie: Rej głosił, że «pismo niepotrzebna zabawa», że człowiek powinien dążyć jedynie do cnoty; Bielski uczył, że «ludzie bez pisma na świecie żyli nie inaczej, jedno jako niemy dobytek, co jedno brzuchowi folguje»; rozumiał, że człowiekowi nieoświeconemu trudno być cnotliwym, bo nie będzie wiedział, jak dążyć do cnoty, źc nauka to jeden z największych skarbów na świecie, bo rozwijając i wzbogacając umysł uczy człowieka, jak ma żyć, daje mu nie tylko cnotę, ale i dobrą sławę, i szczęście. Otóż to przekonanie usiłował wpoić w swoich czytelników, pragnął oświecać i kształcić społeczeństwo polskie i jeszcze na lat kilka przed wystąpieniem Reja przełożył z języka czeskiego książkę o życiu, nauce i cnocie starożytnych mędrców (Talesa, Solona, Likurga, Cycerona, Seneki i innych) pt. Żywoty filozof ów (1535) -w tym celu, aby z jednej strony przyczynić się do «rozmnożenia języka polskiego^ którym «przedtem dla trudności jego niewiele pisano», a z drugiej, aby pokazać czytelnikom, że od nauki «nie może być wymyślono więtsze dobrodziejstwo)).

Za najszlachetniejszą zaś i najpożyteczniejszą ze wszystkich nauk poczytywał historię: «Historyje są nauką żywota, jako obrazy albo świece sprawam ludzkim w umyśle świecąc, ostrzegając nas od przygód złych, a ku dobrym przykładnie wiodąc, aby tym każdy ostrożniejszy był, karząc sie ludzką przygodą, abowiem snadniej sie każdemu obaczyć z kogo inego niżli sam z siebie.» Tymczasem literatura polska nie posiadała książki o dziejach powszechnych; więc Bielski pragnąc, jak mówi, «braciej swej miłej uszy ich, żądościwe dziejów zacnych rozmaitych, czytaniem tym napełnić», postanowił ją napisać; wziął się gorliwie da pracy, przeczytał całe mnóstwo podręczników i pism historycznych, napisanych po łacinie przez uczonych Niemców i Włochów, oraz kilka książek czeskich i ułożył z nich wielką Kronikę wszytkiego świata (1551), którą czytano tak chciwie, że już po trzech latach trzeba ją było wydać po raz drugi, a w lat dziesięć po wydaniu drugim ukazało się trzecie: Kronika, to jest Historyja świata, z rozmaitych historyków tak w świętym Piśmie krześcijańskim, żydowskim, jako i pogańskim wybierana i na polski język wypisana dostateczniej niż pierwej, z przydanim wiele rzeczy nowych od początku świata aż do tego roku, który sie pisze 1564. Było tu co czytać: opowiedział Bielski historię narodów starożytnych od początku świata, a więc Żydów, Asyryjczyków, Babiloń-czyków, Persów, Greków, Rzymian; historię średniowieczną, zarówno kościelną, jak świecką; dzieje nowsze Europy zachodniej w epoce reformacji (której Bielski był gorliwym zwolennikiem); nie dosyć na tym: osobne rozdziały poświęcił historii Turcji, Czech, Węgier, Rusi; wyłożył «kosmografię» (to jest geografię) powszechną opisując szczegółowo rozmaite osobliwości świata, a jeszcze obszerniej opowiedział «o wyspach morskich, nowo nalezionych, które mogą być rzeczone świat nowy», to jest o odkryciu Ameryki. Przy końcu zaś opisał wcale szczegółowo... sąd ostateczny!

Wartości naukowej Kronika świata nie ma: przecie Bielski, chociaż ciągle czytał i czytał, nie był uczonym i nie posiadał umysłu krytycznego, nie umiał odróżnić prawdy od nieprawdy; zdawało mu się, że wszystko, co wydrukowane, jest prawdą, w najlepszej więc wierze powtarza za innymi, że na przykład Aleksander Macedoński «wpuszczał sie w morze w szklanej skrzyni, chcąc widzieć morską głę-bokość»; że «Jowisz pięćkroć razów świat obszedł i umarł na wyspie Krecie»; że w Arabii mieszka ptak feniks, «który gdy przydzie ku sześciset i sześcidziesiąt lat, starzeje sie, uczyni sobie gniazdo z mirry, kadzidła, różdżek, położy sie na tym i obumrze», a potem «ożywie, jako chrobaczek będzie napirwej, potem jako gołą-bek», a potem «jako orzeł»; są też-opowiada Bielski - różne dziwne narody, na przykład: «Satyry, ludzie leśni, w górach albo niewielkich lesiech bywają, nago chodzą, a z zwierzem żyją, kosmaci, mowy żadnej nie mają, tylko jako małpy krzy-kają... Astromi w Indyjej są, nie mając żadnych ust, nie jedzą ani piją, tylko przez nos dychaniem żywą... Neury [u Tatarów] na czas pewien w wilki sie zamieniają» itp. Nie umiał także Bielski rozróżniać wypadków ważnych od nieważnych i często daleko więcej miejsca poświęca anegdotom niż ważnym faktom historycznym. A pomimo to wszystko jego Kronika świata była w swoim czasie dziełem wielce pożytecznym, jako pierwszy obszerny podręcznik historii powszechnej napisany po polsku, z którego więc o tym, co się działo na szerokim świecie, mogli się dowiedzieć ci nawet, którzy nie umieli po łacinie.

Osobną część Kroniki świata poświęcił Bielski dziejom Polski, która-jak pięknie powiada - mas wszech, Polaki, w swej ziemi chowa, żywi, ćwiczy». I tutaj nie jest historykiem samodzielnym: głównym źródłem jego wiadomości jest kronika Miechowity; samodzielnie opowiedział tylko o kilku wypadkach z ostatnich lat panowania Zygmunta Starego, na przykład o bitwie z Wołochami pod Oberty-nem w roku 1531 (w której sam walczył w szeregach hetmana Tarnowskiego), oraz opisał szczegółowo pogrzeb królewski. Pomimo to i kronika Polski jest dziełem ważnym, jako pierwsza historia ojczysta napisana w ojczystym języku.

O CYGANIECH TUŁACZACH.

Lata od narodzenia Pańskiego 1417 najpierwej sie rodzaj cygański u nas i w Niemczech ukazał, lud próżnujący, chytry, tajemny, plugawy, dziki, czarny, wiary ani postanowienia nie mając: gdzie sie przywloką, tam wiarę trzymają, aby im dawano; mowę sobie zmyślili ku kradzieży godną, aby nikt nie rozumiał, jedno sami sobie; stądże są misterni złodzieje, zwłaszcza żony ich, z których kradzieży mężowie żywą; aby k temu lepszy przystęp miały, praktykują białym głowam prostym, leda co mówiąc, i gdy sie nabarziej zapatrzy na nię, wtenczas lekką ręką wybierze, cokolwiek najdzie w mieszku, jedną ręką, a drugą kreślą po ręku; przeto w płachowiskach chodzą, aby pod nie snadniej ręce kryła, gdy sie jej co trafi ukraść. Sami też mężowie rozmaitym szyderstwem się obchodzą: końmi frymarczą, miedź pozłociwszy, żelazo pośrebrzywszy przedają, mynicę kują, wytrychy złodziejom czynią i rozmaite igrzyska wymyślają, aby tym prace uszli, a nic nigdy nie robili ani służyli; z dziećmi swymi włóczą się od miast do miast, od wsi do wsi po wszytkich krainach świata, niedługo na miejscu trwając, aby sie kradzieżą barzo jednym nie oprzykrzeli, a zasię w rok na ty miejsca swoje rozdzielone z rotami swymi przychodzą, bo oni cudze królestwa miedzy się rozdzielili, mieniąc to swoje być, a gdzie by jedna rota drugą najechała, czynią o to z sobą i porażają sie okrutnie sami o to. W cudzych ziemiach katy bywają, jako w Turcech i indziej, i na szpiegi jeżdżą do nieprzyjacielskich krain. Powiedają ci matacze u nas, aby to pokutowali, włócząc sie po rozmaitych krainach, iż byli odstąpili wiary krześcijańskiej, a na mahometową przystali; a w Turcech takież, iż się byli obrócili na krześci-jańską wiarę. Powiedają też u nas, że im Turcy zamknęli drogę do ich krainy, to jest do małego Egiptu, iż ich wiary nie trzymamy; a gdy go spyta, gdzie jest Egipt mały, będzie plótł, sam nie wie co, jako ten, który tam jako żyw nie był ani wie, skąd się wziął; bo sie tu porodziło to łotrostwo u nas i jest naszych dosyć miedzy imi łotrów, co też chronią się robót, aby sie im tak zdało poczciwiej kraść, którzy sobie twarzy poczernili i włosy tym obyczajem: nabrawszy śnieci jęczmiennej, zbije ją z żółcią wołową, przyczyniwszy trochę oliwy, a tym sie mażą na każdy miesiąc, a tymże gryzienia od wszy i pcheł uchodzi: a na iną nędzę nie dba, kiedy by nie robił. Do której krainy przydą, pilnie sie mowy uczą dla pożywienia. Wyszli oni napierwej z przodków swych z Afryki przed głodem z krainy Cyrenajki; przeto mają być wezwani Cyrani, a nie Cygani. Ztej Cyreny był on Symon, co za Panem Jezusem niósł krzyż przed Jeruzalem, na górę Kalwaryją. Mają listy niektórzy z nich cesarza Zygmunta, aby byli wolni w krainach krześcijańskich; ale jako mówią, niczemny król niczemnym ludziom wolność daje ku skazie rzeczy pospolitej, bo oni inszą sie rzeczą nie żywią, jedno kradzieżą. I jest to z podziwieniem każdego mądrego człowieka, czemu ty łotry wpuszczają do ziemie na granicach, czego by mieli pilnie starostowie doględać, bo ci łotrowie wiele dobrych ludzi zamordowali potajemnie, łupiąc i wydzierając ludzkie prace, tak w nocy, jako we dnie, swobodnie, bez żadnej pomsty, gdzie wiele ubogich ludzi, prostych kmieci, przez nie wzięło wielką szkodę i strzegąc sie ich każdej godziny, nieprześpieczni są w nocy na gardlech i na statkach swoich, gdy je w ziemi czują.

O FAŁSZYWYM CHRYSTUSIE.

Na początku panowania króla Zygmunta [Starego] niektórzy ziemianie i mieszczanie, jako Piotr Zatorski z Krakowa i Jakub Mielsztyński, wójt z Brzezin, i drudzy, których było w liczbie trzynaście, wybrali miedzy sobą Krystusa i dwunastu apostołów, chodzili po wsiach każąc i cuda czynili kuglarskim obyczajem, to jest skrzysali umarłe na zmowie, ryby łowili w kałuży na rozkazanie Krystusowo, wsadziwszy je tam pirwej, takież i chleby w piec miotali, a zasię w imię Krystusa wybierali z podziwieniem ludzi, których za nimi wiele chodziło. Gdy do Śląska szli, wstąpili do Częstochowej... Nie znano ich jeszcze. Uczynili Judasza opsesem, który nakładł sobie w zanadrze kamyczków za koszulę od gołego ciała, a z wierzchu miał z sukniej lankę dwoistą, do której mógł włożyć, co trzeba, jako do kalety5. Wiedli tedy drudzy onego opsesa do ołtarza, aby sie ofiarował, a potem miał z niego mnich czarta wyganiać. Opierał się opses rzekomo, nie chciał do obraza, a gdy go gwałtem przywiedli, rzucił sie na ofiarę, wydarszy sie im z ręki, brał na ołtarzu pieniądze, a kładł do sowitej? suknie, ostatek zrzucił z ołtarza. Mnich, co miał mszą, uciekł od ołtarza, dał widzenie drugim mnichom, którzy gdy przyszli, odpasali go, mając za to, aby w zanadra kładł pieniądze. Wypadły tedy ony kamyczki, których był za koszulę nakładł, a pieniądze zostały miedzy sukniami. Mniszy, zasmuceni, mając za to, aby to czart przemienił z pieniędzy kamienie, mówili długo modlitwy i egzorcyzmy nad kamykami, aby sie zstały pieniądzmi, jako pierwej były. Gdy sie kamyczki nie chciały odmienić, uderzył mnich agendę8 o ziemię, rzekł: «Jeszcze na nas tak chytry czart nie przychodził jako ten; pódźcie z nim ku wszytkim czartom, aby go osiedli: życzylibyśmy mu tego za swoję szko-dę.» Wyszli precz z kościoła z pieniądzmi. Chodził opses po gospodach, gdzie mięso ujrzał, tedy je brał, zrywał pieczenie z rożnów a ciskał na swoje apostoły, a oni jedli a żegnali sie z drugimi ludźmi. A tak sie żywili, gdyż swojej kuchniej nie mieli. Gdy było w Śląsku, przyszli do jednej ziemianki na wsi, rzekli jej: «Pani szlachetna! Nawiedza cie Krystus z apostoły swymi, ofiaruj sie im.» Rzekła: «Nie mam męża doma, przeto mi sie nie godzi samej.» Rzekli: «Masz jakie obrusy albo prześcieradła ku poświęceniu?»Rzekła: «Mam.» A gdy ukazała jedno, wyjąwszy je z skrzynie, rzekli: «To my z sobą weźmiemy, abyć sie przędziwo rodziło; ukaż drugie!» Rzekła: «Nie dam go wam, bo nie śmiem przed mężem.» A tak oni zawinęli żagwie1 kęs z ogniem w ono prześcieradło, dali jej zasię. Włożyli w skrzynię. Gdy to tam tlało, zapaliła sie skrzynia, a od skrzynie dom. Mąż przyjechał, dom zgorzał. Powiedziała przyczynę, «iżem niewdzięcznie przyjęła Krystusa z apostołami jego, przeto na mie tę plagę przypuściła Rzekł mąż: «Łotr ci to jakiś był, a nie Krystus.» Pytał drugich sąsiad: «Gdzie sie obrócili?» Powiedzieli: «Ku Polszcze.» Zebrali sie wszyscy, szli po nich. Obaczył Krystus, rzekł swoim: «Pietrze, już sie moja męka przybliża.» Piotr rzekł: «I moja też z tobą, Panie!» Rzekł Krystus: «Pietrze, nielzać mnie, jedno oknem.» Rzekł Piotr: «Panie, ja ciebie nie stanę, pókim żyw.» A gdy je chłopi oskoczyli w jednym domu, dotłu-kli im kijem w okniech. Wrócili sie z guzy do domów, dalej nie chcieli chodzić po tej świąci, mówiąc: «Trudno nam wytrzymać Krystusową mękę i apostolskie przygody.» Klął je biskup o to, ale mu powiedzieli, iż już za to ciężką pokutę przyjęli, gdy im kijem doprano: «Przeto prosim o rozgrzesze-nie.» I byli rozgrzeszeni, a polepszyli sie.

Tegoć w żadnych kronikach nie masz, tylkom to słuchał od ojca swego, który wszytki dobrze znał i widał, co czynili. Aleć tego więcej było, niżli tu piszę: z dawna frantowie na świecie!

ŚMIERĆ I POGRZEB ZYGMUNTA STAREGO.

Lata 1547 Zygmunt, król polski, sjem walny w Piotrkowie na pany i rycerstwo Korony polskiej przez listy, jako jest obyczaj, na św. Marcin położył, na którym, postanowiwszy Rzeczypospolitej sprawy wszelakie około praw, obrony i inych rzeczy, których potrzebuje zawżdy rzecz pospolita w Koronie tej, będąc w zeszłych leciech żywota swego, wpadł w ciężką chorobę, w której, już na poły martwy będąc, przywiezion z Piotrkowa do Krakowa, miesiąca lutego lata Pańskiego 1548, przyjąwszy Pańskie Świątości jako prawy krześcijański człowiek, w święto chwalebne wielkonocne Zmartwychwstania Pańskiego z światem sie rozdzielił z wielką skruchą a pokorą na zamku królewskim. Aczbym tu wypisał jego zachowanie albo obyczaje żywota jego prawie świętego, którymi sie sprawował będąc na stolcu królewskim, zda mi sie, iż nie trzeba, gdyż sie samy jawnie w kronice jego żywota dobre okazują; nadto jeszcze dosyć dobrze i szeroce wypisali je uczeni ludzie w swoich oracyjach albo kazaniu i wydali pospolitemu człowiekowi jawne, zwłaszcza Stanisław Orzechowski, który go prawie do nieba pisaniem swym postronnym ludziom wystawił; dlaczego jego śmierć nie tylko nas, obywatele tej ziemie, ale i postronne ludzi krześcijańskie zasmuciła. Miał wieku swego lat 81, miesięcy 2, dni 7. Pogrzeb jego był znamienicie sprawowan, jako jest u nas obyczaj królom działać. Każdy z swej ziemie chorąży z swoją chorągwią pod ziemskim herbem na koniu zbrojnym był, których było sto trzydzieści i także wiele mar pod przykryciem rozmaitych farb złotogłowów. Szły za marami napierwej trzydzieści koni królewskich pod przykryciem kitajek rozmaitej farby z herby królewskimi; po nich chorążowie ziemscy, każdy z swej ziemie, w kirysiech w żałobie, mając na chorągwiach herby rozmaite ziemskie...

Przed marami, na których ciało było królewskie, jechał Jan Tarło w zupełnym kirysie, który był Maksymilijan cesarz królowi dał, gdy byli społu w Wiedniu, mając w ręku miecz goły, takież chłopiec z drzewem. Przed marami szli posłowie ziemscy. Niesiono też przed marami królewskie sceptra; niósł miecz Zygmunt Wolski, jabłko - Tęczyński, marszałek nadworny, sceptrum -Jan z Tarnowa, kasztelan krakowski. Ciało za nimi nieśli dworzanie z wielkością świec lanych. Za ciałem szedł król miedzy posłem cesarskim i króla rzymskiego Ferdynanda; za nim szła królowa, matka jego, miedzy książęty pruskim a margrabicem. Przyprowadzili ciało do kaplice i składziono sceptra na marach; złożywszy ciało na dół pod kaplicę, tąże zasię sprawą odeszli na zamek.

Nazajutrz, w piątek, ci wszyscy obchody w mieście czynili w sześci kościelech ze wszytkimi procesyjami, położywszy sceptra królewskie na marach, naprzód u Wszech Świętych, gdzie miał mszą biskup kamieniecki, wtóra u Św. Franciszka, gdzie śpiewał mszą biskup chełmiński, trzecia u Św. Anny, tam śpiewał mszą biskup przemyski, czwarta u Św. Szczepana, śpiewał mszą biskup płocki, piąta w rynku u Panny Maryj ej, tam śpiewał mszą biskup poznański, szóstą u Św. Trójce śpiewał mszą sufragan.

W sobotę zasię na zamku arcybiskup gnieźnieński mszą miał; służyli mu biskup i opaci wszyscy, po Ewangelijej biskup krakowski Samuel Maciejowski dosyć dobre i długie kazanie uczynił o jego świętobliwym żywocie. A gdy pacierz śpiewano we mszy, Jan Tarło we zbroi i chłopiec, który drzewo nosił, do kościoła wjechali, obtykawszy hełm i iną zbroję świeczkami. Gdy śpiewano Agnus, panowie mianowani sceptra albo ornamenta (który co nosił) na ołtarzu spokładali; król August niósł hełm, książę - tarczę, margrabię -miecz, cieszyńskie książę - drzewo: to przed wielkim ołtarzem o ziemię uderzyli i drzewo łamali. Wtenczas ten kiryśnik z konia spadł przy marach; kanclerz i podkanclerzy pieczęci króla umarłego potłukli, a insze im na to miejsce dano od króla młodego. Po wykonaniu tych spraw wyszli z kościoła takowąż sprawą. Nazajutrz też w niedzielę mieszczanie krakowscy u Panny Maryjej w Rynku znowu swoje obchody czynili dosyć żałobliwe i nabożne przy mszy, w której biskup przemyski Panu Bogu służył. Był ten pogrzeb - nazajutrz po św. Jakubie, we czwartek, lata od narodzenia Pańskiego 1548, dnia 26 miesiąca lipca.

Część Kroniki świata, zawierającą w sobie dzieje Polski, wydał ponownie, wygładziwszy język, uzupełniwszy ją dziejami lat ostatnich i starannie oczyściwszy z tendencji protestanckiej, która stanowi jedną ze znamiennych cech Kroniki świata, syn autora, Joachim Bielski, w roku 1597. Był to nie tylko w XVII, ale jeszcze w XVIII wieku popularny podręcznik historii ojczystej.

Uzupełnieniem Kroniki świata jest poniekąd niewielka książka pt. Sprawa rycerska według postępku i zachowania starego obyczaju rzymskiego, greckiego, macedońskiego i innych narodów pierwszego i niniejszego wieku, tak pogańska, jako i krześcijańska, z rozmaitych ksiąg wypisana, ku czyiardu i nauce ludziom rycerskim pożyteczna (1569). Opowiada tu Bielski o sztuce wojskowej u starożytnych Greków i Rzymian, w Turcji i w Moskwie, u Tatarów i Wołochów, wreszcie - w Polsce. Napisał to dzieło w tym celu, aby przekonać szlachtę, rozkochaną w zacisznym życiu na wsi i stroniącą od rzemiosła rycerskiego, że to tylko państwo może być spokojne i potężne, które ma dzielne i dobrze wyćwiczone wojsko; że naród, w którym duch rycerski zamiera, prędzej czy później zginąć musi; a ponieważ w społeczeństwie polskim zamierał właśnie, dzięki długiemu pokojowi za Zygmunta Augusta, duch rycerski, więc Bielski pragnął go wskrzesić i drżąc o przyszłość ojczyzny, zaklinał szlachtę, żeby nie zaniedbywała rzemiosła rycerskiego i nie ufała nazbyt pokojowi, żeby pamiętała, iż samych wrogów ma naokoło siebie: «Temu każdy może rozumieć, iż my, w tych krainach będąc prawie w pośrzodku wielkich monarchów świata, w pokoju być długo nie możem; bo ci mocarze na tym zawżdy są, aby przyczyniali swoich dzierżaw, a nigdy nie umniejszali: uchodziszli jednego, rozgniewasz drugiego; uchodziszli wszytki, najdzie lada przyczynę złamania przymierza... Cóż tedy mamy czynić ?... Opuściwszy wczesności domowe i gospodarstwa zbytnie, i swary o wiarę niepotrzebne, obronę taką stanowić, która by była pożyteczna Rzeczypospolitej, pamiętając na to, iż lepiej poczciwie umrzeć, broniący gardła swego, żon, dzieci i wszytkiej majętności, niżliby miał doma czekać haniebnej a mizernej śmierci.»

Ten sam niepokój o przyszłość Polski widnieje i w trzech satyrach; pisał je Bielski w latach 1566—1569, ale ich drukiem nie ogłosił; wydał je dopiero jego syn Joachim, już po śmierci ojca: Sen majowy pod gajem zielonym jednego pustelnika (1586); Sjem niewieści (1586); Rozmowa nowych proroków, dwu baranów o jednej głowie, starych obywatelów krakowskich, o przemienności niniejszego wieku naprzeciw staremu w porządkach, w obyczajach i w sprawach ludzkich (1587). Satyra pierwsza ma postać widzenia sennego: pewien pustelnik (sam autor), chodząc sobie w maju po dąbrowie, rozmyślał nad tym, co się dzieje na świecie; po czym zasnął i we śnie widział, pomiędzy innymi, różne nieszczęścia godzące w Polskę. Satyra trzecia ma postać rozmowy pomiędzy dwoma kamiennymi baranami - na dachu starej kamienicy w Krakowie (na rogu Rynku i ulicy Św. Anny). Druga jest wolnym naśladowaniem satyry łacińskiej wielkiego humanisty holenderskiego Erazma z Rotterdamu pt. Sejmik, czyli rada kobiet, tylko że Erazm ośmiesza gadulstwo i kłótliwość kobiet, a Bielski piętnuje brak patriotyzmu u mężczyzn-Polaków: ponieważ ci myślą tylko o sobie i unikają rzemiosła rycerskiego, więc zbierają się kobiety, radzą o zbawieniu ojczyzny i oświadczają gotowość walki za nią. Ale bo też Bielski, który sam za młodu walczył za ojczyznę, z bólem serca patrzył na jakąś dziwną obojętność szlachty względem własnego kraju: «Smoleńsk wzięto - a wżdy ich to namniej nie ruszy, - Śląsko dawno odpadło, a wżdy na to głuszy; - Tatarzyn ruskie ziemie częstokroć plądruje, - a przedsię przeciwko im nikt sie nie gotuje.» Nadto wyrzuca Bielski szlachcie niezgodę, łakomstwo, zbytki, ucisk ludu wiejskiego, słowem, powstaje na to samo, co Rej. Ale kiedy Rej milczy o mieszczanach, Bielski rozwodzi się nad nimi szeroko: mieszkając przez dłuższy czas w Krakowie poznał doskonale życie miejskie, widział na własne oczy nadużycia cechów rzemieślniczych, zdzierstwo kupców i przekupniów - i wszystko to opisał w Rozmowie baranów. Oto na przykład obrazek Rynku krakowskiego:

Pójdzieszli też do owej pięknej Sukiennice, Tam też prędko wywrócą twój mieszek na nice...

Bo najdzie w Sukiennicach takowego nogcia: Mierząc, sukno wyciąga - zginą go dwa łokcia.

Pójdzieszli też przez owy i tam, i sam Krzyże, Ali woła kramarka: «Kupcie, panie, bryże!...

Mam też pytel do młyna, mam prawe galery, Które inaczej nie dam - po cztery talery!»

Ale ja wam powiadam, słuchajcie mnie, dziatki, Na wasze to pieniądze zastawiono siatki!...

Owy zaś smatruzianki, co wlazły wysoko, Jako łupią lada zacz, widzimy na oko:

Zamsz sprzedają skopowy, cośmy leszem zwali, Za trzy grosze takową skórkę pierwej brali,

A dzisia za piętnaście takowej nie pytaj, Jedno, jako ona chce, ża mieszek sie chwytaj!

Skóry z cielców wyprawią, a rzeką: «Jelenie!» Nie dbają nic na Boga, o duszne zbawienie.

Nuż zasię ony baby, co siedzą na trecie, Jeśli z nimi targujesz, zabająć kalecie26!

Bo nic nigdy nie robi, nad węglem sie piecze, To sie baba czerwieni, dobrze9 sie nie wściecze.

Takież i owy szwaczki, co nam szyją wzorki, Umieją też wypróżnić młodym ludziom worki.

........ Idź do paniej Marty:

Nie da, jedno pięć groszy złego wina kwarty...

Pójdzieszli też Pcd Wieniec gdzie do paniej Haski,

Zjesz wątróbkę cielęcą, przypłacisz małmazki: Po siedmi groszy kwartę sobie ustawili,

Którą pierwej w Mynicy po dwu groszu pili... Gdzie sie kolwiek obrócisz, chcesz poczynać hojnie, Pójdziesz ze czczą kaletą, jakoby po wojnie.

Te i tym podobne szczegóły z życia miejskiego należą do wyjątków w literaturze XVI wieku, która odzwierciedla prawie wyłącznie życie szlachty, nie troszcząc się o mieszczan. Ogół szlachty nie lubił miast i gardził mieszczanami; Bielski-inaczej: on życie miejskie wolał od wiejskiego, z niejednym mieszczaninem żył w przyjaźni, a widząc, że się szlachta zanadto zasklepiła w gospodarstwie wiejskim i odwykłą od służby publicznej, mądrze doradzał, aby miast nie unikała.

Jeden jeszcze utwór wierszowany Bielskiego zasługuje na uwagę ze względu na swoją rzetelną wartość poetycką. Już niektórzy poeci rzymscy mieli zwyczaj zaopatrywania swoich poezyj w przemowy, ale nie do czytelnika, tylko do książki: «Idź, moja książko, pomiędzy ludzi, nie bój się, będą cię ludzie czytali» itp. Od czasów starożytnych przejęli ten zwyczaj humaniści. Otóż Bielski wpadł na szczęśliwy pomysł przetworzenia przemowy autora do książki na rozmowę autora z książką: rozmowę tę umieścił na czele swego (bardzo lichego) utworu dramatycznego pt. Komedyja Justyna i Konstancyjej (1557). Rozmowę zaczyna «mistrz» (to jest autor):

Idźcie na świat, moje książki, Przedajcie sie za pieniążki... Idźcie, idźcie w cudze kraje, Bo nam wiela nie dostaje... Idźcież w imie boże śmiele, Wszak swe macie przywileje... Nic doma nie wyleżycie, Nie dajcie sie czytać skrycie. Jawnie każdemu powiedzcie: Wszyscy ludzie świata! wiedzcie, Który pismo waży lekce, Czytających słuchać nie chce, Jest podobien ku głuchowi I niememu dobytkowi. A kto sie kocha w czytaniu, Bywa z Duchem w rozmawianiu.

Na to mówią «książki ku mistrzowi»:

Ach, mój mistrzu, wielkie to jest brzemię

Iść prześpiecznie miedzy ludzkie plemię; Ano w ludziach różne obyczaje: Jeden chwali, a drugi nałaje... Trudno naleźć ze wszytkim człowieka,

Co we wszytko ugodzi z daleka, Co by każdej rzeczy wyrozumiał, A rozsądek rzeczy dawać umiał.

Lecz mistrz nie ustępuje: «sroka gdy głodna szcżebiece, wszytki strachy precz odmiece... wilk na miejscu nie utyje, choć wie, iż nań czynią kije»; trudna rada, musicie się przygotować na złe języki ludzkie; zresztą jeżeli będziecie ostrożne, «snadnie wam dudka ominąć», więc już «w imię boże idźcie». Dobre książki miękną: «jeśli swój pożytek baczysz, pójdziem wszędzie, gdzie rozkazać raczysz»; ale powiedz nam: «Co dolega ciebie ?» Na to mistrz:

Zaż nie wiecie, w każdym domu Trzebja statków, trzeba plonu, Trzeba na żonę, na dzieci, Przeto z mieszka grosz wyleci. Zapłać dziewkom, zapłać chłopom: Niesporo w stodole snopom, Bo sie do tych ubiegamy, Kiedy mieszki próżne mamy. A gdy zasię nie dostanie, Będzie żonki narzekanie: «Aniś ty mistrz, ni bakałarz, Ani kapłan, ni gospodarz. Wszytko nad księgami leżysz, Do roboty nie dobieżysz; Ani ze psy, ani z ptaki! Nie chcę cie mieć między żaki Ani też między doktory : Pódź z widłami do obory, Boć lepak księgi popalę, Swoje imienie oddalę. Musisz ciężko ruchać nogą, Boś mie wziął w kuczę ubogą. Nie zasiali jeszcze chłopi, O dziesięcinę klną popi :

Tobieć by to o tym chodzić, Jako by to postanowić.)) Czasem sie z tego wyśmiewam, Czasem sie też i rozgniewam, Czasem sie też z nią wdam w rzecz2, Czasem też od niej idę precz.

Książki

Dobrze, mistrzu, w ty rzeczy ugadzasz, Iż swą żonę rozumem uchadzasz,

Jako jakie kuropatwy, krócisz.

Nas też wszędzie, kędy chcesz, obrócisz. Lecz nie wiemy, gdzie iść pirwej mamy: Wstyd nas będzie za swe tanie kramy.

Mistrz

Idźcie naprzód ku królowi, Ku jego Majestatowi. Toć jest przełożony wielki, Dawa mu cześć człowiek wszelki. A jest człowiek jeszcze młody, K temu nadobnej urody, Wdzięczny, miły, bogobojny, Swoim służebnikom hojny... Powiedzcie mu: «Królu miły. My cie, książki, nawiedziły. Posłał nas mistrz sobie kwoli, Bo mu nie dostało soli, Nie dostało wiele rzeczy, Których nie miewał na pieczy. Już sie zstarzał, piórem płużąc, Rzeczypospolitej służąc. Jeszcze od swoich młodych lat Pisał wszem polskie rzeczy rad. On sie na to pirwej obrał -Drogę impresorom podał Pisma polskie imprymować...))

Pójdziecie potem do Rusi, Boć wżdy swe nawiedzić musi, Zwłaszcza do ziemie przemyskiej, Ślachty z dawna towarzyskiej. Tamem sie chował z młodych lat,

Każdy mi sie zachował rad... A gdy będziecie w Mazoszu, Przedajcie sie po dwu groszu, Bo tam ziemia barzo ludna, Pani gładka, panna cudna. Przeto niedarowne wdowy : Nie da wołu ani krowy; Często na biesiadach siedzą, Wszytko samy spiją, zjedzą. Lecz dobry obyczaj mają: Radzi po polsku czytają.

Potem do Polski pójdziecie. Swoim sie ofiarujecie. Bo tam rodziny dosyć mam, Co przemogę, to im rozdam Was, swojej prace książeczki, Za jedny upomineczki. Nie mam ci skarbów myślistwa Ani z kupcy towarzystwa. Toć są moje krotofile -Jedny z przodku, drugie w tyle: Książki a papieru karta Miasto wyżełka a charta.

Przyjmicie za dobre.

Ten pomysł rozmowy autora z książkami przetrwał długo w literaturze polskiej, czego dowodem Pierwiosnek Mickiewicza.

Podobne prace

Do góry