Ocena brak

MAŁŻEŃSTWA literackie – od św. Aleksego do Ziembiewiczów.

Autor /bluesman Dodano /12.02.2011

MAŁŻEŃSTWA literackie – od św. Aleksego do Ziembiewiczów.

 

Małżeństwo to związek dwojga ludzi – kobiety i mężczyzny. Religia chrześcijańska dowodzi, iż pierwsze małżeństwo ustano–wił Bóg, stwarzając Adama i Ewę – pierwszych rodziców. Dwie osoby, które winna łączyć miłość, wzajemny szacunek, zrozumie–nie..., nie tyle istotne jest zalegalizowanie związku w odpowied–nim urzędzie, co uczucia, które decydują o jego trwałości i szczę–ściu. Zawarcie małżeństwa równa się założeniu rodziny, zasadze–niu winnej latorośli, która wyda owoce. Dzieci są radością, troską, lecz przede wszystkim wielkim szczęściem rodziców – małżeństwo bezdzietne to często wielki dramat.

Początkowa fascynacja kobiety i mężczyzny ulega z czasem uspokojeniu – istnieje miłość, ale nie szaleńcze zapatrzenie, które rozjaśniało pierwsze chwile znajomości. W takim momencie w małżonkach rodzi się potrzeba czegoś nowego, co zapobiegłoby stopniowemu popadaniu w rutynę. Zmianą, która ożywia i często na nowo spaja dwoje ludzi, są dzieci – początek dużych radości i dużych kłopotów.

Przedstawiony przeze mnie obraz małżeństwa jest niewątpli–wie wizją piękną, lecz to niestety tylko ogólny zarys związku, który w rzeczywistości jest sprawą bardziej skomplikowaną i trudną. Aby pełniej przeanalizować podany temat, warto sięgnąć do literatury, gdyż małżeństwo jest częstym motywem zarówno w epice, liryce, jak i w dramacie.

Już w średniowieczu bezimienny twórca, opiewając św. Alek–sego, wspomniał o tym, że bohater, realizując swą ascezę, opuścił rodziców i żonę. Ów czyn daje dużo do myślenia, gdyż sugeruje, że istnieją prawa i zasady, które są ważniejsze od nierozerwalności związku małżeńskiego. Lecz czy rzeczywiście tak jest? To kwestia dyskusyjna. Aleksy porzucił młodą żonę, aby dążyć do zbawienia. Miłość do kobiety poświęcił na rzecz miłości do Boga i samoreali–zacji. Niewątpliwie jego pobudki były bardzo szczytne i wzniosłe, ale w jego działaniu dostrzegam cień egoizmu. Biorąc ślub, Aleksy zdeklarował się żyć z małżonką i troszczyć się o nią aż do śmierci. Odchodząc od niej, pozostawił ją samą sobie i skupił się jedynie na własnej osobie. Jego dalsze losy świadczą o tym, że Bóg przyjął ten czyn jako część poświęcenia i samoumartwiania się Aleksego i bohater dostąpił zbawienia.

Moim zdaniem decyzja zawarcia małżeństwa powinna nieść za sobą konieczność uwzględniania dobra małżonka przy każdym życiowym wyborze. Wynika to z dbałości o szczęście drugiej oso–by i z szacunku dla niej. Wiążąc się świętym węzłem małżeństwa, dwoje ludzi ma tworzyć „jedno ciało”. Często nawet w mowie po–tocznej mąż lub żona nazywani są „drugą połową”.

Jak Kochanowski w Pieśni X pisał: Dobra żona – to męża ko–rona, a Mikołaj Rej w Żywocie człowieka poczciwego podkreślał, że małżonkowie, którzy wspólnie pracują, a każde z nich wypełnia swoje obowiązki, żyją w dostatku, szczęściu i harmonii. Rej dosko–nale zilustrował także oddziaływanie małżeństwa na otoczenie, przypominał, że jest to zalążek podstawowej komórki społecznej, czyli rodziny. Z tej małej cząstki rodzą się szersze wspólnoty, które na drodze do samoistnego rozwoju tworzą społeczeństwo danego państwa. Charakter rodziny, sposób, w jaki wychowywane są w niej dzieci, ma przy tym ogromny wpływ na losy narodu, gdyż właśnie w tych podstawowych komórkach wzrastają przyszli królowie i przywódcy.

W tym momencie moich rozważań warto chyba wspomnieć o Janie i Helenie Skrzetuskich, których losy znane są z pewnością czytelnikom Trylogii Henryka Sienkiewicza. Skrzetuski był cenio–nym rycerzem, znał swój obowiązek wobec Reczpospolitej, ale nie zapominał przy tym o obowiązku wobec żony. Według słów poety Ojczyzna to zbiorowy obowiązek, ale pogodzenie spraw osobistych i obywatelskich nie jest często łatwe, szczególnie gdy w grę wcho–dzą uczucia. W takich okolicznościach odezwać się powinna w człowieku życiowa mądrość, która pozwala pogodzić uczucie i powinność. Jan Skrzetuski walczył u boku króla, opuszczał dom, Halszkę, dzieci, lecz wszystko to czynił w porozumieniu z żoną i za jej aprobatą.

Kilka wersów wcześniej wspomniałam o mądrości życiowej. To cecha niezwykle ważna w małżeństwie, dlatego między innymi do jego zawarcia wymagany jest określony wiek. On i ona to już nie dzieci. To dorośli, którzy sami decydują o swoim losie. Rola ich rodziców powinna ograniczać się jedynie do porad i sugestii. Wielkim dramatem jest sytuacja, w której rodzice wywierają wpływ na postanowienia małżonków, lub – co gorsza – wybierają dzie–ciom towarzysza życia. Ginie wówczas istota związku – uczucie, które ma łączyć. Gdy rodzice narzucają dziecku wybór współmał–żonka, związek najczęściej oparty jest na biernym przyzwoleniu lub skrywanej niechęci. Na tej zasadzie zawierano małżeństwa w średniowieczu i chyba dopiero emancypacja kobiet przyniosła ważne w tej kwestii zmiany. Wcześniej zdarzały się jedynie wy–jątki od tej reguły.

Julian Ursyn Niemcewicz w Powrocie posła obnażył perfidię paktów małżeńskich. Starosta Gadulski chce wydać córkę za Szar–manckiego, gdyż ten nie żąda posagu. To, ile panna otrzyma od rodziców po ślubie, decydowało często o jej wartości. Jan Chry–zostom Pasek w Pamiętnikach wspomina, iż ożenił się z kobietą z powodu jej majętności. Pan Piotr z satyry Ignacego Krasickiego Żona modna zawarł związek, gdyż panna miała cztery wsie dziedziczne. Owe wsie były mu chyba osłodą w trudach małżeń–skiego życia.

Sprowadzanie małżeństwa do układu handlowego jest kary–godne. Czy człowiek to maszyna, przedmiot, który nie ma duszy, nie czuje? Sądzę, iż o istocie człowieczeństwa decydują między innymi stany duchowe, to, jakim uczuciem jesteśmy w stanie ob–darzyć drugiego człowieka. Takiej istoty nie można zniewolić i do niczego przymuszać. Nie ma bowiem przyzwolenia na ignorowa–nie cudzych myśli i uczuć, jeżeli z daną osobą współżyjemy.

Przedstawiając w Panu Tadeuszu ślub Zosi i Tadeusza, Adam Mickiewicz pokazał, ile radości daje połączenie się z osobą kocha–ną, jak piękna może być wzajemna harmonia dwojga ludzi. Są ra–zem, gdyż tego właśnie pragną, i kochają się, a co będzie dalej – pokaże przyszłość. Podobnie romantyczny początek miało małżeń–stwo przedstawione przez Zygmunta Krasińskiego w Nie–Boskiej komedii. Hrabia Henryk – Mąż – zachwyca się swoją młodą żoną, która jawi mu się jako ideał. Początkowa sielanka Marii i Męża przerodziła się jednak w koszmar. Między nimi stanęła poezja, ta nierealna zjawa, która zajęła miejsce Marii. Jest to małżeństwo tragiczne – Mąż okazał się samolubny i zniszczył, unieszczęśliwił kobietę, którą dawniej uwielbiał. Jeden błąd, a tyle uczynił zła – czy można szukać usprawiedliwienia? Tworząc ten dramat rodzin–ny, Zygmunt Krasiński chciał przestrzec przed romantycznym idea–lizowaniem i nieuwzględnianiem szarej rzeczywistości jako zagro–żeniami dla małżeńskiego szczęścia i stabilizacji.

Podobnie rzecz się miała w przypadku Emilii i Benedykta Kor–czyńskich – bohaterów powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Ona – romantyczka i sentymentalistka, on – niegdyś romantyk, a potem realista. Różnice w podejściu do życia stały się podstawą niezrozumienia. Małżonkowie żyją w dwóch różnych światach, mówią różnymi językami – na tym polega problem ich związku. Z każdym dniem przepaść pomiędzy nimi pogłębia się, stają się dla siebie coraz bardziej obcy. Dopóki mieszkają z dziećmi, one stanowią pewien łącznik i pocieszenie, ale w którymś momencie dzieci dorosną i opuszczą dom, w którym pozostanie dwójka nie rozumiejących się ludzi.

Zupełnie inaczej zapowiada się związek Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Wkraczają oni w nowe życie z miłością i realnymi oczekiwaniami. Być może to oni będą właśnie godnymi następcami dzieła legendarnego Jana i Cecylii, którzy dzięki mi–łości i wspólnej pracy dali początek rodowi Bohatyrowiczów. To takie piękne, gdy dwoje ludzi zespolonych w jedność jest w stanie dokonać tyle dobrego.

Małżeństwa literackie poznajemy zwykle w jakimś momencie ich dziejów bądź też narrator opisuje ich całą historię w zarysie. Od tej reguły odbiega powieść Marii Dąbrowskiej Noce i dnie, która jest obszerną panoramą małżeństwa Barbary Ostrzeńskiej i Bogu–miła Niechcica. Autorka epopei przeanalizowała psychikę bohate–rów, ukazała blaski i cienie ich współżycia, radości i smutki – sło–wem wszystko, co jest udziałem życia zwyczajnych ludzi. Niechci–ców od początku nie łączyła gorąca miłość; było to częściowo mał–żeństwo z rozsądku. Sądzę, że przede wszystkim łączyła ich chęć wzajemnego „budowania”, więź oparta na sympatii, mimo braku pełnego zrozumienia. Bogumił i Barbara reprezentują zupełnie odmienne osobowości. Ona jest niespokojną w uczuciach roman–tyczką, często niepewną swego, ale jednocześnie pełną dobroci; widzi świat jako miejsce tworzenia, chce ulepszać, poprawiać... Jej działania często nie znajdują zrozumienia, poparcia u Bogu–miła. On został bowiem inaczej wychowany, stąd jego prostodusz–ność i skrytość. Małżonkowie mają inne ideały, inaczej widzą przyszłość swoich dzieci.

Powstaje zatem pytanie: co zadecydowało, iż wytrwali razem tyle lat i razem zestarzeli się? Barbara – często zalękniona i zagu–biona – znalazła w Bogumile stabilizację, ostoję. W zamian za to do jego życia wprowadziła odrobinę kolorytu, radości i piękna. Chociaż nie kochała Bogumiła, dobrze wypełniała obowiązki żony. Bardzo wiele uwagi poświęcała domowi i dzieciom. Ona troszczyła się o dom, on pielęgnował gospodarstwoobrazek jakby wprost ze Zwierciadła Mikołaja Reja. Niewątpliwie łączyła ich wspólna praca o zapewnienie bytu i wspólna troska o dzieci. Oboje chcieli, aby wyrosły one „na porządnych ludzi”, ale nie zgadzali się co do rea–lizacji tych planów. Skłonni byli do rezygnacji z własnych ambicji, aby zadowolić partnera i dać szansę dzieciom. Możliwość zrezyg–nowania z własnych dążeń wynikająca z rozumnej kalkulacji jest bardzo ważna w małżeństwie. Niechcicowie z pewnością wiele jej zawdzięczali; dzięki kompromisom wytrwali razem. Zrozumieć drugiego człowieka, oznacza poznać jego duszę, ideały, dążenia i uczucia. Barbara dopiero po śmierci Bogumiła zrozumiała, ile dla niej znaczył i jaka pustka wytworzyła się po jego odejściu. To uczu–cie pustki świadczy o tym, jak wiele dla siebie znaczyli, kim dla siebie byli. Ideały nie istnieją, więc ich małżeństwo także miało usterki. Osobiście widzę w nim jednak wiele dobrego – potrafili wspólnie tworzyć i osiągnęli wiele.

Tragiczny przykład zupełnie nieudanego małżeństwa ilustruje Zofia Nałkowska w Granicy. Państwo Ziembiewiczowie mieszkają w Boleborzy, gdzie pan Walery jest rządcą. Jest on nieudolnym gospodarzem i niewiernym małżonkiem. Stwarza jedynie pozory „porządnego męża”. W ich domu panuje obłuda i zakłamanie. Ten „schemat boleborzański” jak fatum wisi nad Zenonem Ziembiewi–czem. Nie chce on powtarzać błędów ojca, ale los okazuje się nieubłagany. Jego małżeństwo z Elżbietą jest powtórzeniem zwią–zku rodziców. Chora roślina wydała swoje owoce. Zenon przekro–czył granicę moralną – unieszczęśliwił siebie i rodzinę, zniszczył swoje małżeństwo i doświadczył tragicznie Justynę Bogutównę. Zapomniał, iż należy kontrolować swoje postępowanie i pamiętać o relatywnej ocenie człowieka. Poszedł drogą własnych dążeń, do których nie włączył żony.

Małżeństwa literackie są różne, jak różne są losy człowieka – czasami mniej, a czasami bardziej udane. Zawsze są jednak na–uką dla innych. Mimo upływu lat, nie zmieniły się czynniki decydu–jące o istnieniu prawdziwego związku, a za taki uważam ten, w którym on i ona dopełniają się wzajemnie i tworzą wspólne do–bro. Musi istnieć miłość, musi być szacunek, zrozumienie i wzaje–mne wspieranie się na trudnej drodze życia. Często nie jest łatwo zapomnieć o samolubnych ideałach, niełatwo przyjmuje się cudze racje, gdy ma się świadomość słuszności własnych. Małżeństwo to wielka sztuka dwóch aktorów w roli głównej, ale są chwile dla których żyć i umrzeć warto, które każdy przechowuje jak perełki w szkatułce wspomnień.

Do góry