Ocena brak

Lukrecjusz - O naturze wszechrzeczy

Autor /zofia Dodano /17.03.2011

Wymagany Adobe Flash Player wesja 10.0.0 lub nowsza.

praca w formacie pdf Lukrecjusz - O naturze wszechrzeczy

Transkrypt

TITUS LUCRETIUS CARUS

O NATURZE WSZECHRZECZY
Edycja komputerowa: www.zrodla .historyczne.prv.pl
Mail: historian@z.pl

MMIII ®

www.zrodla.historyczne.prv.pl

KSIĘGA PIERWSZA
Rzymian pramatko, Wenus! Bogów i ludzi kochanko,
Która wprowadzasz na niebo gwiazd migotliwe kaganki,
Drogę znaczysz żeglarzom i żyzną rozjaśniasz niwę,
I sama dając początek wszystkiemu, co w świecie żywe,
Boskie, słoneczne światło każesz źrenicom ujrzeć.
Przed tobą, tobą, bogini, uchodzą wichry i burze,
Tobie przemyślna ziemia pod stopy kwiaty rozściela,
Do ciebie wód błękitami śmieje się gładki ocean.
Dla ciebie niebo pogodne szatą świetlistą się stroi
I kiedy blaskiem porannym schodzisz z wiosennych podwoi,
Gdy ciepły wiatr południowy przeleci rodnym powiewem,
Najpierw cię z całej piersi ptaki witają śpiewem;
Potem ochocze trzody i wolna zwierzyna wszystka
Przepływa bystro rzeki, tratuje bujne pastwiska,
Dokąd rozkażesz — zdąża w niewoli twego uroku.
W końcu po morzach i górach, po nurtach rwących potoków,
W cienistych gniazdach ptaków, na polach pełnych zieleni,
Rozżegasz ogień miłości w sercu każdemu stworzeniu
I rodzisz sztuką swoją, rozkosz dającą i boleść,
Młode radosne życie, nadzieję nowych pokoleń.
Skoro cała natura na twoich wspiera się rządach
I nic bez ciebie życia i światła nie ogląda,
Nic nie oddycha weselem, nic nie oddycha kochaniem —
Twojej pomocy wzywam, twego przymierza w pisaniu,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Składając wiersze o prawdzie dla druha mego, Memmiady,
Który za twoją sprawą jest wzorem cnót i ogłady.
Tem więcej teraz, bogini, gdy słudze twemu chcę służyć,
Nieśmiertelnego wdzięku mym prostym słowom użycz,
Spraw, niech po wszystkich morzach, nad całej ziemi obszary
Posną dzikie zapasy i krwawe, wojenne ofiary.
Ty jedna możesz śmiertelnych obdarzyć błogim pokojem,
Bo przecież Mars pancerny, co srogie roznieca boje
I sprawą rządzi wojenną, często na twoje łono
Pada, zmożony raną miłości nieukojoną,
I oto, rozkochany, smukłą odchyla szyję,
Chciwie wpatrzony w ciebie twój luby oddech pije.
Pochyl się nad nim, boska, gdy oczy tobą napawa,
Od uczty twoich wdzięków nie każ mu rychło wstawać,
Otul go sobą dokoła, nie szczędź najsłodszych namów,
Uproś łaskę pokoju dla wojną znużonych Rzymianów —
Bo w dni od burzy ciężkie i nam pracować niesporo
Ani dla dobra ojczyzny sławna Memmiuszów latorośl
Nie może spraw publicznych zaniechać i żyć w zaciszu.

Teraz, Memmiado, uszy i bystry rozum podaj,
Zapomnij trosk codziennych przy wiernej prawdy wywodach,
Abyś mych darów przyjaznych, składanych z serca głębi,
Nie rzucił pogardliwie, zanim je myślą zgłębisz.
Oto ci będę wykładał naturę niebios i bogów,
Zarodki rzeczy ukażę i powiem, skąd rzeczy ogół,
Z czego, z jakiego tworzywa rodzi przyrody potęga,
Jak je żywi, rozwija, w co je po śmierci rozprzęga.
To, skąd się wszystko bierze i dokąd znowu wraca,
Zwykliśmy w naszym wykładzie materią zwać, lub inaczej:

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Rzeczy ciałkami rodnemi, albo też miano im dawać
Ciałek pierwszych, bo wszystko z nich naprzód musi powstawać.
Gdy przed oczyma ludzi życie, z wolności wyzute,
Leżało w błoto wdeptane ciężkim religii butem,
Która nad ziemię ciemną i ponad niebo niewidne
Raziła strachem śmiertelnych tocząc swój łeb ohydny,
Pierwszy Epikur, Greczyn, trwogą nie splamił twarzy,
Podniósł zuchwałe oczy, do walki stanąć się ważył.
Ani go bogów powaga, ani łoskoty gromów
Nie zdołały powstrzymać od znojnej pracy ogromu;
Jeszcze w nim wzmogły zapał, by pierwszy natury wrota
Mocno zawarte odemknął. Przemogła mężna cnota!
Wyszedł daleko za kręgi ognistych świata rubieży
I lotnym duchem, myślą wszystko nieznane przemierzył.
Stąd, triumfator dumny, przyniósł nam prawdę niezbędną:
Co i dlaczego powstaje, skąd bierze życie i pędność,
Jakie granice mocy rzecz każda w sobie zawiera,
Co każe rodzić się życiu i co mu każe umierać.
Teraz, zdeptana religio, komu swą władzę ogłosisz,
Gdy nas zwycięstwo dumne pod samo niebo wynosi!
Lękam się, przyjacielu, byś to czytając nie sądził,
Że czynisz źle, bezbożnie, i w krętych szlakach błądzisz,
Zbrodnię nieomal spełniając. Zaprawdę powiedzieć można,
Ze zbrodnie rodzi zbyt często właśnie religia zdrożna.
Tak w Aulidzie nadmorskiej ołtarz Trójdrożnej Dziewicy
Krwią Ifigenii zbluzgali pobożni wojownicy,
I to nie krwią zbrodniarki, a czystej królewskiej córy,
I to najpierwsi danajscy wodzowie, nie podłe ciury.
Gdy wstęgą dziewicze jej sploty ujęli w równą połowę,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Widzi, jak ojciec pochmurny ponuro zwiesił głowę,
Widzi — kapłani przy niej w szatach skrywają noże
A lud dokoła zebrany łez w oczach wstrzymać nie może.
Niema z bezsilnej trwogi padła na ziemię omdlała
I nic jej pomóc nie mogło, ni ojca władza i chwała,
Ni to, że pierworodna ojca przyniosła mu miano.
Porwały ją zbrojne ręce, podały na ołtarz kapłanom —
Nie po to, by według zwyczaju po ślubie goście pocześni
W dom ją prowadząc radosną śpiewali weselne pieśni,
Lecz żeby czysta, niewinna, w sposób najbardziej haniebny
Zginęła z ręki rodzica dla zabobonów wróżebnych,
By wojsko mogło odpłynąć i flota żagle podnieść.
I takich, jak ta, niejedną zrodziła religia zbrodnię.
Ty sam — nadejdzie chwila — zgnębiony wieszczeń groźbami
Natrętnemi, może rozstać się zechcesz z nami.
Bo ileż mogą oszustw i ileż wymyślić baśni
Ci, co za wszelką cenę nie pragną życia rozjaśnić!
Jakąż ci mogą zagrać ponurą, kłamliwą piosenkę,
Życie, dotąd szczęśliwe, zatruć grobowym lękiem!
I słusznie. Gdyby ludzkość widziała koniec niedoli,
Mógłby się, kto dzielniejszy, od gróźb guślarzy wyzwolić.
A tak — nie ma obrony i nie ma znikąd sposobu:
Trzeba się bać kar wiecznych zza czarnej czeluści grobu.
Nikt bowiem nie wie o duszy, skąd jej natura pochodzi:
Rodzi się sama, czy w ciało wstępuje w chwili narodzin,
Czy, gdy ją śmierć oderwie, z ziemską powłoką ginie,
Czy idzie smutna zgłębiać ponure Orku jaskinie?
A może z boskich wyroków wstępuje w zwierzęce ciało,
Jak to opiewał Eniusz, co nieśmiertelną chwałą
Słynie wśród ludów italskich, że pierwszy na szczyt Helikonu

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wdarł się szczęśliwie i okrył skroń wieszczą w lauru zieloność —
Choć i Eniusz gdzie indziej wspaniałym wierszem wykłada,
Że jest gdzieś Acherontu przybytków kraina blada,
Gdzie ani dusza ludzka, ni ciało nie ma trwania,
Tylko rój mar powiewnych lekkiemi kształty się siania.
Stąd przyszedł doń, jak pisze, duch wciąż jasnego Homera
I łzy wylewał słone, i w cudne słowa ubierał
Prawdę o rzeczy naturze. Dlatego dobrze masz zbadać,
Co niebem, nad nami rozpiętem, bez błędów odwiecznie włada,
Jakie ruchem księżyca i słońca kierują powody,
Jak się dopełnia życie na ziemi i w głębi wody.
A nade wszystko trzeba, byś bystro rozumem zmierzył,
Skąd jest dusza, skąd ducha natura, od czego zależy,
Jakie nam rzeczy na jawie zachodzą drogę, trwożąc,
Kiedy leżymy w chorobie, i czemu sny się tworzą,
W których widzimy na oczy, słyszymy, jak żywych, ludzi,
Którzy już dawno śpią w ziemi i nikt ich nie obudzi.
Nie łudzę się, że Greków trudne odkrycie myślowe
Łatwo wyrazić i zamknąć w łacińskie wiersze miarowe.
Tłumacząc ubogim językiem rzeczy zawiłe i nowe
I tworząc nieznane wyrazy, trzeba nałamać głowę.
Tylko mnie twoja cnota i słodka nadzieja przyjaźni
Wspiera w pracy i trudy pozwala znosić raźniej,
Że czuwam w pogodne noce i szukam słów i pieśni,
By niemi światło prawdy przed tobą ucieleśnić,
Żebyś z pomocą myśli, wiedzy jednako niesytej,
Poznał do głębi rzeczy dotąd przed tobą zakryte.
Nie można lęku duszy i ciemnej bytu zagadki
Promieniem słońca rozjaśnić, ni dziennym blaskiem gładkim.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Jeden jest tylko sposób: natury poznać prawa.
Więc najpierw: nie ma rzeczy, która z niczego powstawa
Za bogów władnem zrządzeniem, z jakowychś wyższych przyczyn.
To tylko trwoga ludzka o objawienie krzyczy:
Widząc różne zjawiska, dla których podać nie mogą
Przyczyn, zaraz ich sprawstwo możnym przyznają bogom.
Skoro ujrzysz wyraźnie, że nic się z niczego nie rodzi,
Łatwo już będzie dalszych, zawilszych praw bytu dowodzić,
Do których prosto idziemy, szukając mianowicie,
Skąd każda rzecz na ziemi początek ma i życie —
Dane bez woli bogów i bez ich współudziału.
Gdyby się rzeczy z niczego rodziły, to wszelkie stworzenia
Mogłyby z każdej rzeczy powstawać bez nasienia.
Z morza wyszliby ludzie, z ziemi stworzenia w łuskach,
Ptaki zaczęłaby rodzić lekka powietrzna pustka.
Zwierz dziki w głębi lasów i ludziom posłuszne trzody
Składałyby pomiot wątpliwy w puszcze i skrzętne ogrody.
Niejednakowy owoc rodziłyby drzewa jednakie,
Lecz coraz inny, lub wszystek. Zatem porządki takie
Gdyby istniały, i nie w zarodkach byłaby płodność,
Jakżeby każdy gatunek miał swoją macierz rodną?
Ponieważ zaś rzecz każda z właściwych jej ziaren powstaje,
Przeto się rodzi, dobywa poza światłości skraje
Tam, gdzie jest jej materia i zapas ciałek pierwotnych.
Wszystko we wszystkiem dlatego nie może się ustokrotnić,
Że w każdej rzeczy odmiennej odmienna jest siła i zdolność.
Czemu widzimy na wiosnę kwitnącą różę polną,
Latem dojrzałe zboże, jesienią winne grono
Jeśli nie przez to, że w każdem na porę oznaczoną

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Łączą się ziarna materii w należne kształty, kolory,
Według ciepła, powietrza i sprzyjającej pory,
Póki jest możność w naturze i póki ziemia żywa
Wątłe swe twory bezpiecznie na brzeg jasności dobywa.
A gdyby były z niczego, dowolnie by mogły się mnożyć,
W każdym czasie powstawać, o każdej roku porze,
Bo przy braku zarodków cóż czas im szkodzić może?
I nie trzeba by wieku na ziaren połączenie,
Byłby z niczego rozkwit, jak z niczego rodzenie.
Oto z małych niemowląt młodzieńcy wyszliby rośli,
Z ziemi nagle pod niebo smukłe drzewa by rosły.
Jasne, że tak się nie dzieje, jasne, że dziać się nie może:
Wszystko z własnego nasienia wzrasta w należnej porze,
Z rodu swego cechami. Stąd poznać możesz niezbicie:
Własną materią rzecz każda żyje, rozwija się, syci.
Bez dżdżu w miesiące deszczowe ziemia sama nie zdoła
Pędów, oko cieszących, do życia w zieleni powołać,
Ani też żywa przyroda nie mogłaby w czasie suszy
Głosami rześkich stworzeń ciszę śmiertelną zagłuszyć,
Karmy nie dając im żadnej, by mogły róść i wylęgać.
Raczej wiele jest cząstek wspólnych rzeczom, jak w księgach
Wspólne wyrazom litery, niż że początek z niczego.
Czemu bowiem przyroda nie dała ludzkim szeregom
Kształtów olbrzymich, by mogli morze przechodzić bez trudu,
Góry rozrywać rękami i innych dokonać cudów,
Życiem setki zwyczajnych ludzkich żywotów przeżyć?
Widać dlatego, że mieszcząc materii, ile należy,
Wszystko ma wzrostu granice i w inne się zmienić nie może.
Trzeba więc przyznać wyraźnie, że «nic» niczego nie tworzy.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wszystkiemu potrzeba ziarna, by każda rzecz mogła powstać,
Wyjść na wiotkie powietrze, rozwijać się i rosnąć.
Popatrz na koniec na rolę: uprawna lepsza niż dzika,
Większe wydaje plony pod skrzętną ręką rolnika.
Bo w glebie drzemią zarodki, które człowiecza praca
Pobudza do tworzenia, gdy pługiem skiby odwraca
I aż do łona ziemi zuchwałym trudem sięga.
Gdyby zaś tego nie było, sama natury potęga
Z siebie lepsze, liczniejsze dałaby plony bez pracy.
Ciałka po śmierci natura rozprasza, lecz nie traci.
Gdyby coś bowiem z śmiertelnych części złożone było,
Nikłoby nagle z oczu, gubione nicości siłą.
Żadnych z zewnątrz przyczyn nie trzeba by było do zgonu:
Same by prysły zarodki, jak same były zlepione.
Przeciw nicości powszechnej jakaż byłaby rada?
Teraz zaś, skoro wszystko z trwałych się ziaren składa,
Dopóki żadna siła ciosu po drodze nie zada
Lub nie rozbije ciałek, przez luki wnikając do środka,
Dopóty żadnej rzeczy widoma zguba nie spotka.
Prawda, że lata starością rzeczy drążą i niszczą —
Lecz jeśli czas pochłonąć materię może wszystką,
Skądże przywraca Wenus wciąż pokolenia nowe,
Z czego je karmi ziemia, gdy ujrzą światło dniowe,
Dając im paszę i rozrost, każdemu według prawa?
Skąd tedy morze wodę ze źródeł i rzek dostawa?
Skąd eter bierze pokarm dla gwiazd u nieboskłonu,
Jeśli wszystko pochłania bez śladu czas nieskończony,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wszystko, co jest śmiertelne i ma śmiertelne ciało?
Jeśli coś było w tym czasie, i przedtem, przez wieków całość,
Co żywi wszystkie rzeczy i wciąż odnawia świat nasz —
Widać naturę ma taką, co nie jest na śmierć podatna.
Zatem nic się nie może obrócić w zupełną nicość.
Wtedy rzeczy wszelkie bez żadnej zgoła różnicy
Jedna siła, przyczyna, niszczyłaby zgoła ze szczętem.
Gdyby ich węzły nie były z wiecznej materii zdzierzgnięte.
Gdyby ze śmiertelnego tworzywa były rzeczy,
Dosyć byłoby tknąć je, aby na zawsze zniweczyć.
Tu jednak trzeba siły, i temu nikt nie przeczy.
Każde ciało jest inne, z wiecznej materii złożone,
I trwa aż dotąd całe, kształtne, nienaruszone,
Póki nie przyjdzie siła — a przyjdzie później czy prędzej —
Władna dokonać zniszczenia w każdej zarodków przędzy.
I żadna rzecz nie wchodzi w nicość, nie ginie ze szczętem,
A tylko się rozprzęga w materii elementy.
I chociaż giną deszcze, gdy je z niebieskiej przestrzeni
Ojciec-eter rozsypie na łono matki-ziemi,
Za to kołyszą się łany i drzewa stroją się w zieleń,
Gdy im gałęzie do ziemi przygina owoców wiele.
Stąd nasz pokarm, i całej licznej zwierzęcej rzeszy,
Stąd widok miast, kwitnących młodzieżą, oko cieszy,
Po wszystkich polach rozbrzmiewa przymilny śpiew skowronka,
Krągłe i syte bydło chadza po bujnych łąkach;
Przez to się dzieje, że z wymion białe mleko wytryska.
Ze młody żwawy przychówek bryka po bujnych pastwiskach,
Radość czystego pokarmu i życia świeżego błogość
Dając wyrazić w igraniu wiotkim, swawolnym nogom.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Nic więc, co ginie z oczu, nie ginie w natury wnętrzu.
Jedno drugiem przyroda żywi, odradza, powiększa,
Nic nie stwarzając pierwej, nim inne w śmierci nie schodzi.
Teraz uważaj. Wiesz już, że nic się «z niczego» nie rodzi,
Ani, raz urodzone, nie może się w nicość obrócić.
Ale — byś przestał wątpić i przeciw mym słowom nie rzucił:
Skąd pewność ziarn istnienia, gdy oko ich nie dostrzeże? —
Poznaj ciała nie znane oczom otwartym najszerzej,
O których wiesz, że istnieją, choć niewidzialne zupełnie.
Oto naprzód pęd wichru morze u portu zwełnia,
Rozbija nawy ogromne, chmury rozdziera, jak płótno,
A czasem, wpadłszy na pole orkanu mocą okrutną,
Pokotem drzewa wyrwane układa lub (sam niewidny)
Łamie lasy, rwie skały i sypie grząskie wydmy,
Szalejąc głośnym świstem i całym ryków chórem.
Więc — wichry niewidzialne, to ciała rwące chmurę,
Rwące morze i ziemię, i nagłym zdjęte szałem
Niosące precz swą zdobycz nieraz na mile całe.
Równie zniszczenie sieje rzeka, łożysko krzywiąc.
Kiedy jej wód ogromem owładnie powodzi żywioł,
Gdy ją po długich deszczach z gniazda wyniosłych wzgórzy
Wygna na podbój dolin rozkaz demona burzy;
Porywa szczątki lasów i zwiększa drzewa stos ten,
Bijąc w drodze o brzegi zerwanym potężnym mostem.
Jakaż jest siła wściekłej, ślepej szaleństwem powodzi!
Fal grzebieniem zmąconym przybrzeżne tamy przechodzi.
Każdą przeszkodę znosi i każdy opór obala,
Głazy niesie głębiną, zapory łamie jej fala.
Tak muszą iść rozpędem wichru szalone tchnienia,
Jak rzeka wyszła z brzegów, oddychająca zniszczeniem.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Podobnie łamią zapory, podobnie przed się niosą,
Krzepkim impetem siły dodając nowym ciosom,
Albo gdy krętym wirem kołują łup zdobyty.
Są więc wichry ciałami, choć nam ich widok ukryty,
Gdyż, jak mówiłem, mogą to samo, co rzeka, zdziałać,
Która, widzialna, równie jest groźna i wspaniała.
Dalej: czujemy wszakże przeróżnych rzeczy zapach,
Lecz nie widzimy, jak nam wzniecają czucie w chrapach;
Ani nam oczy uchwycą nagły gorący powiew,
Ni zimny, i o dźwięku nic okiem się nie dowiesz.
Jednak musi to wszystko mieć treść i skład cielesny,
Gdy zmysł pobudza w sposób przyjemny lub bolesny —
Wszak dotknąć i być dotknięte mogą jedynie ciała.
I patrz: gdy suknie rozwiesisz na falą zmywanych skałach,
Same ci wodę wchłoną i same na słońcu wyschną,
Ale nie ujrzysz, jak wilgoć do szat zdołała się wcisnąć,
Ani jak się w powietrze ulatnia z nich na upale.
Czemu? Bo ciecz jest z ciałek tak drobnych, że ich wcale
Ludzkie oko nie ujrzy. Pierścień, noszony stale
Przez długie lata słoneczne, znacznie się ściera u spodu.
Najtwardszą skałę wydrąży kroplami ciekąca woda,
A w pulchnej nawet ziemi oracza praca długa
Zjada niepostrzeżenie żelazne ostrze pługa.
Każdy widzi, jak dawniej równe gościńce kamienne
Starły się od nóg tłumu w zwykłej przechadzce codziennej;
Spiżowe u drzwi posążki, pozdrawiające z wnęki,
Wciąż krótsze mają prawice od podawania ręki.
Widać więc, że maleją przedmioty ścierane częściej —
Ale jakie co chwila z nich ubywają części,
To już zakryte oczom przez matkę-przyrodę zazdrosną.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Ani tych ciałek nie ujrzeć, przez które rzeczy rosną,
Powoli dodawanych w dziennej przyrostu mierze,
Ani, jak drobny ubytek każe się rzeczom starzeć:
Co tracą nieuchronnie w jednym momencie zaniku
Zżerane solą skały na każdym morskim przesmyku.
Tak więc światłem i ciepłem, wodą i wichrem w górach,
Nłewidzialnemi ciałkami sprawuje rządy natura.
Nie ciśnie się w przyrodzie zewsząd ciał mnogość różna,
Nie wszystko masz wypełnione, lecz jest też w rzeczach próżnia.
Tę nieodzowną prawdę, choć też jej okiem nie widać,
Poznasz z moich wywodów i wielce ci się przyda,
Abyś nie wątpił, błądząc i słowom rozumnym wierzył.
Gdyby próżni nie było, wszelki by ruch już nie żył,
Bo główne cechy materii: nacisk ciężaru i zwarcie
Całość w nieporuszeniu trzymałyby uparcie.
Nic by nie poszło z miejsca, gdyż choćbyś sił nie skąpił,
Żadna by rzecz dla drugiej nie mogła placu ustąpić.
A przecież na własne oczy wszędzie dokoła postrzegasz,
Jak wiele ciał się porusza, zmienia postawę, biega.
Cóż, gdyby próżni nie było we wszystkich ziemskich ciałach,
Jakżeby cała natura żyła, albo powstała?
Byłażby jaka racja ruchu? Materia bez zmiany,
Zewsząd ściśnięta, w spoczynku trwałaby nieprzerwanym.
Zresztą, choć wiele w przyrodzie jest zwartych, ścisłych tworów,
Jednak nieprzenikalne są one tylko z pozoru.
Skały podziemnych jaskiń woda kroplista przenika
I spływa dołem łzami w czystych, chłodnych strumykach.
Pokarm ustami wzięty po całem ciele krąży.
Drzewo w czas będzie rosnąć i owoc rodzić zdąży,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Ponieważ soki żywotne, brane z wody i ziemi,
Aż do najdalszych pąków wędrują od korzeni.
Dźwięk drzwi przechodzi i ściany nie zawsze miłym gościem,
A zimno potrafi ciało przeniknąć aż do kości.
Gdyby zaś w ciałach nie było przejść pustych dla ciał innych,
Nigdy byś nie zobaczył żadnych tych przemian czynnych.
A dalej — czemu widzisz, że ciała równe wymiarem,
Kształtem podobne, różnią się jednak od siebie ciężarem?
Jeśli bowiem tyle jest ciała w kłębku wełny,
Ile ma równy kłębek, ale ołowiu pełny,
Tyleż powinien wazyć, gdyż ciało w swej naturze
Szale wagi przyciska do dołu, nie ku górze,
Próżnia zaś, w ciałach będąca, na wadze nic nie znaczy.
Więc to, co równie wielkie, a jednak cięży inaczej,
Bo lżej, widocznie próżni ma w sobie spory zapas.
Tο zaś, co znacznie cięższe, tem się od lekkich różni,
Że więcej ciała zawiera i tyleż mniej ma próżni.
Jest więc, jak bystry rozum jasno pozwala nadmienić,
We wszystkich ciałach jakaś domieszka pustej przestrzeni.
Pragnę cię teraz przestrzec, by z drogi cię nie zwiodły
W poszukiwaniu prawdy bajania mędrków podłych,
Którzy mówią, że łuską pokryte morskie twory
Siłą prą wodę naprzód, by powracała w otwory,
Jakie za sobą zostawią dla fali luźnego odpływu.
Mówią też, czemu zbytnio nawet się i nie dziwuj,
Że wszystkie twory w ten sposób, w ruchu swobodzie zupełnej
Żyją w naturze, choć wszystko spojone jest i pełne.
Błąd to pewny. Bo jakże przeć mogą naprzód ryby,
Jeśli ich woda nie puści? Nie puści zaś bez ochyby,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Bo gdzie ustąpią fale, gdy ryby nie mogą się ruszyć?
Albo więc na ruch wszelki zamkniemy oczy i uszy,
Albo przyznamy, że próżnia jest do natury dodana
I z niej jest ruchu możliwość we wszystkich znanych odmianach.
Dalej, gdy po pchnięciu dwa ciała, dość szerokie,
Zderzą się i na powrót cofną nagłym odskokiem,
Trzeba, by w środku powietrze zajęło próżnię całą.
Tak jednak nie jest od razu, choćby najsilniej wiało,
Gdyż w jednym czasie nie może ogarnąć całej przestrzeni,
Tylko miejsce po miejscu w jednakiem natężeniu,
Aż się jedno po drugiem wypełni w jedną całość.
Gdyby ktoś myślał przypadkiem, że to od razu się stało
(Gdy ciała odskoczyły — powietrze mogło się zgęścić),
Błądziłby: próżnia zwolna zajmuje miejsca części,
Zarazem wypełnia się pustka, przedtem w powietrzu będąca.
Powietrze znów, jak myślę, nie może gęsto się zmacać,
Ani, gdyby już mogło, bez próżni wcale nie zdoła
Zewrzeć się i swych cząstek znowu na miejsce przywołać.
Przeto choćbyś się wahał i sąd swój o tem przewlekał,
Musi się próżnia w przyrodzie okazać z naszych dociekań.
Mogę ci mnóstwo dowodów dać jeszcze na to z pamięci,
Aby wiarę upewnić i w dalszej pracy zachęcić.
Lecz przecie słów niewiele potrzeba mądrej głowie —
Wystarczą ślady prawdy, a resztę sama wyłowi.
Bowiem jak psy myśliwskie, stanąwszy raz na tropie,
Węchem zwierzynę znajdą, choć w puszczy się zakopie,
I pójdą prostą drogą aż do legowisk w gęstwie —
Tak ty, prawdy szukając, celujesz w myśli męstwie,
Sam przez się pewnie idziesz przez jej kryjówki kręte,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Jedno po drugiem odkrywasz nieznane i nieujęte.
A jeśli się trochę lenisz nadstawić myśli i uszu.
Mogę cię o tem jednem zapewnić, mój Memmiuszu:
Z wielkich zaprawdę źródeł tryskają słowa moje
Słodkim i niekłamliwym, i tak bogatym zdrojem,
Że boję się, by pierwej powolna starość zziębła
Nie weszła w członki nasze i życia nie rozprzęgła,
Nim ci o każdej rzeczy prześlę w twe uszy pilne
Dźwięcznym i gładkim wierszem dowody nieomylne.
Teraz, by znów powrócić do wątku naszych badań,
Gała natura — powtarzam — z dwóch się pierwiastków składa:
Ciałka to są i próżnia, w której się ciałka owe
Mieszczą i poruszają, układy tworząc wciąż nowe.
Jest materia — to mówi nam zmysł, ten wspólny nam wszystkim;
Gdy byśmy mieli nie wierzyć w świadectwa jego ścisłość,
Nie będzie przy rzeczach ukrytych na czem się oprzeć zgoła,
Ni ustalić rozumem, ni dokąd się odwołać.
Gdyby nie było próżni, to znaczy wolnej przestrzeni,
Gdzie przebywałyby ciałka? Jak miejsce mogłyby zmienić?
Nie miałyby pomieszczenia i wcale by nie mogły
Wędrować—jak to przed chwilą wiersze ci moje dowiodły.
Są ciała i jest próżnia. I nie ma nic innego.
Te dwa są elementy — nie znajdziesz już trzeciego.
Bowiem cokolwiek będzie, co tylko da się dotknąć,
Choćby małe, nieważkie, ma swoją treść istotną,
Wiele czy mało przyda do ciała masy całej,
To jednak je powiększy i jednak będzie ciałem.
Znowu, gdy tknąć się nie da ani nie stawi przeszkody
Ciałom, które przez owo miejsce zapragną przechodzić —Będzie tą właśnie
pustką, którą zowiemy próżnią.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wszystko, cokolwiek istnieje, albo coś czyni i sprawia,
Albo też na działanie innych się rzeczy wystawia,
Albo wreszcie jest takie, że w nim rzeczy są i się dzieją.
Rzeczy bez ciała ni działać, ni cierpieć nie umieją.
Cokolwiek działa lub samo doznaje działania —jest ciałem,
Próżnią zaś jest to wszystko, co rzeczom miejsce daje.
I nie masz żadnej trzeciej istności niezawisłej
Poza ciałami i próżnią, którą byś dostrzegł zmysłem,
Albo też mógł rozpoznać myślą, rozumowaniem.
Zaprawdę, wszystko wkoło, co imię ma, nazwanie,
Będzie więc cechą stałą lub przypadłością materii
Albo też próżni. Do jednej lub drugiej zaliczysz je sfery.
Stałą lub przynależną cechą zwać byśmy mieli
To, co się nie da od rzeczy bez zguby jej oddzielić.
Tak ciężar przynależy niechybnie do kamieni,
Ciekłość do masy wodnej, gorąco do płomieni —
Niewolę zaś, dostatek i biedę, wolność, zgodę,
Wojnę, i wszystko, co przyjściem swem ani wzbogaci przyrodę,
Ani zuboży odejściem, to zwiemy przypadłością.
I czas nie istnieje sam przez się, lecz z rzeczy kolejności
Bierze się w nas świadomość, że to ma teraz trwanie,
To już było, a tamto się po tem dopiero stanie.
Nie da się czas nam odczuć sam przez się w oderwaniu
Od rzeczy będących w ruchu lub w błogiem spoczywaniu.
Jeśli ci też porwanie pięknej Heleny wspomną
I ujarzmienie Troi i ona rzeź ogromną —
Nie sądź, że są to już byty w sobie, a nie przypadłości,
Jako, że ich bohaterów przykryła zasłona przeszłości.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Każde takie zdarzenie, o którem w historii słyszymy,
Możemy zwać przypadłością plemienia albo krainy.
Gdyby nie było materii ni miejsca na działanie
Dla ciałek, tej przestrzeni, w której się czynność stanie,
To ani żar miłosny, córki Tyndara krasą
W piersi Parysa wzniecony, nie dałby bodźca zapasom
Wojny owej, ni rumak-olbrzym, ciosany w drzewie
Rękami chytrych Greków, niszczące ognia zarzewie
Nigdy by nie był rzucił na dumne Pergamu mury.
Przeto ci poznać daję, że innej są natury
Wszystkie, dawne i świeże, przypadki, czyny, zdarzenia
Niźli ciała. Nie mają, jak ciała, własnego istnienia,
Ani też byt im przyznamy taki, jaki ma próżnia,
Ale powiemy — lepiej, i trafnie — że są to przeróżne
Przypadłości rzeczy i miejsca, właściwe krajom,
W których się dzieją, i ludziom, którym się przydarzają.
Ciała, powiemy dalej, to albo zarodki same,
Albo rzeczy ze skupień zarodków zbudowane.
Owoż zarodki rzeczy są trwałe, niewzruszone,
Nieprzenikliwość, zwartość stanowi ich obronę —
Choć się wydaje trudno uwierzyć, aby w ciałach
Mogła nieprzenikliwość objawić się i działać.
Oto przez ściany domów przenika piorun ścigły,
Jak głos i krzyk. Bieleją rzucone w ogień igły:
Kamienie, w żar ciśnięte, pękają w ostrych grzmotach,
Poddaje się gorącu i chłodna bryła złota.
Ciepło i zimno razem przenika srebrne czasze,
Gdy je pod ołtarz bogów podsuną dłonie nasze,
Gdy wonna rosa na nie przesącza się w ofierze.
Wszystko więc przenikliwe — pomyślisz w dobrej wierze.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Lecz ścisłe dociekanie i naturalne prawo
Przeczą pozorom. Zatem uwagę skłoń łaskawą,
Aż wkrótce ci dowiodę, gdyś prawdy dość łakomy,
Że są nieprzenikliwe zarodki lub atomy,
I z tych to ciałek pierwszych, niezniszczalnych i wiecznych
Jest cały świat stworzony i wszystkie w świecie rzeczy.
Najpierw tedy rozważmy: skoro dwojaka istnieje
Natura: ciało i miejsce, w którem się wszystko dzieje —
Każde z nich, w swoich celach odmienne i swoiste,
Musi być niezależne i samo w sobie czyste.
Wszędzie, gdzie tylko próżnia rozciąga władzę swoją —
Nie ma tam ciała. Znowu, gdzie same ciała stoją,
Tam być nie może próżni. Z tego wynika jasno,
Że zwartość, nieprzenikliwość stanowi ciałek własność.
Dalej: ponieważ jednak jest próżnia w stworzonych ciałach,
Musi być dookoła materia twarda, stała.
Bo ani dowieść można, ani ma sensu wiele,
Aby istniała wewnątrz próżnia w jakowem ciele.
Gdy jej nieprzenikliwa materia nie otoczy —
Tem zaś, co dzierży próżnię i dookoła tłoczy,
Może być tylko materia. I oto stąd konieczność,
Aby materia miała oprócz zwartości — wieczność
I trwała ona jedna, gdy wszystko inne ginie.
Gdyby nie było tego, co nosi próżni imię,
Wszystko byłoby zwartą masą. A gdyby, przeciwnie,
Nie było ciałek, co miejsce zajmą i dzierżą skwapliwie,
Byłaby cała natura pustką i czczą przestrzenią.
Lecz że ni pełną, ni pustą nie jest wyłącznie, widomie
Wszędzie materia z próżnią łączą się w jej ogromie.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Z ciałek tedy i z próżni składa się nasza ziemia,
Ciałka próżnię, a próżnia ciałka przetyka na przemian.
Rozbić ich nie potrafi zewnętrzne uderzenie,
Wniknąć w nie nic nie zdoła za żadnych sił zrządzeniem.
Nigdzie, nigdy i znikąd, jak już dowiodłem wyżej,
Zarodkom, ciałkom wiecznym nie można zguby wyrzec.
Brak próżni nie pozwoli na żadne przeniknięcie
Ani rozpołowienie pod jakiemś ostrem cięciem,
Podobnie jak bez próżni nie wchłonie ciało zimna
Ani nie przyjmie żaru materia niegościnna.
A znowu— ile jest pustki w jakiegoś ciała treści,
Tyle ono niszczących warunków w sobie mieści.
Zatem, jeśli brak próżni cechuje ciałka stałe,
Muszą być one wieczne, jak to już okazałem.
Dawno by już bez tego wszystko w obrębie źrenic
Mogło się brać z niczego i znów się w nic zamienić.
Ponieważ zaś wiadomo, że nicość nic nie tworzy
żadna rzecz nie może ze szczętem się w nicość rozłożyć,
Przeto zarodki wieczne muszą być jądrem rzeczy,
Aby w nich treść została, kiedy się kształt niweczy,
Aby w rozkładu chwili materii nie ubyło,
Aby znów coś z niej wzrosło, nową zbudzone siłą.
Nieprzenikliwe, wieczne — są ciałka tą podstawą,
Na której nowe kształty układa życia prawo,
By wciąż odnawiać się mogła wieczność nieustająca.
Zresztą gdyby natura nie dała zgubie końca,
Wtedy dłoń twarda czasu tak by skruszyła ciało,
Ażby nic już nareszcie trwałego nie zostało
I wszystko, co zarodki mogłyby jeszcze stworzyć,
Byłoby już zbyt wątłe, by wieku swego dożyć.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Widać przecie, że łatwiej zniszczyć się daje wszystko,
Niżli na nowo sprawić. A wieczne dni kolisko
Gdyby burzyło tylko, świat niszcząc aż do śladu,
Nic by nie mogło nigdy zachować czasu i ładu.
Uczy nas rzeczywistość, że wszystko się odradza,
Że dla każdego tworu mądra natury władza
Określa czas powstania, rozkwitu i upadku,
Że i zguba gdzieś musi mieć kres swój na ostatku.
Mimo, iż rzeczy zarodki są zgoła nieprzenikliwe,
Łatwo zrozumieć będzie, dlaczego twory żywe,
Czemu powietrze, woda, ziemia i żar płomieni
Mogą się ugiąć w sobie, ustąpić swej przestrzeni —
Jeżeli przy materii, z której się każde składa,
Przyjąć istnienie próżni i jej znaczenie badać.
Za to bez próżni nigdy nie zdoła nikt wyśledzić,
Skąd w krzemieniu, w żelazie, tyle twardości siedzi.
Cała ich tęgość bowiem utraci swą przyczynę,
Gdyby atomy uznać za miękką mieszaninę.
Mają one niechybnie nieprzenikliwość trwałą
I jeśli większa ilość skupi się w jedno ciało,
Może ono okazać moc wielką, silne trwanie.
Dalej, gdyby się ciała kruszyły nieustannie,
Musiałyby od wieków przetrwać jakieś drobiny,
Ażeby mogły powstać rzeczy, które widzimy,
Jeśli zaś teraz przyjmiemy, że krucha jest ich budowa,
Jakże się mogły dotąd utrzymać i dochować,
Kiedy przez lat tysiące wciąż w natężonej mierze
Drżały od gwałtowności katastrof i uderzeń?

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Gdy też, jak jasno widać, każdy z przedmiotów znanych
Według rodzaju ma normę istnienia i przemiany,
Oraz z woli natury granice nieprzestępne,
Co może lub nie może czynić, i w jakiem tempie;
Skoro nic się w gatunkach nie zmienia, prócz pokoleń,
Tak że ptaki dziedziczą piór kształty, barwy swoje —
To zgoła jest konieczne, by twory jednakowe
Z jednakiej wciąż materii ród brały i budowę.
Bo gdyby się zarodki materii zmienić dało
(Mniejsza już, jaką drogą naruszyłbyś ich stałość),
Zmianie za każdym razem uległoby i ciało.
Żadna by rzecz nie miała granicy sobie właściwej,
Dnia i racji narodzin i śmierci, a twoty żywe
Nie mogłyby w dziecińhtwie przejmować po rodzicach
Natury ruchów, zwyczajów, wyglądu, barwy lica.
Zarodek, sam tak drobny, że go nie dojrzysz zgoła,
Ma jakąś część najmniejszą; tej dzielić już nie zdołasz,
Ten atom nie ma części i sam dla siebie, luźny,
Nie istniał nigdy przedtem, nie będzie istnieć później.
Będąc sam cząstką czegoś z szeregu innych części,
Buduje jakiś zarodek, gdy szereg się zagęści.
Inne, jemu podobne, a raczej równe całkiem,
Stanowią treść spoistą, złączone ciałko z ciałkiem.
Nie żyjąc samoistnie i przez się też nie trwając,
Ani się wyodrębnić, ani się wyrwać dają.
Mocą zarodków — zwartość, spoista jednolitość,
W nich bo natura mądra nasiona dając bytom,
Chowa maleńkie części bez szparek, skaz i szczelin,
Z których już żadna siła nie zdoła nic oddzielić.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

I nie są te zarodki z mnogości drobin zbite;
To ciałka trwale spójne, wieczyście jednolite.
Gdyby nie przyjąć atomu za cząstkę ograniczoną.
Najmniejszą, trzeba by przyjąć w nim cząstek nieskończoność.
Swoją bowiem połowę mieć będzie każda połowa
I, dzieląc części, ciągle można by dzielić od nowa.
^fs28Wtedy między wszechświatem a cząstką najmniejszą, atomem.

Żadnej byś nie odnalazł różnicy logicznie widomej;
Bo jeśli całość będzie ogromna, wielka bezmiernie,
To i atomy bezmiarem odpowiadałyby wiernie,
Jako bez granic podzielne. Na taki w rzeczach porządek
Burzy się umysł badacza i zgoła prosty rozsądek.
Musisz wiec wyznać w końcu, że są te najmniejsze drobiny.
Których już nie podzielisz. Są dla tej samej przyczyny
Nieprzenikliwe, wieczne. Gdyby natura wreszcie.
Tworząc rzeczy, najmniejsze dzieliła bardziej jeszcze,
Gdyby się wszystko wciąż dalej bez końca rozdrabniało,
Nigdy by wstać nie mogło na nowo żadne ciało.
Bo szczątki tak zmalałe nie mogą mieć walorów,
Które materia rodna mieć musi dla swych tworów:
Więc zdolności ciążenia, ruchu i uderzania —
Tego, co jest niezbędne dla rzeczy powstawania.
Dlatego ci, co w ogniu znaleźli treść istności,
Wierząc, że wszystko z ognia wywodzi się najprościej,
Bardzo się zabłąkali, niezdarni myśliciele,
Z Greczynem Heraklitem, przywódcą swym, na czele.
Sławny on u niektórych ze swoich współplemiennych
Ze swych słów i wyrażeń nie mądrych, ale ciemnych.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wszedżie najbardziej bowiem wielbią i cenią głupcy
Mędrków którzy potrafią misternem słowem kupczyć,
I zawsze prawdą będzie dla ich mizernej duszy,
Co tajemniczo, dziwnie i dźwięcznie brzęczy w uszy.
Jeśli to wszystko tylko z ognia — to ktoś zapyta,
Czemu jest różnorodność rzeczy tak rozmaita.
Na nic dowód, że ogień gęstnieje raz, raz rzednie,
Jeśli przedmioty z ogniem mają natury jednię.
Wtedy, gdy większa gęstość — powstałby żar płomienia;
Mniejsza — wtedy się tylko potęga ciepła zmienia.
Nic nie wyniknie nadto z tych uproszczonych przyczyn,
Choć ktoś, fałszywe racje podając, głośno krzyczy.
Nie ma cienia powodu, by rzeczy różnorodne
Miały się nam tłumaczyć gęstym lub rzadkim ogniem.
Zresztą wtedy dopiero żar gęsty i gorący,
Lub rzadszy, chłodny będzie, gdy próżnię doń dołączyć.
Że zaś biedakom Muzy masę sprzeczności kładą —
Bojąc się uznać próżnię, tak przeczą prawdy śladom,
Że w strachu nad przepaścią do reszty gubią drogę.
Nie widzą, że bez próżni musi być stały ogień,
Że wszystko byłoby wtedy spoiste, niczem kamień,
Twarde — niczego z siebie wysłać nie byłoby w stanie.
Widać przecie, jak ogień śle ciepło, blask płomienia;
Nie jest więc wcale ścisły, skoro w oczach się zmienia.
Jeśli zaś wierzą oni i głoszą taką bzdurę,
Ze ogień gaśnie skupiony i zmienia swą naturę,
Jeśli nie dadzą znowu żadnej granicy temu —
Dawno już zgaśnie ogień podczas ich żmudnych przemów
I jako rzeczy tworzywo nicość im pozostanie.
Cokolwiek bowiem w przemianach wyjdzie poza swój kraniec,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Umiera i już nie ma tego, co przedtem było.
Musi więc być coś stałego, co oprze się wszelkim siłom,
Aby ci wszystkie rzeczy nie obróciły się w nicość,
By powstać znów z niczego — przez jakąś moc tajemniczą!
Skoro istnieją takie najbardziej pewne ciała,
Których właściwość, natura, jest zawsze ta sama, stała,
Za których porządku zmianą, przybytkiem lub ubyciem
Zmieniają się przedmioty, natura ich i życie —
Jasne, że one z ogniem nie mają nic wspólnego.
Byłoby bez znaczenia przydawać sens ich biegom,
Zmieniać ilość, porządek, gdy ich natura stała,
Ognista będąc, różne wydając z siebie ciała
Zawsze i tylko jedno mogłaby tworzyć: ogień.
Prawda jest taka, myślę: że owe ciałka mnogie,
Których zbieg, ruch, porządek, kształt, układ odpowiedni
Wytwarzać może ogień w warunkach ciągle jednych,
Gdy zmienić ich porządek, zmieniają też swą własność.
Nie są to ciałka-ogniki, nie parzą, nie świecą jasno,
Nie są podobne do żadnej rzeczy, mogącej wysłać
Ku nam ciałeczka, co znajdą odczucie w naszych zmysłach
Mówiąc, że wszystko z ognia i że z niczego więcej,
Że nic prócz ognia nie ma — trzeba być wprost szaleńcem.
Sam bo Heraklit jawnie podważa własne tezy,
Gdy na podstawie zmysłów przeciw tym zmysłom wierzy.
Dzięki nim przecie mógłby szersze poznanie odnieść.
Jak dzięki nim się poznał ze swym powszechnym ogniem.
Wierzy biedak, że zmysły poznają ogień. Zgoda.
Lecz że nie tylko ogień — nie wierzy. Mała szkoda!
Już nie próżne to dla mnie gadanie, lecz zgoła szalone.
Cóż zostanie, gdy rzucić na wartość zmysłów zasłonę?

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Czemże fałsz odróżnimy? Jak dojdziem prawdy rzeczy?
Czemu wreszcie, jeżeli już zmysłów świadectwom przeczyć,
Ogień tylko uznawać, a wszystko inne mieć za nic,
Nie zaś ogniowi przeczyć i wierzyć we wszystko poza nim.
Jedno czy drugie twierdzić, to w równym być obiedzie.
Toteż ci, którzy widzą ogień i ogień wszędzie
I o naturze ognistej długie prowadzą wywody,
Ci także, którzy myślą, że wszystko rośnie z wody.
I ci, co wierzą w powietrze jako wszechrzeczy tworzywo,
I ci, co w ziemi widzą jedyną matkę prawdziwą,
Z której się wszystko rodzi (bo różni różnie sądzą) —
Wszyscy z dala od prawdy po krętych ścieżkach błądzą.
Dodaj tych, którzy dwie upatrują świata przyczyny:
Ogień razem z powietrzem, lub ziemię i wodę. I innych,
Wedle których są cztery zarodki wszelkiego istnienia,
Cztery materie: powietrze, woda, ogień i ziemia.
Pośród tych wszystkich Empedoklesa z Agrygentu
Postawimy na czele — męża wielkiego talentu,
Chlubę wyspy trójkątnej, którą błękitem swej fali
Morze Jońskie obmywa i dzieli od brzegów Italii.
Tam to przepastna Charybda, charcząca głodnem gardłem,
Gorzką wypluwa pianę, co kruszy skały twarde.
Tutaj kratery Etny pomrukiem grożą wściekłe,
Aby na ziemię znowu wylać się żywem piekłem,
Aby wydarłszy z gardła płomień podziemnych głębin
Znów się aż pod niebiosa czerwonym błyskiem skłębić;
A choć ten kraj rozległy powszechny podziw budzi,
Chociaż doń zewsząd ciągną ciekawe tłumy ludzi,
Choć pełen jest dostatków i nieubogi w mężów,
W osobie tego mędrca sam siebie przezwyciężył.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Wszędzie on tu pamiętny i czczony jest, jak święty,
A pieśni jego mają taki czar niepojęty
I tyle prawdy głoszą, że trudno wierzyć zgoła,
Że z ludzi się narodził ten, kto tak umie wołać.
Jednak i on, i tamci, którzy od mędrca z Sycylii,
Jako już wyżej rzekłem, we wszystkiem słabsi byli,
Chociaż odkryli dużo, mnóstwo zbadali dziedzin
I na moc pytań trafne dawali odpowiedzi,
Bardziej natchnione i brzmiące i pewniej, i rozsądniej,
Niż Pytia w laur spowita, która z trójnoga sądzi,
Jednak i on, i wszyscy, u źródeł wszystkich przyczyn —
Potężni — tęgo padli, zbywszy się swych zdobyczy.
Najpierw dlatego, że zdolność ruchu przydając rzeczom
Przeczą możności ruchu, gdy wszelkiej pustce przeczą.
I chociaż ciałom miękkim i rzadkim nie przeczą istnienia,
Takim jak słońce, ogień, powietrze, rośliny, ziemia,
Zwierzęta — jednak nie widzą, że musi być próżnia w tych ciałach
Twierdzą dalej, że każda rzecz, choć nie wiem jak mała,
Może się dzielić i kruszyć bez końca. A to jest nieprawda.
Bowiem jak z rzeczy widzialnych cząstkę posiada każda
Jakąś najmniejszą, że mniejszej już zmysły nie dostrzegą,
Tak w niewidzialnych ciałkach musi być coś najmniejszego.
Dodaj i trzeci powód: że ich pierwiastki ciałek
Są, według ich mniemania, i miękkie, i niestałe —
A wiemy, że co tylko miękkiego rodzi ziemia,
To jest do cna śmiertelne i wiecznych nie zna przemian.
Tedy natury całość byłaby w nicość rozbita,
Wszystko by znów musiało jawnie z niczego wykwitać.
Jak to jest nieprawdziwe, sam łatwo już rozpoznasz,
Bo z niezgodzonych części każda, dla innej groźna,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Będzie się zwierać, walczyć, i albo wszystkie zginą,
Albo rozpierzchną się wzajem, jak to burzliwą godziną
Widać pędzące od siebie pioruny wichry, deszcze.
Gdybyś w te cztery żywioły uparcie wierzył jeszcze,
Z których się wszystko bierze, do których wszystko wraca,
Czemu nie widzieć sprawy na opak, nie mówić raczej,
Że wszystkich ciał rozmaitość jest czterech żywiołów początkiem?
Wszakże i one wzajem się rodzą odwiecznym porządkiem.
Wygląd, całą naturę oddają jedno drugiemu.
Jeśli myślisz może, że kiedy z ogniem ziemia,
Że wiatr z wilgotną rosą gdy się ze sobą łączą,
Natury swej nawzajem nie tracą i nie plączą —
Wiedz, że się nie narodzi z nich żadne nowe ciało,
Ni z duszą, ni bez duszy, jak drzewo albo gałąź.
W kupie pstrej zbieraniny wszystko się da oddzielić
I będzie widać ogień spomiędzy ziemi szczelin.
Osobno znów powietrze, osobno wodna rosa —
Każde wnosi do związku swych właściwości posag.
Prawdziwe ziarna rzeczy inne mieć muszą własności.
Oczom niewidne, dyskretne, takie, które całości
Nie przeszkodzą, by miała cechy swoiste, własne.
Oto mędrcy ci śmiało sięgają w niebo jasne
Mówiąc, że najpierw ogień w powietrze się zamienia,
Z powietrza deszcz, a z deszczu robi się znowu ziemia.
Z ziemi znów wszystko wraca, tylko w odwrotnym szyku:
Woda, a potem wietrzyk, a potem żar płomyków.
Wszystko to krąży wiecznie, wszystko się gładko splata,
Dążąc do ziemi z nieba, z ziemi do gwiazd wszechświata.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Tego czynić nie mogą zarodki w żaden sposób,
Bo musi coś stałego pozostać wśród kosmosu,
Żeby się wszystkie rzeczy nie obróciły w nicość.
Bowiem co tylko w zmianie przekroczy swe granice,
Umiera i już nie ma tego, co przedtem trwało.
Jeżeli więc żywioły wzajem się wymieniają,
To muszą (wciąż powtarzam) z takich się ciałek składać,
Których nie można rozbić, umniejszyć ni rozkładać,
Aby nie zaginęło wszystko nie wiedzieć kędy.
Czemuż nie przyjąć raczej, że różne ciała będą
W pewnym układzie stałym wytwarzać ognia zarzewie,
A potem, gdy im ująć lub dodać części pewne.
Dadzą powietrze, wodę, i że tą drogą przemian
Wiecznie i różnorodnie stroi się nasza ziemia?
«Jakże — spytasz — zaprzeczyć taki fakt niewątpliwy,
Że wszystko się pnie ku powietrzu i że się z ziemi żywi?
Że gdyby nie przychylna wiosennych burz ulewa,
Kiedy pod chmur powiewem stęsknione gną się drzewa,
Gdyby nie ciepło słońca i jego światło złote,
Nic by tu żyć nie mogło, widziałbyś w krąg martwotę.»
Zgoda! I gdyby ciał nam nie wzmacniał napój i pokarm,
Prędko by kształty nasze w twardości swej i w sokach
Nikły i rychło życie odeszłoby nas całkiem;
Krzepią nas bowiem ciała płynne, stałe i miałkie,
Inne zaś ciała krzepią odmiany tworów inne —
Dlatego, że w naturze masz wielką mieszaninę:
W różnych gatunkach rzeczy wiele jest wspólnych ciałek,
Stąd masz sposoby życia dla stałych odmian stałe.
Ważne jest także, jakie zarodki z jakiem gronem

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Schodzą się w jednem ciele i jak są ułożone,
Takie wśród siebie ruchy stosują ich układy —
Bowiem te same tworzą morze i wysp gromady,
Słońce, niebo, powietrze, żywe stworzenia, zboże —
Tylko ich ruch jest inny i inny kształt położeń.
Oto w mych własnych wierszach odnajdziesz, przyjacielu,
Wiele jednakich liter, wspólnych wyrazom wielu,
Przyznasz jednak, że słowa i każdy z nich heksametr
Ma inny dźwięk, treść inną, znaczenie nie to samo —
Tyle potrafi zdziałać zmiana układu liter;
Ale zarodki rzeczy są bardziej rozmaite,
Z nich nieskończone powstaje bogactwo form materii.
A teraz przejdźmy jeszcze do greckiej homeomerii,
Którą Anaksagoras stworzył, a której treści
W naszej ubogiej mowie żaden wyraz nie zmieści,
Chociaż sens tej nauki nie trudno oddać w słowach.
W myśl Anaksagorasa homeomeria owa
Uczy, że z małych kostek powstają kostki wielkie,
Z mięsek — mięso, a z drobin rosną olbrzymy wielkie,
Że krew z maleńkich krwinek tworzy się tym systemem,
Co złoto z kruszyn złotych, a ziemia z małych ziemek.
Podobnie mnogość cieczyn ocean da w wyniku,
A płomień zajaśnieje z maleńkich podpłomyków.
Takie to jest rozkoszne, lecz wierzcie, czy nie wierzcie,
Mówi on to poważnie o wszystkich tworów reszcie.
Razem jednak odrzuca próżnię do ciał włączoną
I kres kruszenia ciałek odsuwa w nieskończoność.
Dlatego zdaje mi się, że w swym systemie całym
Błądzi, jak ci, o których przed chwilą już pisałem.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Dodaj, że z zarodkami w fałszywe trafił sedno,
Bo cóż to za zarodki, które z rzeczami jedną
Mają naturę, i taką samą zmuszone przyczyną
Zmieniają się, starzeją i wreszcie marnie giną.
Cóż je osłoni bowiem w niechybnych czasu pociskach?
Czy się potrafi wyrwać po prostu śmierci z pyska
Ogień, woda, czy wicher, a może krew, lub kości?
Nie, zaiste! Jak wszystko podległe śmiertelności.
Będą zarodki niknąć, jak rzecz, co jeszcze tu była
Niedawno, a oto zginęła, zmożona jakąś siłą.
Świadczę się prawdą rzeczy, którą przedtem dowiodłem,
Że nic z nicości nie może powstać na żadną modłę,
Ani się w nicość obrócić. A stąd. że żywi nas pokarm,
Wnosić nie można, że nasze żyły i kości, posoka
Jeśli zaś mówią: pokarm składa się z mieszaniny.
Ma w sobie krew i żyłki, i kostek odrobiny —
Wtedy przyznaj, człowieku, że rozmaitość cała
Jest w pokarmie każdym pokrzepiającym ciała,
Że każdy składa się z obcych i różnorodnych cząstek:
Razem ze krwi i kości, razem ze ścięgien i chrząstek.
Dalej, jeśli ciał mnogość, z ziemi wyrastająca,
Tkwi w tej ziemi, to rzeczy obcych masz w niej bez końca.
Przełóż to i dopasuj do wszelkich innych dziedzin:
Znajdziesz wciąż jedno słowo tej samej odpowiedzi.
Kryje się (weźmy drewno) płomień, dym, popiół w drewnie
Drewno z tych rzeczy obcych składa się jak najpewniej.
Wreszcie wszystko, co ziemia odżywia i pomnaża
Z ciał obcych, różnorodnych, które powstają z drewna.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

W takich wypadkach zostaje jeden słabiutki wybieg.
Użył go Anaksagoras, mówiąc, iż w rzeczy trybie
Test tak, iż w każdem ciele są wszystkie, lecz tylko niektóre,
Te najliczniejsze i wierzchnie, jawią w nim swoją naturę.
Marne to tłumaczenie tak wikłać treść wszechrzeczy
I wbrew codziennym faktom niezbędnej prawdzie przeczyć.
Wtedy bo z ziaren zboża, kiedy je kruszą żarna,
Szłaby strugami chyba krew czerwonawo-czarna
Albo coś, co się w ciele człowieka z jadła tworzy.
Równie by z ziół wszelakich krwi strumień tryskał może,
Kiedy je trzeć w kamieniach, a z wody by pociekła
Ciecz jakaś, słodka pewnie i chyba także ciepła,
Mleku podobna, które z wymienia owiec płynie.
Widać by było także w rozdartej ziem głębinie
Roślin zarodki, liście, owoce w drobnych ziarnkach.
Skryte w glebie rodzajnej w równiutkich, małych miarkach,
A w każdem rozłupanem czy przełamanem drewnie
Dym, nawet popiół, nawet ogień dałby się dostrzec pewnie.
Ale że tego nigdy nie stwierdzisz w ciałach żadnych —
Wiedz, że nie ma w naturze mieszanin tak nieskładnych,
Że w rzeczach wszystkich zarodki im wszystkim wspólne drzemią,
A różność rzeczy zawdzięczasz różnym tych ziarn połączeniom.
«A jednak — rzekniesz na to — pod nagłem wichru skrzydłem
Kiedy zetrą się z sobą drzew szczyty niedościgłe
Na zboczach gór wyniosłych, to czasem się wydarzy
Błysnąć im kwiatem ognia i wokół las rozżarzyć».
Słusznie, lecz nie ma w drzewach płomienia, tylko mnogie
Żaru zarodki, co w tarciu potrafią wzniecić ogień
W całej połaci lasu. A gdyby żar już gotów

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Krył się z natury w drzewie, buchał bez burz i grzmotów,
Nie mógłby tak się przyczaić, lecz dawno już swą potęgą
Spaliłby lasy i gaje na całym ziemskim kręgu.
Po tem. co rzekłem wyżej, czy jest ci zrozumiałą
Niezmierna waga tego, jak ciałka się zmieszają,
Jak się ułożą przy sobie, jakich doświadczą zderzeń;
Że od tego wszystkiego jedynie będzie zależeć,
Czy stworzą ogień, czy drewno. Podobnie rozpatrz szyk znów
Kilku tych samych liter w wyrazach «ignis» i «lignum.»
Nie tylko, że znaczenie wyrazów nie jest jedno,
Bo pierwszy znaczy: ogień, a drugi znaczy; drewno,
Ale odmienne jest także obu wyrazów znaczenie.
Wreszcie, jeśli uparte wciąż żywisz przeświadczenie,
Że wszystko w przyrodzie, na co oczyma co dzień spozierasz,
Na podobieństwie ziaren z rzeczami się musi opierać,
Niech będzie — a ja ci wysnuję stąd wnioski oczywiste,
Że się zarodki twe śmieją i ronią łzy rzęsiste.
Więc poznaj, co zostało, i poddaj słuchu baczniej.
Wiem ja, jak to jest ciężko, gdy prawdy szukać zaczniesz.
Ale w mem sercu mocnem oprócz miłości do niej
Jasna nadzieja sławy i cześć dla sztuki płonie.
Niemi to uskrzydlony, w myślach i chęciach szczery,
Stopą niczyją nie tknięte zdeptują szlaki Pieryd.
Miło do czystych krynic przystąpić pierwszy z ludzi,
I nieskalaną wodą żar własnej piersi studzić.
Milej Muz kochankowi iść wzwyż po takie wieńce.
Które ozdobią skronie mnie i nikomu więcej.
Uczę o wielkich rzeczach i stromą idę drogą,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Rwąc religijne więzy i kłam zadając bogom,·
A choć w ciemności wkraczam, by dobyć prawdy system.
Patrz słów mych: jakie dźwięczne! patrz pieśni: jak przejrzyste!
Bo zdaje mi się słuszne tak czynić, jak lekarze:
Dając lekarstwo dzieciom w piołunu pełnej czarze
Najpierw dokoła puchar omażą złotym miodem,
Aby kapiyśne wargi przynęcić przez osłodę,
Razem zaś, oszukawszy w językach małą dziatwę,
Dają jej przełknąć leki złe w smaku i niełatwe,
I tak podstępem, z tkliwej płynącym o nie pieczy,
Podadzą dziecku piołun, co dzielnie je wyleczy.
Tak też ja, skoro gorzka wydaje się nasza nauka
Tym. którzy nie przywykli jej śladem prawdy szukać.
Tłum zaś cofa się przed nią — chcę tobie słodkodźwięczną
Pieśnią wyłożyć prawdę, na wierzchu kładąc piękno.
Może też myśli trudność Muz miodem z brzegu krasząc
Ducha delikatnego znęcę poezją naszą
l czarem jej uwiężę — ty zaś przy pieśni wtórze
Poznasz prawdę rzeczy i prawa rządzące w naturze.
Że już dowiodłem jasno ciałek nieprzenikliwość
I to, że od zniszczenia bezpieczny jest ich żywot,
Zbadać należy jeszcze, czy jest ich nieskończoność,
Czy nie. A dalej próżnia; czy kres jej wyznaczono,
Lub, jak wolisz, czy przestrzeń, w której się wszystko dzieje,
Ma koniec, czy też nie ma, a jeśli ma, to gdzie jest,
Albo — czy nieskończenie i wszędzie się rozdluża.
Całość natury wszelkiej jest nieskończenie duża
I nigdzie granic nie ma. Bo gdyby jaki kres był.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

To (jak we wszystkiem innem), tak i tu z krańca też by
Musiał być punkt, leżący już poza światem całym,
By dalej nasze zmysły nic dojrzeć nie zdołały.
Że nic za wszechcałością już nie ma, każdy przyzna;
Bezkresna więc, bezmierna wszechrżeczy jest ojczyzna.
Jedno jej, w jakiem miejscu spojrzałbyś na jej obszar,
Bo wszędzie, gdzie przystaniesz, wciąż całość masz na oczach
I zewsząd cię otacza jej ciągła nieskończoność.
Zresztą, gdyby i przyjąć przestrzeń ograniczoną,
Pomyśl, żeś wybiegł wreszcie na jakiś z boku kraniec
I rzucasz lotną strzałę. Zważ teraz — co się stanie?
Czy pocisk pójdzie naprzód, wysłany ramion siłą,
Aby polecieć lekko, dokąd mierzone było —
Czy też coś mu się oprze i w dalszym biegu wstrzyma?
Jedno lub drugie wybierz: trzeciego wyjścia nie ma.
Lecz cię te oba wyjścia zmuszą, byś przyznał szczerze,
Że nigdzie świata ogrom granicy nie przybierze.
Bowiem, czy strzale w drodze przeszkodzisz gnać swobodnie,
Czy lekko lecieć każesz—jedno stąd musisz odnieść:
Żeś znów, mój przyjacielu, nie wyszedł spoza granic
Natury, i wykręty wszelkie tu będą na nic;
Bo choćbyś mi obiegał w przestrzeni punkty wszystkie,
Wszędzie cię ścigać będę i pytać: cóż z pociskiem?
Ucieczkom jego nie ma granicy ani końca.
A nawet jeśli przyjąć, że wszechobejmująca
Przestrzeń ma zewsząd krańce pewne i niewzruszone,
Wtedy materia cała nie w żadną inną stronę,
Jeno by swoją masą na samo dno opadła
I nad ziemią, na niebie, rzecz by nie była żadna.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Może by nieba nie było ani słonecznych błysków,
Bo wszystko by się gniotło razem na rumowisku.
Inaczej jest naprawdę. Spoczynku ani spokoju
Ciałka pierwotne nie znają. Bo nie ma żadnego dołu,
Spodu żadnego, gdzie mogłyby wszystkie razem spłynąwszy
Stałe założyć siedziby, i nigdy się ruch nie kończy.
W każdem miejscu i czasie coś dzieje się i staje,
Z nieskończoności szczytów pędzą, gonią się wzajem
Chyże ciałka materii w tę, tamtą, w każdą stronę.
Widzimy wreszcie, że jedno jest zawsze ograniczone
Czemś drugim. Górę od góry dzielą powietrzne przestworza,
Morze jest ziemi granicą, a ziemia granicą morza.
Ale całości wszechrzeczy już nic nie ogranicza,
Jest bowiem przestrzeń świata tem w sobie tajemnicza,
Że jej ogromu nigdy, na ziemi, w niebie, wszędzie,
Żadne pioruny ścigłe nie zdążą zmierzyć w pędzie
Ani nie sprawią lotem, by choć o cząstkę małą
W tę albo tamtą stronę mniej drogi pozostało,
Lecz jest dla wszystkich rzeczy otwarta wszędy droga.
Nic samo sobie kresu nie stawi; bo przyroda
Rządy sprawuje takie, że gdzie się ciało kończy,
Próżnia jest, i znów ciało, i znów się z próżnią łączy.
W ten sposób nieskończoność ma sens swój i harmonię,
Bo choć się jedno kończy i drugie pójdzie po niem,
To i tak będzie zawsze ciągnąć się w dal bezkresną.

Ni morze, ani ziemia, sklepienie ciał niebieskich,
Ludzi rodzaj śmiertelny, ni świętych bogów postać,
Nic by nie mogło ani na jedną chwilę się ostać.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Bowiem ze skupień wyrwana całej materii mnogość
Gnałaby poprzez próżnię nie wiedzieć jaką drogą.
Nigdy by też niczemu nie dała z siebie życia,
Zejść się z sobą nie mogąc i zebrać się z rozbicia.
Na pewno nie jakimś planem wiedzione materii zarodki
Bystrym dowcipem znalazły właściwe swe ośrodki,
Ani każdemu każdy udzielił miejsca chętnie.
Lecz że się skład ich zmieniał od czasów niepamiętnych,
Lecz że pod mnóstwem ciosów prąc w próżnię nieskończenie
Wszystkie układy i ruchy sprawdziły doświadczeniem,
Aż po tych biegach i ciosach do takich doszły złożeń,
W jakich się mogła narodzić wszystkość rzeczy i stworzeń.
Tak się też dochowawszy przez całych wieków lata
Dają codzienny obraz rzeczywistego świata,
Czyniąc, że rzeki w morze wlewają hojne wody,
Że pod spojrzeniem słońca ziemia odnawia swe płody,
Że plemię żywych stworzeń mnoży się i rozwija
I że w eteru bezdni gwiazd ogień nie przemija.
Pomyśl, na wszystko patrząc, jakżeby to się działo,
Gdyby wciąż napływ z zewnątrz nie równał rzeczy całość,
Gdyby w czas nie zyskały, co same z siebie tracą.
Bowiem jak niknie ciało trawione ciągłą pracą,
Nie pokrzepione jadłem, tak wszystko inne ginie.
Jeśli równa ubytkom materia nie dopłynie,
Czemś zatrzymana w drodze. A wszelkie uderzenia
Z zewnątrz nie mogą materii utrzymać w jej skupieniach.
Bywa. że siła ciosu jest dosyć długotrwała.
By nowa armia nasion z pomocą nadleciała;
A jednak nawet wtedy po samem uderzeniu

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Odbije się, odskoczy napastnik, i w skupieniu
Swobodnem od nacisku popłoch się wnet rozszerzy,
Niejedno umknie ciałko, nim nowy cios uderzy.
Przeto wciąż nowe i nowe rodzić się muszą nasiona
I musi być materia zasobem nieskończona,
By ciosom i ubytkom uczynić zawsze zadość.
W tych rzeczach jeszcze bardziej strzeż się dać zwieść, Memmiado,
Ludziom, co mówią, że prze ku środkowi wszystko na świecie,
Że ziemię z każdej strony wszystko do środka gniecie,
Że tak bez ciosów z zewnątrz natura dotąd stoi.
Nie zna. co dół, co góra, rozpędu się nie boi,
Bo wszystko środek trzyma (jak gdyby mógł coś trzymać!).
Mówią też. że ciężary leżące popod nami
Ciążą do środka ziemi, podobnie jak my sami.
Zwrócone ku nam, jak w wodzie odbicie z naszą twarzą.
Dalej, że żywe twory nogami w górę łażą,
A spaść nie mogą w przestrzeń, równie jak nam nie sposób
Własną siłą od ziemi odbić się w dal niebiosów
Wbrew ciężarowi ciała. I jeszcze bają w końcu,
Że lud z dołu w noc naszą — patrzy w oblicze słońcu,
A widzi noc, gdy my już daremnie gwiazd szukamy.
Że u nich lato, kiedy my tutaj zimę mamy.
Próżne to urojenie .............
Które głupcy ...............
Nie może być takiego środka. ........
Nieskończone. W ogóle jeśli już jest
....
Może tam dążyć cokolwiek .........
Nie zaś, przeciwnie ............
Albowiem każde miejsce i przestrzeń, zwana próżnią,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Przez środek, nie przez środek, wszędzie jednako, równo
Ustąpi, kiedy ciężar czy ruch się tani pojawi.
Nigdzie też miejsca nie masz, gdziebyś mógł ciała postawić
W próżni i całą wagę jakimś im cudem odjąć.
Co zaś do wolnej przestrzeni (próżnię rozumiem pod nią) —
Musi mieć pustki naturę i nie da niczemu oporu.
Nigdy więc tak się rzeczy nie tłoczą wedle wyboru,
Jednem gnane pragnieniem: by jak najbliżej być środka.
Zresztą ten domysł dziwny w różnych odmianach spotkasz.
Niektórzy mówią, że tylko ziemia i ciała ciekłe
Oraz te, co mieszkają aż w łonie ziemi ciepłem,
W morzu, w górach, do środka ciążą niepowstrzymanie,
Wiatr zaś, ogień — przeciwnie — inne ma zachowanie,
Gnając w pustkę od środka, i oto czemu właśnie
Mają na niebie naszem komety, gwiazdy jaśnieć.
Przez to też po niebiosach błądzi promień słoneczny,
Gdyż z gorąca ucieka od środka ruchem koniecznym.
Pono i drzew gałęzie, podane w nieba stronę,
Dlatego pokarm z ziemi okrywa w liście zielone.

Żeby i krańce świata na modłę lotnych płomieni
Nie rozprysły się nagle po całej pustej przestrzeni,
Aby z tej samej racji, w podobny jakiś sposób,
Nie spadły nam na głowę grzmiące sklepienia niebiosów,
By nam spod stóp nie znikła ziemia, a za nią wszystko
Nie zwaliło się nagle w przepastne rumowisko,
Skądby pierwotne ciałka ze wszystkich prysły ośrodków,
Nie zostawiając prócz próżni i niewidzialnych zarodków
Nic. Bo jeżeli powiem, że z tej lub innej strony

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Braknie ciałek pierwotnych, wśród próżni rozdzielonych,
Tędy gwałtownym biegiem, jak niewstrzyniany strumień
Cała materia w bramy śmierci niechybnie runie.
poznasz to z małym trudem. Słowo przydając słowu,
Myśl do myśli — w ciemności odnajdziesz drogę znowu,
Wszystkie natury cuda przejrzysz umysłem własnym,
Gdy każda rzecz następną rozświetli blaskiem jasnym.
Koniec księgi pierwszej

www.zrodla.historyczne.prv.pl

KSIĘGA DRUGA
Miło w czas burzy morskiej, gdy życia sam nie narażasz.
Patrzeć z brzegu na trudy wichrem gnanego żeglarza.
Nie stąd, że cudza męka radość ci może przynieść,
Lecz że przykrości widzisz, które gdy zechcesz — ominiesz.
Miło też walkę mężów oglądać w wielkich bojach.
Gdy z daleka bezpieczna całość i wolność twoja.
Ale najmilej zająć wyniosłe miejsca na szczytach
Myśli, gdzie rządzi wiedza, wysiłkiem mędrców zdobyta,
Skądbyś patrzył pogodnie na wszystkich wkoło bliźnich,
Jak, drogi życia szukając, po ziemskiej błądzą ojczyźnie.
Walczą, by zdobyć zdolność, by cześć dla rodu wzbudzić.
Dni i bezsenne noce trawią w nadludzkim trudzie.
Aby najwięcej posiąść, siłą czy sprytnym kruczkiem.
O marne ludzkie głowy, oślepłe serca ludzkie!
W jakich ciemnościach mija i w bólu życie dokoła!
Jakże nie wiedzieć tego, o co natura woła:
Aby nie pragnąć więcej, jak tylko tego, by ciało
Cieipienia nijakiego ni bólu nie zaznało,
A duch, od lęku wolny, doświadczał miłych wrażeń.
Przecie tak mało trzeba odkładać ciału w darze,
To zaś, co ból łagodzi i byt spokojem rności.
Może być sercu prostemu krynicą tylu radości!
Milej czasem — i sama natura nie żąda więcej,
Chociaż nie stoją w komnatach złote posągi młodzieńców

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Dzierżąc w prawicy lampy, by w długich, nocnych biesiadach
Światło wesołej uczty budziło zawiść sąsiada,
Choć dom nie błyszczy od złota a odzież nie z purpury.
Ani od dźwięku lutni nie drżą rzeźbione marmury
Milej, gdy przyjaciele na miękkiej trawy posłaniach,
Blisko strugi, gdzie dach ich z gałęzi drzew osłania,
Małym kosztem ucztują, ciała nie niszcząc przesytem.
Zwłaszcza, gdy do nich dokoła dzień się uśmiecha błękitem.
Kiedy im ziemia gościnna kwiatów wspaniałych nie skąpi.
Przecie nie przez to z ciała gorączka rychlej ustąpi,
Ani zmęczenie zniknie, ni słabość nie trwa dłużej,
Że nie na szmacie leżysz, a na wzorzystej purpurze.
Skoro więc ciału twemu nic skarby nie przydadzą.
Ani wspaniałość rodu, korona ani władza —
To i duchowi twemu nie zdadzą się na wiele.
Chyba że kiedy w walce z udanym nieprzyjacielem
Widzisz legiony własne w harcach nieprześcignione,
Wsparte pułkami jazdy, w jedną i drugą stronę
Broń jednaką niosące i jeden zapał ducha,
Lub kiedy flotę wojenną podziwiasz w harcowych ruchach —
Chyba że wtedy trwogę sztucznym przerazisz lękiem.
Z piersi wygnasz troskę i złych zabobonów mękę,
I czarna groza śmierci już ciebie nie nawiedzi.
Cóż, gdy to wszystko warte śmiechu i kpin gawiedzi,
A trosk upartych zmory i wieczny lęk człowieczy
Nie boją się strzał świstu i błysku nagich mieczy;
Nie straszny im król żaden, nie groźny im wielmoża,
Kpią sobie z szat bogatych i złocistego łoża.
Więc gdy widzisz, jak trwoga przez grube mury sięga.
Wiedz, że jedna na świecie oprze się jej potęga:
Światło wiedzy w tem życiu, brodzącem w ciągłych mrokach.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Bowiem, jak małe dzieci w nocy nie zmrużą oka,
Drżąc przed strachami, równie my czasem i w dzień biały
Boimy się upiorów, zwodniczych i nietrwałych
Jak te, przed których widmem trwoży się serce dzieci.
Tego mrocznego lęku nic równie nie rozświeci,
Ni złote strzały słońca, ni dnia oblicze białe,
Jak wszystkich praw natury poznanie doskonałe.
Teraz zważ, jakim ruchem zarodki wszystkich rzeczy
Mogą wciąż wszystko tworzyć i wszystko znów niweczyć.
Jaka je siła pędzi i jaka ruchu zdolność
Sprawia, że mogą przebiegać ogromną przestrzeń wolną.
Słów mych bacznie uważaj, trudności nie omijaj!
Nigdzie bowiem materia najszczelniej się nie zbija,
Skoro widzimy jasno, jak każda rzecz maleje,
Jak umniejszają wszystko niezmienne lat koleje.
Wszystko nam ginie z oczu, zakryte czasu zasłoną,
Chociaż całość natury zostaje niezmienioną.
Najpierw stąd, że co uszło i umniejszyło gdzieś coś.
Indziej dodało ciała, przybyło innym miejscom,
Jednemu koniec znacząc, drugiemu każąc kwitnąć —
Też na krótko. Tak oto przez przemian nieuchwytność
Odnawia się natura, kolejno się ludzie zmieniają,
Giną jedne narody, a drugie w potęgę wzrastają,
Aby przez bieg pokoleń pośród tych samych szaleństw
Jasną pochodnię życia podawać ciągle dalej.
Gdy myślisz, że zarodki mogą się wstrzymać, późnić,
I nowe ruchy rzeczy wywołać przez to w próżni —

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Błądzisz. Bo goniąc w pustce przeznaczeń swoich drogą
jedynie swym ciężarem bieg wytłumaczyć mogą,
Albo tem, że je z boku inne uderzy ciało.
Bowiem, gdy im się zdarzy zetknąć się siłą całą,
Nagle odskoczą od się w strony przeciwne starciom —
Przez to, że własny ciężar dla biegu jest oparciem,
Że są twarde i z tyłu nic pędu im nie wzbrania.
Żebyś zaś lepiej przejrzał to prawo uderzania,
Wspomnij, com już powiedział, że wszechmaterii całość
Nie ma żadnego spodu, że nie da hamulca ciałom
Przestrzeń wszędzie bezkresna, bezmierna, na wszystkie strony
Ciągnąca się dokoła w ilości nieskończonej —
Jak to nieraz dowiodłem i jeszcze raz dowodzę.
Skoro to wiesz, wiesz tedy, że w ciągłej ciałek drodze
Nie ma spoczynku w próżni bezmiernej, i nie będzie;
Wszystkie bowiem zarodki, w wiecznym a zmiennym pędzie.
Albo z daleka biegną, rzadziej do siebie mierząc,
Albo z bliska co chwila wciąż się z innemi zderzą.
Które z nich gęściej zbite i położone bliżej
Małą odległość mają dla skoków i dla zbliżeń,
Gęsto splątane w sobie końcami swych odnóży,
Te czasem mogą skalom, czasem żelazu służyć
Twardą treścią, lub inne, podobne ciała czynią.
Te zaś nieliczne, co w próżni dłuższym przypadły liniom,
Mniej się stykając z sobą i odskakując dalej.
Tworzą luźniejsze ciała: powietrza miękkie fale,
Albo wspaniałe błyski słonecznych spojrzeń z góry.
Liczne nareszcie ciałka, zbłąkane wśród natury,
Krążą w próżni samotnie; od skupień swych odpadły,
Do nowych wejść nie mogą, tak ruch ich jest nieskładny.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Tego co tu wspominam, dokładne masz odbicie
Patrząc dokoła siebie i obserwując życie.
Spojrzyj więc, kiedy słońce blask swój złotopromienny.
Wdarłszy się wąską szparą, rozsypie w domu ciemnym.
Ujrzysz w płomiennej wiązce mnóstwo drobinek różnych,
Jak na mnogie sposoby mieszają się z sobą w próżni.
Jakby w odwiecznej walce staczają z sobą stale
Wojny, potyczki, bitwy, przerwy nie znając wcale.
Łącząc się, oddzielając i znów zbliżając gęsto:
Abyś poznał z ich ruchów prawo i podobieństwo
Ciągłego ruchu ziaren w obszarach dookoła.
Gdyż można na drobiazgów świadectwo się powołać
W rzeczach wielkich — byś ślady ważniejszych prawd wyznaczył.
Tembardziej jeszcześ winien na owe ciałka baczyć,
Które gonią się ciągle w promieniu słońca drżącym,
Że ich gonitwa da ci odkryć nieustający,
Wieczny ruch wszechmaterii, ukryty twemu oku.
Patrzaj: niejeden pyłek, nagle czemś pchnięty z boku
Albo z tyłu. odskoczy i innym dąży chodem,
Aby znów w drodze znaleźć zderzenie lub przeszkodę.
Błąd ten bystrym umysłem do samych ziaren odniesiesz.
Najpierw bowiem w ruch wchodzą atomy same przez się,
Potem ciała najmniejsze, z zarodków zbite nielicznych,
Które — jakby pierwotnej sile atomów najbliższe —
Dają się pchnąć najłatwiej, i gdy je w ruch wprawiono,
Z kolei go oddają większym, ściślejszym gronom.
Tak od zarodków drobnych ruch się poczyna wszelki,
Aż do naszego wzroku dochodząc w rzeczach wielkich,
Aż go ujrzymy w świetle — choć i lam dociec trudno,
Skąd się ów popęd bierze, jakie tych zderzeń źródło.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Teraz, Memmiuszu, poznaj, jeżeliś w chęciach szczery,
Jaka ruchliwość cechuje drobne ziarno materii.
Kiedy zorza poranna na ziemię blask swój zsyła
l różnych czujnych ptasząt rozebrzmi piosnka miła
W powietrzu, przecinanem ich lotnych skrzydeł strzałą,
Patrzaj: nagle, w tej chwili, złociste słońce wstało
I oto każdy widzi, jak w jego jasnych błyskach
Niczem w świetlnym potopie kąpie się ziemia wszystka.
Ciepło zaś, które słońce wysyła z jasnem światłem,
Nie dąży poprzez próżnię i drogi ma niełatwe.
Idzie wolniej, i bijąc w powietrza ostre fale,
Splątane ciałka żaru przesyła coraz dalej,
Ciałka zmieszane, wzajem się w ruchu hamujące,
Z przeszkodami od zewnątrz w walce nieustającej —
Przez co się droga dłuży i szybki ruch opóźnia.
Lecz te zarodki, którym w przebiegach służy próżnia,
Kiedy ich w pędzie naprzód nie wstrzyma żadna trudność
Albowiem, zwarte, gnają drogą dla siebie bezludną
Do celu, jaki wytknął im ruch, pierwotnie nadany —
Muszą mieć większą szybkość niż słońca blask różany
I mogą w tymże czasie, w luźniejszych stref rejestrze.
Kilka, lub więcej razy dłuższą przemierzyć przestrzeń.
Niźli przebiec mogły na niebie promienie słońca
Ani za każdem ciałkiem iść w ślad i ciągle badać,
Czemu, i jakie prawo wszystkiem dokoła włada.
Na to ludzie niejacy, z których nauka gorzej,
Przecząc, powiedzą pewnie, że ziemia tak nie może,
Bez woli bogów, zgodnie z ludzkiego życia potrzebą,
Pory roku przemieniać, urządzać ziemię i niebo,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Rodzić zboże i wreszcie kierować słodką siłą,
Która przez rozkosz pieszczot rozkrzewia ludzką miłość,
Która przez czar Wenery w cieniu samotną godziną
Łączy spragnione pary, by rodzaj ludzki nie zginął.
Kiedy tak sobie roją, że wszystkiem bogi rządzą,
Widać, że jak najdalej od źródła prawdy błądzą.
Choćbym nie wiedział nawet, co to rzeczy zaczątki,
Choćbym w prawo natury i w ruch odwieczny wątpił,
Jednak z urządzeń nieba i z wielu innych racyj
Twierdziłbym, że nie boskiej jest świat nasz skutkiem pracy,
Żaden go cud nie stworzył (taka go wina gniecie!).
Później ci to wyjaśnię, przy mych wywodów mecie,
Teraz resztę o ruchach należy, bym wyjawił.
Czas też, myślę, Memmiuszu, tę jeszcze tamę postawić,
Byś nie sądził, że takie czy inne ciało natury
Może o własnej sile wznieść się i iść do góry.
Niech cię tu nie okłamie płomienia lotny język
Bowiem jak krzew i zboże prosto się w górę pręży,
Tak też ogień wzwyż rośnie, podczas gdy wszystkie ciężary
W dół spadają, by z siłą mocno się w ziemię zaryć.
Lecz nie myśl, że płomienie, wniesione wichrem wielkim
Na dach, gdy chyżem skrzydłem liżą sufitu belki,
Czynią to z własnej woli, i że je nic nie zmusza.
Tak i krew, gdy z nią razem uchodzi z ciała dusza
Pod ciosem, tryska w górę i wkoło się rozlewa.
Patrz jeszcze, jak wypiera belki i kłody drzewa
Głębina wód: wszak jeśli bardziej je w nurt pogrążyć
I gnieść największą siłą, tem mocniej w górę dąży,
I kiedy nam się zdaje, żeśmy je utopili.
Już drewno jest pod wierzchem, już się do pół wychyli,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

A jednak nikt nie wątpi, że w próżni — całą siłą
Drewno to, samo z siebie, raźno by w dół pędziło.
Tak też muszą płomienie, od dołu mocą pchnięte,
Do góry ustępować w powietrzu lotnym skrętem,
Choćby je własny ciężar znów przygiąć chciał do ziemi.
Czyż nie widzisz, jak nocą gwiazdy z ogniami swemi,
Spadając w ciemnię nieba w prościutkiej linii długiej,
Ciągną za sobą wszędzie błyszczących iskier smugi,
Jak zlatują na ziemię niebieskich ciał odpryski?
Toż i słońce z wysoka posyła w strony wszystkie
Żar swój i światło swoje na bujne łany mnogie.
Zatem i z nieba — widzisz — dąży do ziemi ogień,
Dążą ukośną drogą pioruny, poprzez deszcze
Tu, to znowu gdzie indziej chmur przebijając przestrzeń,
I płomienista siła zewsząd na ziemię pada.
Pragnę, byś przy tych sprawach to także dobrze zbadał,
Że gdy ciałka przez próżnię ciężarem własnym gnane
Dążą, to trochę z drogi zboczą w miejscu nieznanem —
Może nie wiesz, kiedy, i może tak niewiele,
Że ruch ten ledwie mgnięciem sam nazwać się ośmielę.
Bo gdyby w dół pionowo, gdyby najprościej spadały
Poprzez niezmierną próżnię, na podobieństwo strzały —
Skądby było zderzenie, skądby się mogło schodzić
Ciałko z ciałkiem, cóż wtedy mogłoby się narodzić?
Bo jeśli kto uważa, że cięższe jakieś ciało
Poprzez pustkę od innych chyżej by biec zdołało,
Lżejsze dopędzać z góry i przez to w śródprzestrzeniach
Tworzyć możliwość ruchu przez nowe uderzenia —
Ten już od drogi prawdy zbyt krętym odbiegł chodem.
Ciała bowiem, prujące powietrze albo wodę,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Muszą przez własny ciężar bieg swój przyspieszyć, zwolnić
Stąd, że nie każde ciało da opór równie zdolny.
Woda, powietrze, cięższym łatwiej drogi ustąpią.
Lżejszym zaś i oporu, i przeszkód nie poskąpią.
Przeciwnie pusta próżnia: niczemu, z żadnej strony,
Nigdy nie stawi czoła w obszarze nieskończonym;
Jako pusta — ustąpi i w drodze nie przeszkodzi.
Muszą więc wszystkie ciała jednako w pustce chodzić,
Chociaż ich wielkość inna i chociaż ciężar różny.
Nigdy więc nie dogoni jedno drugiego w próżni,
Nigdy się w jednej linii nie zderzy jedno z drugiem,
By się zetknąć, ruch zmienić, płodności mieć zasługę.
Trzeba przeto, by ciała trochę się odchylały;
Jak najmniej, naturalnie — by nasz rachunek cały
Nie uznał ruchów skośnych i prawdzie nie zaprzeczał.
Bo jak sam możesz widzieć, sprawdzić na wielu rzeczach,
Żaden ciężar nie może na ukos dążyć, z góry
W dół spadając przez wielkie przestrzenie wszechnatury.
Lecz że się nie odchyla, kiedy tak z góry spada,
Od pionu chociaż trochę — powiedz: jak możesz zbadać?
Wreszcie, jeśli ruch wszelki zawsze się z innym łączy,
W stałym porządku nowy z dawnego powstaje, bez końca,
Jeśli zarodki rzeczy przez swych odchyleń prawo
Nie mogą przemóc losu i nigdy tak nie sprawią,
Aby w łańcuchu przyczyn cokolwiek mogło się zmienić,
To — pytam — skąd się bierze ten wolny pęd na ziemi ?
Skąd się weźmie potęga woli, wydartej bogom,
Dzięki której, gdy chcemy, idziemy własną drogą
I ruch swój — jak atomy — możemy tak odchylić.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Aby konieczność zgwałcić, przestrzeń i czas omylić?
Jasne bowiem, że taki ruch się po członkach rozchodzi
Stąd, że go w każdem ciele swobodna wola rodzi.
Czy nie widzisz, że gdy już szranki stoją otworem,
To konie, wprzód się rwące i do wyścigu skore.
Nie zdołają tak wybiec, jak własna chęć ich pragnie.
Najpierw niech się do ducha ciało oporne nagnie,
Najpierw trzeba, by w członkach cały materii zapas
Zgodnie i równocześnie od ducha ognia złapał.
Uważ tedy, ze dzielność cielesna w czynach, ruchach,
W sercu się rozpoczyna i płynie z woli ducha,
Aż się żywym strumieniem rozleje w ciała częściach,
Przeciwnie jest, gdy siłą przemocy lub nieszczęścia
Wprzód pchani, jak na ścięcie kroczymy z wielkim bólem.
Wtedy wyraźnie wiemy, że wolny duch nasz uległ
Gwałtowi i że cała materia w naszem ciele
Walczy z przymusem, silnym i złym nieprzyjacielem.
Widzisz więc, że choć siła zewnętrzna popycha ludzi,
Każe im cierpieć, szaleć, próżno się w życiu trudzić,
Wreszcie ginąć, to jednak jest w naszej piersi żar ten,
Co oprzeć może się losom dzielnością swą i hartem.
Czasem według tej woli po członkach i po stawach
Musi się ciała materia w ruchu swoim poddawać,
Musi swój pęd zatrzymać, powściągnąć się i opadnąć.
Tak jest i z zarodkami. Bo poprzez dróg ich składność
Prócz zderzeń i ciężaru jest jeszcze ta przyczyna
Ruchów ich, która czasem i bieg przeznaczeń zgina,
Wolę nam dając — bowiem nic się nie rodzi z niczego.
Ciężar sam nie dozwala, by wszystko tylko dlatego

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Działo się, wskutek zderzeń, siły zewnętrznej niejako —
Ale to, że duch nasz, że wola moc ma taką,
Że nie zna prawa gwałtu, gdy sama działać zacznie,
To sprawia owo zarodków odchylenie nieznaczne
W miejscu nieokreślonem i nieokreślonej porze.
Całość materii świata ściślejsza być nie może,
Ani luźniejsza — bowiem w naturze nic nie ginie,
Ile materii było, tyle jest także ninie,
I w jakim były ruchu atomy rzeczy dawniej,
W takim i teraz biegną, i później równie sprawnie
Będą biec, i podobne je będą rządzić prawa,
I to, co dziś się staje, jutro się będzie stawać,
Rodzić się i rozwijać tak samo, i rosnąć w siły
Tyle, ile mu prawa natury wyznaczyły.
Całości wszystkich rzeczy odmienić nic nie zdoła.
Nie ma bowiem w wszechświecie ni nigdzie gdzieś dokoła
Dróg, przez które materia w próżnię mogłaby wyciec,
Ni siły innej, nowej, mogącej zmienić życie,
Wtargnąć do świata i bieg odwrócić ziemi i nieba.
Proste są to wywody, i dziwić się nie trzeba,
Czemu całość wszechświata, gdy wszystko się porusza,
Wyda się nieruchoma i ciszą dzwoni w uszach —
Chyba, że jakieś ciało samo swój ruch wytwarza.
Przecie zarodków natura zmysłom się twym nie obnaża,
Skoro zaś ich nie widzisz, choć orle masz źrenice,
Ruch drobinek chcąc ujrzeć, także odejdziesz z niczem.
Wtedy wszak nawet pobłądzisz, gdy rzeczy dosyć duże,
Ale z bardzo daleka w ich ruchu chciałbyś ujrzeć.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Bo często, gdy na wzgórzach gromadkę owiec zoczysz,
Która po aksamitnej, zielonej trawie kroczy.
Ubranej w perły rosy, a w łące ponad wodą
Młode, syte jagnięta w żartach się wzajem bodą —
Wszystko to z odległości zmieszane ci się wyda
I ledwie jedną białą, zastygłą plamę widać.
Także, kiedy z daleka na wielkim placu ćwiczeń
Ujrzysz przy grze wojennej zastępy zawodnicze,
Gdy blask pod niebo bije, a w całych staj pobliżu
Drży ziemia od nóg mężów i dźwięk odbija spiżu.
Kiedy wierzchołki wzgórzy na lewo i na prawo
Chmurom odpowiadają głośną, bitewną wrzawą.
Kiedy przez środek pola tętniący bieg konnicy
Sunie olbrzymim wężem i drży po okolicy —
Wtedy — z dalekich szczytów patrząc na harców błonia
Myślisz, że wszystko stoi, że blask ów znieruchomiał.
Teraz uważ z kolei naturę wszystkich ciałek,
Ile mieć mogą kształtów, chociaż są takie małe,
Jaka jest rozmaitość ogromna w ich układach.
Nie przez to, że natura podobieństw nie posiada.
Lecz, że doprawdy nie ma dwóch ciałek jednakowych.
Nie dziw się. Jeśli zechcesz po pamięć pójść do głowy.
Wspomnisz: liczby ni kresu nie znają ciałka wieczne,
Jest zatem oczywiste i prawdzie wprost konieczne.
By były różne kształtem, postacią i rozmiarem.
Patrz dokoła na ludzi i w morskiej fali szarej
Zwinne ryby, na trzody łagodne i na dzikie
Zwierzęta puszcz, na ptaki napełniające krzykiem

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Brzegi rzek, drzewa lasów i wszędzie ponad nami
Czysty błękit powietrza przemierzające skrzydłami.
Bierz z każdego gatunku okazy nawet podobne:
Zawsze znajdziesz różnice i odchylenia drobne.
Gdyby nie to, ni matki nie znałyby swych dzieci,
Ni dzieci matek. Jednak nie możesz nic rzec przeciw
Temu, że znają siebie lepiej, niż my swych krewnych.
Kiedy na przykład kapłan w kadzidle dymów zwiewnych
U progu sanktuarium bogom na cześć ubije
Gładkie cielę, ofiarnym nożem mu krwawiąc szyję.
Wtedy matka samotna zdeptuje łąki zielone,
Szuka śladów na ziemi i w jedną, drugą stronę
Tęskne posyła oczy, czy znów gdzie nie zobaczy
Płodu swego, i coraz wydaje ryk rozpaczy.
Coraz w przegrody obór wtyka swój łeb rogaty,
Żalu ukryć nie mogąc, ani przeboleć straty.
Ni jej liście wierzbiny, ni trawy rosą świeże.
Ani woda strumieni nad niskich łąk wybrzeżem
Nie zdoła zająć trochę i zabrać troskę srogą,
Ani obce cielęta zabawić jej nie mogą,
I nigdzie się nie spotka z pociechą i spokojem,
Tak brak jej, co z niej wzrosło, co znane jej i swoje.
Równie koźlętom zwinnym matki ich nie są obce,
Równie jagnięta żwawe znają swe matki owce.
Według potrzeb natury do właściwego wieku
Każde zwierzę jest bliskie matczynych wymion mleku.
Weź wreszcie, jakie zechcesz, zboże i patrz dokładnie
Na kłos, na ziarno — wszędzie różnicę znajdziesz snadnie,
Każde jest trochę inne. Podobnie różne formy
Wyciska w łonie ziemi w czas burzy przedwieczornej

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Fala wód, równie muszle inaczej żłobią brzegi,
Nad linią mórz odpływu sadowiąc się w szeregi.
Dlatego, wciąż powtarzam, jest w świecie nieodzowne,
Aby zarodki rzeczy nie były zbyt podobne;
Nie biorąc jednej formy z działania ludzkiej ręki,
Muszą mieć inne kształty, różnice, choć maleńkie.
Teraz już będzie łatwo wyjaśnić niewielu słowy.
Dlaczego przenikliwszy jest ogień piorunowy
Niźli nasz, zażegnięty na drzewa głowni smolnej.
Możesz tedy powiedzieć: ten w ruchu bardziej zdolny,
Bo składa się z drobniejszych ziarenek żaru, zatem
Łatwiej przejdzie przez szpary, przez ciała porowate,
Których nie zdoła przeciąć nasz ogień, zbyt leniwy.
Przez masę rogu przejdzie blask światła przenikliwy.
Ale nie deszcz. Dlaczego? Widocznie ciałka wody
Większe są i stąd trudniej im gęstsze wziąć przeszkody.
Wino, jak możesz widzieć, łatwo przez sito przecieka;
Ciężej za to oliwa; ociąga się i zwleka —
Stąd, że widocznie oliwy większe są elementy,
Ale też ściślej splecione, o kształtach bardziej wygiętych.
Masa drobinek dlatego nierówno się oddziela
W każdej cieczy, i oto nie zdołasz obu przelać
Przez te same otwory o jednakowym czasie.
Przyznaj, że słodkie mleko i miód lipcowych pasiek
Język przyjemnie łechcą i ustom są naszym miłe;
Za to gdy łykasz piołun lub wywar z centurii piłeś,
Smak ostry i obrzydły całą ci twarz wykręci.
Łatwo stąd pojąć możesz, że to, co zmysły nęci

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Miłym smakiem, jest z ciałek krągłych i gładszych troszkę;
To zaś, co czucie w ustach pobudza złe i gorzkie,
Składa się z ostro zgiętych, haczykowatych ciałek,
I stąd przemocą, brutalnie przez zmysły się przedostaje.
Ciało nam szarpie wchodząc i budzi przykry odruch.
Stąd treść rzeczy u odczuciu złych albo znowu dobrych
Zależy od zarodków różnych ukształtowaniem.
Nie myśl więc, że zgrzyt piły, kiedy ci uszy rani
Swojem skrzypieniem przykrem, pochodzi od tych samych,
Równie gładkich atomów, co pieśń, której lubo słuchamy.
Gdy zwinnym palcom grajka posłuszna lutnia wtóruje.
Nie myśl, że takie same zarodki węchem czujesz,
Kiedy cię odór dochodzi trupa, co płonie na stosie,
I kiedy woń szafranu przyjemnie kręci w nosie
A ołtarz blisko sceny dymem kadzideł płonie.
Nie myśl, że wszystkie barwy z jednakich są ciałek złożone.
Że te kolory miłe, co oczy twe radują,
I te, co aż do płaczu źrenice wstrętem kłują,
Z tych samych są atomów. Bo wszystko, co łagodnie
Budzi zmysły, do gładkich zarodków winneś odnieść:
Z niemi się narodziły i od nich cechy biorą.
Każda zaś rzecz niemiła i przykra musi mieć sporo
Ciałek szorstkich, chropawych, w tworzącym ją materiale.
Są też takie zarodki, ni gładkie doskonale.
Ani też zbyt wygięte, ale, nierówne troszkę,
Z każdej strony wystają na zewnątrz małym rożkiem.
Bliskość ich zmysłom raczej łechtliwa, niźli przykra:
Taki jest winny kamień i ostre smaki przypraw.
Że zaś gorąco ognia i chłód dotkliwy mrozu
Inaczej biorą zębem i inny mają pozór,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Tego nas uczy dotyk — i nigdy nas nie myli.
Dotyk, jedynie dotyk, wierny nam w każdej chwili.
Czuciem ciała powiada, czy jakaś rzecz zewnętrzna
Ciśnie nas, czy też w ciele bolesny wrzód napęczniał,
Czy wypływ nasion życia niesie nam ulgę miłą,
Czy wreszcie wewnątrz ciała coś z czemś się zahaczyło,
Zderzyły się zarodki i w zmysłach budzą zamęt.
Przekonają cię o tem twe własne członki same:
Uderz się gdzie bądź dłonią i sprawdź, czy prawdę rzekę.
Widzisz więc: ciałka, co są w człowieku, za człowiekiem,
Różne dają wrażenia, bo różne kształty mają,
Te zaś rzeczy, co gęste i twarde ci się zdają,
Muszą mieć haczykowate ziarna i rozszczepione,
Które się jakby splatają mocniej, zwierają swem łonem.
Do nich w pierwszym rzędzie należą wszystkie głazy,
Mocne jak diament, hartowne i niewrażliwe na razy,
Do nich należy krzemień, do nich żelazo łączę
I niespożyte spiże, we wrotach zgrzytające.
Te zaś, co jako ciekłe muszą mieć układ inny,
Z krągłych są, gładkich ciałek — do nich zaliczam płyny.
Oto mak możesz łykać tak prawie, jak haust wody,
Bo ziarnka jego sypkie nie stawią ci przeszkody
I gdy wstrząśniesz je, lecą do dołu bez oporu.
Wszystko znów, co się prędko rozprasza jedną porą,
Jak dym, mgła i płomienie, na pewno nie posiada
Ciałek splątanych, raczej się z gładkich i krągłych składa.
Aby móc jednocześnie nie sczepiać się, a razem
Ciało snadnie przenikać i dać się poznać głazom.
Łatwo zrozumieć teraz i sens wydobyć ścisły:
Ze co bez wzburzeń ciała podpada nam pod zmysły,
Z niesplątanych jest ciałek, choć ostro zakończonych.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Nie dziw się, że znasz ciała płynne, a razem słone
Albo gorzkie, jak woda czerpana w morzu z brzega
Płynność jej na gładkości atomów jej polega,
Przykra zaś gorycz dlatego, że obok są ciałka takie,
Które, choć nie zazębione, bolesnym rażą smakiem,
Jako że są chropowate i w kształcie kuleczek, by raźnie
Mogły się toczyć, a przy tem boleśnie zmysły drażnić.
Żebyś zaś bardziej wierzył, że w gładkich mieszaninie
Są i chropawe zarodki w gorzkim Neptuna płynie,
Poznaj sposób natury, którym sama oddziela
Słodką wodę od gorzkiej. Oto kiedy ją przelać
Przez gruby pokład ziemi, słodka do jezior spływa,
Bo w ziemi pozostaje cierpkość, mniej przenikliwa,
Której chropawe ciałko przez glebę przejść nie może.
Skoro to już dowiodłem, dalej ci rzecz wyłożę:
Oto, choć ciałka mają kształtów przeróżnych mnogość,
Jednak jest w tem granica, za którą wyjść nie mogą.
Gdyby nie było granic, musiałyby niektóre
Ogromny wzrost osiągnąć, ponad ziaren naturę.
Wszystkie wszak równie są małe. Więc pomyśl, prawdę dobądź:
Nie lżą im nazbyt wiele różnić się między sobą.
Chcąc sobie w głowie obraz małych zarodków zrobić,
Wziąłbyś na każdy chyba trzy, cztery lub pięć drobin.
Jeśli te wszystkie pyłki przy sobie porozmieszczasz,
Z góry, z dołu i z boków, różnie stosując miejsca,
Poznasz wszystkie sposoby, jak się za każdą zmianą
Układu postać zmieni. Lecz wreszcie niespodzianość
Skończy się i chcąc dalej mnożyć postaci ciałek.
Musisz dołożyć drobin do tych, co już badałeś.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

I dalej zmiana formy znów ci zażąda nowych
Drobin, i ciągle dalej. A wniosek stąd gotowy:
Większa różność wymaga większej ilości ciałek.
Przeto nie wolno myśleć, aby zarodki małe
Miały zbyt wiele kształtów, bo dając je nasionom
Rzeczy, zarazem dajesz i wielkość nieskończoną,
Na co, jak sam rozumiesz, już nam nie wolno przystać.
Oto już melibejska tkanina powłoczysta.
Oto tessalski szkarłat, złociste pióra pawie.
Śmiejące się przepychem — musiałyby cię zawieść,
Bo nowych barw bogactwo wzrokiem byś głodnym łapał.
Wzgardziłbyś wonie miny i słodki miodu zapach,
I głuchy na dźwięk lutni i na łabędzie pienia
Stugłosych chórów Feba, zapadłbyś w głąb milczenia
Czekając, aż się zjawi wspanialsza rzecz i nowa.
Równie też cechy niemiłe bez końca mógłbyś stopniować,
W brzydocie i niesmaku dochodząc do przesady.
Rosłyby w rzeczach wszystkich wstręt wzbudzające wady,
Coraz przykrzejsze dla oczu, dla smaku, węchu, słuchu.
A nie jest tak (co lepiej!), bo w ciągłym ciałek ruchu
Mamy jednak granicę zarówno w złem, jak w dobrem,
Która odmiany kształtów zamyka w krąg, jak obręcz.
Oto od skwarów lata aż po zimowe chłody
Ciągnie się długim pasem doroczny czas pogody —
I mrozy, i upały, i wiosny ciepło średnie
Ma miejsce swe i porę przed drugiem, za poprzedniem,
I w tych, jak wielu innych, bardziej złożonych rzeczach,
Granicę masz, jak cięciem obosiecznego miecza:
Od tej strony upały, od tamtej — mrozy surowe.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Skoro to już dowiodłem, dalej podążę słowem.
Pojmiesz stąd, że zarodków podobnych sobie wzajem
Jest nieskończona mnogość — choć się to dziwne zdaje.
Właśnie ponieważ różność postaci i układów
Ma krańce, to w ilości nie znajdziesz końca śladu;
Inaczej i materia byłaby do zliczenia,
Co się nie daje przyjąć przez brak uzasadnienia.
Dziś wszakże w długich wierszach mój wykład ci dowodził.
Że niezliczoność ciałek konieczna jest w przyrodzie
Równie jak nieustanność ich zderzeń na wsze strony.
Bo choć niektórych stworzeń mniej widzisz urodzonych,
Chociaż natury płodność mniejsza w nich ci się wyda,
To przecież w innych krajach, których ci stąd nie widać,
Równa się ich nadmiarem potrzebna w świecie ilość.
Niech cię tu czworonogie rzadkości nie omylą,
Bo chociaż długotrąbych niewieleś widział słoni,
To wstępu w ziemię Indu wał kłów słoniowych broni
I takie ich tam mnóstwo, że nikt ich nie policzy,
Gdy tu je czasem tylko ujrzysz na polu ćwiczeń.
Ale niech i tak będzie, że jakiś jeden okaz
Sam jest na całej ziemi, jak długa i szeroka,
I że mu brak podobnych. To—jeśli nie założyć
Bezmierności materii, która go mogła stworzyć —
Nie będzie mógł się zrodzić, ani przy braku paszy
Żywić się, róść i mnożyć zgodnie z porządkiem naszym.
Jeżeli znów się zgodzić, że gdzieś wśród próżni płyną
Ciałka w liczbie skończonej, co stworzą rzecz jedyną.
To skąd, i w jaki sposób, i jaką siłą pchane
Zetkną się w morzu materii, w mrowiu nierozpoznanem ?
Nie będą miały — myślę — możności zejść się z sobą.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Lecz, jak po nagłej burzy na morskich wodach globu
Z resztek rozbitych statków fala dokoła rozniosła
Żagle podarte, maszty, strzaskane reje i wiosła,
Kiedy po wszystkich brzegach szkielety dziurawych wraków
Zęby spróchniałych belek szczerzą do śmiałych rybaków,
Jakby ich ostrzec chciały przed zdradą morskiej toni,
Której nie wolno wierzyć, kiedy się płynie po niej,
Choć zrazu się uśmiecha spokojnych wód błękitem —
Tak i zarodki rzeczy, w skończoną liczbę zbite,
Rozsypią ci się rychło i nie dobiją lądu,
W morzu materii wydane na łup przeciwnych prądów.
Żadna, siła nie zdoła połączyć je wbrew wirom,
Ani je strzymać razem, ani im zdobyć przyrost.
A przecież jedno i drugie wciąż wokół się odbywa
I jest to prawda jawna, pewna i niewątpliwa.
Wszystko się rodzi, rośnie. Jest więc niezmierna ilość,
Ciałek podobnych, co wszystkie rzeczy na świecie zasila.
Ani ruchy niszczące nie mogą zwyciężać trwale,
Ani ruchy narodzin i wzrostu nie mogą ocaleń
Dawać wiecznych, bo jedna meta i życia, i zgonu
Dla całej jest materii, dla wszystkich ziaren milionów.
Przed nieskończonym czasem wszczęta w naturze całej
Toczy się wciąż jednako zacięta walka ciałek.
Tutaj zwycięża życie, tam tryumfuje znowu
Śmierć — i tak na przemiany. Żałobnej mowy słowu
Wtóruje płacz dziecięcia, które na świat przychodzi.
I nie ma takich nocy, dni takich ani godzin,
Żebyś pomiędzy wrzawą życia, które się budzi,
Nie słyszał ciężkich jęków umierających ludzi.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

To zechciej przy tych rzeczach zachować dobrze w głowie
I zapamiętać ściśle, co teraz krótko powiem,
Że nie ma takiej rzeczy, która się może składać
Z jednego typu ziaren, lecz musi ich posiadać
Wiele różnych odmian, i każde w świecie ciało
Trzeba, aby z zarodków mieszanych się składało.
Im więcej widzisz w rzeczy własności i przymiotów,
Tem się na rozmaitsze zarodki w niej przygotuj.
A przede wszystkiem w ziemi. Ona w swym zwartym środku
Chowa zasoby morza żywiących, źródlanych zarodków;
Razem zawiera ciałka wszelkiej odmiany żaru —
Bo sam wiesz, ile ogni płonie wśród jej obszaru,
Najsrożej zaś szczyt Etny wybucha płynną lawą.
Dalej ma ziemia ciałka, przez które żywi strawą
Rodzaj ludzki i wszystkim zwierzętom pól i lasów
Dostarcza legowiska i paszy z swych zapasów.
Dlatego też ją jedną, co żywi nas i rodzi,
Co nam na sobie daje rozwijać się i płodzie,
Ją jedną, równie świętą zwierzętom, ludziom, bogom,
Wszystkie stworzenia żywe Matką nazywać mogą.
O niej śpiewali dawni uczeni greccy poeci.
Że z siedzenia lydwanu popędza lwy ujarzmione,
Ucząc przez to, że krąży w przestrzeni nieskończonej,
Gruntu żadnego, oparcia dla siebie nie mając już dalej,.
Do wozu jej najdziksze zwierzęta powprzęgali,
Bo i najsroższy potwór łagodny przy macierzy.
A że dziełem jej szaniec i wał, co miasta strzeże,
Więc jej ubrali głowę obronnych murów wieńcem.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Tak się ją wyobraża i tak się czci najwięcej,
Kiedy jej groźny posąg wiozą drogami grodów.
Różne ma też imiona w języku różnych narodów.
Zwą ją Idajską matką i dają Frygów orszak,
Gdyż, jak mówią, od Frygów znajomość zbóż najskorsza
Poszła po całym świecie. Czasem dodają gallów
Na znak całej ludzkości pogardy im i żalu,
Gdyż ci, na których ciąży plama zhańbienia matki
I złego dla niej serca, jak kary wieczne świadki
Winni żyć w nienawiści i nie móc dzieci płodzić.
Oto grzmot bębnów dętych dokoła się rozchodzi,
Biją głośne cymbały, chrapliwie grają rogi,
Rytmem frygijskim flety, aż serce masz pełne trwogi.
Przodem niosą dziryty, ostrego szału znaki,
Zdolne niewdzięczne serca przeszyć nie byle jakim
Strachem przed panią ziemi. A zaraz potem, skoro
Wieziona poprzez miasta wiosennych siewów porą
Serca ludzi uśmiechem pobłogosławi niemym,
Zaraz do stóp jej sypią srebro i spiż po ziemi.
Sypną hojną jałmu^'bfnę i całą kwiatów chmurę
Rzucą na wóz bogini wraz z jej kapłanów chórem.
Tutaj czereda zbrojna, której Grecy nadali
Imię Kuretów frygijskich, szczęk czyni bronią ze stali,
Krwi rozlewem radosna, wciąż nie ustaje w pląsach,
Wciąż na wierzchołkach hełmów groźnie czubami potrząsa,
Jako Kureci diktejscy, co ongiś na wyspie Krecie
Chrzęstem chłopięcych zabaw chronili Saturna dziecię;
Bo kiedy Jowisz zakwilił, oni dla zagłuszenia
Bronią chrzęścili spiżową, wojenne wznosili pienia,
Aby kryjówki syna nie odkrył ojciec zachłanny,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

By go nie pożarł, na wieki serca matki nie zranił.
Stąd to zbrojne gromady przy Wielkiej Matce kroczą;
Może dlatego także, aby wysławić ochoczość
Obrony ziemi własnej i dla tych zostać wzorem,
Którzy rodzicom służą wytrwale i z honorem.
Piękne to są przenośnie, zasady znakomite,
Ale dalekie od prawdy i zawsze zostaną mitem.
Taka już jest i być musi natura wszystkich bogów,
Że obca dla spraw ludzkich, wzniesiona ponad ogół.
Używa w pełnej ciszy nieśmiertelnego bytu.
Wolna od bólów naszych w przestrzeni górnych błękitów,
Własną potęgą można, na nas nie pragnie polegać
I ani modłów nie słucha, ani bluźnierstwa dostrzega.
Ziemia już zwłaszcza sama niczego nie odczuwa.
Że zaś mnóstwo zarodków zawiera, tedy uważ,
Jaką na światło wydaje mnogość rzeczy i stworzeń.
Jeśli kto mianem Neptuna nazywać zechce morze,
Zboże chrzcić mianem Cerery, Bachusem wino zastąpić,
Skoro na nazwę właściwą przyzwyczajenia skąpi,
Niech już nazywa sobie krąg ziemski Bogów Macierzą.
Byle, kultu słów pustych przeciw prawdzie nie szerząc,
Ducha nie skalał ohydnym religii zabobonem.
Często na jednej łące te same trawy zielone
Szczypią wełniste owce, obok źrebaki młode,
Obok rogate bydło. Choć jedną piją wodę,
Pod jednem żyją niebem na jednym skrawku ziemi.
Przecie ich wygląd różny i nic go nie odmieni:
Świadczą o cechach rodu. podobne swym rodzicom.

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Taka jest wśród natury ogromna rozmaitość
W jednym strumieniu wody, w każdym gatunku trawy.
Teraz ciała zwierzęce rozpatrzyć bądź łaskawy:
Znajdziesz kości, krew, żyły, nerwy i ciepło w środku,
A wszystko różne zgoła z przyczyny różnych zarodków
Albo odmiennych kształtów, jakie na siebie biorą.
Weź tedy wszystkie rzeczy, które płomieniem górą:
Choćby nie miały więcej, to przecież w sobie mają
Ciałka, przez które ogień i światło rozsyłają,
Mogąc iskrami sypać i popiół siać dokoła.
Dalej tak rozpatrując rzeczy przeróżne zgoła,
Pojmiesz, że w każdej rzeczy kryje się wielka mnogość
Ziaren, co kształtem, postacią różnią się między sobą.
Widzisz na koniec takie, co smak i zapach razem
Mają obok koloru ................
Muszą one, jak widzisz, różne mieć kształty ciałek;
Inną drogą przenikną zapachu cząstki małe,
Inną zarodki barwy, a i ciałka ze smakiem
Mają do zmysłów naszych przechody niejednakie.
Różne albowiem kształty w jedno skupisko się schodzą,
Rzeczy wszystkie z zarodków różnych zmieszania pochodzą.
Oto i w moich wierszach znajdziesz na karcie wszędzie
Wspólne wielu wyrazom litery, zwarte w rzędzie.
Przyznasz jednak, że jeśli inny jest wiersz czy słowo,
To i z liter tych samych nie składa się jednakowo.
Pewnie nie stąd, że rzadko biegnie jednaka litera.
By dwóch lub trzech jednakich wiersz jeden nie zawierał,

www.zrodla.historyczne.prv.pl

Lecz że nie wszystkie wszystkim równają się dokładnie.
Tak też i w innych rzeczach, choć wiele ziaren zgadniesz
Wspólnych dla wielu, to jednak w każdym natury tworze
W stosunku do innego wielka być różność może.
Przeto słuszne jest twierdzić, że z innych powstają ciałek
Ludzie, z innych zboże i drzewa okazałe.
Że się wszystko ze wszystkiem łączy, nie wolno mniemać Bo w krąg widziałbyś stwory, jakich na świecie nie ma.
Pół-ludzi, pół-zwierzęta ziemia by wydawała,
Często by mogła gałąź nagle wyrosnąć z ciała,
Morskie zwierzęta miałyby członki zwierząt ziemi.
Nawet chimery straszne, z paszczami ziejącemi
Ogniem — mogłab

Podobne prace

Do góry