Ocena brak

Ludowość i prawdy moralne w II części "Dziadów" A. Mickiewicza

Autor /Krzys123 Dodano /17.05.2011

W rok po wydaniu pierwszego tomiku "Poezji" A. Mickiewicza, ukazał się także w Wilnie drugi tomik, który zawierał "Grażynę" oraz II i IV część "Dziadów". Publikacja tych utworów wywołała ostre ataki ze strony obozu klasyków. Te dwie części "Dziadów" powstawały w czasie pobytu Mickiewicza w Wilnie i Kownie, więc określa się je też mianem "Dziadów" wileńsko - kowieńskich. Był to czas, w którym poeta boleśnie przeżył miłość do Marii (Maryli) Wereszczakównej i wzgardę rodziny ukochanej. Powrócił z Tuhanowicz całkowicie zmieniony, przyjaciel poety pisał o nim: "Adam przyjechał bez mała jak zwariowany. Nic prawie nie robi, trudno z nim już nawet gadać; milczy, lulkę pali, chodzi wiele, zawsze zamyślony, a o niczym dobrym nie myśli, bo całą myśl opanowała Maria."

Czeczot nie do końca miał rację, bo właśnie w tym okresie Adam pisał II i IV część "Dziadów", a więc coś robił. II część "Dziadów" stanowi poetyckie przetworzenie obrzędu ludowego, jakim były dziady. Obrzęd ten w tradycji ludowej sięgał czasów pogańskich i obchodzony był cztery razy w roku. Najbardziej znane były dziady wypadające zaraz po Wielkanocy.

Głównym punktem uroczystości był poczęstunek dla rodziny i dziadów chodzących po prośbie, na intencję dusz przodków. Ludziom trudno jest pogodzić się z myślą, że bliscy nam zmarli zrywają całkowicie kontakt z nami. Chętnie wierzymy, że przynajmniej od czasu do czasu mają potrzebę odwiedzenia nas, a i my chcielibyśmy być im w czymkolwiek pomocni. Tak więc na ten obrzęd dziadów w dramacie Mickiewicza przybywają dusze zmarłych oczekujące na wyrok, który zapadnie dopiero na sądzie ostatecznym. Żyjący mogli pomóc tym duszom, spowodować złagodzenie ostatecznego wyroku poprzez wsparcie ich jałmużną, modlitwą, posiłkiem. W czasach, kiedy żył Mickiewicz, obrzęd - choć nabrał charakteru chrześcijańskiego - był źle widziany przez Kościół. Poeta nadał obrzędowi cechy pogańskie: zamiast księdza występuje Guślarz, używa on zaklęć pogańskich. Akcja dramatu toczy się w starej kaplicy cmentarnej, w ciemnościach. Nastrój niesamowitości udziela się uczestnikom obrzędu, którzy z lękiem powtarzają:

"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?"

Guślarz swymi zaklęciami i tajemnymi czynnościami wywołuje duchy mieszczące się w trzech kategoriach: lekkiej, najcięższej, pośredniej. O przynależności do danej kategorii decyduje waga ziemskiej winy, a z nią wiąże się z kolei wielkość kary, czyli pokuty pośmiertnej. Pojawiają się duchy, najpierw lekkie, czyli dwoje dzieci: Józio i Rózia. Błąkają się, są zawieszone między światem żywych i niebem, bo nie zaznały goryczy. Zmarły w dzieciństwie, które było sielskie, pozbawione trosk, więc muszą poznać smak goryczy, bez której nie obywa się ziemskie życie. Duchy dzieci proszą o "gorczycy dwa ziarna" i wypowiadają naukę moralną dla żywych:

"Kto nie doznał goryczy ni razu,

Ten nie dozna słodyczy w niebie".

Chór wieśniaków z przejęciem powtarza tę naukę i obdarza duchy dzieci zgodnie z ich prośbą.

Z kolei na obrzęd przybywa duch najcięższy - duch dziedzica tej wsi. Za życia był okrutny dla poddanych, więc zjawia się w towarzystwie ptaków (sowy, kruki), które są duchami zmarłych wieśniaków. Widmo dziedzica opowiada o swoich męczarniach: cierpi wieczny głód, pali go pragnienie i pastwią się nad nim żarłoczne ptaki. Pokutująca dusza nie marzy o pójściu do nieba; wie, że ciężar sprawiedliwej kary musi być poniesiony. Prosi tylko o wodę i jedzenie. Tu do akcji wkraczają ptaki i opowiadają własne historie życia ziemskiego. Były poddany opowiada, że będąc głodnym, zerwał jabłka z ogrodu dziedzica. Pan kazał schwytanego tak wychłostać, że wkrótce zmarł. Duch kobiety przypomina pewną mroźną zimę, w czasie której stojąc pod bramą dworu, żebrała o zapomogę. Stała tam z maleńkim dzieckiem na ręku, zaś dziedzic rozkazał ją przepędzić. Zamarzła z dzieckiem na mroźnej drodze.

Duchy zamęczonych przez okrutnego pana poddanych zabierają swemu oprawcy jadło i napój podawane przez uczestników obrzędu. Duch pokutującego dziedzica wygłasza naukę moralną, którą powtarza chór wieśniaków:

"Sprawiedliwe zrządzenie Boże!

Bo kto nie był ni razu człowiekiem,

Temu człowiek nic nie pomoże".

Kolejnym duchem, którego wina ma ciężar pośredni, jest zjawa Dziewczyny. Była ona pasterką Zosią, żyła beztrosko, śmiała się z wyznań zakochanych chłopców i w wieku 19 lat umarła "nie znając troski ani prawdziwego szczęścia". Teraz prosi zebranych:

"Niechaj podbiegną młodzieńce,

Niech mię pochwycą za ręce,

Niechaj przyciągną do ziemi,

Niech poigram chwilkę z niemi."

Prośba ta jednak nie może być spełniona, bo Guślarz znający "przyszłe wyroki" wie, że musi ona "sama jedna latać z wiatrem przez dwa roki". Duch Zosi wygłasza więc naukę moralną:

"Kto nie dotknął ziemi ni razu,

Ten nigdy nie może być w niebie".

Taką to karę ponosić mają dziewczęta nieczułe na miłosne westchnienia chłopców!

Guślarz kończy obrzęd, ale niespodziewanie pojawia się niema zjawa, która nie reaguje na żadne zaklęcia. Jest to widmo mężczyzny z raną w sercu. Staje koło jednej z pasterek, która dziwnie pobladła, i która nosi żałobę, choć nikt z jej bliskich nie umarł w ostatnim czasie. Guślarz poleca wyprowadzić tę kobietę, widmo podąża za nią.

Podobnie, jak wcześniej w balladach, Mickiewicz w II części "Dziadów" poruszył problem winy i kary oraz prawd moralnych wypowiadanych przez lud. Za cóż więc cierpią pokutujące dusze? Nie tylko za okrucieństwo w stosunku do poddanych, lecz w ogóle za brak człowieczeństwa. Z wypowiedzi duchów wynika, że pełne człowieczeństwo osiąga tylko ten, kto nie ucieka od cierpień i zgryzot ziemskiego żywota, kto zna ludzkie uczucie litości i współczucia i kto potrafi obdarzyć kogoś miłością. Najsurowsza kara spotkała oczywiście dziedzica, który był nieludzki dla swych poddanych. Mickiewicz dał w ten sposób wyraz ocenie stosunków pańszczyźnianych.

Właściwie te trzy kategorie duchów wyczerpały problematykę II części "Dziadów". Ostatnia zjawa nie mieści się w żadnej z kategorii i zachowuje się w sposób odmienny od poprzednich.Scena ta została dołączona do tekstu już po napisaniu II i IV części dramatu. Sam Mickiewicz w liście do swego przyjaciela Czeczota wyjaśnił, że scena stanowi element wiążący obie części "Dziadów". Aby całość była bardziej zrozumiała, na wstępie II części Mickiewicz umieścił balladę "Upiór", z treści której wynika, iż młodzieniec - samobójca z miłości, w ramach pokuty musi co roku pojawiać się na ziemi w postaci upiora, aby przeżyć kolejno wszystkie swe cierpienia, które doprowadziły go do odebrania sobie życia. Straszna kara, bo przecież człowiek popełnia samobójstwo dlatego, że nie może znieść tych cierpień i sądzi, że śmierć położy im kres.

W balladzie "Upiór" oraz w ostatniej scenie II części "Dziadów" mamy wiele szczegółów z dziejów miłości Mickiewicza do Maryli, ale nie możemy mimo wszystko utożsamić bohatera literackiego z osobą autora. Gustaw pojawia się w IV części dramatu w domu Księdza jako zjawa pozaziemska, człowiek "umarły dla świata", co nie jest jednoznaczne z duchem zmarłego. Może jest tak zatopiony w miłości i we własnej tragedii, że świat rzeczywisty już go nie obchodzi? Za taką koncepcją przemawiałaby scena "Prologu" III części "Dziadów", kiedy mężczyzna znajdujący się w celi więziennej dokonuje podsumowania swego życia i podejmuje decyzję na przyszłość wyrażoną w słowach: umarł Gustaw - narodził się Konrad.

Ludowość II części "Dziadów" zawiera się przede wszystkim w solidaryzowaniu się poety z ludowym poczuciem moralności i sprawiedliwości, które to wartości uznał Mickiewicz za uniwersalne i ponadczasowe. Z ludowego punktu widzenia ocenił też poeta stosunki międzyludzkie i społeczne. Bohaterami dramatu są prości ludzie wiejscy i zjawy, w które oni wierzą. Treść utworu zaczerpnięta jest także z ludowego obrzędu.

Podobne prace

Do góry