Ocena brak

Louisa MERRIFIELD

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Jak się za chwilą okaże, niniejsza sprawa może stanowić ostrzeżenie dla starszych,samotnych, zamożnych dam. Drogie Panie, jeśli nawet uważacie, że wasza nowa pomocdomowa wykonuje swe obowiązki bez zarzutu, nie zapisujcie jej całego swego majątku pozaledwie trzech tygodniach znajomości. Istnieje przecież tyle innych sposobów okazaniawdzięczności i uznania, równie stosownych, a o ileż mniej niebezpiecznych dlaofiarodawczyni! A jeśli już musicie zmienić testament, to powstrzymajcie się przynajmniejprzez pewien czas, zanim poinformujecie nową gosposię o tym fakcie...

46-letnia Louisa Merrifield była – jak byśmy dziś powiedzieli – zawodową pomocądomową. Przeszła przez wszystkie szczeble tej trudnej kariery zawodowej, poczynając odstanowiska skromnej podkuchennej, którą wszyscy mogli się wysługiwać, aż po dumnegotyrana, postrach całej służby – gospodynię. Zamążpójście nie przerwało, jak to się częstozdarza, jej kariery, gdyż za każdym razem, pamiętając widać o możliwościach zatrudnienia,wybierała na męża ogrodnika. Odpowiedni mąż to połowa sukcesu, zaś para małżeńska:gosposia i ogrodnik, gwarantuje pełną opiekę nad domem i tacy ludzie są niezwykleposzukiwani przez zamożnych obywateli Wielkiej Brytanii.

Pewne zdziwienie może wywołać sformułowanie „za każdym razem” w odniesieniu dowyboru męża przez panią Merrifield. Wyjaśnienie jest proste: zawodowa gosposia trzykrotniewychodziła za mąż. Gdy poznała swego trzeciego męża, pod którego nazwiskiem znalazła sięnastępnie w annałach kryminologii, zdążyła już dwukrotnie zostać wdową. A mówi się, żepraca na świeżym powietrzu, jaką przecież wykonują ogrodnicy, gwarantujedługowieczność... Nie podejrzewamy bynajmniej pani Merrifield o pozbycie się dwóchpoprzednich mężów. Wydaje się natomiast, sądząc po wieku trzeciego (pan Merrifield miał74 lata), że wybierała mężczyzn dużo starszych od siebie.

Poślubiwszy Alfreda Edwarda Merrifielda, pani Louisa zaczęła rozglądać się za nowąposadą. Miała doskonałe referencje z poprzednich domów, podobnie jak jej nowy mąż, nieobawiała się więc, że pozostanie bez pracy. Przeglądając ogłoszenia w gazetach, a był rok1953 i rynek pracy pomocy domowych w Anglii gwałtownie malał, ogłoszenia zaśpotencjalnych chlebodawców zaczynały przybierać błagalny ton – natrafiła na anons niejakiej pani Ricketts, starej owdowiałej damy, która oferowała doskonałe warunki dla gosposi iogrodnika. Pani Merrifield, jako osoba doświadczona, wiedziała, że praca u starszej, samotnejpani jest znacznie lżejsza niż na przykład u małżeństwa po trzydziestce z czworgiem dzieci.

Odpisała więc w imieniu własnym i małżonka na anons i wkrótce odwiedziła panią Ricketts.Pani Sarah Ann Ricketts miała 79 lat i nie najlepsze doświadczenia ze służbą. Gdy więczapoznała się z referencjami nowych kandydatów i przyjrzała się pani Merrifield, która byłaosobą całym swym wyglądem budzącą zaufanie, bez wahania przyjęła oboje małżonków.

12marca 1953 roku zamieszkali oni w domku swej nowej chlebodawczyni, zwanym Homestead,przy Devonshire Road w Blackpool. Warunki, jakie obiecywała pani Ricketts w swymogłoszeniu, istotnie okazały się doskonałe. Małżonkowie otrzymali do swej wyłącznejdyspozycji dwa obszerne pokoje, ogród był niewielki i łatwy do utrzymania, a stara dama nieurządzała wystawnych przyjęć co dwa dni i była wyjątkowo mało kapryśna jak na osobęwiekową i zamożną.Państwo Merrifield nie zawiedli się więc na swej nowej chlebodawczyni, a to samomożna powiedzieć o niej samej. Była wprost zachwycona ich pracą. Ogród z dnia na dzieńprzybrał zadbany wygląd, dom był nieskazitelnie czysty, a posiłki, gotowane przez paniąMerrifield, podawane punktualnie, smaczne i dostosowane do wieku pani Ricketts.

Przy tymLouisa Merrifield nie wykazywała najmniejszych skłonności do pobierania tak zwanego„koszykowego”, sama dbała o oszczędne gospodarowanie funduszami swej pani, była osobąenergiczną i co najważniejsze – chętnie słuchała opowieści pani Ricketts o jej młodości.Starsza pani, która kilka już lat żyła samotnie, najbardziej chyba potrzebowała wdzięcznegosłuchacza. Zamieszczając swe ogłoszenie, z pewnością nie liczyła na to, że ów słuchacz okażesię osobą tak sympatyczną i dobrze wychowaną.Przypominamy – Louisa Merrifield i jej małżonek podjęli pracę u pani Ricketts dnia 12marca. Upłynęły niecałe trzy tygodnie, gdy ich chlebodawczyni, uśmiechając się tajemniczo,wezwała na naradę swego adwokata. Doświadczony prawnik protestował gorąco, usiłującwpłynąć na zmianę jej decyzji. Pani Ricketts była jednak osobą upartą.

Po jego wyjściuwezwała do siebie gospodynię doskonałą i jej męża, i oznajmiła im z triumfującym wyrazemtwarzy, że oto po jej śmierci odziedziczą cały jej majątek. Właśnie dokonała stosownejzmiany testamentu. Dodała przy tym sporo ciepłych słów na temat ich nienagannegowypełniania obowiązków. Nie trzeba chyba mówić, że zaskoczenie i wdzięczność państwaMerrifield nie miały granic i sprawiły starej damie ogromną przyjemność. Było to dnia 31marca.

W sobotę 11 kwietnia pani Merrifield spotkała podczas zakupów swą znajomą, niejakąpanią Brewer. Obie panie nie widziały się od dawna, naturalne więc jest, że natychmiastpodzieliły się informacjami o sobie i swoich bliskich. Wysłuchawszy nieuważnie niezbytrewelacyjnych wiadomości pani Brewer, Louisa Merrifield powiedziała, promieniejąc zdumy:

– Proszę sobie wyobrazić, jak nam się powiodło! Zamieszkaliśmy z Alfredem (to mójnowy mąż, wie pani) u pewnej starszej damy. Przepracowaliśmy u niej zaledwie miesiąc, gdybiedulka umarła. I niech pani tylko pomyśli: okazało się, że zapisała nam swój dom, wartcztery tysiące funtów! Nie mówiąc już o biżuterii i pieniądzach! Do końca życia nam towystarczy...

Pani Brewer najpierw straciła głos z wrażenia, a gdy go odzyskała, zaczęła gratulowaćswej znajomej, choć w głębi duszy zżerała ją zazdrość. Taki szczęśliwy traf! No, tak,niektórym wiedzie się, a inni – tak jak ona – całe życie muszą harować i nigdy nic nie będąmieli... Było to, jako się rzekło, 11 kwietnia. Pani Ricketts była wtedy jak najbardziej żywa icieszyła się dobrym zdrowiem (biorąc oczywiście pod uwagę jej wiek).

W poniedziałek 13 kwietnia starą damę odwiedził jej lekarz, doktor Wood. Nie zostałbynajmniej wezwany z powodu nagłego pogorszenia stanu swej pacjentki. Przychodził poprostu co poniedziałek i po dokładnym badaniu częstowany był herbatą jako dobry znajomy.Tym razem znalazł panią Ricketts w wyjątkowo dobrym zdrowiu, co pacjentka skłonna byłaprzypisywać doskonałej opiece swej nowej gosposi. Zamieniwszy jeszcze kilka słów na tematpowiększających się kłopotów ze służbą, doktor Wood opuścił Homestead. W kilka zaledwiegodzin po jego odejściu pani Ricketts już nie żyła.

Według słów jej gospodyni idealnej, zmarła o godzinie 3.15 nad ranem dnia 14 kwietnia,we wtorek. Pani Merrifield opowiadała, szlochając:

– Było kwadrans po trzeciej, gdy obudził mnie jakiś hałas. Natychmiast pobiegłam dosypialni biednej pani. Leżała na podłodze; widać upadła, kiedy usiłowała wstać. Podniosłamją – biedulka była taka leciutka – i położyłam na łóżku. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się ipowiedziała, że jest mi bardzo wdzięczna. To były jej ostatnie słowa... Trzymałam ją za rękę,gdy wydała ostatnie tchnienie...

Historia, trzeba przyznać, wzruszająca. Po wysłuchaniu jej, tłumnie zgromadzone służącez okolicy – one bowiem stanowiły, obok policji, główne audytorium pani Merrifield owegowtorkowego ranka – zaczęły podejrzanie głośno pociągać nosami. Po chwili jedynymczłowiekiem, który nie płakał, był przybyły, jak w każdym przypadku gwałtownej śmierci,sierżant z pobliskiego komisariatu.Ocierając zapłakane oczy, pani Merrifield udała się do przedsiębiorstwa pogrzebowego.Interesowała się jednak nie tyle usługami oferowanymi przez ową firmę w zakresiewystawnego pochówku, ani nawet cenami owych usług, co kremacją zwłok.

Chodziło jejmianowicie o to, by dokonano jej natychmiast. Gdy urzędnik poinformował ją, że byłoby tosprzeczne z przepisami, wydawała się bardzo zawiedziona.Wiadomość o nagłej śmierci pani Ricketts szybko dotarła do doktora Wooda. Ponieważnic nie wskazywało, by stan zdrowia jego pacjentki mógł pogorszyć się w ciągu kilku godzin,lekarz skontaktował się z policją. Gdy na komisariat przybył jeszcze jej adwokat z informacjąo niedawnej zmianie testamentu, a także przedsiębiorca pogrzebowy, którego zaniepokoiły żądania pani Merrifield, postanowiono przeprowadzić sekcję. Kiedy wezwanyanatomopatolog wkładał gumowe rękawice, pani Merrifield omawiała właśnie zkierownikiem zespołu wokalno-instrumentalnego Armii Zbawienia wykonanie stosownegoutworu żałobnego przed domem zmarłej.

Sekcja potwierdziła podejrzenia – przyczyną zgonu pani Ricketts było otrucie takzwanym żółtym fosforem, trującą substancją wchodzącą w skład niektórych typów trutek naszczury. Wizyta w okolicznych aptekach dowiodła wkrótce, że taki właśnie typ truciznyzakupiła niedawno pani Merrifield. Opakowania z resztką preparatu nie odnalezionowprawdzie ani w domu, ani w ogrodzie zmarłej, za to przeszukanie torebki gospodyniprzyniosło nieoczekiwany rezultat w postaci zwykłej łyżeczki do herbaty, pokrytej ziarnistą,słodkawą w smaku substancją. Jak stwierdził później biegły podczas rozprawy, osad takipowstałby w przypadku mieszania fosforu z rumem. Pani Merrifield przyznała, że wieczorem13 kwietnia zaproponowała swej chlebodawczyni „kilka kropelek rumu”. Na prośbęprokuratora przysięgli z namaszczeniem nachylali się nad kieliszkiem, w którym zmieszanotruciznę z rumem, by stwierdzić, że nie sposób zauważyć zmiany zapachu tej mieszanki, bointensywny aromat rumu skutecznie pokrywa wszelkie obce zapachy. Obrona utrzymywała,że pani Ricketts zmarła z przyczyn naturalnych, a mianowicie na marskość wątroby, cojednak mimo powołania biegłego, który wyciągnął takie właśnie wnioski, nie zrobiłowrażenia na przysięgłych.

Oskarżyciel zapytał panią Merrifield, dlaczego nie wezwała lekarza do swej umierającejchlebodawczyni. Gospodyni idealna odrzekła:

– No, cóż, trzecia rano to nie najlepsza pora na bieganie po ulicach...

Pani Louisa Merrifield została uznana winną zabójstwa pani Ricketts, i skazana na śmierćApelacja została odrzucona i egzekucja odbyła się 18 września 1953 roku.

Warto też wspomnieć o nieszczęsnym i jak się wydaje zupełnie zdezorientowanym panuMerrifield. Został oskarżony o zabójstwo wraz ze swą małżonką, przysięgli jednak nie zdołaliosiągnąć jednomyślności co do jego winy. Zanim odbyła się druga rozprawa, prokuratorodstąpił od oskarżenia i gdy tylko stosowny dokument dotarł do naczelnika więzieniaStrangeways, ogrodnik został zwolniony.

Podobne prace

Do góry