Ocena brak

Losy idei postępu społecznego

Autor /Rick Dodano /29.07.2011

Idea postępu jest jedną z najstarszych, najtrwalszych, najbardziej uniwersalnych idei, jakie stworzyła ludzkość. Ma z górą 2500 lat - w wersji wyraźnie sformułowanej, wyartykułowanej, narodziła się, podobnie jak tyle innych treści naszej kultury, w starożytnej Grecji i Rzymie, ale należy sądzić, że istniała i wcześniej w spontanicznym myśleniu potocznym. Jej pierwsze sformułowanie przypisuje się Ksenofanesowi, a za ojca samego terminu uważa się Lukre-cjusza. A potem historia idei postępu to już prawie to samo co cała historia myśli społecznej. W Grecji więc znajdujemy rozważania o postępie u Ajschylo-sa, Protagorasa, Sokratesa, Platona; w Rzymie u Seneki; w średniowiecznym chrześcijaństwie przede wszystkim u św. Augustyna i Bernarda z Chartres; w myśli renesansowej u Machiavellego, Morusa, Bacona, Erazma z Rotterdamu; w Oświeceniu u Bodina, Vico, Leibniza.

Prawdziwy triumf tej idei przynosi jednak dopiero wiek XIX, zwany niekiedy „wiekiem postępu". Tutaj wizja postępu przenika nie tylko wszystkie niemal teorie społeczne - ewolucjonizm Saint-Simona, Comte'a, Spencera, Morgana, Durkheima; dialektyczną teorię dziejów Hegla i Marksa - ale staje się udziałem myślenia potocznego, dominuje w świadomości zwykłych ludzi. To wiek optymizmu: wiary w rozum, naukę, technikę, produkcję, wzrost ekonomiczny, ekspansję terytorialną, rozmach cywilizacyjny. Rozwój zdaje się nie mieć żadnych barier, potencjał człowieka zdaje się nieograniczony, przyszłość jest bezkresna, wspaniała i otwarta.

Przerwijmy na chwilę rozważania historyczne w tym momencie największego triumfu idei postępu, by zastanowić się, skąd bierze się jej zdumiewająca trwałość i powszechność. Myślę, że wynika to z pewnych fundamentalnych właściwości ludzkiej sytuacji w świecie: po pierwsze, z owego odwiecznego i nieprzezwyciężalnego rozziewu między tym, co jest, a tym, czego by się pragnęło - realiami i marzeniami, rzeczywistością i aspiracjami, bytem i powinnością; a po drugie, z owej odwiecznej i powszechnej nadziei na lepszą przyszłość, na zmniejszenie tej przepaści, zbliżenie się do światów upragnionych. Sądzę, że idea postępu ma, mówiąc językiem filozoficznym, mocne korzenie ontologiczne, wyraża podstawowy i nieuchronny dylemat ludzkiej egzystencji.

I otóż mimo tej bogatej i wspaniałej tradycji, mimo owych egzystencjalnych korzeni, koniec XX wieku przynosi załamanie się idei postępu, zarówno w powszechnej świadomości, jak i w teoriach społecznych. „Jest całkiem prawdopodobne - pisze wybitny amerykański historyk myśli społecznej Robert Nisbet - że w tych ostatnich dekadach XX wieku dogmat postępu znalazł się u wrót śmierci". Nawiasem mówiąc, nie jest to jedyny dogmat, który pod koniec stulecia załamuje się. Pisze się o końcu ideologii, o upadku religii, o „końcu historii". Jedni powiadają, że umarł Bóg, inni - że umarł Marks.

Wróćmy do wątku historycznego. Wiek XX to czas rozdwojony: wspaniały i straszny, cudowny i tragiczny. Z jednej strony przynosi niebywałe przyśpieszenie postępu naukowego, technicznego, medycznego, podniesienie poziomu życia, wzrost dobrobytu.

Nawet największy sceptyk i relatywista przyznać musi, że wydłużenie okresu życia do siedemdziesięciu i więcej lat (przy trzydziestu w Średniowieczu), skrócenie czasu podróży transkontynentalnych z kilku miesięcy do kilku godzin, niebywały wzrost wydajności pracy, który pozwala np. 3% ludności wyżywić całą resztę (tylu jest procentowo farmerów w USA) czy też zbudować samochód w kilkanaście godzin (w Japonii), upowszechnienie edukacji i kultury, pomnożenie opcji konsumpcyjnych, ekspansja systemu demokratycznego, żeby wymienić tylko pierwsze z brzegu przykłady - to oczywiste znamiona postępu. Ale równocześnie, w tym samym XX wieku jakaś tragiczna ironia historii coraz częściej rodzi przeciwieństwa tego, co było upragnione. Skutki działań ludzi wymykają się spod ich kontroli i obracają przeciwko nim.

Już u początków stulecia rozkwitający kapitalizm przeżywa nagle krach ekonomiczny; potem demokracja zachodnia wydaje z siebie faszyzm; humanistyczna idea socjalizmu wyradza się w zbrodniczy system stalinowski; koncepcja państwa narodowego rodzi szowinizm, nacjonalizm, dwie wojny totalne i niezliczoną ilość wojen lokalnych; pod hasła humanistycznych religii podszywa się dogmatyzm, nietolerancja, rozkwitają fundamentalizmy, prowadzi się krwawe wojny wyznaniowe; pod sztandarami postępowych ideologii rodzi się terroryzm; nauka ustępuje nieraz irracjonalizmowi, mistycyzmowi, obskurantyzmowi czy ignorancji; cywilizacja powoduje epidemie nowych chorób; technika i przemysł sprowadzają katastrofę ekologiczną, groźne zmiany klimatyczne i potencjalne zagrożenie nuklearne - całkiem realne szansę ostatecznego unicestwienia ludzkości. Rozum zastępuje przemoc, nadzieję - rezygnacja.

Nic dziwnego, że coraz trudniej wierzyć w postęp, a samą kategorię postępu coraz częściej zastępuje słowokryzys". Niezwykła jest kariera tego słowa. Daleko już dziś odeszło od swojego znaczenia pierwotnego, gdy oznaczało stan przejściowy, o kluczowym, decydującym znaczeniu dla dalszego rozwoju, jakieś szczególne zagęszczenie i wyostrzenie alternatyw przyszłości. Gdy w tym sensie używa się pojęcia kryzysu na przykład w medycynie, to chodzi o gwałtowne zaostrzenie stanu pacjenta, przesilenie, z którego są tylko dwa wyjścia -pacjent przeżyje lub umrze.

Z kolei w literaturze, w dramacie, moment krytyczny to ten, w którym pojawia się konieczność wyboru, podjęcia przez pro-tagonistów decyzji, od których zależeć będzie dalszy bieg akcji. Tak czy owak, zawsze ma się na myśli jakąś fazę przejściową, krótkotrwałą i przede wszystkim niezwykłą, nietypową. A tymczasem gdy mówimy o kryzysie gospodarczym, politycznym, ekologicznym, społecznym, coraz częściej mamy na myśli sytuacje trwałe, ciągłe, chroniczne. Kryzys postrzegamy coraz częściej jako coś normalnego, typowego - zdziwiłoby nas bardzo, gdyby nagle przeminął. To odejście od optymistycznego myślenia w kategoriach postępu, na rzecz pesymistycznego myślenia w kategoriach kryzysu - to najbardziej charakterystyczny rys świadomości społecznej końca XX wieku i początku wieku XXI. ł to bynajmniej nie tylko u nas, ale i w najbardziej rozwiniętych, najlepiej prosperujących krajach Zachodu.

W świadomości potocznej znajduje to wyraz w postawach zwątpienia, rozczarowania, zagubienia, bezsilności, w zatracie sensu życia, zaniku myślenia perspektywistycznego, zerwaniu poczucia ciągłości z tradycją, w prywatyzacji celów, ignorowaniu spraw publicznych. W obszarze teorii społecznej - prowadzi do relatywizmu i subiektywizmu, zwątpienia w prawidłowości życia społecznego, podkreślania roli przypadku, emocji, zastępowania wartości etycznych przez powierzchowne przeżycia estetyczne. Wielka ekspansja tzw. koncepcji postmodernistycznych oznacza odrzucenie wszystkich wątków myślowych typowych dla XIX- i XX-wiecznej „moderny", czyli nowoczesności, a więc także i idei postępu. Jeszcze wyraźniej, bardziej wprost, negacja postępu występuje w różnych modnych wizjach katastroficznych czy futurologicznych. Wiara w postęp uważana jest coraz powszechniej za naiwną i anachroniczną, za przeżytek epok minionych.

Jak pisałem już wyżej, ten wyrok śmierci na ideę postępu wydaje mi się daleko przedwczesny. Sądzę, że idea ta zachowuje nadal doniosłość, wymaga jedynie racjonalnego przeformułowania. Co więcej, właśnie odrodzenie idei postępu jest jednym z niezbędnych warunków przezwyciężenia kryzysu współczesnej cywilizacji. Oczywiście warunkiem niewystarczającym, bo nie wszystko zależy od tego, co i jak ludzie myślą. Ale jednak zależy całkiem sporo. „Jestem przekonany - pisze wybitny filozof chrześcijański Pierre Teilhard de Char-din - że w ostateczności to właśnie idea postępu i wiara w postęp stanowić będą fundament, na którym ludzkość, tak dziś zagubiona, odnajdzie się znowu"2. By przeprowadzić taką rehabilitację pojęcia postępu, musimy po pierwsze wyraźniej sprecyzować jego sens, po drugie wyróżnić typowe wcielenia, formy, jakie dotąd przybierało, i wreszcie - naszkicować nowe, proponowane pojęcie postępu, które zdaje się bardziej użyteczne.

Podobne prace

Do góry