Ocena brak

LITERATURA ŚREDNIOWIECZNA - Od przyjęcia chrześcijaństwa aż do wieku XV

Autor /Saleta Dodano /17.09.2012

Początki literatury

1. Dwa były wielkie ogniska cywilizacji w Europie średniowiecznej: na Wschodzie - Bizancjum, które karmiło się resztkami kultury starożytnych Greków, na Zachodzie - Rzym, który odziedziczył cywilizację po starożytnych Rzymianach. Dwa te ogniska, początkowo połączone jednością Kościoła, z biegiem czasu coraz więcej oddalały się od siebie, kiedy zaś w połowie XI wieku nastąpiło zerwanie jedności kościelnej, odosobniły się niemal zupełnie. A stąd i cała Europa rozpadła się na dwa światy: bizantyjski i rzymski, wschodni i zachodni; w pierwszym cywilizacja rozwijała się bardzo powoli, drugi kroczył szybko naprzód; w pierwszym największą potęgą była władza świecka (cesarza bizantyjskiego), w drugim - władza duchowna (papieża rzymskiego).

Z narodów słowiańskich, Bułgaria, Serbia i Ruś przyjęły wiarę chrześcijańską od Kościoła wschodniego i tym sposobem wzrastały pod wpływem cywilizacji bizantyjskiej. Polska tymczasem podobnie jak Czechy przyjęła wiarę chrześcijańską od Kościoła zachodniego i tym sposobem dostała się pod wpływ wielkiej cywilizacji rzymskiej, to jest narodów germańskich i romańskich, mianowicie: Niemców, Włochów i Francuzów.

Wraz z chrześcijaństwem zaczęła napływać do Polski oświata zachodnia; jej głównym źródłem były szkoły, które zakładano przy kościołach katedralnych (szkoły katedralne) i po klasztorach (szkoły klasztorne).

Uczono w nich tak zwanych siedmiu sztuk wyzwolonych (septem artes liberales) a mianowicie: 1. gramatyki łacińskiej; 2. dialektyki (to jest nauki rozumowania i umiejętności rozmowy o przedmiotach naukowych); 3. retoryki (to jest umiejętności pisania listów i wygłaszania mów). Te trzy nauki stanowiły kurs niższy, zwany trwium1. Na kurs wyższy, zwany quadrwium, składały się dalsze «sztuki wyzwolone», a mianowicie: 4. muzyka (to jest głównie nauka śpiewu kościelnego); 5. arytmetyka; 6. geometria (to jest geografia, kosmografia i historia naturalna) i 7. astronomia (to jest głównie nauka o kalendarzu). Dopiero po ukończeniu triwum i quadrivium uczeń przystępował do najważniejszej w wiekach średnich nauki, do «królowej nauk» - teologii. Nauka szkolna polegała przeważnie na kuciu na pamięć, zwykle z podręczników wierszowanych. Językiem wykładowym był język łaciński. Kto wstępując do szkoły nic nie umiał i nie rozumiał po łacinie, ten musiał najprzód nauczyć się na pamięć pacierza i kilku psalmów, a potem uczono go pisać, czytać i śpiewać po łacinie; na tym kończyła się w wiekach średnich nauka elementarny (dla której począwszy od wieku XIII zakładano osobne szkoły niższe, czyli tak zwane parafialne).

Nauczycielami w szkołach byli wyłącznie księża. Ponieważ jedynym celem szkół było przygotowanie ucznia do stanu duchownego, więc uczyli się w nich prawie wyłącznie ci, którzy mieli zamiar zostać księżmi. Tym sposobem ludźmi wykształconymi w pierwotnej Polsce byli tylko księża, oni więc jedynie mogli stworzyć literaturę.

Wprawdzie już w epoce przedchrześcijańskiej posiadał niewątpliwie naród polski rodzimą poezję ludową, a to pod postacią podań i pieśni, przysłów i zagadek, ale była to literatura ustna (bo sztuki pisania nie znano u nas przed przyjęciem chrześcijaństwa) i, nie utrwalona za pomocą pisma, zaginęła, tym więcej że duchowieństwo tępiło ją, jako zabytek pogaństwa. Natomiast stworzyło inną literaturę - pisaną, nie świecką, tylko kościelną, nie polską, tylko łacińską, język bowiem polski nie był jeszcze dostatecznie wyrobiony. W ogóle trzeba wiedzieć, że w całej Europie średniowiecznej posługiwano się w literaturze językiem łacińskim, jako językiem Kościoła katolickiego: po łacinie pisano i dzida historyczne, i naukowe, i wiersze, a językami narodowymi przez długi czas gardzono. Otóż tak samo było i w Polsce: literatura nasza rozpoczyna się od literatury łacińskiej, która ze względu na to, że autorami są Polacy, nazywa się polsko-łacińską. Ma ona charakter kościelny, ponieważ autorami są wyłącznie księża; przed wiekiem XV jest bardzo uboga, ponieważ oświata rozpowszechniała się bardzo powoli: ciągłe wojny, zaburzenia wewnętrzne (zwłaszcza po śmierci Bolesława Chrobrego), rozbicie Polski na księstwa udzielne (po śmierci Bolesława Krzywoustego), napady Tatarów (począwszy od wieku XIII) - wszystko to utrudniało rozwój oświaty, a zatem i literatury. Nadto krzewicielami oświaty byli u nas początkowo głównie cudzoziemcy: pierwszy uczony Polak (Wincenty Kadłubek) ukazuje się dopiero przy końcu wieku XII; w wieku XIII wprawdzie nie brakło już oświeconych księży-Polaków, ale w tymże stuleciu rozpoczęła się na wielką skalę kolonizacja niemiecka, która sprawiła, że miasta polskie stawały się niemieckimi do tego stopnia, iż nawet na ulicach Krakowa prawie nie było słychać mowy polskiej; niemczyzna wtargnęła do kościołów miejskich, gdzie kazania wygłaszano po niemiecku, i do szkół, w których nauczycielami byli Niemcy. I w wieku XIV jeszcze, pomimo że się Polska dzięki Łokietkowi i Kazimierzowi Wielkiemu stawała coraz potężniejsza, germanizacja miast polskich nie ustawała; poczucie narodowe obudziło się dopiero w wieku XV dzięki świetnemu zwycięstwu nad Niemcami - pod Grunwaldem; teraz dopiero zniemczałe miasta polskie stają się szybko na powrót polskimi. Ale wpływu niemieckiego już nic nie zdołało zatrzeć; do dziś dnia w języku polskim są liczne wyrazy niemieckie, na przykład: wójt, sołtys, burmistrz, hebel, waga, szacunek, kierunek itd.

2. Początki literatury łacińskiej w Polsce przypadają już na koniec X wieku; są to tak zwane Roczniki, to jest krótkie i luźne notatki o wypadkach historycznych, zapisywane na kartach pergaminowych przez księży, zwłaszcza przez zakonników, na przykład: «965. Dobrawka przybywa do Mieszka. 966. Mieszko, książę polski, chrzci się.» Lecz najdawniejsze roczniki zaginęły; a zresztą autorami ich byli z początku nie Polacy, tylko cudzoziemcy.

Cudzoziemcowi także zawdzięcza Polska pierwszą swoją kronikę. Jej autorem jest nie znany nam ani z imienia, ani z nazwiska zakonnik, którego niesłusznie nazwano Gallusem, myśląc, że to Francuż. Ale mu nazwa już została. W istocie był to nie Francuz, tylko według wszelkiego prawdopodobieństwa Węgier, który w końcu XI czy też na początku XII wieku osiedlił się w Polsce. Otóż ten Węgier nie chcąc, jak się pięknie wyraził, «darmo pożywać chleba polskiego» napisał kronikę, w której króciutko opowiedział dzieje swej przybranej ojczyzny od Popiela aż do końca panowania Władysława Hermana, bardzo szczegółowo za to opisał życie i rządy Bolesława Krzywoustego aż do roku 1113, najwięcej uwagi poświęcając znakomitym wojnom tego walecznego księcia, którego nazywa «synem Marsa». Ponieważ Gallus był człowiekiem prawdomównym i posiadał odwagę cywilną, więc jego kronika, pomimo że nieraz w zbyt pochlebnym świetle wystawia dzieje Polski, zwłaszcza panowanie Bolesława Krzywoustego, jest dla historyka prawdziwym skarbem, jako bardzo poważne źródło do dziejów starożytnej Polski.

Pierwszym autorem Polakiem, i to autorem znakomitym, jest Wincenty Kadłubek, który urodził się w ziemi sandomierskiej w drugiej połowie XII wieku, a który w .XIII wieku, za panowania Leszka Białego, był biskupem krakowskim, pięć zaś ostatnich lat życia przepędził w klasztorze (zmarł roku l?23). Był to człowiek wielce uczony (kształcił się we Francji); toteż Kazimierz Sprawiedliwy, dbały o oświatę i wychowanie młodzieży, polecił mu napisać dzieje Polski, o czym świadczy sam Kadłubek w tych słowach: «Najdzielniejszy z królów... chcąc przodków zacność zostawić potomności w puściźnie, włożył na mnie, piszącego kruchym jak trzcina piórem, na moje barki karłowate ciężar olbrzymi, w tym zapewne przekonaniu, że połysk złota i blask drogich kamieni tak samo nie blednieją od niewprawnych rąk rzemieślnika, jak nie czernieją gwiazdy, chociaż Etiopi wskazują je strasznie czarnymi palcami.» Z tego polecenia jednak wywiązał się Kadłubek dopiero w lat kilkanaście po śmierci Kazimierza Sprawiedliwego, już w zaciszu klasztornym.

Kronika Kadłubka opowiada dzieje Polski od najdawniejszych czasów aż do początków XIII wieku; składa się z czterech ksiąg, z których tylko czwarta, poświęcona dziejom współczesnym autorowi, jest opowiadaniem ciągłym, trzy zaś pierwsze, o dziejach dawniejszych, mają postać rozmowy - pomiędzy Janem, arcybiskupem gnieźnieńskim, a Mateuszem, biskupem krakowskim. Nie zapomniał o tym Kadłubek, że Kazimierz Sprawiedliwy polecił mu przekazać potomności «zacność przodków»: opowiada więc, że ci przodkowie założyli państwo polskie jeszcze przed narodzeniem Chrystusa i że wówczas już wsławili się cnotą i dzielnością, że prowadzili wojny z Aleksandrem Macedońskim, że jeden z książąt polskich poślubił siostrę Juliusza Cezara itd. Już to dzieje bajeczne wykłada Kadłubek bardzo szczegółowo, biorąc je nie tylko z podań ludowych, ale i z własnej wyobraźni oraz... z historii narodów obcych. I w ogóle jego kronika nie jest wiaro-godna. Ale bo też chodziło mu nie tyle o prawdę historyczną, ile o naukę młodzieży, którą chciał uczyć mądrości, miłości ojczyzny i cnoty: dlatego ciągle a ciągle przerywa opowiadanie o dziejach polskich pouczającymi przykładami z historii narodów obcych, bajkami, krótkimi sentencjami, a nawęt rozprawkami moralnymi, tak dalece że czasem jego kronika wygląda na podręcznik do nauki nie historii, tylko moralności. A ponieważ Kadłubek był głęboko przekonany, że ten tylko może być moralny, kto we wszystkim słucha Kościoła katolickiego, więc zachęca czytelników do posłuszeństwa władzy kościelnej, twierdząc, że nawet panujący winien Kościołowi nie tylko szacunek, ale i posłuszeństwo; przez to jego kronika jest doskonałym wyrazem tych czasów, kiedy w Polsce i całej Europie zachodniej władza i powaga duchowieństwa szybko wzrastała i miała większe znaczenie niż władza świecka. To przywiązanie Kadłubka do Kościoła i uznanie dla jego władzy najlepiej uwydatnia się w opowiadaniu o zatargu Bolesława Śmiałego z biskupem krakowskim Stanisławem Szczepanowskim: Gallus, który żył w czasach, kiedy władza Kościoła nie była jeszcze tak silna, przyznaje, że Bolesław skazując biskupa na śmierć popełnił «grzech», ale go nie potępia, owszem, biskupa nazywa bez ogródki «zdrajcą» (mając to prawdopodobnie na myśli, że biskup należał do stronnictwa Władysława Hermana, które względem Bolesława występowało wrogo); Kadłubek tymczasem nie tylko całą winę w zatargu księcia z biskupem składa na księcia, którego poczytuje za potwora z piekła rodem, ale opowiada jeszcze bajkę, jakoby książę własnoręcznie uśmiercił biskupa.

Kronika Kadłubka była u nas dziełem niezmiernie poczytnym, używano jej bowiem jako podręcznika szkolnego do nauki nie tylko historii i moralności, ale także wymowy i pięknego stylu. Bo Kadłubek jest pisarzem bardzo wymownym i strasznie gadatliwym; wkłada na przykład w usta postaci historycznych szumne mowy, których się im nigdy nawet nie śniło wygłaszać, a które on wyssał sobie z palca; ze zdarzeń historycznych wyciąga sens moralny i szczegółowo go tłumaczy. A zawsze pisze w sposób tak kwiecisty i sztuczny, że dzisiaj jego styl wydaje się nam nienaturalnym, czasem nawet niejasnym; ale w owym czasie taka kwiecistość uchodziła za szczyt pięknego pisania. W ogóle ani jeden pisarz nie cieszył się u nas w wiekach średnich takim rozgłosem jak Kadłubek. A i później jeszcze bardzo długo, bo aż do czasów Naruszewicza (wiek XVIII), uchodził za wielką powagę.

ZABÓJSTWO ŚWIĘTEGO STANISŁAWA.

Świątobliwy biskup krakowski Stanisław - opowiada Mateusz - gdy nie zdołał Bolesława od okrucieństw odwieść, zagroził mu najprzód upadkiem kraju, nareszcie dotknął go mieczem klątwy. Lecz on, jak raz wszedł na złą drogę, już ciągle w coraz okropniejsze wpadał szaleństwo: boć łatwiej drzewo pogięte złamać niż wyprostować. I oto od ołtarza, wśród nabożeństwa, nie bacząc ani na stan, ani na miejsce, ani na czas, rozkazuje porwać kapłana. Lecz ilekroć dzicy halabardnicy próbują wtargnąć, tylekroć skruszeni, tylekroć obaleni na ziemię łagodnieją. Tyran, lżąc ich niegodnie, sam ręce świętokradzkie nań nakłada, sam oblubieńca odrywa z łona oblubienicy, pasterza od owczarni, sam morduje ojca w uściskach córki, jakby syna we wnętrznościach matki. Co za żałosne, co za przeokropne widowisko śmierci! Człowieka świętego świecki, zbożnego bezbożny, biskupa świętokradca, niewinnego okrutnik na kawałki rozszarpał, poszczególne członki na najdrobniejsze rozsiekując cząstki!... Całym zdrętwiał, całym zmartwiał, włosy mi dęba stanęły; zaledwie myślą objąć, cóż dopiero językiem, cóż dopiero piórem wyrazić cuda, jakich Zbawiciel nad świętym dokonał!... Oto widziano, jak z czterech stron świata przyleciały cztery orły, które krążąc w powietrzu nad miejscem męczeństwa odganiały sępy i inne żądne krwi ptaki od zwłok męczennika i pilnowały ich ze czcią, czuwając dzień i noc. Zresztą czyż ta noc była nocą ? Nazwałbym ją raczej dniem niż nocą. Była to bowiem ta niezwykła noc, o której mówi Pismo święte: «A noc jako dzień będzie oświecona.» Tyle bowiem na różnych miejscach zajaśniało świateł boskich, cudownie błyszczących, na ile cząstek rozprysło się święte ciało; samo niebo zdawało się zazdrościć ziemi jej krasy, jej chwały... Niektórzy ojcowie, ożywieni tym cudem niespodzianym i zapaleni żarliwą pobożnością, porwą się, by zebrać rozproszone szczątki członków, lecz zbliżają się powolutku, patrzą, a ciało całe, bez najmniejszego śladu blizn: więc podnoszą je z ziemi, zabierają, namaszczają wonnymi olejkami i składają w mniejszej bazylice Św. Michała... Po tym zdarzeniu ów okrutnik, spłoszony, znienawidzony zarówno przez ojczyznę, jak przez ojców, uszedł do Węgier... a wkrótce potem, zdjęty niesłychaną niemocą, śmierć sobie zadał. I syn jego jedyny, Mieszko, w pierwszym kwiecie wieku zwiądł od trucizny. A tak cały ród Bolesława poniósł karę za świętego Stanisława; jak bowiem żadna cnota nie pozostaje bez nagrody, tak żadna zbrodnia bez kary.

SENTENCJE MORALNE.

Szlachcicem jest ten tylko, kogo uszlachciła własna cnota. - Dobra doczesne nie są nasze: te jedynie klejnoty poczytuję za swoje własne, które rodzą się w skarbcu serca. - Nic nie ma w człowieku doskonalszego nad niedoskonałość. - Co się z miłości ku ojczyźnie podejmie, miłością jest, nie szałem, walecznością, nie zuchwalstwem; mocna bowiem jak śmierć jest miłość, która im trwożliwsza [o przedmiot ukochania], tym jest odważniejsza. Nic bowiem obywateli śmielej pod broń nie wzywa niż obawa domowego niebezpieczeństwa. Dlatego Solon tak zachęcał do boju Ateńczyków: «Chciałbym, abyście byli równie bojaźliwi, jak odważni; bo-jaźń bowiem dodaje ostrożności, a ostrożność rodzi ufność, ufność zaś rodzi odwagę, która sprawia, że człowiek popełnia czyny śmielsze niż on sam.» Cóż skłoniło Machabeusza, który miał tylko 800 żołnierzy przeciwko 22 000 Bachida, że o sobie zapomniawszy, o swym rycerstwie raczej pamiętał niż o własnym życiu? Miłość ojczyzny. Co dało taką odwagę synowi Saula, że na małej przestrzeni półmorgowej, utraciwszy dwudziestu mężów, uderzył w towarzystwie jednego jedynego giermka na tyle legionów filistyńskich i zmieszał.ich szyki? Skąd taki duch wstąpił w Eleazara, że kiedy inni ratowali się ucieczką, on wolał, by słoń strzałą przeszyty przywalił go swym cielskiem? Cóż zagrzało 600 Spartańczyków, że poszli do obozu Kserksesa nie lękając się 500 000 nieprzyjaciół? Miłość ojczyzny. Cóż, jeśli nie miłość ojczyzny, dało tylu innym taką gotowość do śmierci?

BAJKA O MĘDRCU.

Pewien mędrzec otrzymawszy wiadomość, że mu się syn urodził, rzekł: «Miły to dar i dobrodziejstwo natury, lecz rozkazuję, by syn mój nigdy innego nie ssał mleka, tylko z piersi najdzikszego zwierzęcia.)) Zapytano go: «Więc może wilczycy poszukać?» - «Bynajmniej»-odpowiedział. «To może lwicy ?»- «Nie!» - «Tygrysicy ?» - «Niech Bóg bro-ni!» -«Smoka ?»- «Nigdy w świecie!» - «Któreż więc zwierzę jest najdziksze ?» Odrzekł: «To samo, które jest najłagodniejsze: kobieta.» Albowiem wszelka łagodność kobieca jest okrutniejsza nad wszelką srogość, sroższa nad wszelką okrutność.

3. W wieku XIII szybko wzrastała w Polsce potęga Kościoła i rozwijało się bujnie życie religijne; wiara chrześcijańska w tym dopiero stuleciu zapuściła głębokie korzenie w społeczeństwie polskim, które stawało się coraz bardziej religijnym, szukając w religii pociechy na te liczne nieszczęścia, jakie spadały na kraj rozczłonkowany pomiędzy poszczególnych książąt i szarpany przez dzikie hordy tatarskie. W ścisłym związku z tym rozbudzeniem życia religijnego rozwijała się łacińska literatura religijna, jako to legendy i żywoty świętych.

Lecz ogół społeczeństwa nie rozumiał przecie po łacinie; zasady wiary chrześcijańskiej trzeba było wpajać w prostaczków w języku ojczystym-za pomocą nauk moralnych i kazań, trzeba było także nauczyć ich modlić się po polsku; tym sposobem wnet po wprowadzeniu chrześcijaństwa do Polski musiała powstać literatura religijna w języku narodowym: kazania polskie i modlitwy polskie, a z czasem pobożne pieśni polskie; autorów tych wszystkich utworów nie znamy.

Otóż najstarszym znanym nam dzisiaj zabytkiem polskiej literatury religijnej jest pieśń Bogurodzica, która powstała w drugiej połowie XIII wieku. Składa się z dwóch zwrotek, z których pierwsza jest modlitwą do Najświętszej Panny o wstawiennictwo do Pana Jezusa, a druga - modlitwą do Pana Jezusa o pobożne życie na ziemi i wiekuiste szczęście w niebie.

Chociaż pieśń Bogurodzica powstała w wieku XIII, najstarszy jej znany nam dzisiaj odpis pochodzi dopiero z początku wieku XV.

 

1.

Bogurodzica dziewica,

Bogiem sławiena Maryja!

Twego Syna Gospodzina,

Matko zwolena Maryja,

Zyszczy nam, spuści nam!

[Kyrie elejson!

2.

Twego dziela Krzciciela, Bożyce,

Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze!

Słysz modlitwę, jąż nosimy, T

o dać raczy, jegoż prosimy:

A na świecie zbożny pobyt,

Po żywocie rajski przebyt!

[Kyrie elejson!

Oto najdawniejszy pomnik naszej poezji, oto początek naszej literatury narodowej. W przekładzie na dzisiejszy język pieśń ta brzmiałaby tak: «Bogarodzico dziewico, przez Boga wsławiona Mario! Matko (przez Boga) wybrana, Mario! Pozyskaj nam, spuść nam (z nieba na ziemię) Twego Syna Pana! Kyrie elejson! Dla (za przyczyną) Twego Chrzciciela, Synu Boży, usłysz głosy, napełń myśli człowiecze! Wysłuchaj modlitwy, którą (do Ciebie) zanosimy, to dać racz, o co prosimy, a mianowicie: na świecie zbożne życie, po życiu (ziemskim) żywot niebieski. Kyrie elejson!»

Pieśń Bogurodzica (którą później, w XIV i XV wieku, uzupełniano nowymi zwrotkami) rozpowszechniła się po całej Polsce; początkowo była wyłącznie pieśnią kościelną: śpiewał ją lud w kościele podczas nabożeństwa, później zaś, nie przestając być pieśnią kościelną, stała się jeszcze pieśnią bojową: śpiewało ją rycerstwo przed bitwą dla wybłagania u Pana Boga zwycięstwa nad wrogiem; kiedy w roku 1410 stanęło rycerstwo polskie pod Grunwaldem, aby krwią swoją okupić potęgę i szczęście Polski, uderzył w niebo głos potężny, wydobyty z kilkudziesięciu tysięcy piersi polskich: «Bogurodzica dziewica!» W wieku XVI Bogurodzica przestaje być pieśnią bojową; w XVII nadaremnie usiłowano wznowić zwyczaj śpiewania jej przed bitwą; w XVIII władza duchowna, żeby ją ocalić od zapomnienia, wydała rozkaz, aby duchowieństwo katedry gnieźnieńskiej odśpiewywało ją co niedziela przy trumnie świętego Wojciecha. I ten piękny zwyczaj przetrwał do dziś dnia.

4. Na początku wieku XIV królem polskim jest Czech, Wacław. Od czasów jego panowania wpływ cywilizacji czeskiej na polską, który się zaczął od chwili poślubienia Dąbrówki przez Mieszka, wzrósł potężnie; ślady tego wpływu do dziś dnia nosi na sobie język polski (na przykład w wyrazie: obywatel). Czesi w wiekach średnich byli narodem bez porównania więcej oświeconym od nas i posiadali bogatą literaturę, która też przez czas długi wywierała pewien wpływ na polską: tłumaczono, lub przerabiano z języka czeskiego na polski modlitwy i pieśni religijne. Nie dosyć na tym. Już przy końcu pierwszej połowy XIV wieku założono w Pradze uniwersytet, który jest pierwszym uniwersytetem na ziemiach słowiańskich. Uczyli się w nim i Polacy, którzy zresztą jeździli się kształcić i do innych uniwersytetów zagranicznych. Dopiero Kazimierz Wielki pragnąc, aby Polacy mogli pobierać wyższe wykształcenie we własnym kraju, a nade wszystko potrzebując uczonych prawników założył za przykładem Czechów w roku 1364 uniwersytet w Krakowie, zwany Szkołą Główną (Studium Generale), o trzech wydziałach: prawnym, lekarskim i sztuk wyzwolonych (na otworzenie wydziału teologicznego nie pozwolił papież). Ale szkoła Kazimierza nie rozwijała się pomyślnie, zwłaszcza po śmierci swego założyciela.

W ogóle naród polski, chociaż w wieku XIV szybko wzrastał w bogactwo i potęgę, nie garnął się jeszcze do oświaty tak chętnie jak później. Dlatego to i literatura tego stulecia jest wciąż jeszcze bardzo uboga, a rozwija się po dawnemu prawie wyłącznie w języku łacińskim.

Najznakomitszym pisarzem XIV wieku jest Wielkopolanin Janko z Czarnkowa (urodzony około roku 1320, zmarły około roku 1387), archidiakon gnieźnieński, podkanclerzy Kazimierza Wielkiego. Jest on autorem kroniki łacińskiej, w której opowiedział krótko i zwięźle panowanie Kazimierza Wielkiego, a bardzo szczegółowo - rządy Ludwika Węgierskiego. Kronika ta jest zupełnie inna niż kronika Kadłubka: kiedy Kadłubek ma na celu przede wszystkim naukę cnoty i mądrości, Janko z Czarnkowa nie bawi się w moralizowanie czytelnika, tylko opowiada wypadki dziejowe, które znał doskonale jako naoczny świadek i w których po częśti.sam brał udział; to zaś opowiadanie jest ożywione własnym Uczuciem autora, który nie chciał i nie umiał ukrywać swych uczuć względem ludzi, nie taił na przykład swej miłości względem Kazimierza Wielkiego, swej niechęci do króla Ludwika jako Węgra, a nade wszystko swej namiętnej nienawiści względem osobistych wrogów, tych zwłaszcza, którzy go po śmierci Kazimierza posądzili, że przywłaszczył sobie część skarbów królewskich. Otóż ze względu na to, że Janko z Czarnkowa opowiadając dzieje współczesne nie zapomina i o sobie samym, jego kronika ma po części charakter pamiętników, a nawet tu i ówdzie ze względu na stronniczość, z jaką autor pisze o swoich wrogach, przechodzi w pamflet polityczny.

ŚMIERĆ KAZIMIERZA WIELKIEGO (w skróceniu).

Roku Pańskiego 1370, dnia 8 września, to jest w samo święto Narodzenia Najświętszej Panny Marii, najjaśniejszy król Kazimierz bawił na swym dworze w Przedborzu i wybierał się na polowanie na jelenia. Pojazd królewski już czekał, już król miał wsiadać, gdy kilku wiernych dworzan jęło mu przekładać, że nie przystoi polować w dzień świąteczny. Król przyznawał im słuszność i już zamierzał zostać w domu, kiedy wtem jakiś niecnota szepnął mu o jakiejś uciesze (która go czeka na polowaniu); i oto król, już głuchy na rady ludzi mądrych, wsiadł do pojazdu i popędził do lasu na łowy. Nazajutrz konno ścigał jelenia, lecz stępak przewrócił się, a król spadł i zranił sobie ciężko lewą goleń. Uderzenie przyprawiło go o gorączkę, która jednak rychło go opuściła. Ale ponieważ wbrew zakazowi lekarzy nie zachował umiarkowania i żarłocznie zajadał różne potrawy, a zwłaszcza świeże owoce, orzechy laskowe i ione oraz smarze, nade wszystko zaś ponieważ nie odmówił sobie łaźni, na którą mu nie pozwalał jego lekarz nadworny, mistrz Henryk z Kolonii - więc zapadł w cięższą jeszcze gorączkę. Nazajutrz o brzasku wyruszył do Krakowa i o milę za Sandomierzem, ciągle trawiony nadmierną gorączką, napił się zimnej wody, wskutek czego gorączka jeszcze go więcej paliła i silniej dręczyła; lekarz i wszyscy dworzanie zwątpili o jego życiu. Lecz nazajutrz dzięki zabiegom lekarza gorączka opadła, więc wierni dworzanie, z głęboką litością patrzący na osłabionego króla, wprzęgli się do jakiegoś wozu i ciągnąc go powolutku, zawieźli króla do klasztoru cystersów w Koprzywnicy. Tutaj wypoczywał całe osiem dni; tutaj też ślubował Bogu i św. Zygmuntowi, że odbuduje w ruinach leżącą świątynię płocką, w której ze czcią przechowywano relikwie Zygmunta, króla i męczennika. Rano kazał mnie zawołać do Siebie i oznajmił o uczynionym ślubie mnie i innym obecnym, po czym zaraz doznał ulgi w gorączce. Zawieziono go potem do Osieka i tutaj jakiś lekarz, mistrz Mateusz, wbrew zakazowi mistrza Henryka i nas wszystkich pozwolił mu w zbytniej pobłażliwości napić się miodu; i znów go schwyciła gorączka. Ale później, w Nowym Mieście, znakomicie odzyskał siły: bez cudzej pomocy siadł na wóz i wysiadł dopiero w Opatowcu. Wreszcie przedostatniego października przywieziono go na zamek krakowski, a pierwszego listopada kazał mi zapytać lekarzy otaczających jego łoże, czy już jest w Krakowie. Gdym ich zapytał, czy król pan jest w Krakowie, wspomniany mistrz Mateusz rzekł: «Czy on majaczy, czy dostał pomieszania zmysłów, że pyta, czy król jest w Krakowie?» A ja na to: «Król wie, że jest w Krakowie, ale się dziwi, że nie przepisujecie mu lekarstw łagodzących, których w podróży mieć nie mogliście; i zdaje mu się teraz, że nawet nie myślicie o tym.» Na to mistrz Mateusz, jak piorunem rażony, odpowiedział, że wraz z kolegami w miarę sił swoich dokładać będzie jak najusil-niejszych starań. Niebawem kazał mi król zapytać lekarzy, czy spostrzegają w nim jakie znaki śmierci; jeżeli spostrzegają, to niech mu to na Boga wyjawią, aby mógł zawczasu pomyśleć o zbawieniu duszy i zarządzić domem. Oni zaś, jak to lekarze, obiecywali mu i wróżyli długie życie. Ale król wątpiąc, czy zdrowie odzyska, dnia trzeciego tegoż miesiąca listopada rano, o wschodzie słońca, sporządził testament; a we wtorek, dnia piątego listopada rano, o wschodzie słońca, w przytomności wielu szlachty i duchowieństwa odszedł szczęśliwie do Chrystusa.

Oprócz kroniki o panowaniu Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego jest Janko z Czarnkowa (według wszelkiego prawdopodobieństwa) autorem innej jeszcze kroniki, mianowicie tak zwanej Kroniki wielkopolskiej, w której opowiedział historię książąt i królów wielce rozległego królestwa polskiego, czyli królestwa Lechitów» od najdawniejszych czasów aż do roku 1271. Jako źródło historyczne kronika ta nie może się nawet równać z tamtą, zasługuje jednak na uwagę przede wszystkim z tego względu, że tutaj po raz pierwszy w naszej literaturze ukazuje się świadomość wspólności plemiennej Polaków z innymi Słowianami; aby tę wspólność lepiej uwydatnić, opowiada autor wyczytane w kronice czeskiej podanie o trzech synach księcia Panonów: Lechu, Rusie i Czechu, których potomkowie «posiadali, posiadają i przy łasce bożej posiadać będą królestwa Lechitów, Rusinów i Czechów». Po raz pierwszy także jest w Kronice wielkopolskiej wzmianka o Kaszubach: «Jeden naród słowiański nazywają Kaszubami -od szat tak długich i przestronnych, że je podkasywać musieli, albowiem fałd, czyli zmarszczenie szaty, w słowiańskim języku tłumaczy się: huba, a przeto Kasz-hubi, czyli Zakasani, nazywają się.» Są inne jeszcze etymologie rozrzewniające w swojej naiwności, na przykład: «Królestwo dalmackie nazywa się tak dlatego, że królowa Panonii dała swemu synowi nadmorską część tego kraju i królem go koronować kazała; część tę nazwano Dal-macją, że to ją synowi dała mać.»

Z innego jeszcze względu jest Kronika wielkopolska utworem bardzo ciekawym: oto autor włączył do niej powieść, którą napisał albo on sam, albo ktoś inny. Jest to Powieść o Walcerzu Udalym i Helgundzie. «Za czasów jeszcze po-gańskich» panował w Wiślicy Wisław Piękny (Wyslaus Decorus), który się wywodził od Popiela, a w Tyńcu - Walcerz Udały (Walterus Robustus, ąui in polonico wocabatur Udały Walter). Ten Walcerz miał za żonę córkę króla Franków, Hel-gundę; poznał ją był na dworze jej ojca, kiedy to księżniczka kochała już królewicza niemieckiego: pieśnią czarodziejską Walcerz skłonił ku sobie jej serce i namówił ją do ucieczki; przebył z nią wpław Ren, stoczył walkę z owym królewiczem niemieckim i zabił go, a «po szczęśliwej podróży, przybywszy do zamku tynieckiego, odpoczywał sobie przez czas niejaki, lekując swe rany». Niebawem jednak poszedł na bój - z Wisławem; wziął go do niewoli i osadził w więzieniu zamkowym w Tyńcu, po czym znowu wyruszył na jakąś wojnę i nie wracał całe dwa lata. A tymczasem Helgunda za radą i przy pomocy niegodziwej zauszniczki wypuściła z więzienia pięknego Wisława, pokochała go i dała mu się skłonić do ucieczki. Powrócił Walcerz, a dowiedziawszy się o wszystkim pomknął do Wiślicy, w czasie kiedy Wisław polował sobie najspokojniej gdzieś za miastem. Postrzegła go z daleka Helgunda, wybiegła naprzeciwko, padła mu do kolan, skarżąc się ze łzami, że ją Wisław po-niewolnie porwał, i błagając męża, by się schronił w kryjówce, a będzie miał w rękach Wisława. Walter uwierzył - i wpadł w zasadzkę: Wisław nie osadził go w więzieniu, ale kazał go żelaznymi obręczami przykuć do ściany w tej samej izbie, w której sobie gruchał z Helgundą. Lecz przyszła kreska na Matyska: piękny Wisław miał szpetną siostrę, która się rozkochała w Udałym Walcerzu; gdy ten obiecał pojąć ją w małżeństwo, rozkuła mu pęta i uzbroiła go w miecz Wisława; tym to mieczem zabił Walcerz i Wisława, i Helgundę. «Pokazują - kończy autor - do dziś dnia grobowiec Helgundy z kamienia wyciosany.»

Lecz ten grobowiec był tylko w bujnej fantazji autora; także tylko w jego fantazji Walcerz Udały panował w Tyńcu, a Wisław Piękny w Wiślicy. Cała powieść jest zmyśleniem: część pierwszą (o ucieczce Walcerza z Helgundą) autor wziął z literatury niemieckiej, mianowicie z poematu łacińskiego o «Walthariuszu», a drugą (o Wisławie i Helgundzie) z «byliny»2 ruskiej. Powieść tę powtarzali za Kroniką wielkopolską nasi kronikarze XVI wieku; za Stanisława Augusta pewien trzeciorzędny poeta przełożył ją wierszem polskim; na początku XIX wieku dostarczyła pomysłu do trzech dramatów polskich i do jednej powieści francuskiej. Lecz dopiero Żeromski stworzył z niej dzieło sztuki.

5. Do najważniejszych zabytków literatury polsko-łacińskiej XIV wieku należą żywoty świętych. Rodzaj to literatury niezmiernie w wiekach średnich popularny, a jest owocem zarówno głębokiej wiary i wielkiej pobożności dawnych ludzi, jak ich serdecznego pragnienia, żeby na świecie było lepiej, niż jest, żeby ludzie byli nie tylko cnotliwsi, ale także potężniejsi - tak potężni, aby mogli przy pomocy Pana Boga tworzyć cuda. Wcieleniem tych wszystkich uczuć i marzeń, tego dążenia do ideału są właśnie w literaturze średniowiecznej legendy o świętych, w części oparte na rzeczywistości, a w części wysnute z wyobraźni. Już w wieku XII posiada literatura polsko-łacińska Żywot św. Wojciecha, w XIII dwa Żywoty św. Stanisława, ale dopiero w XIV zdobywa się na więcej tego rodzaju utworów, z których najpiękniejszym jest Żywot św. Kingi, księżniczki węgierskiej, poślubionej Bolesławowi Wstydliwemu; autorem jest spowiednik Kingi w klasztorze klarysek w Starym Sączu, gdzie święta księżna osiadła po śmierci męża i gdzie w roku 1292 umarła. Utwór ten, jak w ogóle wszystkie średniowieczne żywoty świętych, składa się z dwóch części: z życiorysu i z opisu różnych cudów, które widzieli i których na sobie doświadczyli pobożni ludzie po śmierci księżny. Oto niektóre szczegóły.

Kiedy tuż po narodzinach św. Kingi przystąpił do niej biskup, aby ją ochrzcić, dziecię wyraźnie wyrzekło słowa: «Ave> Regina coelorum, Mater regis angelorum «Kiedy raz król Bela, przychylając się do prośby córki, podarował jej kopalnię soli, ona stanęła nad kopalnią i wezwawszy łaski Pana Boga cisnęła z góry pierścień; wiele czasu od tej chwili upłynęło, kiedy w Bochni (w diecezji krakowskiej) zaczęto kopać kopalnię soli: i oto zaraz w pierwszym dole, w pierwszej bryle soli znaleziono ów pierścień złoty.» Pobożnością jaśniała św. Kinga tak wielką, że ilekroć podczas podróży ujrzała z dala kościół Matki Boskiej; wnet zsiadała z wozu i boso, nie bacząc na ostre kamienie i ciernie, pędziła do kościoła przez wzgórza i pagórki, rzucając się od czasu do czasu twarzą na ziemię i tak gorące łzy wylewając w modlitwie, że pod twarzą tajał śnieg i lód i ukazywała się trawa zielona.

Tuż po ślubie, podczas hucznego wesela na zamku królewskim, ogarnął księżnę smutek; mąż, wzruszony jej łzami, obiecał jej, że otrzyma wszystko, o cokolwiek go poprosi; a wtedy «ona, jak przystało na dziewicę roztropną a nabożną», nie prosiła go ani o srebro i złoto, ani o ziemie i bogactwa, ani o szaty i perły, lecz padła na kolana i z pokorą błagała męża w imię Boga, by wraz z nią złożył ślub, że oboje przez cały rok mieszkać będą osobno, żeby się ona mogła poświęcić wyłącznie służbie bożej. Bolesław zgodził się na to chętnie. Minął rok i tę samą prośbę zaniosła Kinga do męża-w imię Panny Najświętszej; Bolesław raz jeszcze się zgodził. Lecz kiedy znowu rok minął, a księżna znowu powtórzyła swe zaklęcie - w imię św. Jana, obruszył się książę, a widząc, że groźbami nic nie wskóra, udał się do spowiednika Kingi, by jej wolę złamał. Ale kiedy i to nie pomogło, pogniewał się Bolesław na księżnę. A wtedy ona oddała się w opiekę św. Janowi, który nie pozostał głuchy na jej modlitwy: objawił się jej w samą wigilię swojego święta i oznajmił, że uzyska wszystko, o co tylko w jego imię poprosi męża: «A to niech ci będzie znakiem pewności: w Nowym Mieście Korczynie, kiedy wychodzić będziesz z kościoła, spotkasz księcia, a on cię słodko pozdrowi i rękę do ciebie wyciągnie.» I tak się stało.

Oto jedna jeszcze opowieść - o cudzie, który się stał za przyczyną św. Kingi już po jej śmierci, w roku 1312. «Dwaj chłopcy, Florian i Jan, mieli dużo pszczół. Napadli na Polskę z wielkim wojskiem Węgrzy i widząc mnóstwo uli, rzucili się na nie ż siekierami i zaczęli je rąbać i rozbijać; wszystek miód porwali, a pszczoły nuż deptać nogami, tak że prawie nic nie zostało. Przyszli chłopcy, aby zebrać resztki, a kiedy uzbierali coś garniec pszczół i miodu i włożyli do ula, zaczęli wzywać pomocy świętej księżny Kingi, ślubując jej coroczną dziesięcinę z miodu, jeśli im raczy pomnożyć pszczoły. Nazajutrz przyszli do ula, patrzą: pełno pszczół i miodu, jak gdyby nigdy nic! Niebawem pszczoły się tak rozmnożyły, że starczyło ich na pięćdziesiąt uli.»

6, Utwory literatury XIV wieku pisane w języku ojczystym posiadają charakter wyłącznie religijny. Lecz większa ich część zaginęła. Ocalały urywki Kazań święto-krzyskich, Kazania gnieźnieńskie, Psałterz floriański oraz kilka pieśni religijnych.

Kazania tak zwane świętokrzyskie to najdawniejszy znany nam dzisiaj zabytek prozy polskiej, pochodzący z pierwszej połowy wieku XIV, a może nawet ze schyłku wieku XIII; świętokrzyskimi nazwano je dlatego, że zostały znalezione w kodeksie rękopiśmiennym pochodzącym z klasztoru świętokrzyskiego (na Łysej Górze). Kodeks ten jednakowoż należał poprzednio do innych klasztorów: w Leżajsku, a jeszcze wcześniej w Miechowie, i tam najpewniej powstał; napisał go jakiś kaznodzieja z zakonu bożogrobców. Do czasów naszych dochowały się tylko szczątki sześciu kazań; tekst polski przeplata się w nich z łacińskim. Są to kazania bardzo krótkie; ale bo też, ściśle mówiąc, nie kazania to, tylko ich plany, według których kaznodzieja daleko obszerniej rzecz wykładał.

URYWEK Z KAZANIA NA ŚWIĘTO TRZECH KRÓLI.

Mówi ewangelista święty pod obrazem trzy królew pogańskich: Gdzie jeść Teć, jenże się narodził, król żydowski? Bo Pismo tego Królewica, Dziewicą porodzonego, w trojakim mieście Pisma nazywa Królem luda żydowskiego: w Jego dziwnym narodzeni, w Jego uciesznym wielikich cud czynieni a w Jego trudnym umęczeni. I pokazuje ewangelista, iże teć to Król i Królewic niebieski w trojakiej rzeczy znamienitej ine wszytki króle żmija, a to w tym, iż jeść miłościwiejszy, iż jeść mocniejszy, iż jeść szczedrzejszy... Teć to Król jeść miłościwiejszy, a to w rzeczy trojakiej: w miłym wabieni, iżbychom pokutę wiernie czynili; w długim czekani, iżbychom się k Niemu żądnie pośpieszyli; w rychłym odpuszczeni, iżbychom w Jego miłości nie rozpaczyli.

Kazania gnieźnieńskie, których przechowało się dziesięć, pochodzą z końca XIV wieku; są to już nie plany kazań, lecz całkowite kazania, nie tylko długie, ale i rozwlekłe, a bez porównania przystępniejsze, popularniejsze; bo też słuchaczami kazań świętokrzyskich byli zapewne uczeni zakonnicy, gnieźnieńskich - prości ludzie.

URYWEK Z KAZANIA O ŚW. BARTŁOMIEJU.

Dziatki miłe! Nasz Krystus miły jest On swe święte apostoły temu to nauczał był, kakoćby na tym to świecie miedzy krześcijany bydlić mieli. A przez toć On rzekł jest był k nim, rzekąc tako: Estote prudentes, bądźcie - dzie - tako mądrzy, jakoć są wężewie mądrzy, iżci, napirzwe, wąż tę to mądrość ma, iże gdyż ji chcą zabić, tedyć więc on swą głowę kryje i szonuje, a o ciałoć on niczs nie dba; a takież ci święci apostoli sąć oni to byli czynili. Aleć nawięce święty Bartłomiej jest on to był czynił, iżeć on swej głowy, toć jest miłego Krystusa, jest był szonował. Wtóreć przyrodzenie jest to wężewe, iże gdyż się on chce odmłodzić, tedyć więc on je gorzkie korzenie, a potem więc on wlezie w durę ciasną, a tako więc on tamo z siebie starą skórę zejmie. A takoż my zdrzućmy z siebie starą skórę, toć jest stare grzechy, a jedzmy teże gorzkie korzenie, toć jest, iżbychom na tym to świecie niektórą mękę prze miłego Krystusa cirpieli na naszym ciele! A toć święty Bartłomiej jest on to był uczynił, iż ci on skórę z swego ciała prze miłego Krystusa dał jest był obłupić... Gdyż jest on króla tej to ziemie Indyje jest był okrzcił... tedy więc biskupowie tej to istej ziemie się oni byli zjachali, świętego Bartłomieja są oni byli jęli, a do brata tego istego króla są go oni byli przywiedli. Tedy więc ten to isty król... świętego Bartłomieja kazał jest był na pręgę zawiesić a miotłami ji bić i z jego ji skóry żywo obłupić... A przez toć on skórę z swego ciała jest był zdrzucił, iżbyć on koronę królewstwa niebieskiego był zasłużył.

Nad obydwoma tymi zbiorami kazań góruje znacznie rozmiarami Psałterz floriański, który też można nazwać pierwszą księgą polską. Napisano ją w końcu XIV wieku. Jest to przekład stu pięćdziesięciu psalmów Dawida, dokonany przez nieznanego tłumacza z łaciny przy pomocy przekładu czeskiego. Psałterz był w wiekach średnich w całym świecie chrześcijańskim najpoczytniejszą książką, na której się najchętniej modlili pobożni. Toteż i u nas bardzo wcześnie przekładano psalmy, ale przekłady te zaginęły i najstarszym znanym nam dzisiaj psałterzem polskim jest właśnie Psałterz floriański, który nazywa się tak dlatego, że rękopism jego znajdował się przez długi czas w bibliotece opactwa Św. Floriana (w górnej Austrii); obecnie jest już w Polsce. Znaczenie Psałterza floriańskiego polega na tym, że jest to największy zabytek języka staropolskiego przed wiekiem XV, że więc jest nieocenionym źródłem do poznania naszej dawnej mowy i jej gramatyki.

PSALM 90.

Jenże przebywa w pomocy Nawyższego, w zaszczyceniu Boga nieba przebędzie. Rzecze Gospodnu: Przyjemca mój jeś Ty i utoka moja, Bóg mój; pwać będę weń. Bo on zbawił mnie z sidła łowców i od słowa przykrego. Plecoma swoima zasłoni ciebie i pod piórmi jego pwać będziesz. Szczytem ogarnie ciebie prawda Jego; nie będziesz się bać od strachu nocnego, od strzały latającej we dnie, od potrzebizny, chodząc we ćmach, od biegu i diabła przepołudniego. Upadną od boku twego tysiąc, i dziesięć tysięcy od prawic twoich ku tobie zaprawdę nie przybliży sie. Zaprawdę wszako oczyma twyma uznamionasz i odpłatę grzesznych uźrzysz. Bo Ty jeś, Boże, nadzieja moja, wysoki położył jeś utok mój. Nie przystąpi k tobie złe, a bicz nie przybliży sie przybytkowi twemu. Bo angiełom swoim Bóg kazał o tobie, bychą strzegli ciebie we wszech drogach twoich. W ręku nosić będą ciebie, aby nie uraził o kamień nogi twojej. Na żmii i na bazyliszku chodzić będziesz i podepczesz lwa i smoku. Bo w Mię pwał, zbawię ji, zaszczycę ji, bo poznał imię Moje. Wołał ku Mnie i wysłuszam ji; z nim jeśm w zamątce, wyimę i sławić będę ji. Długości dni napełnię ji i pokażę jemu zbawienie Moje.

Jest to ten sam psalm, który we wspaniałej przeróbce Kochanowskiego zaczyna się od słów: «Kto się w opiekę poda Panu swemu...»

Z pieśni religijnych XIV wieku dochowały się pieśni o Zmartwychwstaniu Pańskim. Najstarsza, tłumaczona z łaciny, jest bardzo krótka, czterowierszowa:

Chrystus z martwych wstał je,

Ludu przykład dał je,

Eż nam z martwych wstaci,

Z Bogiem królewaci. Kyrie elejson.

Lecz najwybitniejszym utworem poezji polskiej tego stulecia jest Pieśń o Męce Pańskie):

Jezus Chrystus, Bóg-człowiek, mądrość Oćca swego,

Po czwartkowej wieczerzy czasu jutrzennego

Gdy sie modlił w ogrodzie Oćcu Bogu swemu,

Zdradzon, jęt i wydań jest ludu żydowskiemu.

Tę szwę noc policzkowan, plwan, nędzon do świata,

W piątek pirwej godziny wiedzion do Piłata;

Tamo nań powiedziano świadectwo nieskładne:

On stał jako baranek, zwierzątko pokorne.

Na dzień trzeciej godziny Żydowie niezbedni

Wołali, by kryżowan pirwy i pośledni.

Piłat Ji kazał biczować beze wszej lutości

I cirnim koronować; tuć miał trudu dości.

Na dzień szóstej godziny na kryż wiedzion z miasta; «

Tej biady rozmaitej płakała niewiasta;

Na kryż wzbiwszy nagiego, ó suknią igrano,

Żółcią z octem napawan, jak prorokowano.

O dziewiątej godzinie wołał Jezus: «Heli!»

Ci, coż Ji kryżowali, Żydowie sie śmieli.

Janowi polecona Matka Jego miła.

Tu sie dusza Krystowa z ciałem rozdzieliła.

Włócznią ślepy włodyka bok otworzył Jego:

Krew z wodą popłynęła zbawienia naszego.

Z kryża zjęt o mieszporze, prosiwszy Piłata:

Takoć za nas ucirpiał Odkupiciel świata.

O kompletnej godzinie ciało grobu dano,

Od miłostnych przyjaciół mirrą pomazano.

W sobotę zwojewała dusza pkielne koćce,

W niedzielę wywiodła jest szwytki święte oćce.

Prze szwę siedm' świętych godzin umęczenia Twego,

Jiż, Chryste, wspominamy z nabożstwa naszego,

Racz użyczyć zbawienia, bydlenia dobrego,

A po śmierci domieści stadła niebieskiego.

Daj na śmiertnej pościeli pomnieć Twoję mękę,

Naszę duszę poleci Oćcu Bogu w rękę,

Tego świata imienie, srebro, złoto, drogie kamienie

By sie nam nie słodziło tego czasu. Amen!

Do góry