Ocena brak

List do kosmicznych braci

Autor /Machabeusz123 Dodano /05.06.2013

W roku 1926 przeprowadzono ciekawe eksperymenty radiofoniczne, które doprowadziły do odkrycia niezwykłego zjawiska. Wysłano mianowicie w kierunku jonosfery sygnały radiowe w odstępach 20 s i otrzymano w odpowiedzi na każde z nich radioecho z pewnym opóźnieniem. Natura tego interesującego zjawiska do dziś nie jest znana, chociaż na ten temat powstały przeróżne teorie. Z najbardziej fantastyczną wystąpił w roku 1973 szkocki astronom Duncan Lunan, usiłujący radioecha przypisać działalności sondy kosmicznej wysłanej ku nam przez inną cywilizację.

Szkocki astronom nie ograniczył się tylko do wysunięcia samej hipotezy na temat powstawania radioech, ale usiłuje także odczytać wiadomości, które ma nam do przekazania krążąca rzekomo dokoła Księżyca sonda kosmiczna. Zaobserwowane opóźnienia impulsów radiowych ponanosił na prostokątny układ współrzędnych i w ten sposób otrzymał zarys gwiazdozbioru Wolarza. Najjaśniejsza gwiazda tej konstelacji - Arktur - przedstawiona rzekomo jest w takim położeniu, jakie zajmowała na ziemskim firmamencie przed trzynastoma tysiącami lat. Na tej podstawie Lunan wywnioskował, że ta wysoce zautomatyzowana sonda przebywa w Układzie Słonecznym od bardzo już długiego czasu. Mieli ją wysłać mieszkańcy planety krążącej dokoła gwiazdy epsilon Wolarza: Jest to układ podwójny, odległy od nas o około 230 lat świetlnych. Jedna z wchodzących w jego skład gwiazd przypomina nasze Słońce.

Uczeni oczywiście ostro skrytykowali powyższą hipotezę z różnych powodów. Przede wszystkim radioecha mogą z powodzeniem mieć naturalne pochodzenie, a ponadto wątpić należy, by rozwinięta cywilizacja w tak skomplikowany sposób usiłowała nawiązać z nami kontakt. Znalazłaby zapewne wiele innych, znacznie łatwiejszych do wykrycia i bardziej zrozumiałych metod. Sama jednak idea użycia do tego celu sondy automatycznej jest całkowicie realna. W każdym razie już w roku 1960 znany radioastronom amerykański Ronald N. Bracewell wyraził pogląd, iż byłby to najekonomiczniejszy i najefektywniejszy sposób nawiązania kontaktu z pozaziemską cywilizacją.

Pierwszą próbę realizacji tego pomysłu podjęto w Stanach Zjednoczonych przed kilku laty. Taki bowiem charakter ma od pewnego momentu lot sondy międzyplanetarnej „Pionier-10”, przeznaczonej głównie do badań Jowisza. Pole grawitacyjne jednak tego planetarnego olbrzyma na tyle przyspieszyło jej ruch, że w roku 1983 przecięła orbitę Neptuna i z prędkością około 11,5 km/s wytrwale zdąża w kierunku gwiazd, które na ziemskim niebie tworzą gwiazdozbiór Byka. Po wielu milionach lat dotrze może do jakiegoś innego systemu planetarnego. Ale o tym najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy, gdyż ku dalekim gwiazdom pomknie już tylko wrak sondy kosmicznej. Jest jedynie słaba nadzieja, by została ona w dalekiej przyszłości przechwycona przez nie znaną nam cywilizację.

Mimo zastraszająco małego prawdopodobieństwa wzięto pod uwagę taką możliwość i dlatego wyposażono „Pioniera-10” w pewnego rodzaju list do innych cywilizacji. Zawiera on podstawowe informacje o systemie planetarnym Słońca, a także o Ziemianach i ich kulturze. Jego autorami byli Carl Sagan i Frank Drakę, znani astronomowie amerykańscy, od dawna zajmujący się poszukiwaniem innych społeczeństw we Wszechświecie i sposobu nawiązania z nimi kontaktu. Do tego właśnie celu postanowili wykorzystać misję „Pio-niera-10”.

Trudno dziś powiedzieć, czy próba ta zakończy się pomyślnie. W każdym razie jesteśmy w dużo gorszej sytuacji od rozbitka wyrzuconego po zatonięciu statku na brzeg bezludnej wyspy. Wprawdzie i on ostatnią nadzieję pokłada w liście, który umieszcza w butelce i powierza ją falom ogromnego oceanu, lecz butelka ma o wiele większą szansę na wyłowienie niż błąkająca się w bezkresnych przestworzach Wszechświata sonda kosmiczna. O ile jednak rozbitek liczy na pomoc, to my chcemy jedynie, by inne społeczeństwa w Galaktyce o nas się dowiedziały. Ale nie można wykluczyć i takiej możliwości, że wrak „Pioniera--10” zostanie przechwycony przez cywilizację będącą na dużo wyższym stopniu rozwoju niż my. Może zdolna ona jest odbywać dalekie wyprawy międzygwiezdne i po odczytaniu listu wybierze się do nas z wizytą?

A może zasygnalizuje nam swe istnienie jedynie za pomocą fal radiowych?

List ma postać plakietki formatu 152 na 228 mm, wykonanej z pozłacanej blachy niklowej grubości 1,27 mm. Obrazkowy tekst jest wygrawerowany, i to rysami o głębokości 0,4 mm. Należy bowiem liczyć się z erozją kosmiczną, której oddziaływanie jest wprawdzie dużo mniejsze od erozji atmosferycznej, jednak sonda będzie przebywała w przestrzeni kosmicznej bardzo długo i najsłabszy proces niszczący może zniweczyć cały eksperyment. List więc musi być czytelny przez parę milionów lat, gdyż tyle czasu może upłynąć, zanim dostanie się do rąk adresata.

Najważniejsze informacje o Układzie Słonecznym i naszej planecie podane są u dołu plakietki, natomiast w górnej jej części znajduje się symbol wodoru oraz długość jego fali, podana systemem dwójkowym. W lewej części plakietki umieszczono wiele poprzerywanych linii, rozchodzących się promieniście z jednego punktu. Obrazują one kierunki i częstotliwości 14 pulsarów, mający cli umożliwić identyfikację tego miejsca Galaktyki, w którym aktualnie położony jest nasz system planetarny. Ą ponieważ okresowość pulsarów nieustannie się wydłuża, można będzie obliczyć również czas, jaki sonda przebywała w przestrzeni kosmicznej.

Po prawej stronie plakietki znajdują się kontury „Pioniera-10” oraz dwie nagie postacie, reprezentujące całą ludzkość. Zarówno w rysach mężczyzny, jak i w rysach niewiasty można dopatrzyć się różnych ras zamieszkujących naszą planetę. Na przykład oczy niewiasty wskazują na mieszkankę Azji, ale jej ledwie zarysowane włosy przypominają blondynkę z północnej Europy, sama zaś figura, przywodzi na myśl mieszkankę dawnej Grecji. Międzynarodowy charakter ma także mężczyzna, którego nos zapożyczono od mieszkańców zakaukaskich republik Związku Radzieckiego, tułów od ludów afrykańskich, a włosy od mieszkańców krajów śródziemnomorskich.

Mężczyzna prawą ręką wykonuje gest, który od niepamiętnych czasów symbolizuje na Ziemi dobrą wolę. Niewiasta zajmuje raczej pasywną postawę, chociaż i ona chciałaby zapewne pozdrowić mieszkańców innych światów. Trzeba było jednak z tego zrezygnować, bo-wbrew pozorom-ta część listu może okazać się najmniej zrozumiała dla pozaziemskich cywilizacji. Nie muszą oni przecież z wyglądu i sposobu myślenia przypominać ludzi, gdyż rozwój życia na ich planecie mógł przebiegać zupełnie innymi drogami. Z tego samego powodu zrezygnowano z pięknego pomysłu, by tych dwoje młodych ludzi trzymało się za ręce. Ale mieszkańcy nieznanej planety mogliby sądzić, iż jest to jeden organizm, złączony czymś w rodzaju pierścienia. Wystarczy wspomnieć potomków sławnych Azteków i Inków, którzy nie znali koni i hiszpańskich jeźdźców brali za centaurów.

Nie ma oczywiście pewności, czy te ostrożności pomogą przedstawicielom obcej cywilizacji odczytać treść listu. W każdym razie nieuzasadnione są obawy zwolenników idei Ericha von Danikena, że wrak „Pioniera-10” może dostać się w ręce społeczeństwa na bardzo niskim stopniu rozwoju i zostanie uznany za dar bogów. Przecież nie może on „bezkarnie” spaść na powierzchnię planety, gdyż będzie się poruszał z zawrotną prędkością i po wtargnięciu do górnych warstw jej atmosfery spłonie niczym meteoroid. W stanie nie uszkodzonym można go przechwycić jedynie w przestrzeni kosmicznej, do tego zaś zdolna będzie tylko cywilizacja o zaawansowanym poziomie technicznym i naukowym.

To samo można powiedzieć o „Pionierze-ll” i sondach „Voyager-l” i „Voyager-2”. Pierwszy z nich wyposażony został w analogiczną plakietkę jak „Pionier-10” i za parę lat też opuści Układ Słoneczny. Natomiast „Voyagery” uczynią to dopiero pod koniec bieżącego stulecia, kiedy to przetną orbitę Plutona i z prędkością około 17 km/s pomkną w przestrzeń międzygwiazdową. Po upływie około 40 tysięcy lat miną pierwszą gwiazdę w odległości jednego roku świetlnego (9500 miliardów kilometrów). Przelot w pobliżu drugiej gwiazdy ma nastąpić za 147 tysięcy lat, a obok trzeciej dopiero po upływie 525 tysięcy lat. Odległości między gwiazdami są bowiem niewyobrażalnie wielkie i dlatego nikła jest nadzieja, by inna cywilizacja - o ile taka istnieje w naszej Galaktyce - mogła sondy przechwycić. Mimo to oba „Voyagery” wyposażone zostały w obrazowe i dźwiękowe listy, które mają być czytelne przez milion lat.

Podobne prace

Do góry