Ocena brak

LEIBNIZ

Autor /Grzes56 Dodano /31.05.2011

Ostatni wielki system racjonalistyczny XVII w., zbudowany przez Leibniza, wyrósł na podłożu pluralizmu i indywidualizmu, z poczucia różnorodności i indywidualności rzeczy. Na tym podłożu umiał uzgodnić przeciwieństwa, jakie ujawniła dotychczasowa filozofia.

ŻYCIE LEIBNIZA było jedyne w swoim rodzaju ze względu na pełnię i wszechstron­ność poczynań. Gottfried Wilhelm Leibniz żył od 1646 do 1716. Urodził się w Lipsku jako syn uczonego prawnika, profesora. Jest prawdopodobne, iż pochodził z rodziny emigrantów polskich, arian Lubienieckich. Był umysłem wyjątkowo wcześnie dojrzałym: od dzieciństwa pochłaniał książki naukowe; mając lat 15 wstąpił na uniwersytet, gdzie studiował prawo, matematykę i filozofię; mając lat 17 napisał rozprawę De principio individui, w której wykazał niepospolitą erudycję i samodzielność; mając lat 20 został doktorem praw. Zaproponowano mu wówczas katedrę uniwersytecką; ale pragnąc bardziej pełnego i czynnego życia odrzucił propozycję; i nigdy potem pracą akademicką się nie trudnił. Natomiast wszedł na służbę elektora mogunckiego i jako współpracownik jego pierwszego ministra dostał się od razu w wir wielkiej polityki europejskiej. Różnorodne sprawy, jedna ważniejsza od drugiej, zajmowały jego umysł: reforma nauczania jurysprudencji, kodyfikacja praw, sposób zwalczenia herezji, pogodzenie katolicyzmu z protestan­tyzmem. Mając lat 24 został radcą sądu najwyższego w Palatynacie; w misjach politycz­nych bawił przez cztery lata w Paryżu, w latach 1673 i 1676 jeździł do Londynu, w 1676 do

Amsterdamu. Jednocześnie prowadził rozległe studia; studiował matematykę i przyrodo-znawstwo; dokonał wówczas, w r. 1674, odkrycia rachunku różniczkowego; studiował również filozofów: Kartezjusza, Hobbesa, Pascala. Zawarł, głównie podczas pobytu w Pa­ryżu, osobiste stosunki z najpierwszymi uczonymi tamtych czasów, jak Arnauld, Malebranche, Huet, Tschirnhaus, Mariotte, Huyghens, Boyle, Collins. Odwiedzał Spinozę, korespondował z Newtonem.

W 1676 r., po śmierci elektora i jego ministra, opuścił służbę w Palatynacie i osiadł w Hanowerze jako radca dworu i bibliotekarz. Na tym stanowisku pozostał lat czterdzieści, aż do śmierci; zresztą, więcej bodaj czasu spędzał na podróżach politycznych i naukowych niż w zacisznym, małym mieście, które nie zaspokajało jego ambicji. W związku ze swym stanowiskiem brał udział w różnorodnych rokowaniach dyplomatycznych, a także pra­cował na polu historii prawa, wydawał Annales Brunsvicenses, Scriptores rerum Brunsvicensium, Codex iuris gentium, wielką historię rodu książąt brunświckich. A poza tym pracował nad mnóstwem rzeczy, robiąc odkrycia, budując teorie i snując projekty działań i reform. W zakres jego dociekań wchodziła nadal teologia, specjalnie idea godzenia wyznań, prawo, zwłaszcza państwowe, przyrodoznawstwo wszelkich działów, a szczególniej mechanika, poza tym medycyna, górnictwo, językoznawstwo, logika, a najwięcej matematyka i filo­zofia. Skarżył się nieraz na nadmiar i rozbieżność swych prac, ale nie byłby się zgodził wyrzec którejkolwiek z nich. Ukochaną jego myślą była organizacja nauk i tworzenie w tym celu akademii; robił o to starania w Berlinie, Dreźnie, Wiedniu i Petersburgu. W Berlinie, gdzie dużo przebywał, odkąd zaprzyjaźniona z nim ks. Zofia Karolina wyszła za Fryderyka I, doprowadził do otwarcia Akademii Nauk w 1700 r. i był jej pierwszym przewodniczącym. W Wiedniu natomiast, gdzie spędził lata 1712-1714, mianowany tam radcą cesarskim i baronem, planu utworzenia akademii nie przeprowadził z powodu złych finansów państwa. Nie tylko sfery naukowe, ale i dwory monarsze interesowały się jego filozofią (zwłaszcza Zofia hanowerska, Zofia Karolina pruska, księżna Walii, Eugeniusz Sabaudzki), zabiegały o jego rady (Piotr Wielki), obdarzały go tytułami i łaskami. Ale - po życiu pełnym świetności - umarł w Hanowerze zupełnie sa­motny.

Był umysłem jedynym w swoim rodzaju: filozofia nie zna umysłu bardziej wszech­stronnego i oryginalnego. Był przede wszystkim filozofem, ale i w wielu innych naukach pracował twórczo. Łączył w swych rozważaniach najróżniejsze punkty widzenia: meta­fizyczny, naukowy, społeczny, religijny. Charakterystyczną cechą jego umysłu była posta­wa koncyliatorska, dążność do godzenia przeciwnych poglądów. Inną cechą było to, co można by nazwać wyobraźnią filozoficzną: zdolność wodzenia myśli po nieutartych i nie­spodziewanych torach.

PISMA. Z ogromnej ilości pism Leibniza mała tylko część została ogłoszona za jego życia. Oddzielnie wydał, poza młodzieńczymi dysertacjami, tylko Teodyceę. Najwięcej publikował w pismach naukowych, w „Acta eruditorum" i „Journal des savants". Wypo­wiadał się w rozprawach specjalnych i akademickich komunikatach, ale poza tym także w ogromnej korespondencji naukowej (sama Biblioteka Królewska w Hanowerze po­siada 15000 jego listów, skierowanych do tysiąca z górą osób), a również w pismach okolicznościowych i polemicznych (Teodycea została wywołana przez słownik Bayle'a, Nouveaux essais było polemiką z Lockiem) i w popularnych skrótach przeznaczonych dla zaprzyjaźnionych monarchów (np. Principes de la naturę et de la grace były pisane dla Eugeniusza Sabaudzkiego).

Natomiast obszernie i systematycznie filozoficznych swych poglądów nie wyłożył nigdy. - Pisał we wcześniejszych latach po łacinie, później po fran­cusku, nadzwyczaj rzadko po niemiecku. - Najważniejsze filozoficznie są pisma: De principio individui, 1663, Discours de metaphysiąue, 1686, Systeme nouveau de la naturę, 1695, Essai de Thśodicee, pisane 1696, wydane 1710, Nouveaux essais sur rentendement humain, pisane 1704, wydane 1765, Principes de la naturę et de la grace, pisane 1714, wy­dane 1740, Monadologie, 1714, wyd. 1720, i wydana przez L. Couturata rozprawka Primae veritates. Z korespondencji najważniejsze filozoficznie: z Arnauldem i z Clarkiem. Zasta­nawiające jest, że pisma pozostawione przez Leibniza w rękopisie częściowo nie są zgodne z tymi, które ogłosił.

POPRZEDNICY. Źródła systemu Leibniza są różnorodne. Przekonaniem jego było, że w każdym poglądzie jest cząstka prawdy, a intencją - te cząstki zebrać w jeden system. Będąc jeszcze wyrostkiem, marzył o uzgodnieniu Demokryta, Platona i Arystotelesa. Znał Kartezjusza i Gassendiego, okazjonalistów i Spinozę - i choć tak bardzo byli różni między sobą, z wszystkich w ten czy inny sposób korzystał. Mimo taką postawę, stworzył system na wskroś oryginalny. Zagadnienia, jakie podejmował, były typowe dla filozofii nowożytnej, specjalnie dla racjonalistycznej filozofii XVII wieku; ale stanowisko, jakie wobec nich zajmował, było pod niektórymi przynajmniej względami zbliżone raczej do filozofów śred­niowiecza i filozofów Odrodzenia (jak np. do Bruna).

ROZWÓJ filozofii Leibniza rozpoczął się wcześnie; wspominał później, że mając lat 15 chodził po lesie w okolicy Lipska i zastanawiał się, czy ma w swej filozofii zachować poglądy tradycyjnej metafizyki, czy też pójść za nową, mechanistyczną koncepcją. Me­chanizm wówczas wziął w nim górę, ale na krótko. Już w dysertacji z r. 1663 zajął stano­wisko, któremu do końca pozostał wierny. Odtąd poglądy jego rozwijały się stopniowo i bez załamań, aż dojrzały, jak sam mówił, „po dwudziestu latach rozmyślań", tj. w latach 1680-1685.

POGLĄDY LEIBNIZA

I. METAFIZYKA. Naczelnym zagadnieniem XVII wieku było zagadnienie substancji. Zapoczątkował je Kartezjusz twierdząc, iż istnieją dwie różne substancje, cielesna i du­chowa. Zawikłał się przy tym w trudności, nie umiejąc wyjaśnić, jak dwie tak różne od siebie substancje, rozciągła i nierozciągła, mogą wzajem na siebie działać. Następcy jego szukali dla tej trudności rozwiązania. Okazjonaliści twierdzili, że dwie substancje nie dzia­łają na siebie i działać nie potrzebują, bo Bóg to za nie czyni. Spinoza wywodził, że to, co Kartezjusz brał za dwie substancje, to były tylko dwa przymioty tej samej substancji, mianowicie Boga. Hobbes zaś mówił, że nie ma dwu substancji, są tylko substancje jednego rodzaju, mianowicie materialne.

Leibniz wystąpił z jeszcze innym rozwiązaniem. Było w duchu indywidualizmu i plura­lizmu: przyjmował nieograniczoną ilość substancji. Jednakże twierdził, że wszystkie są jednego rodzaju. Pod tym względem podobny był do Hobbesa. Ale zarazem był jego przeciwieństwem: bo gdy tamten przyjmował jedynie substancje materialne, to ten twierdził że materialnych właśnie nie ma.

Przyjmował, że każde zjawisko jest indywidualne, każde różni się od każdego innego, nie ma dwóch liści ani dwóch kropel wody, które byłyby do siebie zupełnie podobne. Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi atomistów, nie ma dwóch rzeczy, które by różniły się tylko miejscem zajmowanym w przestrzeni, a poza tym były identyczne.

Wszelako zjawiska, jakkolwiek różnią się między sobą, są sobie bliskie, gdy zaś nie są dość bliskie, to znajdą się zawsze zjawiska między nimi pośrednie. Nie ma w przyrodzie skoków, są tylko przejścia. Zjawiska stanowią szeregi ciągłe. Np. między różnymi rodzajami ruchów przejścia są ciągłe, a spokój jest tylko krańcowym punktem w szeregu ruchów coraz to drobniejszych. Podobnie linia prosta jest krańcowym wypadkiem linii krzywych, a rów­ność - nierówności. Podobnie nieświadomość jest tylko najniższym szczeblem świado­mości, fałsz jest najmniejszą prawdą, a zło najmniejszym dobrem. Wszędzie we wszech­świecie panuje ciągłość, każde zjawisko jest przejściem między innymi zjawiskami. Ten stan rzeczy Leibniz sformułował jako prawo ciągłości (lex continui).

Prawo to pozwa­lało mu łączyć zjawiska w szeregi i sprowadzać do jedności przeciwieństwa, nawet prze­ciwieństwo materii i ducha. Najciekawsze były zastosowania tego prawa na polu psycho­logii i matematyki. W imię jego przyjmował, że życie psychiczne posiada całą skalę stopni, aż do postaci tak słabej, że już nieświadomej; przez to wprowadzał do psychologii nie­świadome stany psychiczne. W jego również imię, uzupełniając dotychczasową ma­tematykę, która uwzględniała jedynie wielkości nieciągłe, rozpoczął budowę matematyki wielkości ciągłych na podstawie liczb nieskończenie małych.

Prawo to i w ogóle przekonanie o mnogości, indywidualności, a zarazem ciągłości natury miało też doniosłe znaczenie dla metafizyki Leibniza. Daje się ono sformułować w następujących tezach:

1. substancji jest wiele. Z jednej bowiem substancji nie mogłaby się wytworzyć mnogość rzeczy. W tym poglądzie wyrażał się pluralizm metafizyczny Leibniza, przekonanie, że mnogość zjawisk musi mieć źródło w samej naturze bytu. Z tego stano­wiska przeciwstawiał się wszelkiemu monizmowi, w szczególności temu, który współ­cześnie z nim głosił Spinoza.

2. substancje są jakościowo odrębne. Inaczej niewytłumaczalna byłaby różnorodność rzeczy. Ten pogląd Leibniza przeciwstawia się czysto ilościowej koncepcji świata, wyzna­wanej przez filozofię mechanistyczną. Substancje są indywidualne, każda ma swój odrębny charakter. Naturę substancji łatwiej jest zrozumieć na podobieństwo osób niż na podobieństwo rzeczy, osoby bowiem wyraźniej posiadają cechy indywidualne. Leibniz mniemał nawet, że jeśli dwie rzeczy są tak do siebie podobne, iż nie sposób znaleźć wy­różniających je własności, to nie są dwiema rzeczami, lecz jedną i tą samą (zasadę tę nazwał principium identitatis indiscernibilium).

Indywidualne substancje, z których składa się prawdziwy byt, Leibniz (świadom swojego związku z Arystotelesem) nazywał „entelechiami"; ale częściej, dla zaznaczenia, że są jednostkami prostymi, zwał je „monadami" (zaczerpnąwszy termin ten od Giordana Bruna). Stąd też swą metafizykę nazywał „monadologią". Monady były dlań nierozdzielnymi składnikami świata, „punktami metafizycznymi", „prawdziwymi atomami".

3. substancje nie działają jedna na drugą. Skąd pochodzą własności substancji? Czy przyczyna ich jest zewnątrz, czy wewnątrz substancji? Jak okazjonaliści, Leibniz

uważał za niepojęte i niemożliwe, by substancja mogła ulegać działaniu z zewnątrz i sama działać na zewnątrz. „Monada nie ma okien", jak mówił; każda monada jest zamkniętym kosmosem. Natomiast, wytworzywszy pojęcie substancji na wzór osoby ludzkiej, Leibniz uważał za zrozumiałe, że substancja rozwija samorzutną działalność, nie pobudzana z zewnątrz. Ponieważ jest zamkniętym kosmosem, więc tylko w jej własnej działalności mogą mieć źródło przemiany, jakim podlega, i własności, jakie osiąga.

4. substancje są obdarzone siłami. Skoro tak jest, to substancja musi rozporządzać siłą, czyli zdolnością przetwarzania się; nie może być bierną masą, za jaką mechaniści mieli materialną substancję. W ten sposób Leibniz doszedł do dynamistycznej kon­cepcji substancji. W przeciwieństwie do swych poprzedników uważał przemienność za za­sadniczą własność substancji; w tym leżało główne bodaj odstępstwo Leibniza od Cartezjusza. Błąd kartezjanizmu widział w geometrycznej koncepcji materii, nie uwzględniającej czynników dynamicznych. W jego przekonaniu nie mechanizm, lecz dynamizm był teorią odpowiadającą zjawiskom.

5. substancje są nierozciągłe i niematerialne. Substancje są niepodzielne: to, co podzielne, może stanowić mnogość substancji, ale nie jedną substancję. Ponieważ zaś rozciągłość jest podzielna, więc substancje są nierozciągłe. Ponieważ zaś materia jest roz­ciągła, więc substancje, jako nierozciągłe, są niematerialne. Ciała, jako materialne, roz­ciągłe i podzielne, nie są więc substancjami, mogą być jedynie zjawiskami substancji. Nierozciągłe, a za to obdarzone siłami substancje, niepodzielne i indywidualne, mają naturę podobną do dusz raczej niż do ciał. Nie z obserwacji materialnego świata, lecz z samowiedzy znamy indywidualne i samorzutnie działające jednostki. Jeśli nazwiemy „spiry­tualizmem" pogląd, że dusze są substancjami i że wszelkie substancje mają naturę bardziej podobną do dusz niż do ciał, to pogląd Leibniza był spirytualizmem.

6. substancje mają zdolność postrzegania. Własności substancji są tedy analo­giczne do własności psychicznych; i stosunek między substancjami musi przede wszystkim polegać na postrzeganiu. To twierdzenie Leibniza miało bardziej paradoksalne brzmienie niż sens: pojmował bowiem postrzeżenie bardzo szeroko, nie uważał samowiedzy i nawet świadomości za niezbędny warunek postrzegania; obejmował mianem postrzeżenia stany o różnym stopniu jasności, wyrazistości i świadomości. Zasada ciągłości pozwoliła mu po­łączyć w jeden szereg postrzeżenia o różnym stopniu jasności, świadome i podświadome, od wszechwiedzy Boskiej do podświadomych „małych spostrzeżeń" najniższych sub­stancji. Jedynie Bóg, monada doskonała, postrzega wszechświat z doskonałą jasnością. Najniższe monady mają jedynie postrzeżenia niedoskonałe, nieświadome, podobne do tych, jakich ludzie doznają w stanie omdlenia lub głębokiego snu.

Dusza ludzka posiada stosunkowo wysoki poziom świadomości: postrzega dokładnie i postrzeżenia te pamięta, przede wszystkim zaś posiada samowiedzę, która bynajmniej nie jest własnością wszelkiego postrzegania. Postrzeżenia czynią, że monady różnią się jedna od drugiej; każda postrzega wprawdzie to samo, bo, w ten czy inny sposób, każda ma wszechświat za przedmiot swych spostrzeżeń, ale - każda postrzega go z innym stopniem jasności i z innej perspektywy, każda uświadamia sobie inne jego części. Ponieważ substancje nie działają jedna na drugą, więc treść spostrzeżeń nie może być nabyta przez działanie z zewnątrz, lecz musi być sub­stancjom wrodzona. Była to paradoksalna konsekwencja epistemologiczna nauki o samoistności i nieprzenikalności substancji.

7. zjawiskiem substancji są ciała. Ciała, nie będąc substancjami, są zjawiskami

substancji. Cielesność była dla Leibniza tą postacią, w jakiej monada zjawia się monadzie. Ciała są wobec substancji tym, czym odbicia ciał w zwierciadłach są wobec ciał. Ciała są zjawiskami, ale nie są złudami; są to zjawiska „prawdziwe", „dobrze ugruntowane" (phaenomena bene fundata), gdyż w pewien sposób odpowiadają naturze zjawiających się substancji. Bo czymże są zjawiska? Leibniz zachował stare, obiektywne pojęcie zja­wiska: zjawisko jest zewnętrzną i względną postacią rzeczy. W tym sensie substancja sama przez się nie jest ciałem, ale dla innych substancji jest ciałem.

Zjawiskowe były dla Leibniza nie tylko własności zmysłowe, jak światło, ciepło, barwy, ale także i te, które mechanistyczna filozofia XVII w. uważała właśnie za obiektywne włas­ności substancji: rozciągłość, kształt, ruch. Są bowiem względne, zależne od punktu wi­dzenia, nie mogą więc być własnościami samego bytu. Realna jest w substancji jedność, a mnogość jest zjawiskowa; realna jest siła, a rozciągłość zjawiskowa. Realnie żadna monada nie działa na żadną, a objawiają się tak, jak gdyby każda działała na każdą. Wobec takich rozbieżności między substancją a zjawiskiem, inaczej widzi świat metafizyka, która bada naturę substancji, a inaczej fizyka, która bada zjawiska.

Specjalnie nie należą do natury substancji przestrzeń i czas; każda substancja jest bowiem jednością, a przestrzeń i czas są formami mnogości. Nie należą one także do zja­wisk; zjawiskiem jest tylko mnogość następujących po sobie lub współistniejących fak­tów, na podstawie której umysł tworzy idealne koncepcje przestrzeni i czasu. Wobec ta­kiej natury czasu Leibniz przyjmował, że stosunki między substancjami są bezczasowe, tak samo jak stosunki logiczne. I podobnie jak Spinoza i tylu innych racjonalistów przed nim miał przekonanie, że natura realnego bytu jest ta sama, co stosunków logicz­nych.

8. substancje działają celowo. Do natury monad należą nie tylko spostrzeżenia, ale i pożądania; one to są czynnikiem przemian w monadach. Pożądania zmierzają ku celom; celowość przeto cechuje substancje i tylko zjawiska podlegają prawom mechanicz­nym. Celowość jest realna, a mechanizm jest zjawiskowy. W ten sposób Leibniz stary spór celowości i mechanizmu rozstrzygał na korzyść celowości.

9. substancje stanowią hierarchię. Mniejsza lub większa doskonałość przedstawień czyni, że monady są mniej lub więcej doskonałe. Jako mniej lub więcej doskonałe, tworzą hierarchię. Zaczynając od monad pozbawionych samowiedzy, których świadomość jest jakby w stanie uśpienia, poprzez dusze niższe, rozporządzające tylko spostrzeżeniami i pa­mięcią, i dusze posiadające samowiedzę i rozum - hierarchia dochodzi aż do szczytu, którym jest monada doskonała: Bóg. Że taka doskonała monada istnieje, to Leibniz po­pierał dowodami znanymi od czasów średniowiecza, zarówno dowodami Anzelma, jak Tomasza.

10. substancje tworzą harmonijny zespól. Pomimo iż każda monada jest odrębnym i nieprzenikalnym światem, jednakże wszystkie odpowiadają sobie i zgadzają się między sobą. Zgodność między duszą a ciałem, stanowiąca jedno z głównych zagadnień XVII wieku, była dla Leibniza już tylko szczegółowym wypadkiem ogólnej zgodności we wszech­świecie.

Skąd ta harmonia? Jak dzieje się to, że spostrzeżenia różnych monad odpowiadają sobie? Oto harmonia jest wprzód ustanowiona przez Boga (harmonie preetablie, harmoniapraestabilita). Wedle tego ustanowienia losy monad rozwijają się niezależnie, ale równolegle i zgodnie, wedle stałego prawa, więc w stałej odpowiedniości. Monady są jakby zegarami, jednakowo na początku uregulowanymi przez Boga, które zgadzają się zawsze ze sobą i przez to robią wrażenie, jak gdyby były od siebie zależne.

Możliwe byłyby światy inne niż ten, który istnieje; ale wszystkie byłyby mniej harmo­nijne. Świat rzeczywisty jest ze wszystkich możliwych najbardziej harmonijny, jego części naj­doskonalej sobie odpowiadają. A przeto jest z wszystkich najlepszy. Twierdząc, że Bóg tworząc świat wybrał z możliwych najlepszy, Leibniz dawał wyraz swemu optymizmowi. Nie zaprzeczał, że świat jest niedoskonały w szczegółach, że istnieje zło metafizyczne, fizyczne i moralne, tj. ograniczoność skończonego bytu, cierpienie i grzech. Twierdził natomiast, że te niedoskonałości są potrzebne dla tym większej doskonałości całości. Jeśli nam wydaje się wątpliwe, to dlatego, że nie umiemy przejrzeć do głębi ustroju świata. Leibniz chciał te wątpliwości rozwiać w swej „teodycei", czyli obronie doskonałości dzieła Bożego, którą przedsięwziął wzorem filozofów średniowiecza.

Jednym z objawów doskonałości świata jest panująca w nim wolność. Pociąga za sobą możliwość błędu i grzechu, lecz jest dobrem tak wielkim, że świat bez błędu i grzechu, ale i bez wolności, byłby światem mniej doskonałym niż nasz. A Leibniz nie sądził, iżby wolność nie dała się pogodzić z tym, że świat i jego harmonia były wprzód ustanowione przez Boga.

W doskonałym świecie możliwe jest jednak dalsze doskonalenie. I żaden dobry czyn nie ginie, każdy przyczynia się do ulepszenia wszechświata. Doskonalenie się jednostki - to była zasada etyczna Leibniza, jedyna, jaka mieściła się w tym indywidualistycznym systemie. I nie ma zresztą reguł ogólnych doskonalenia się, lecz musi się ono dokonywać w każdej jednostce odpowiednio do jej natury.

II. ZASADY LOGICZNE. Wszyscy wielcy filozofowie XVII wieku zajmowali się zagadnieniami poznania, Leibniz zaś specjalnie logiką formalną. Był jednym z niewielu myślicieli, którzy w ciągu tysiącleci wprowadzili do niej prawdziwie nowe, przewrotowe pomysły; może pierwszym, w tej skali, od Arystotelesa. Powziął myśl matematycznego traktowania logiki, myśl, która oceniona została dopiero w XIX, a nawet w XX wieku. Historycznie zaś szczególnie ważna była jego klasyfikacja twierdzeń prawdziwych, która oddziałała od razu.

1. Za prawdy pierwotne, które nie wymagają uzasadnienia, bo są same przez się jasne, Leibniz uważał jedynie zdania wyraźnie identyczne, oparte na jednej tylko zasadzie tożsamości.

Wszystkie inne prawdy są pochodne. Są one dwojakie ze względu na dwojaki sposób, w jaki dają się sprowadzić do pierwotnych: są bądź konieczne, bądź przypadkowe, lub inaczej mówiąc, bądź rozumowe, bądź faktyczne (verites necessaires et contingentes, yerites de raison et de fait). Jedne z prawd odróżnionych w tym epokowym podziale, mianowicie rozumowe, mogą być sprowadzone do pierwotnych za pomocą samej tylko zasady sprzeczności. Leibniz wywodził je tedy z zasad tożsamości i sprzeczności, nie posługując się żadnymi przesłankami intuicyjnymi. Prawdy wywiedzione w ten sposób są konieczne, zaprzeczenie ich jest niemożliwe, bo sprzeczne; fakty nie mogą tych prawd uzasadnić ani obalić; umysł sam z siebie, a priori upewnia się co do nich. Prawdy te nie opierają się na faktach, ale też i nie dotyczą faktów, lecz tylko możliwości.

Inny gatunek prawd stanowią prawdy faktyczne. Wywód ich z pierwotnych prawd identycznych, choć w zasadzie jest możliwy, nigdy przez umysł ludzki nie bywa całkowicie

przeprowadzony. Każdy bowiem fakt rzeczywisty związany jest ze wszystkimi innymi faktami i przeto zależny od nieskończonej ilości warunków; wywód ich z prawd pierwot­nych musiałby więc uwzględnić tę nieskończoność, rozumowanie byłoby nieskończenie długie, a więc dla skończonego umysłu niewykonalne. Dla skończonego umysłu prawdy te są przypadkowe; stwierdza je za pomocą doświadczenia, ale konieczności ich nie może przeniknąć. Jednakże może cośkolwiek zbliżyć się do ich zrozumienia; nie mogąc wywieść ich z prawd pierwotnych, może przynajmniej wywieść je z prawd stosunkowo bardziej pierwotnych, może znaleźć jakąś dla nich rację.

Taki wywód prawd faktycznych wymaga innej podstawy niż wywód prawd koniecz­nych ; zasada sprzeczności nie wystarcza, potrzebna jest oprócz niej inna zasada, wyróż­niająca rzeczywistość wśród tego, co możliwe. Zasadą tą dla Leibniza była zasada racji dostatecznej, orzekająca, że nic w rzeczywistości nie jest bez racji, że każda prawda faktyczna może i powinna być uzasadniona za pomocą prawd pierwotniejszych. Zasada ta twierdzi zatem, że wszystkie prawdy są racjonalnie powiązane. Tak pojęta, formułowała ona ogólne, formalne założenie wszelkiego racjonalizmu. (Leibniz skłonny był pojmować ją nie tylko formalnie i nadawał jej znaczenie bardziej specjalne, mianowicie Ideologiczne. Czym bowiem świat rzeczywisty różni się od światów możliwych? Tym, że jest z nich wszystkich najlepszy. Albowiem Bóg, tworząc świat, wybrał z możli­wych najlepszy, najbardziej celowo zbudowany. Przeto racją każdego faktu jest jego ce­lowość i odpowiedniość).

Trzy są tedy rodzaje prawd: pierwotne, pochodne-rozumowe i pochodne-faktyczne. Każdy rodzaj jest oparty na innej zasadzie i istnieją trzy podstawowe zasady logiczne: zasada tożsamości, sprzeczności i racji dostatecznej. Traktując faktyczne prawdy analo­gicznie do rozumowych, wywodząc je za pomocą zasad logicznych z prawd identycz­nych, Leibniz dawał wyraz swemu racjonalizmowi. Potęgowało zaś ten racjonalizm to, że jedyną prawdziwie naczelną zasadę widział w zasadzie tożsamości; dwie inne służyły do tego, by zdania pochodne sprowadzać do pierwotnych. Miał przekonanie, że w osno­wie swej wszystkie prawdy są identyczne, że wyrażają w orzeczeniu to tylko, co zawarte jest w podmiocie; nie wszystkie tylko są identyczne i analityczne w sposób wyraźny. Wszystkie tedy prawdy są w swej osnowie rozumowe, cała rzeczywistość ma charakter racjonalny.

2. Leibniz z tych rozważań logicznych wyciągnął wnioski metafizyczne. Skoro wszystkie prawdy są w zasadzie racjonalne, to racjonalna musi też być rzeczywistość. Ważne wnioski wypływały z analitycznego charakteru wszystkich prawd, nawet czysto faktycznych. „Badając pojęcie, jakie mam o każdym prawdziwym twierdzeniu, stwierdzam, iż wszelkie orzeczenie, konieczne czy przypadkowe, przeszłe, teraźniejsze czy przyszłe, jest objęte w pojęciu podmiotu. Teza ta jest wielkiej wagi, bo wynika z niej, że każda dusza jest oddzielnym światem, niezależnym od czegokolwiek z wyjątkiem Boga". W pojęciu np. Sokratesa było od początku zawarte, jak będzie żył i umierał, zawarty był każdy szcze­gół jego życia. A tak samo jest z pojęciem każdego człowieka, każdej rzeczy.

Jedne wnioski, jakie Leibniz stąd wyciągnął, potwierdzały jego metafizykę. Bo skoro wszystko, co się substancji przytrafia, zawarte jest w jej pojęciu, to nie może pochodzić z działania na nią innych substancji. Więc substancje muszą być „bez okien”, a jeśli panuje między nimi harmonia, to jest to „harmonia wprzód ustanowiona".

Ale poza tym wypływały inne jeszcze wnioski, mianowicie powszechny determinizm.

Nie może być wolności, jeśli wszystko, co się substancji przytrafia, jest z góry zawarte w jej pojęciu. Był to determinizm nie mniej radykalny niż Spinozy. Był to panlogizm nie mniej stanowczy niż Parmenidesa i niż ten, jaki później głosić będzie Hegel. Wszystko w świecie jest konieczne, a jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy i musimy odwoływać się do doświadczenia, to .tylko dlatego, że umysł nasz jest niedoskonały.

Logicznie możliwe jest wszystko, co niesprzeczne, więc możliwości jest wiele i walczą ze sobą o istnienie. Ale nie wszystkie mogą istnieć, bo nie każda z każdą jest, jak to nazy­wał, „współmożliwa". Natomiast są grupy możliwości, które są współmożliwe. Górę bierze ta grupa, która jest największa, i tylko ona istnieje rzeczywiście. Leibniz wręcz definiował: „Istniejącym jest ten byt, który jest współmożliwy z największą ilością rzeczy". W ten sposób sama logika - jak się zdawało Leibnizowi - stanowi o tym, co ma istnieć; nie trzeba się już odwoływać do woli i wyboru Bożego. Wynikało więc z logicznych prze­słanek Leibniza, że wszystko w świecie jest zdeterminowane, niezależne nie tylko od woli człowieka, ale nawet od woli Bożej.

Tych wniosków Leibniz jednakże nie ogłosił. Może nie dlatego, iżby uważał je za nie­pewne, lecz że podejrzewał, iż wydadzą się rażące, niezgodne z nauką chrześcijańską, wobec której pragnął być lojalny. Zostały w jego rękopisach. I dopiero w XX wieku histo­rycy odnaleźli tę drugą filozofię Leibniza, analityczną, panlogiczną, skrajnie determini­styczną.

ZNACZENIE. Leibniz wielorako zasłużył sobie na miejsce w dziejach filozofii. Naj­pierw przez stworzenie nowego systemu. System jego, nie będąc ani materialistycznym, ani panteistycznym, osiągnął tak jednolity pogląd na świat, jaki przedtem cechował jedynie materializm i panteizm. Jednolitość tę zawdzięczał zwłaszcza zasadzie ciągłości: inne sy­stemy dla osiągnięcia jedności sprowadzały zjawiska jedne do drugich (np. duchowe do materialnych), ten zaś każdemu zjawisku pozostawiał jego odrębność, ale traktował je jako ogniwa ciągłego szeregu; w ten sposób łączył materię z duchem, przedmioty nieświa­dome ze świadomymi, stworzenie z Bogiem - i osiągnął jednolity pogląd na świat.

Sy­stem ten, mówiąc skrótami, był racjonalistyczny, pluralistyczny, indywidualistyczny, dynamistyczny, spirytualistyczny, finalistyczny, harmonistyczny, optymistyczny. Według niego świat był zespołem obdarzonych siłami indywiduów, całkowicie między sobą różnych i niezależnych, jednakże zgodnych. Wszystko natomiast, czego potocznie doświadczamy i co zazwyczaj bierzemy za naturę rzeczy - przestrzenność, czasowość, cielesność, przyczynowość - to wszystko było dlań jedynie zjawiskiem. System Leibniza, choć posługi­wał się argumentami nauki, był jednak przede wszystkim dziełem wyobraźni metafi­zycznej, i to tak lotnej, że dającej porównać się jedynie z tą, która wydała neoplatonizm.

Ale poza metafizycznym systemem Leibniz wprowadził do filozofii szereg pomysłów, ważnych niezależnie od systemu. Są to przede wszystkim: 1) teoria tożsamości wszystkich zdań i zasada racji dostatecznej, a ponadto jeszcze program kombinatoryki - w logice; 2) zasada ciągłości - w metodologii; 3) teoria podświadomości i samowiedzy - w psy­chologii; 4) dynamiczna teoria materii - w filozofii przyrody.

System Leibniza miał dwa warianty: w jednym monady były wolne, a Bóg tak wybierał możliwości, by stworzyć świat z możliwych najlepszy. Wariant ten Leibniz ogłosił, a nie ogłosił drugiego. Ten drugi był panlogiczny: według niego wszystko było konieczne i nie było miejsca na wolność. I w pierwszym wariancie świat podlegał także zasadzie racji dostatecznej, ale zasada ta była rozumiana Ideologicznie: dzieje się to, co najbardziej celowe, najlepsze. W drugim wariancie wzgląd ten odpadł: dzieje się po prostu to, co jest konieczne.

OPOZYCJA. Chcąc pogodzić wszystkich, Leibniz nie zadowolił nikogo; w kołach kon­serwatywnych uchodził za niebezpiecznego wolnomyśliciela, a w sferach naukowych i po­stępowych wydawały się podejrzane i szkodliwe jego ustępstwa na rzecz religii.

Opozycja rzeczowa wypowiedziała się już za życia Leibniza, przeważnie w postaci prywatnej korespondencji, którą prowadził z całym ówczesnym światem naukowym. Np. ze stanowiska kartezjanizmu polemikę stoczył z nim Arnauld, a ze stanowiska New­tona - Clarke.

ZWOLENNICY. Dość bliskie Leibnizowi idee wygłaszał odeń niezależnie Shaftesbury. Bliskie były mu też poglądy południowosłowiańskiego uczonego R. J. Boscovicha (1711 - 1787), obrońcy dynamizmu w filozofii przyrody. Aspiracje do godzenia różnych filozofii i wyznań miał już wcześniej Juan Caramuel (1606- 1682), postać równie ma­lownicza jak Leibniz, uczony, generał, biskup, autor 70 dzieł naukowych.

Leibniz już za życia zdobył sławę, ale nie stworzył szkoły. Tłumaczy się to sferą ludzi, z którą obcował: byli to wybitni uczeni i monarchowie, a więc materiał niepodatny na uczniów. Jednakże znalazł jednego zwolennika, który usystematyzował jego filozofię i tą drogą ją rozpowszechnił. Był nim Christian Wolff wziął z Leibniza tylko niektóre motywy, pomijając nawet to, co było najoryginalniejszym jego pomysłem, jak „harmonia wprzód ustanowiona", zachował natomiast teorie logiczne. W jego wykładzie filozofia Leibniza stała się krańcowym racjonalizmem. Wolff wychował bardzo wielu uczniów i dał początek tzw. Leibniz-Wolffische Schule. Nie wyszła ona poza Niemcy, ale w Niem­czech była uniwersytecką filozofią przez cały wiek XVIII aż po Kanta.

Podobne prace

Do góry