Ocena brak

LEGENDA NA DZIEŃ SIEDMIU BRACI ŚPIĄCYCH

Autor /Odillo Dodano /03.06.2013

Zgodnie z polską tradycją mówimy m o siedmiu braciach śpiących, choć w tekście łacińskim mowa jest tylko o siedmiu śpiących, a sam bieg opowiadania nie daje wyraźnej wskazówki, c/y młodzieńcy ci byli spokrewnieni ze sobą, czy nie. Legenda o nich jest pochodzenia wschodniego i powtarza się tam w różnych wersjach [m. in. także syryjskich]. W hagiografii greckiej była popularna, o czym świadczy 6 jej zachowanych redakcji [BHG nr 1593-99]. Na łacińskim Zachodzie pojawia się po raz pierwszy u Grzegorza z Tours [2 ujęcia, BHL nr 2313-14], który wedle własnych słów czerpał z legendy syryjskiej [przełożonej na łacinę]. Drugi żywot łaciński (również w kilku wersjach, BHL nr 2315-19] jest przekładem z greckiego.

Pierwotną postać tej legendy omawia P. Peeters, Le texte original de h passion des Sept Dormants, »Analecta Bolłandiana XLI 1923, 369-385, nie dochodząc jednak do ostatecznego wyświetlenia tego skomplikowanego problemu.

Literacko biorąc jest to opowiadanie bardzo dobrze napisane: motyw jego jest fantastyczny, ale oryginalny, psychologiczne przeprowadzenie interesujące, całość żywa i dobrze zaokrąglona. Natomiast głębszej jakiejś myśli nie doszukamy się chyba w tej skądinąd tak ciekawej nowelce, którą Jakub de Voragine powtórzył prawie dosłownie za Janem z Mailly (Dondaine, s. 270-275], iedmiu braci śpiących pochodziło z miasta Efezu [1]. Razu pewnego przy był do Efezu prześladowca chrześcijan, cesarz Decjusz [2] i kazał zbudować świątynię w środku miasta, aby wszyscy wraz z nim brali udział w ofiarach składanych bożkom. Kazał też wyszukiwać wszystkich chrześcijan, wtrącać ich do więzienia i zmuszał ich do składania ofiar, grożąc w razie odmowy śmiercią. Kary te taki wzbudziły strach u wszystkich, że przyjaciel zapierał się przyjaciela, ojciec syna, a syn ojca.

Było wówczas w owym mieście siedmiu młodzieńców chrześcijańskiego wyznania imieniem: Mak-symian, Malchus, Martynian, Dionizy, Jan, Serapion i Konstanty, którzy bardzo boleli nad tym, co widzieli koło siebie. I choć pochodzili z dostojnego rodu [3], gardząc ofiarami dla bożków, kryli się w domu i oddawali się postom i modlitwom. Oskarżono ich zatem, stawiono przed Decjuszem, udowodniono, że naprawdę są chrześcijanami, dano im jednak czas do namysłu i zwolniono aż do czasu powrotu Decjusza [4]. Oni jednak ojcowiznę swoją rozdali ubogim i naradziwszy się odeszli na górę Cel urn [5] i tam postanowili żyć w ukryciu.

Dłuższy czas udawało im się zatrzeć za sobą ślady, a tylko jeden z nich zaopatrywał wszystkich, przebierając się za żebraka, kiedy szedł do miasta. Skoro więc Decjusz wrócił do Efezu i kazał ich szukać, aby złożyli ofiarę, Malchus, który zajmował się zaopatrzeniem, przerażony wrócił do towarzyszy i opowiedział im o gniewie cesarza. Wielki strach ich ogarnął, ale Malchus położył przed nimi przyniesiony chleb, aby pokrzepiwszy się posiłkiem nabrali sił do zapasów [6]. I tak jak siedzieli i rozmawiali wśród smutku i łez, nagle za wolą Bożą posnęli.

Rano szukano ich i nie można ich było znaleźć; Decjusz był gniewny, że uszli mu tak wybitni młodzieńcy, gdy doniesiono mu, że obecnie ukrywają się oni na górze Celion i rozdawszy swój majątek ubogim chrześcijanom trwają przy swojej wierze. Decjusz tedy kazał stawić się ich rodzicom i zagroził im śmiercią, jeśli nie wyjawią, co wiedzą. Oni jednak to samo zeznali przeciw swym synom i uskarżali się, że roztrwonili na biednych ich bogactwa. Decjusz zastanowił się, co ma z nimi zrobić, a następnie za wolą Bożą kazał wejście do jaskini zasypać kamieniami, aby zamknięci tam zmarli z głodu i niedostatku. Pachołkowie wykonali to, a dwaj chrześcijanie, Teodor i Rufinus, opisali ich męczeństwo i opis niepostrzeżenie włożyli między kamienie.

Tymczasem umarł Decjusz i całe to pokolenie, a po 372 latach, w trzydziestym roku panowania cesarza Teodozjusza [7] szerzyła się herezja zaprzeczająca zmartwychwstaniu ciał. Teodozjusz, cesarz bardzo oddany wierze chrześcijańskiej, martwił się tym, widząc, na jak bezbożne napaści narażona jest wiara, i odziany we włosiennicę siedział w głębi pałacu płacząc całymi dniami. Wówczas Bóg miłosierny postanowił pocieszyć płaczących i umocnić wiarę w zmartwychwstanie ciał, za czym otwarłszy skarbiec swego miłosierdzia wskrzesił wspomnianych męczenników w następujących okolicznościach:

Natchnął mianowicie jednego mieszczanina z Efezu myślą, by na tej górze zbudować stajnie dla swoich pasterzy. Robotnicy biorący kamień odsłonili jaskinię, a wówczas święci powstali, pozdrowili się nawzajem i myśląc, że jedną noc tylko przespali, przypomnieli sobie wczorajsze zmartwienie i zapytali Malchusa, który ich zaopatrywał w żywność, co postanowi! Decjusz o ich losie. A on odparł: Mówiłem wam już wczoraj, że szukano nas, abyśmy złożyli ofiarę bożkom. Oto, co zamyśla z nami zrobić cesarz.

Na to rzekł Maksymian: A Bóg wie, że my nie złożymy ofiary! I dodawszy ducha towarzyszom, powiedział Malchusowi, aby poszedł do miasta kupić chleba, aby przyniósł go więcej niż wczoraj i zebrał wiadomości, jakie cesarz wydał rozkazy. Malchus tedy wziął pięć srebrnych pieniążków i wyszedł z jaskini; zdziwił się trochę na widok kamieni [8], ale mając myśli zajęte czym innym, niewiele zwracał na nie uwagi. Ze strachem podszedł do bramy miejskiej i zdumiał się niezmiernie, widząc umieszczony na niej znak krzyża. Podszedł więc do drugiej bramy, a widząc na niej tenże znak, nie mógł wyjść z podziwu, że na wszystkich bramach jest znak krzyża i że miasto zmieniło się jakoś. Przeżegnał się zatem i wrócił do pierwszej bramy myśląc, że śni.

Zebrał się jednak na odwagę, zasłonił twarz i wszedł do miasta, ale gdy udał się tam, gdzie sprzedawano chleb, i usłyszał, że ludzie mówią o Chrystusie, zdumiał się jeszcze bardziej i rzekł: Co to się stało, że wczoraj nikt się nie odważył wymienić imienia Chrystusowego, a teraz wszyscy jawnie wyznają Go? Chyba to nie jest miasto Efez, bo jakoś inaczej wygląda, ale nie znam drugiego takiego miasta. Zapyta? o to jednak i usłyszał odpowiedź, że to Efez, za czym pomyślał, iż w głowie mu się pomieszało, i chciał wrócić do towarzyszy. 

Biskup tedy i prokonsul ze zdziwieniem obejrzeli jego srebrne pieniądze i zapytali go, gdzie znalazł nieznany skarb. On jednak odparł, że niczego w ogóle nie znalazł, tylko że ma te pieniądze z kiesy swoich rodziców. Na pytanie zaś, z jakiego jest miasta, odparł: Wiem na pewno, ).r jestem z tego miasta, jeśli tylko jest to miasto Efez. Wobec tego - rzekł prokonsul - niech tu przyjdą twoi rodzice i potwierdzą to, co mówisz. A le gdy on wymienił ich imiona, nikt ich nie znał i mówiono, że kłamie, aby się jakoś wykręcić. Wreszcie rzekł prokonsul: Jakże ci mamy wierzyć, że te pieniądze stanowiły własność twoich rodziców, skoro napis na nich ma więcej niż trzysta siedemdziesiąt dwa lata i pochodzi z pierwszych lat panowania cesarza Decjusza, a one same w niczym nie są podobne do naszych pieniędzy? I jakim sposobem rodzice twoi żyli tak dawno, a ty będąc jeszcze tak młodym chcesz zwodzić mędrców i starców Efezu? Wobec tego każę cię wydać sądom, aż wyznasz, coś znalazł.

Wówczas Malehus upadł im do nóg i zawołał: Na Boga, panowie, odpowiedzcie mi na moje pytanie, a ja wam powiem, co jest w moim sercu. Gdzie jest teraz cesarz Decjusz, który był w tym mieście? Synu - odparł biskup - nie ma już teraz na ziemi Decjusza, a cesarzem był już dawno temu. Na to Malehus: To właśnie tak mnie zdumiewa, panie, a nikt mi nie wierzy - ale chodźcie ze mną, a pokażę wam moich towarzyszy, którzy są na górze Celion, i im przynajmniej wierzcie. Tyle bowiem wiem, że uciekliśmy przed cesarzem Decjuszem, a ja sam wczoraj widziałem, jak Decjusz wjechał do tego miasta, jeśli tylko to jest miasto Efez. Wówczas biskup zastanowił się i powiedział prokonsulowi, że to jest objawienie, które Bóg chce okazać na owym młodzieńcu. Podążyli tedy z nim razem, a za nimi wielka rzesza z miasta, i Malchus pierwszy wszedł do swoich towarzyszy, a biskup wchodząc za nim znalazł między kamieniami pismo zapieczętowane dwiema srebrnymi pieczęciami i zwoławszy lud odczytał jc ku ogólnemu podziwowi słuchaczy.

A gdy zobaczyli świętych Pańskich siedzących w jaskini i twarze ich jakby róże kwitnące, upadli na kolana i chwalili Boga, po czym biskup i prokonsul posłali natychmiast do cesarza Teodozjusza z prośbą, aby szybko przybył i oglądał cudowny znak Boży świeżo objawiony. On zaś natychmiast powstał z ziemi i z worka, na którym płakał, i chwaląc Boga przybył z Konstantynopola do Efezu, a wszyscy wyszli mu naprzeciw i razem udali się do jaskini. Gdy święci ujrzeli cesarza, zajaśniały ich twarze jak słońce, a cesarz upadł przed nimi na kolana chwaląc Boga, a skoro powstał, uściskał ich i płacząc nad każdym z osobna, mówił: Tak na was patrzę, jak gdybym widział Pana wskrzeszającego Łazarza! Wówczas rzekł doń św. Maksymian: Wierzaj nam, że to ze względu na ciebie wskrzesił nas Bóg przed dniem ogólnego zmartwychwstania, abyś niezachwianie wierzył, że jest zmartwychwstanie dal.

Prawdziwie bowiem zmartwychwstaliśmy i żyjemy, a jak dziecię jest w żywocie matki nie czując niczego z zewnątrz, a żyje, tak byliśmy przy życiu leżąc tu, śpiąc i nic nie czując. Po tych słowach na oczach wszystkich skłonili głowy swe na ziemię, zasnęli i oddali ducha wedle rozkazu Bożego. Cesarz zaś powstał z klęczek i upadł na nich z płaczem całując ich. Następnie kazał zrobić złote trumny, w których miano ich przywieźć, ale tej samej nocy ukazali się cesarzowi mówiąc, aby pozostawiono ich tak, jak dotąd leżeli w ziemi i z ziemi zmartwychwstali - dopóki Pan ich drugi raz nie wskrzesi. Kazał tedy cesarz to miejsce ozdobić pozłacanymi kamieniami, a wszystkich biskupów wyznających zmartwychwstanie ciał uwolnić od kar kościelnych [10].

Można mieć jednak wątpliwości, czy istotnie spali 372 łata, ponieważ zmartwychwstali w roku 448, a Decjusz panował tylko jeden rok i trzy miesiące, mianowicie w roku Pańskim 252 - a zatem spali jedynie 196 lat [11].

Podobne prace

Do góry