Ocena brak

Kurt Erich TETZNER

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Kurt Erich Tetzner był prekursorem na skalę europejską sposobu pozorowania własnejśmierci przez podpalenie samochodu, w którym rzekomy nieboszczyk umieszcza zwłokizamordowanego przez siebie przygodnego pasażera.

Pewną modyfikację tej metody stanowiła zbrodnia naszych znajomych z PrusWschodnich, Saffrana i Kipnika.

Nie mamy wielu wiadomości o życiu Tetznera przed popełnieniem zabójstwa. Wszystkowskazuje jednak na to, że był on osobnikiem uczuciowo chłodnym, bezwzględnym ipowodowanym wyłącznie chęcią zysku. W aktach zachowała się informacja o „korzystnym”posunięciu Tetznera, które miało miejsce na krótko przed zabójstwem, a które przyniosło muspory zysk. Warto chyba przytoczyć tę historię.

Otóż teściowa Tetznera chorowała na raka. „Kochający” zięć odradzał jej jednakpoddanie się operacji, posługując się znanymi argumentami znachorów i ignorantów, któreprzyczyniły się już do śmierci wielu pacjentów obawiających się operacji wtedy, gdy mogłaich ona uratować. Starsza pani uległa namowom zięcia i zrezygnowała z udania się doszpitala.

Wtedy Tetzner szybko ubezpieczył teściową na życie na sumę 10 tysięcy marek, poczym zupełnie zmienił front. Jak przedtem gorąco odradzał operację, tak teraz równie gorąconamawiał starszą panią na poddanie się zabiegowi. Ta zmiana przekonań o 180 stopni byłaprawdopodobnie spowodowana trzeźwą oceną sytuacji: minęło w końcu parę miesięcy,choroba nowotworowa rozwinęła się już zapewne tak, że operacja nic już nie pomoże, raczejprzyspieszy śmierć teściowej, a odszkodowanie przecież czeka. Nieszczęsna kobieta znówdała się przekonać. Zgodnie z przewidywaniami Tetznera było już jednak za późno i starszapani zmarła w trzy dni po operacji. Zięć niezwłocznie odebrał sumę ubezpieczenia.Łatwość, z jaką zdobył poważną kwotę, najwyraźniej natchnęła Tetznera myślą, że w tenlub podobny sposób mógłby z powodzeniem zarabiać na życie, nie trudząc się zbytnio.Niestety, w rodzinie nie było już żadnej ciotki chorej na raka, a zamordowanie jakiegośkuzyna wydało się widać Tetznerowi zbyt ryzykowne.

To samo dotyczyło znajomych,których nagła śmierć w połączeniu z faktem, że to on właśnie wykupił ubezpieczenie,mogłaby wzbudzić podejrzenia.Szukanie nowego sposobu zajęło Tetznerowi zaledwie dwa czy trzy miesiące. Wreszciepostanowił upozorować własną śmierć. Odszkodowanie otrzymałaby wówczas jego żona, anikt nie podejrzewałby przecież, że zginął celowo, by zapewnić jej dostatnie życie. Taki planwymagał wtajemniczenia żony, co też Tetzner uczynił. Kobieta, która nie wiedziała nic oudziale męża w śmierci jej matki, chętnie przystała na jego propozycję. Wiele wspólnychwieczorów w zaciszu domowym państwo Tetzner spędzili, dyskutując nad szczegółami planu.

Pani Tetzner zaproponowała najpierw wykopanie zwłok ze świeżego grobu na jakimścmentarzu (a właśnie sposób zdobycia ciała mającego później odegrać rolę Tetznera byłprzedmiotem najgorętszych dyskusji). Jednak jej mąż wyśmiał ten pomysł. Jak słusznietwierdził, na miejscu rzekomego wypadku musi być „dużo krwi i to świeżej”. Nie było innegowyjścia, Tetzner musiał znaleźć odpowiednią ofiarę i jej zwłoki umieścić w swymsamochodzie. Zdecydował bowiem, że wypadek samochodowy będzie najlepszym sposobemupozorowania własnej śmierci.

Jeśli samochód zostanie podpalony, ze zwłok pozostanieniewiele, a szczątki te rozpozna zrozpaczona małżonka.Tetzner zaczął więc poszukiwać owego „towarzysza podróży”. Najpierw dał ogłoszeniedo gazety: „Komiwojażer odbywający liczne podróże po całym kraju własnym samochodemosobowym poszukuje towarzysza i zmiennika”. W odpowiedzi na ten anons Tetzner otrzymałkilka ofert, lecz tylko jeden z kandydatów odpowiadał jego wymaganiom: samotny, młody (awięc w wieku Tetznera), podobnej budowy i wzrostu. Kandydat ów został już prawie„zaangażowany”, lecz w ostatniej chwili wycofał się, jakby wiedziony przeczuciem, które – o czym później miał się dowiedzieć – uratowało mu życie. Zachowanie i wypowiedzi Tetznerawydały mu się bowiem dziwne – przyszły chlebodawca spoglądał nań dość łakomie i nie miałpojęcia o branży, w której rzekomo pracował.

Tak więc Tetzner rozpoczął „polowanie” na bocznych drogach. Jeździł wieczorami,szukając „autostopowiczów” zupełnie tak samo, jak w kilka miesięcy potem Saffran i Kipnik.Pewnego dnia był o krok od powodzenia, zabrał bowiem do samochodu pewnego mechanikanazwiskiem Alois Ortner, który wydał mu się idealnym kandydatem. Ponieważ Tetznerpodróżował samotnie, musiał zatrzymać samochód przed przystąpieniem do kolejnego punktu„programu”. Korzystając z tego, że pasażer jest mechanikiem – o czym dowiedział się zrozmowy – poprosił go o sprawdzenie, czy z samochodu nie wycieka olej. Było to o tylerozsądne, że walka z przyszłą ofiarą wewnątrz samochodu mogła skończyć się źle dlaTetznera z powodu ciasnoty, należało więc wywabić ofiarę na zewnątrz. Sytuacja zaś, wktórej ofiara leży pod samochodem, słusznie wydała się Tetznerowi wprost idealna.

Ortner, wdzięczny za podwiezienie, ochoczo wlazł pod samochód, nie znalazł jednakmiejsca przecieku. Gdy usiłował wstać i właśnie wyczołgał się spod pojazdu, otrzymałpierwszy cios młotkiem, który Tetzner w międzyczasie wydobył z bagażnika. Wydawałobysię, że przy tak nierównych szansach los Ortnera jest przesądzony. Mechanik bronił się jednakdzielnie, a w pewnym momencie, wytrąciwszy Tetznerowi młotek z ręki, zaczął nawetzdobywać przewagę. Wtedy to niedoszły morderca wskoczył do samochodu i pospiesznieodjechał. W chwilę później Ortner padł nieprzytomny.

Zakrwawiony, z licznymi obrażeniami, zdołał wreszcie dotrzeć na policję w pobliskimIngolstadt. Tu jednak spotkał go srogi zawód. Nie uwierzono w jego dramatyczną opowieść, anawet aresztowano go, podejrzewając, iż próbował zatrzymać jakiś przejeżdżający samochódi obrabować jego pasażerów. Na usprawiedliwienie policjantów z Ingolstadt trzeba dodać, żeistotnie grasował wówczas na tamtym terenie rabuś zatrzymujący samochody. Cóż, popewnym czasie Ortnera trzeba było przeprosić, wypuścić, a nawet wypłacić muodszkodowanie za straty moralne. Zeznawał on później na procesie Tetznera.

W nocy 25 listopada 1929 roku Tetzner zabrał do samochodu wędrownego robotnikasezonowego. Tym razem kandydat był naprawdę idealny: miał 21 lat, był zupełnie samotny, aw dodatku nie wyglądał na siłacza (po przygodzie z Ortnerem Tetzner miał się już nabaczności). Chłopak był w dodatku lekko ubrany i skarżył się na przejmujący chłód, costanowiło wprost wymarzony pretekst do zatrzymania samochodu. „Zaraz dam ci coś doprzykrycia” – mruknął zabójca, po czym istotnie owinął swego pasażera płaszczem krępującmu ramiona i udusił przy pomocy sznura, który zawsze trzymał pod ręką, udając się na„polowanie”. Następnie umieścił ciało na podłodze i ruszył w dalszą drogę, szukając miejscado podpalenia samochodu. Trafił pod miejscowość Ettershausen w Bawarii.

Okolica była o tejporze zupełnie wyludniona, a do miasta było niedaleko. Tetzner nie chciał przemęczać siędługim spacerem na najbliższy dworzec, zależało mu też na szybkim zniknięciu z miejsca „wypadku”. Ostrożnie, nie zamierzając ryzykować własnym życiem, wjechał na przydrożnedrzewo, po czym oblał samochód benzyną z przygotowanego kanistra, dla większego efektuotworzył wlew paliwa (co było zresztą poważnym błędem) i rzucił w kierunku pojazdu palącąsię zapałkę. Natychmiast buchnęły płomienie, a Tetzner nie czekając na dalszy rozwójwypadków ruszył w drogę.Płonący samochód widoczny był z oddali, wkrótce też na miejsce przybyła straż pożarna ipolicja, Ogień został ugaszony i przystąpiono do badania zwłok znajdujących się na siedzeniukierowcy.

Wkrótce ustalono, kto był właścicielem pojazdu. Wezwano żonę Tetznera,delikatnie uprzedzając ją, że mąż miał dość przykry wypadek. Kobieta wiedziała, co ją czeka,widok był jednak tak okropny, że zemdlała, co – choć było efektem niezamierzonym –znakomicie powiększyło wiarygodność jej późniejszego zeznania: w tragicznie zmarłymrozpoznała swego ukochanego męża. (Warto wspomnieć, że ubezpieczenie, jakie zawarł tużprzed wypadkiem, miało przynieść jej ponad 20 tysięcy marek.)Towarzystwo ubezpieczeniowe, jak to się często zdarza w przypadkach nagłej śmierciktóregoś z klientów, zwłaszcza tych, którzy zawarli ubezpieczenie niedawno, i to na wysokąsumę, przeprowadziło jednak własne śledztwo. Pewne szczegóły wydały się podejrzane, jakna przykład brak korka od wlewu paliwa, a może i niezachwiana pewność, z jaką pani Tetznerrozpoznała zwłoki męża mimo ich niemal całkowitego zwęglenia. Dlatego też podjętodokładną obserwację poczynań „wdowy”, co doprowadziło w końcu do klęski Tetznera wwyniku jego niewybaczalnego błędu.

Otóż pani Tetzner nie miała telefonu w mieszkaniu, co było okolicznością korzystną dlaśledzących ją detektywów. Wykryli oni mianowicie, że wkrótce po wypadku „wdowa”dwukrotnie była proszona do telefonu do sąsiadów, co dotąd nigdy się nie zdarzało. Bez trudustwierdzono, że jej rozmówcą był niejaki pan Stranelli, który dzwonił ze Strasburga. Okazałosię, że nikt nie słyszał o znajomym pani Tetzner, który nosiłby to nazwisko i mieszkał w tymwłaśnie mieście. Skontaktowano się zatem z policją francuską, choć bowiem sam telefonniczego jeszcze nie dowodził, należało sprawdzić tożsamość tajemniczego rozmówcy.

Okazał się nim być Tetzner, który zatrzymał się w jednym z miejscowych hoteli pod nazwiskiemStranelli i ciekaw rozwoju wypadków po swej „śmierci”, nie wytrzymał i skontaktował się zżoną.Zabójca został aresztowany i przewieziony do Niemiec. Podczas pierwszegoprzesłuchania popełnił kolejny błąd, przyznając się do zabójstwa z premedytacją. Po pięciumiesiącach aresztu zmienił swe zeznania: utrzymywał teraz, że przejechał nieznajomego, poczym postanowił wykorzystać jego zwłoki, by wyłudzić odszkodowanie. Gdyby przyjęto tęwersję, Tetzner mógłby liczyć na znacznie niższy wymiar kary.

Opamiętał się jednak zbytpóźno. Choć bowiem biegli występujący na rozprawie, która odbyła się w początkach 1931roku w Ratyzbonie, uznali taką wersję przebiegu wypadku za możliwą, poprzednie przyznanie się do winy przeważyło na jego niekorzyść. Stracony został w Ratyzbonie 2 maja193ł roku, a przed śmiercią opowiedział prawdziwy przebieg zabójstwa.

Ofiary Tetznera nigdy nie zidentyfikowano.

Podobne prace

Do góry