Ocena brak

„ Kultura jako źródło cierpień”

Autor /Gerwazy Dodano /29.07.2011

W swojej pracy „Kultura jako źródło cierpień” Zygmunt Freud analizuje problem umiejscowienia cierpienia w życiu człowieka, cierpienia, którego bezpośrednim źródłem jest kształtowana na przestrzeni wieków przez człowieka kultura.

Na początku swych rozważań Freud zauważa, że człowiek zaopatrzony jest niejako w dwa rodzaje „ja”- wewnętrzne noszące miano ego i będące odpowiednikiem jego prawdziwego wizerunku mentalnego, jego preferencji itp. oraz drugie –id (ty) ,które stanowi zewnętrzną fasadę dla tego pierwszego. Te dwa rodzaje „ja” nigdy nie występują razem, wyjątkiem od tej zasady jest stan zakochania kiedy to człowiek wbrew wszelkim świadectwom zmysłów stwierdza, że „ja” i „ty” stanowią jedność. Freud zauważa ,że wyodrębnienie się tych dwóch typów identyfikacji człowieka ,jedno przeznaczone tylko dla niego ,i to drugie stanowiące niejako maskę przeznaczoną dla otaczającego daną jednostkę świata było koniecznością wykształconą w okresie dorastania. Jako dziecko człowiek posiada tylko ego, bowiem miłość rodziców pozwala mu po prostu na bycie sobą. Uświadomienie sobie istnienia świata zewnętrznego poprzez częste, wielokrotnie się powtarzające i nie dające się uniknąć doznania bólu i przykrości, których pojawienie się oznacza cierpienie powoduje wyodrębnienie się id. 

Powstaje więc wówczas tendencja ,aby to wszystko co jest źródłem przykrości odseparować od ego i niejako wyrzucić na zewnątrz, a tym samym wytworzyć ego nastawione wyłącznie na przyjemność, które można by przeciwstawić obcemu i groźnemu światu zewnętrznemu. Freud dochodzi do wniosku ,że skoro ego do obrony przed cierpieniami z zewnątrz używa tego samego co do obrony przed przykrościami z wewnątrz, to w rezultacie musi to prowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, człowiekowi bowiem bardzo trudno jest funkcjonować z dwoma typami ja .

W dalszej części swych rozważań zauważa on, że chociaż człowiek na przestrzeni rozwoju cywilizacyjnego stłumił swoje prawdziwe ja, czyli to które posiadał będąc istotą prymitywną, to w gruncie rzeczy nie był on w stanie zabić go zupełnie. Freud uważa bowiem, że w przyrodzie nic nie ginie, trwa nadal choć czasami nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Prawidłowość ta znajduje także swoje odzwierciedlenie w psychice ludzkiej, z tym jednakże wyjątkiem ,że w jej przypadku istnienie tych pierwotnych skłonności jesteśmy w stanie zaobserwować.

Regresem do prastarych doznań życia psychicznego, kiedy to ludzie nie wytworzywszy jeszcze dalece rozwiniętej kultury posiadali psychikę jednorodną a tym samym zdrową, nazywa Freud praktyki JOGI, która zwraca uwagę ćwiczących na ich wnętrze, nie zaś na otaczający ich świat.

Wszystkie te obserwacje prowadzą w prostej linii do stwierdzenia, że życie do jakiego jesteśmy zmuszeni jest dla nas zbyt ciężkie, przynosi nam zbyt wiele cierpień, rozczarowań i niemożliwych do zrealizowania zadań. Radą na taką sytuację jest stosowanie środków uśmierzających, których to Freud wyróżnia trzy rodzaje. Jako pierwsze wylicza potężne sposoby odwrócenia naszej uwagi, które pozwalają nam lekceważyć naszą nędzę, następnie wymienia tzw. zaspokojenia zastępcze, które ją zmniejszają i jako ostatnie –narkotyki.

Pod pojęciem zaspokojenia zastępcze rozumie tutaj autor zadowolenie które daje nam na przykład podziwianie dzieł sztuki, a więc uniknięcie cierpienia oparte na uleganiu złudzeniu, na które z kolei pozwala nam posiadana przez nas fantazja.

Mówiąc o odwróceniu uwagi ma on na myśli, jak powtarza za Kandydem Woltera, by każdy uprawiał własny ogródek,co oznacza, że jednostka powinna swoją uwagę skoncentrować jedynie na sprawach bezpośrednio ją dotyczących i nie przywiązywać większej wagi do innych aspektów życia ,związanych bądź to z innymi ludźmi, bądź ze światem zewnętrznym w ogóle.

Jeżeli zaś chodzi o narkotyki to zauważa on, że oddziałują one na nasze ciało zmieniając jego chemizm a tym samym umożliwiają nam inne, często łatwiejsze dla ludzkiej psychiki postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości. Nie trudno jednak zauważyć, że tak jak pierwszy z wymienionych „uśmierzaczy”, narkotyki swoje działanie opierają na poddaniu się przez człowieka pewnej iluzji. Zdaję się także wynikać z tego ogólna prawda ,że wszystko to ,co pozwala człowiekowi choć na chwilę zapomnieć o przynoszącej mu cierpienie rzeczywistości, będącej przecież niczym innym jak wytworem stworzonej przez ludzi kultury powoduje uzależnienie, a więc tym samym każe sobie za dawanie ukojenia bardzo drogo płacić. Wydaje mi się ,że z całej tej sytuacji można również łatwo wysnuć wniosek ,iż człowiek nie przeczuwając grożącego mu ze strony tej kultury niebezpieczeństwa sam sobie skomplikował życie. Przez wieki ,spędzone na wiecznym ulepszaniu sobie życia, szykował dla siebie pewnego rodzaju pułapkę. Starał się ucywilizować, jednakże zabrakło mu zdolności przewidywania ,że jego działalność wprowadzająca zamieszanie do świata przyrody może zachwiać nie tylko jego równowagę psychiczną , ale także, co za tym idzie odebrać mu na zawsze spokój życia.

W dalszej części rozważań zastanówmy się nad sensem ludzkiego życia. Na pierwszy rzut oka na tak przedstawiony problem większość z nas odpowiedziała by z pewnością, że sens życia jest sprawą indywidualną dla każdego człowieka. Freud jednakże, będąc badaczem ludzkim zachowań i dążeń zauważa ,że dla przeważającej liczby ludzi sens życia stanowi dążenie do szczęścia, a co za tym idzie pozostanie szczęśliwym. Dążenie to ma dwa cele- pozytywny i negatywny, ponieważ z jednej strony ludzie dążą do braku cierpienia i związanego z tym poczucia przykrości, natomiast z drugiej pragną przeżycia silnych uczuć przyjemnych.

Tym co określa cel życia jest więc tzw. ”zasada rozkoszy” , jej realizacja pozostaje jednak w zupełnej sprzeczności z zasadami, według których urządzono ten świat. Freud dochodzi do wniosku, że to co nazywamy szczęściem powstaje z nagłego i nieoczekiwanego przez daną jednostkę spiętrzenia potrzeb, dlatego też może ono pojawiać się tylko jako zjawisko epizodyczne. Każde kontynuowanie sytuacji upragnionej przez zasadę rozkoszy powoduje znużenie ponieważ ludzie są tak skonstruowani, że potrafią cieszyć się jedynie kontrastami, a czas ich trwania a tym samym okres upojenia szczęściem jest bardzo krótki.

Freud więc z tej łatwej do zaobserwowania przez każdego człowieka prawidłowości wyprowadza prosty wniosek, że dużo prościej jest ludziom odczuwać cierpienie, a więc tym samym doświadczać nieszczęścia. Dochodzi on do wniosku, że cierpienie grozi każdej jednostce z trzech stron. Jako pierwsze źródło cierpienia wylicza nasze własne ciało, które poddawane jakimś torturom, bądź też rozkładowi dostarcza nam bólu, który to z kolei rodzi w naszym umyśle lęk.

Drugiego źródła cierpienia upatruje Freud w świecie zewnętrznym, natomiast trzeciego ze strony innych ludzi. Mając więc do wyboru taką różnorodność cierpień, ludzie zwykli uważać się za szczęśliwych już wtedy, kiedy udaje im się uniknąć nieszczęścia i jakoś znieść cierpienie.

By obronić się jakoś przed grożącym nam cierpieniem, a szczególnie przed tym, którego możemy doświadczyć ze strony innych ludzi, możemy zamknąć się w naszej samotności, trzymać się z daleka od nich. Do obrony przed cierpieniem możemy również posłużyć się nauką, która pomoże nam poddać naturę naszej woli i taki rodzaj działania okaże się zbawienny nie tylko dla nas ,ale dla innych ludzi. Najprymitywniejszą formą ochrony przed cierpieniem jest zaś według Freuda metoda oddziaływania na własny organizm poprzez działanie chemiczne, czyli na przykład intoksykację( zatrucie). Do tego celu człowiek zazwyczaj używa alkoholu, bądź też narkotyków. Zarówno jedne jak i drugie stanowią dużą pokusę dla chcących się uwolnić od cierpienia, bowiem nie tylko pozwalają one na bezpośrednią realizację zasady rozkoszy, lecz również na gorąco upragnioną odrobinę niezależności od świata zewnętrznego.

Freud jako badacz zachowań ludzkich wyróżnia także szereg różnorodnych sposobów unikania bólu poprzez oddziaływanie jednostki na swoje własne ciało i psychikę. Jako pierwszy z nich wymienia zaspokajanie popędu, które to przynosi człowiekowi szczęście.

Swobodne zaspokajanie popędów zostało przez kulturę, którą człowiek stworzył uznane jednak za niemoralne i nie przystojące istocie cywilizowanej i w konsekwencji zakazane. Co więcej ,taka filozofia życiowa, nakazująca wyciszanie popędów i dążenie do ich poskromienia stała się w niektórych kręgach bardzo modna. Jest ona szczególnie charakterystyczna chociażby dla tzw. orientalnej mądrości życiowej.

Freud zauważa jednak, że poczucie szczęścia wynikające z zaspokojenia swobodnych i niepohamowanych przez ego skłonności popędowych jest nieporównywalnie silniejsze od poczucia szczęścia płynącego z zaspokojenia popędów poskromionych.

Inną technikę ochrony przed cierpieniem nazywa on przesunięciami libido. W tym przypadku zasada działania opiera się na sublimacji popędu, czyli na takim ukierunkowaniu popędu, którego brak realizacji w niego samego nie ugodzi. Tę zasadę najłatwiej wyjaśnić na przykładzie. A mianowicie najlepszym zobrazowaniem sublimacji popędu jest uzyskiwanie rozkoszy poprzez wysiłek psychiczny i intelektualny, czyli na przykład zadowolenie tego typu daje radość artysty przy tworzeniu, będącym przecież w pewien sposób ucieleśnieniem jego fantazji.

Metoda ta jest niestety dostępna jedynie dla nielicznych, ponieważ jej wymogiem jest posiadanie talentu, a poza tym jak wskazują badania okazuje się kompletnie nieprzydatna jeżeli doświadczamy cierpienia cielesnego.

Sposobem zaspokojenia popędu mogą być także złudzenia, których istnienia człowiek jest w pełni świadomy ale mimo to poddaje się im nie chcąc zakłócać płynącej z nich rozkoszy. Źródłem tych złudzeń jest w głównej mierze fantazja, pozwalająca nam na uchylanie się od wymogów życia poprzez na przykład odbiór sztuki, czyli poddanie się pewnego typu łagodnej narkozie.

Wśród metod uciekania od cierpienia Freud wyróżnia także i tę, która opiera się na dążeniu do przesuwania zadowolenia w rejon wewnętrznych procesów psychicznych. Polega ona na chwytaniu się przedmiotów tego świata i uzyskiwaniu szczęścia z uczuciowego stosunku do nich, ale zarazem na pogodzeniu się z koniecznością odczuwania przykrości. Przejawem tej metody jest postawa życiowa, której ośrodkiem jest miłość. Jest ona bardzo skuteczna pozwala bowiem na realizację zasady rozkoszy zarówno w sferze fizycznej jak i psychicznej, jest niestety zarówno najniebezpieczniejsza, bowiem nigdy nie jesteśmy bardziej bezbronni wobec cierpienia niż wtedy kiedy kochamy i nigdy nie jesteśmy bardziej beznadziejnie nieszczęśliwi, kiedy utraciliśmy ukochanego człowieka lub jego miłość.

Wybór tych różnorodnych typów realizacji zasady rozkoszy jest uwarunkowany charakterem danego człowieka oraz jego skalą wartości.

I tak przykładowo człowiek nastawiony w przeważającej mierze erotycznie na pierwszym miejscu postawi związki uczuciowe z innymi ludźmi, człowiek o postawie samowystarczalno- narcystycznej szukać będzie zadowolenia w obrębie swych własnych, wewnętrznych procesów psychicznych, natomiast człowiek czynu będzie starał się pokazać światu zewnętrznemu swoje możliwości.

Do pozostałych metod unikania cierpienia autor zalicza neurozę oraz religię. Tę ostatnią ponieważ proponuje ona wszystkim ten sam sposób na uzyskiwanie szczęścia i bronienia się przed cierpieniem. Freud dochodzi do wniosku, że ta metoda opiera się na spaczeniu prawdziwego obrazu świata, ale też dzięki niej udaje się wielu ludziom uniknąć indywidualnej neurozy.

We wcześniejszych rozważaniach dostrzegliśmy trzy źródła cierpienia: potęgę natury, kruchość naszego ciała i niedoskonałość struktur organizacyjnych regulujących wzajemne stosunki ludzkie. Ujęta jednak przez badaczy definicja kultury głosi, że kultura to cała suma osiągnięć i struktur organizacyjnych, dzięki którym nasze życie różni się od tego, które wiodły ludy pierwotne, a więc wszystko to, co spowodowało, iż nasze życie służy obronie człowieka przed naturą i regulowaniu stosunków między ludźmi. Nie trudno więc ,jak niektórzy dowodzą zauważyć, że tym, co naprawdę przynosi nam cierpienie jest kultura. Zwolennicy tej koncepcji twierdzą, że bylibyśmy o wiele szczęśliwsi, gdybyśmy się jej wyrzekli i wrócili do stanu prymitywnego. Dowodzą oni też, że człowiek popada w neurozę, ponieważ nie może znieść tej ilości wyrzeczeń, jakie narzuca mu społeczeństwo każąc mu służyć ideałowi swej kultury. Wywodzą stąd wniosek, że człowiek odzyskałby szczęście gdyby można było znieść lub zmniejszyć wymogi kultury.

Kultura jednakże to nie tylko te trzy wymienione wyżej cechy. Na kulturę bowiem składają się także piękno, czystość i porządek, a więc wszystko to, co ludzkość znała już wcześniej, ale również szacunek dla wyższych funkcji psychicznych, szacunek dla osiągnięć intelektualnych, naukowych i artystycznych. Ludzie od kultury oczekują nie pożytku, który im ona obecnie daje, ale piękna, o które w niej trudno. Taka sytuacja jest prawdopodobnie w głównej mierze powodem dla którego ludzie zaczęli dochodzić do wniosku, że stworzona przez nich kultura przysparza im głównie cierpień.

Tym dobrem, którego nie zawdzięczamy kulturze jest wolność indywidualna. Przez rozwój kultury uległa ona ograniczeniom, dlatego też ludzie wciąż do niej dążą wbrew woli mas.

W dalszej części pracy Freud koncentruje swoją uwagę na etyce, będącej przecież nawet w powszechnym ujęciu pewnym wyznacznikiem stopnia osiągniętej przez daną społeczność kultury. Zauważył on, że wiele z etycznych nakazów rodzi w ludziach frustrację i powoduje ich cierpienie, bowiem pozostaje w zupełnej sprzeczności z ich naturą. Do takiego rodzaju nakazów etycznych zalicza głoszony przez chrześcijaństwo nakaz ”kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, który rozumie jako nawoływanie do kochania swych wrogów. Ten osąd opiera na założeniu, że w psychice każdego człowiek leży jakiś ułamek myślenia podobnego zwierzętom. Wskutek tego bliźni jest dla niego nie tylko obiektem pożądania płciowego, ale stanowi także pokusę, aby w stosunku do niego dać upust skłonnościom agresywnym, wykorzystać jego pracę, nie wynagradzając go, zawładnąć jego mieniem, upokorzyć go, zadręczyć, sprawić mu ból i zabić.Freud zauważa, że ta okrutna skłonność z reguły drzemie w każdym z nas, czekając tylko na jakąś prowokację, by móc się ujawnić. Skłonność do agresji postrzega autor jako najbardziej pierwotną dyspozycję człowieka, a tym samym stanowiącą największą przyczynę ludzkiego cierpienia i najsilniejszą przeszkodę stojącą na drodze rozwojowi kultury.

Freud zastanawia się więc, co może uczynić kultura, by w jakiś sposób pohamować tę agresję. Zaobserwował, że skłonność do agresji zostaje skierowana do wewnątrz, a właściwie cofnięta tam ,skąd się wyłoniła, a więc zostaje skierowana przeciw własnemu ego . Tam przejmuje ją ta część ego ,która już jako superego przeciwstawia się pozostałej części ego, i jako sumienie kieruje tę samą gotowość do agresji przeciwko ego, którą ono chętnie zaspokoiłoby wobec innych jednostek. Powstałe między surowym superego a podległym mu ego napięcie rodzi w człowieku poczucie winy. Z tej sytuacji wysnuć można wniosek, że za postęp kultury płacimy wzrostem poczucia winy, a tym samym obrona przed drzemiącą w nas agresją może uczynić człowieka równie nieszczęśliwym, co sama agresja.

Do góry