Ocena brak

Ks. Henryk Kaczorowski - ŻYCIE I MĘCZEŃSTWO

Autor /Rajmund Dodano /20.10.2011

Ks. Henryk Kaczorowski

(1888-1942)

Sługa Boży ks. Henryk Kaczorowski (1888-1942)

Henryk Kaczorowski urodził się 10 lipca 1888 r., w Bierzwiennej pow. Koło, jako najstarszy syn Andrzeja i Julii z Wapińskich. Po ukończeniu Szkoły Powszechnej w Kłodawie rozpoczął naukę w gimnazjum w Kaliszu. Bojkot szkolny przeprowadzony na terenie zaboru przerwał naukę. Podjął wtedy pracę jako nauczyciel. W 1908 r. wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku i zdobywał tu wykształcenie filozoficzno-teologiczne. Od 1913 r. kontynuował naukę w Akademii Duchownej w Petersburgu. Tam 13 czerwca 1914 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bpa Jana Cieplaka.

Wybuch I wojny światowej zaskoczył go w Kaliszu. W nadziei, że po zakończeniu wojny ks. Henryk będzie mógł podjąć przerwane studia, biskup powierzył mu różne doraźne funkcje duszpasterskie. Pracując w Kaliszu szybko zyskał sobie miano apostoła chorych. Od jesieni 1915 r. przez 9 miesięcy zastępował proboszcza w sanktuarium maryjnym w Licheniu. Odznaczał się szczególną gorliwością duszpasterską w przybliżaniu ludzi do Boga, zwłaszcza poprzez posługę sakramentu pokuty. Parafianie przypisywali mu wypraszanie u Boga łaski nawrócenia wielu osób. Od 1916 r. był wikariuszem podkaliskiej parafii Sulmierzyce. Przerwane studia mógł podjąć dopiero w 1918 r. na nowo utworzonym Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1922 r., jako pierwszy student Uniwersytetu, uzyskał doktorat z teologii. Przedmiotem rozprawy doktorskiej była rola uczuć w życiu człowieka, według doktryny św. Tomasza z Akwinu.

Zaraz po powrocie ze studiów do Włocławka rozpoczął wykłady z teologii moralnej w tamtejszym Seminarium Duchownym, pełniąc jednocześnie funkcję dyrektora Liceum im. Piusa X. W latach 1925-1928 był redaktorem "Ateneum Kapłańskiego". W 1928 r. został mianowany rektorem seminarium; funkcję tę pełnił do czerwca 1939 r., kiedy na skutek wielokrotnych próśb, ze względu na stan zdrowia, została przyjęta przez biskupa jego rezygnacja. W uznaniu zasług dla diecezji został obdarzony w 1930 r. godnością kanonika kapituły katedralnej, a w 1939 r. - prałata papieskiego.

Mimo rozlicznych, powierzanych mu przez władze kościelne funkcji, ks. Henryk Kaczorowski był związany przede wszystkim z Seminarium Duchownym. Głównym celem jego posługi, jako rektora i wykładowcy teologii, było przygotowanie żarliwych, ofiarnych duszpasterzy, ludzi wiary i modlitwy, przy możliwie wszechstronnym rozwoju ich różnych uzdolnień. Troszczył się także o rozwój tężyzny fizycznej alumnów, włącznie z sięganiem do pewnych wzorów z regulaminu wojskowego.

Wysokie wymagania, stawiane alumnom przez rektora, były przez nich odbierane jako wyraz miłości do nich i do sprawy Bożej, tym bardziej, że potwierdzał to na co dzień nie dającym się ukryć głębokim życiem wewnętrznym i stawianymi sobie wymaganiami, zawsze większymi niż wobec innych. Ujmował alumnów swym twardym stylem życia połączonym z wielką dobrocią, szacunkiem w stosunku do nich, kulturą. Nie znosił bierności, wygodnictwa czy nieporządku. Był konsekwentnym zwolennikiem rzetelnego wysiłku w nauce, w pobożności, w zachowaniu wszelkiego ładu w życiu codziennym. Bardzo troszczył się o biednych alumnów, którym dyskretnie, na różny sposób, niósł pomoc; często przyznawał im stypendia z własnej pensji.

Ks. rektor był człowiekiem modlitwy - wielokrotnie można go było spotkać pogrążonego w modlitwie na chórze kościoła seminaryjnego. To wszystko znajdowało odbicie w konferencjach dla alumnów, głoszonych w sposób bardzo żywy i obrazowy, które pozostawały na długo w pamięci słuchaczy. Jeden z nich, jeszcze kilkadziesiąt lat później przytaczał słowa rektora: wy będziecie ogrodnikami, będziecie siali, pielęgnowali kwiaty, ale nie dla siebie, tylko dla Pana. Nic więc dziwnego, że powszechnie otaczano go wielkim szacunkiem, widząc w nim autentycznego wychowawcę i przewodnika w wierze.

Bardzo jednoznacznym świadectwem o całej posłudze formowania przyszłych kapłanów, prowadzonej przez ks. rektora, okazał się fakt, że z grona jego uczniów z seminarium wywodzi się pięciu Sług Bożych: ks. Edward Grzymała, ks. Józef Kurzawa, ks. Leon Nowakowski, al. Tadeusz Dulny, al. Bronisław Kostkowski.

W latach 1924-1938, poza częstymi kontaktami z krajowymi ośrodkami teologicznymi, niemal co roku brał udział w międzynarodowych zjazdach naukowych w Niemczech, Francji, Szwajcarii, Włoszech, Czechach, z których sprawozdania drukował w "Ateneum Kapłańskim". W tymże czasopiśmie drukował swoje artykuły o tematyce teologiczno-moralnej, ascetycznej, społecznej, a zwłaszcza bardzo liczne recenzje nowych książek.

Po wybuchu wojny, 1 września 1939 r., mimo zajęcia miasta przez wojska hitlerowskie, ks. H. Kaczorowski pozostał wraz z innymi profesorami w seminarium, by prowadzić zajęcia z alumnami, gdy tylko będzie to możliwe. Tu został aresztowany przez gestapo 7 listopada 1939 r. i osadzony w więzieniu miejskim. Nawet w więzieniu nie przestawał nauczać swych uczniów, z którymi dzielił ciężkie dni odosobnienia. Ustawicznie modlił się. Służył przykładem w znoszeniu prześladowania.

Z powodu choroby, za wstawiennictwem jednego z lekarzy z Włocławka, został przeniesiony na pewien czas do szpitala św. Antoniego. Wiosną 1940 r. został sprowadzony do klasztoru salezjańskiego w Lądzie, gdzie utworzono miejsce przejściowego internowania dla aresztowanych duchownych. Tam jeszcze w styczniu zostali przewiezieni księża przetrzymywani w więzieniu we Włocławku. 3 kwietnia 1941 r. został zabrany z Lądu wraz z bł. Michałem Kozalem i kilku starszymi kapłanami do Dachau. Droga prowadziła przez więzienia przejściowe w Inowrocławiu i Berlinie. W Inowrocławiu został dotkliwie skatowany przez esesmanów. Do obozu w Dachau przybył ostatecznie 25 kwietnia 1941 r. Nadano mu numer 24547 i umieszczono izbie nr 4 w 28 baraku.

Ks. H. Kaczorowski nawet w miejscach kaźni zachowywał się z godnością chrześcijańską i spokojem. Nie uchylał się od żadnej nakazanej pracy. Innych dźwigał na duchu i służył im przykładem. Współwięźniowie wspominają, że mimo strasznego głodu i wyczerpania, potrafił podzielić się swoim jedzeniem z bardziej głodnymi. Wyczerpany fizycznie, został zaliczony do tzw. bloku inwalidów, gdzie w izbie o wymiarach 8 na 9 m. leżało stłoczonych ok. 300 osób. Ci wszyscy byli skazani w rzeczywistości na szybkie unicestwienie. Więźniów tych zabierała stopniowo duża ciężarówka, kryta szczelnie czarną plandeką, określana jako samochód widmo. 6 maja 1942 r. na tę ciężarówkę wraz z innymi jeszcze więźniami, został załadowany ks. Henryk.

W pełni zdawał sobie sprawę, że jest to wyjazd na śmierć. Przyjmował jednak to wszystko ze spokojem, w duchu zawierzenia swego życia Bogu. Jeszcze przed wejściem na samochód, wykorzystując chwilową nieuwagę esesmanów, ks. Kaczorowski zbliżył się do bramy z żelaznej siatki oddzielającej blok inwalidów od obozu, za którą stało kilku znajomych mu więźniów. Do jednego z nich, alumna Władysława Sarnika, zdążył jeszcze powiedzieć: "Władziu. powiedz wszystkim, by się nie smucili. My się nie łudzimy; my wiemy, co nas czeka. > (Ps 22). Przyjmujemy z rąk Bożych to, co nas czeka. Módlcie się za nas, abyśmy wytrwali, a my również będziemy modlić się za was - tam" - i wskazał ręką ku niebu. Wkrótce potem strażnik brutalnie wepchnął go na samochód, który niezwłocznie odjechał.

Więźniów z bloku inwalidów z obozu w Dachau, od maja 1942 r. do listopada tegoż roku, przewożono ok. 200 km dalej, w okolice Linzu, gdzie kierowano ich bezpośrednio do komór gazowych na śmierć. Informują o tym raporty obozowe, których nie zdążono zniszczyć przed niespodziewanym wyzwoleniem obozu przez żołnierzy amerykańskich. Była tam zamieszczona m.in. informacja: "Czas konania w komorze trwał ok. 6 min". Komory gazowe w pobliżu Linzu, wielokrotnie były miejscem eksperymentowania na więźniach skuteczności nowych gazów trujących. W takich okolicznościach, z całą pewnością, wkrótce po przewiezieniu do komory gazowej, zakończył życie ks. Henryk Kaczorowski.

Sługa Boży należał do grona tych pomordowanych kapłanów, co do których współwięźniowie mieli przekonanie, że są męczennikami za wiarę. Według nich ta ofiara życia przyczynia się do duchowego ubogacenia wspólnoty Kościoła. Z tego też względu należy podjąć starania, by pomordowani zostali wyniesieni do chwały ołtarzy.

Podobne prace

Do góry