Ocena brak

Krzysztof Kolumb - Największa osobowość epoki Odrodzenia w Europie

Autor /Rajmund Dodano /20.10.2011

Krzysztof Kolumb

O urodzeniu i pierwszych latach życia Krzysztofa Kolumba istnieją sprzeczne dane. Pewne jest tylko to, że urodził się w połowie XV wieku w genueńskiej prowincji. Przypuszczalne daty jego urodzin wahają się w okresie dwudziestu lat, począwszy od 1435 do 1456 roku. Jako syn rzemieślnika (tkacza- pilśniarza), żył w ubóstwie. Nie wiadomo, gdzie właściwie pobierał nauki i czy w ogóle uczył się gdziekolwiek. Jednak wiadomo, że czytał dużo i bardzo uważnie. Zachował się między innymi egzemplarz z jego własnymi uwagami na marginesach. Była to książka kardynała Piotra d'Ailly "Imago Mundi" ("Obraz Świata"), pod wpływem której w znacznym stopniu kształtowały się poglądy geograficzne Kolumba. Piotr d'Ailly opierając się na pracach Rogera Bacona uczył, że Ziemia ma kształt kulisty.

Kolumb był wielce doświadczonym żeglarzem, który szczęśliwie łączył w sobie zalety kapitana, astronoma i pilota. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że przed swą pierwszą przeprawą przez Ocean Atlantycki odbywał jakiekolwiek dalsze wyprawy żeglarskie. Na początku siedemdziesiątych lat XV stulecia Krzysztof Kolumb opuszcza na zawsze Italię i przenosi się na stałe do Portugalii. W Portugalii Kolumb ożenił się z Włoszką; tu również na świat przyszedł jego najstarszy syn Diego. Nie wiadomo, w jaki sposób zdobywał środki na utrzymanie siebie i rodziny. Prawdopodobnie cierpiał wielką biedę. Biedak ten już wtedy marzył o znalezieniu najkrótszej drogi do Indii. Do kraju złota i towarów korzennych.

W latach siedemdziesiątych XV stulecia Portugalczycy kończyli już badania zachodniego gwinejskiego wybrzeża Afryki. Według biografów Kolumba, współcześnie z nim żyjących, w tym właśnie czasie tzn. w 1474 roku nieznany nikomu genueński marzyciel zwrócił się o radę do znanego astronoma i geografa włoskiego Paolo Toscanellego w sprawie najkrótszej drogi morskiej do Indii. Paolo Toscanelli bardzo uprzejmie potraktował biedaka.

W odpowiedzi przysłał mu kopie swego listu, pisanego nieco wcześniej do możnowładcy lizbońskiego, który zwracał się do niego z polecenia króla portugalskiego. W liście tym Toscanelli przytoczył niektóre opisy słynnego weneckiego podróżnika Marco Polo, wypowiadał też swoje własne poglądy. Toscanelli dowodził w tym liście, że istnieje krótsza droga przez ocean od tej, jaką odkryli Portugalczycy, żeglując wzdłuż zachodnich wybrzeży Afryki. "Wiem- pisał Toscanelli -że istnieje taka droga. Może to być dowiedzione wyłącznie na podstawie założenia, że Ziemia jest kulista... Tym niemniej, w celu ułatwienia przedsięwzięcia, zdecydowałem się zaznaczyć nową drogę na mapie. Wysyłam więc morską mapę własnoręcznie wykonaną.

Naznaczone są na niej wybrzeża i wyspy, skąd powinniście żeglować stale na zachód, oraz miejsca, do których przybędziecie; i w jakiej odległości powinniście się trzymać od bieguna lub równika; oraz jaką odległość powinniście przebyć, aby osiągnąć kraje, gdzie najwięcej jest różnych aromatycznych korzeni i drogocennych kamieni. Niech się Wasza Wysokość nie dziwi, że zachodem nazywam kraje, gdzie rosną rośliny korzenne, podczas, gdy zazwyczaj przyjęto je nazywać wschodem, albowiem ludzie żeglujący stale ku zachodowi- osiągną wschodnie kraje za oceanem na drugiej półkuli. Ale jeśli wyruszycie lądem- przez naszą półkulę, wówczas kraje obfitujące w korzenie znajdą się na wschodzie-" Toscanelli przytoczył opowiadania Marco Polo o bogactwach Chin i "wspaniałej wyspy" Cipangu (Japonia), która jakoby obfituje w złoto, perły i drogocenne kamienie, a mieszkańcy jej dachami ze złota pokrywają swoje świątynie i pałace.

Poza tym astronom kategorycznie twierdził, że odległość, którą trzeba przepłynąć w kierunku zachodnim od Lizbony do "wspaniałej wyspy"- jest nieznaczna. Brzeg wyspy Cipangu, zwrócony ku Europie, w przekonaniu Toscanellego leżał mniej więcej w odległości 2000 kilometrów na wschód od chińskiego wybrzeża. W ten sposób od Lizbony do Cipangu należałoby przepłynąć mniej niż 10 000 kilometrów, a etapami na tej przestrzeni pomogłyby Wyspy Azorskie lub Kanaryjskie oraz mityczna wyspa Antilla. Do tych obliczeń Kolumb wprowadził jeszcze własne "poprawki", opierając się na pewnych założeniach rozpowszechnianych przez geografów i astronomów w wieku XV, zwłaszcza na książkach Piotra d'Ailly, który powtarzał i zniekształcał poglądy starożytnych autorów.

Kolumb doszedł do wniosku, że do Azji Wschodniej najwygodniej jest płynąć przez Wyspy Kanaryjskie, skąd należałoby przebyć w kierunku zachodnim mniej więcej 4000-5000 kilometrów, aby osiągnąć Japonię. Według wyrażenia pewnego francuskiego geografa był to "największy błąd, który doprowadził do największego odkrycia". Jeżeli projekt Kolumba powstał w 1474 roku pod wpływem listów Toscanellego, to aby wcielić w życie swój plan i przypłynąć do Azji Wschodniej "ze wschodu na zachód", genueńczyk musiał czekać 18 lat, cierpieć nędzę, narażać się na poniżenia, na próżno prosić rządy trzech królestw- Portugalii, Anglii i Kastylii o środki materialne. Król portugalski po dłuższej zwłoce przekazał w 1484 roku jego projekt do zbadania przez radę naukową, która odrzuciła plan Kolumba, uważając go z fantastyczny.

Pewien wpływ na odmowną odpowiedź króla miały również zbyt wygórowane żądania uprawnień i przywilejów, które zastrzegł sobie Kolumb w przypadku powodzenia jego przedsięwzięcia. Hiszpańscy historycy twierdzą, że po odrzuceniu zbyt kosztownych żądań Kolumba- król portugalski jednakże postanowił wykorzystać jego plan. Potajemnie wysłał on okręt przez Wyspy Zielonego Przylądka na zachód, lecz żeglarze powrócili z niczym do ojczyzny. Sprawa nabrała rozgłosu, tak że Kolumb porzucił Portugalię z zamiarem przedstawienia swego planu hiszpańskiej parze królewskiej- Izabeli Kastylskiej i Ferdynandowi Aragońskiemu.

W ciągu kilku lat otrzymywał Kolumb od czasu do czasu wsparcie z królewskiego skarbca. Jednakże do jego projektu nie odnoszono się poważnie. Wiele zastrzeżeń wywołały prawdopodobnie obliczenia Kolumba, z których wynikało, że zachodnia droga morska, prowadząca od brzegów Hiszpanii do Chin, jest bardzo niedaleka. Szczególny upór okazywali ci doradcy królewscy, od których zależało sfinansowanie wyprawy.

Zaledwie na kilka miesięcy przed 1492 rokiem, czyli przed ostatecznym zakończeniem wieloletnich zmagań Hiszpanów z Maurami przed upadkiem Granady, rząd kastylski nawiązał w końcu poważne rozmowy z Kolumbem. Żądania jego wydawały się z początku zbyt wygórowane. Dopiero, gdy Kolumb zagroził, że przedstawi swój projekt królowi francuskiemu, Izabela zgodziła się na jego warunki. Doradcom jej udał się uzyskać u upartego genueńczyka jedno tylko niewielkie ustępstwo: zgodził się on pokryć ósmą część wydatków związanych z wyposażeniem ekspedycji, a w zamian za to zastrzegł sobie taką samą część czystego dochodu.

Krzysztof Kolumb został mianowany stałym admirałem, wicekrólem, generalnym gubernatorem wszystkich ziem, które odkryje lub zdobędzie na oceanie. Po jego śmierci godność admirała dziedziczyli jego spadkobiercy. Królowa kastylska miała prawo wyznaczyć gubernatorów poszczególnych wysp lub prowincji wyłącznie spośród kandydatów, których przedstawi Kolumb. Miał on też prawo zachować dla siebie jedną dziesiątą część "wszystkich pereł i drogocennych kamieni, złota, srebra, pachnideł i wszelkich innych przedmiotów, niezależnie od tego czy zostaną one znalezione, kupione, czy też otrzymane drogą wymiany lub też zdobyte na terenie leżącym w granicach wicekrólestwa". Jego samego lub jego namiestnika wyznaczono jedynym sędzią wszystkich spornych spraw mogących wyniknąć w związku z handlem pomiędzy odkrytymi przez niego ziemiami a Hiszpanią.

Rząd kastylski postanowił zredukować do minimum wydatki na ekspedycję, ponieważ skarbiec jego był pusty. Do dyspozycji Kolumba oddano dwa dość marne okręty wojenne. Załoga składała się ze ściągniętych przymusowo mieszkańców Palos, skazanych na roczne ciężkie roboty za obrazę majestatu, i uzupełniona przestępcami kryminalnymi. Kolumb wyekwipował trzeci okręt. Zgromadzić potrzebne do tego środki pomogli mu bracia Pinzon, wytrwali marynarze z Palos.

Kolumb nazwał swój okręt "Santa Maria". Był to "lichy okręt nie nadający się do odkryć" o wyporności mniejszej niż 100 ton (długość-20 metrów, szerokość- 6 metrów). Mniej więcej takiej wielkości był okręt "Pinta". Na kapitana tego okrętu był wyznaczony Martin Pinzon. Wyporność trzeciego okrętu "Ninia" (nina- malutka) pozostającego pod komendą Vincente Pinzona wynosiła ledwie 40 ton. Załoga całej eskadry składała się z około 90-120 ludzi.

Pierwsza wyprawa

O świcie, dnia 3 sierpnia 1492 roku, rozkazał Kolumb podnieść kotwicę, rozwinąć żagle, wyprowadzić swoje statki z Palos. Niedługo potem okazało się, że "Pinta" przeciekała i trzeba było przeprowadzić solidny remont. 6 września 1492 roku statki Kolumba mogły opuścić w końcu Wyspy Kanaryjskie i płynąć wprost na zachód- ku nieznanym morzom i lądom. W miarę oddalania się od najbardziej wysuniętych na zachód wysp Europy wzrastało przerażenie i niepokój. Widział to Kolumb, dlatego posunął się nawet do tego, że fałszował odległości przebyte przez statki.

Dnia 15 września nadzieje marynarzy wzrosły, ponieważ zauważyli mnóstwo wodorostów. Niestety, flotylla przez 3 tygodnie płynęła na zachód przez morze wodorostów. Było to "Morze Sargasso" pokryte pływającymi wodorostami- tj. ogromna przestrzeń (3 miliony km2) położona w zachodniej części Oceanu Atlantyckiego. Widok tego przedziwnego morza przeraził przesądnych marynarzy. Poza tym okręty ledwie przepływały wśród nich. Przez następne dni ciszy, jaka powstała, flotylla prawie nie posuwała się naprzód. Na początku października, zarówno marynarze jak i oficerowie zaczęli nalegać, aby Kolumb, który dążył stale na zachód- zmienił wreszcie kierunek. Pod ich naciskiem Kolumb ustąpił, obawiając się buntu. Zawrócił więc w kierunku południowo- zachodnim, w ślad za gromadą ptaków przelatujących nad okrętem. Teraz ptaki cały czas leciały za statkiem.

Minęły jeszcze trzy dni i załoga zaczęła tracić cierpliwość. Kolumbowi udało się jednakże ich uspokoić i przekonywał, że są już bardzo blisko celu. Jednym tłumaczył, innym groził, jeszcze innych przekupywał. 11 października statki zaczęły spotykać całe drzewa unoszone prądem, gałęzie z owocami, trzcinę itp. Wszystko świadczyło o bliskości ziemi. Wielkie podniecenie ogarnęło żeglarzy. Wtedy to Kolumb oznajmił o nagrodzie (w postaci corocznej renty), którą przyrzekła hiszpańska para królewska temu, kto pierwszy ujrzy nową ziemię. Późnym wieczorem wydało się Kolumbowi, że widzi światełko na zachodzie. Jak się później okazało, była to niewielka wysepka. Rano, według notatek, ukazała się płaska wyspa otoczona rafami i porośnięta lasem tropikalnym.

Przeprawa przez Ocean Atlantycki do tej zachodniej ziemi trwała 33 dni. Z okrętów spuszczono łodzie. Kolumb, teraz jako admirał i wicekról "Indii", wraz z braćmi Pinzon i kilkoma marynarzami przybył do brzegu i zatknął na nim kastylski sztandar. Następnie Kolumb formalnie objął w posiadanie wyspę i spisał w tej sprawie akt prawny. Wtedy to właśnie oświadczył, że pierwszy spostrzegł nową ziemię, gdyż w nocy dostrzegł ruchome światełko, i że dlatego nagroda królewska należy się jemu, a nie marynarzowi z "Pinty". Spór między marynarzem a admirałem został rozstrzygnięty oczywiście na korzyść admirała, który oprócz innych dochodów, otrzymywał też aż do samej śmierci coroczną pensję za to, że pierwszy ujrzał nową ziemię. Na wyspie Hiszpanie zobaczyli nagich ludzi o skórze barwy miedzianoczerwonej.

Gdy Hiszpanie wylądowali, krajowcy przerażeni uciekli. Jednak zauważyli z daleka, że obcy ludzie wypełniają na brzegu jakiś skomplikowany, lecz pokojowy rytuał, ostrożnie zbliżyli się i otoczyli marynarzy. Kolumb kazał rozdać wyspiarzom barwne nakrycia głowy, szklane paciorki, dzwoneczki oraz inne drobiazgi. Skoro tylko tubylcy przekonali się, że obcy ludzie przybyli w pokojowych zamiarach, popłynęli na swych czółnach za ich łodziami. Podpływali do okrętów i proponowali kłębki bawełny i papugi w zamian za różne drobiazgi: skorupki potłuczonych naczyń i za kawałeczki szkła. Wszyscy chodzili nago, zarówno mężczyźni jak i kobiety. Ich czarne, proste i długie włosy odrzucone były w tył. Niektórzy mężczyźni mieli pomalowane całe ciało, inni tylko twarz. Krajowcy nazywali swoją wyspę, jak zrozumieli Hiszpanie, GUANAHANI.

Kolumb nadał jej oczywiście chrześcijańskie miano- SAN SALVADOR (Zbawiciel). Kolumb zwrócił uwagę na złote ozdoby tkwiące w nosach niektórych krajowców. O ile można było ich zrozumieć- złoto dostarczane było na wyspę z jakiegoś miejsca na południu. Od tej chwili na każdej prawie stronie swego dziennika Kolumb wyraża nadzieję, że znajda złoto "z pomocą Pana Naszego Najwyższego". Następnego dnia po wylądowaniu na Guanahani Hiszpanie okrążyli wyspę na swych łodziach i znaleźli na niej kilka nędznych osad. W oddali widoczne były inne wyspy, tak że Kolumb przekonał się, że odkrył nie samotny skrawek zagubiony wśród mórz, lecz cały archipelag.

Dziwił się nieustannie, że wyspiarze chodzili nago jak "praojcowie ludzkości" Adam i Ewa w raju przed grzechem pierworodnym. I wtedy to po raz pierwszy wypowiedział w swoim dzienniku życzenie, aby mieszkańcy odkrytego przez niego "ziemskiego raju" pracowali dla swoich nowych panów. W celu znalezienia drogi ku wyspom południowym Kolumb rozkazał pochwycić kilku krajowców, którzy poprzednio wdrapali się na hiszpańskie okręty. Korzystając ze wskazówek jeńców, zaczął żeglować pomiędzy setkami wysp archipelagu, posuwając się stopniowo w kierunku południowym. Pierwszą stosunkowo dużą wyspą, odkrytą na południu od Guanahani, nazwano Ferdynandyną na cześć króla hiszpańskiego, Ferdynanda Katolickiego.

Marynarze wylądowali na tej wyspie, aby odświeżyć zapasy słodkiej wody. Krajowcy, uosobieni bardzo przychylnie, pomagali Hiszpanom napełnić beczki z wodą. Wydawali się on Kolumbowi kulturalniejsi od mieszkańców Guanahani. Nosili bowiem na biodrach kawałeczki bawełnianej tkaniny. Po raz pierwszy zwiedził Kolumb tubylczą chatę i zobaczył tam wiszące plecione łóżko przywiązane do słupów. Krajowcy nazywali je "hamak". Nazwa ta z czasem rozpowszechniła się na całym świecie. W ciągu kilkudziesięciu lat cała ludność Wysp Bahamskich została wytępiona przez Europejczyków. Język ludności tubylczej został zapomniany i tylko jedno słowo- "hamak"- zachowało się do naszych czasów. Przez dwa tygodnie żeglowała flotylla hiszpańska wśród Wysp Bahama. Ciepły wiatr niósł świeże aromaty. Wysiadając na brzegu, Kolumb widział setki nieznanych mu roślin o przedziwnych kwiatach i owocach. Lecz nie było wśród nich znanych mu leczniczych roślin, których próbki miał ze sobą.

"Wyruszam dalej wyłącznie dla złota i przypraw korzennych"- powtarzał kilkakrotnie w swoim dzienniku, lecz na razie nie znajdował nigdzie ani złota, ani przypraw. 28 października dotarł Kolumb do Kuby, jednak nie znalazł w tym słabo zaludnionym kraju ani odrobiny żółtego kruszcu. Po wielu dniach żeglugi natknął się Kolumb na wielką wyspę o nazwie Haiti (Espaniola). Załogę coraz bardziej ogarniała gorączka złota. Niestety, w dzień Bożego Narodzenia "Santa Maria" natknęła się na mieliznę. Załodze udało się przy pomocy krajowców zdjąć z "Marii" cenny ładunek, armaty i amunicję, a stary okręt został wkrótce zniszczony przez fale. Do dyspozycji Kolumba pozostała tylko malutka "Ninia", bowiem "Pinta" dowodzona przez Martina Pinzona "uciekła" wraz z kapitanem. Nie można było zmieścić na "Ninii" całej załogi.

Kolumb postanowił więc zostawić część załogi na Espanioli, a z resztą na "Ninii" powrócić do Hiszpanii. Czterdziestu Hiszpanów dobrowolnie pozostało na wyspie, zdawało im się bowiem, że żyją w prawdziwym raju. Żywili też nadzieję na odnalezienie dużej ilości złota. Ta pierwsza osada, która powstała na nowej ziemi została nazwana "Navidad" (Boże Narodzenie). Na początku stycznia 1493 roku Kolumb wypłynął z przystani "Bożego Narodzenia" i po dwóch dniach w pobliżu północnego krańca Espanioli spotkał "Pintę". Martin Pinzon był bardzo zmieszany: próbował przekonać admirała, że "odpłynął pomimo woli". Kolumb zmuszony był udać, że wierzy Martinowi, ponieważ nie mógł go ukarać, bowiem załoga "Pinty" trzymała stronę swego kapitana.

Obydwa okręty przepuszczały wodę. Wszyscy marynarze pragnęli jak najszybciej powrócić do ojczyzny. W połowie stycznia "Ninia" i "Pinta" wpłynęły na otwarty ocean w kierunku brzegów Hiszpanii. Pierwsze cztery tygodnie powrotnej drogi minęły pomyślnie, lecz w połowie lutego zerwała się gwałtowna burza. "Pinta" została zniesiona daleko na północ, wskutek czego okrętom nie udało się już więcej spotkać. Na "Ninii" panowało powszechne przekonanie, że "Pinta" zatonęła. Wydawało się, że załodze "Ninii" groziła również nieunikniona zagłada.

Burza szalała przez 4 dni. Piątego dnia o świcie, wiatr nieco się uspokoił i marynarze ujrzeli ziemię. Kolumb zupełnie trafnie stwierdził, że okręt znajdował się przy Wyspach Azorskich. Jednakże minęły jeszcze trzy dni zanim "Ninii" udało się przybić do brzegu wyspy San Miguel. Gubernator portugalski zaaresztował tych marynarzy, którzy zdążyli wylądować. Uwolnił ich dopiero wtedy, gdy Kolumb przedłożył notariuszom portugalskim swoje pełnomocnictwa opatrzone pieczęcią króla hiszpańskiego. W kilka dni po opuszczeniu przez "Ninię" Wysp Azorskich, znów zerwała się burza.

Zapędziła ona samotny okręt do brzegu portugalskiego- w pobliżu ujścia rzeki Tag, w którym położona jest Lizbona. Stamtąd wysłał admirał gońca do pary królewskiej z wiadomością o swoim powrocie. 15 maca 1493 roku Kolumb wprowadził "Ninię" do Palos. Tego samego dnia dobiła do portu "Pinta", zniesiona przez fale ku północnym brzegom Hiszpanii. Kapitan "Pinty", Martin Pinzon, zmarł w kilka dni po powrocie do ojczyzny. Kolumb przywiózł do Hiszpanii radosną wieść o odkrytych przez niego na zachodzie ziemiach, o których sądził, że były to Indie, Chiny lub Japonia. Przywiózł on też trochę złota i kilku "czerwonoskórych", których od tego czasu zaczęto nazywać Indianami. Przywiózł jeszcze dziwne rośliny oraz pióra osobliwych ptaków.

Druga wyprawa

Król Ferdynand i królowa Izabella obsypali Kolumba honorami i potwierdzili uroczyście wszystkie prawa i przywileje obiecane mu w 1492 roku. Ludzi nieufnych, wątpiących było bardzo mało. Rząd hiszpański wyposażył niezwłocznie drugą wyprawę, składającą się z 17 okrętów. Wydatki związane z wyprawą zostały w znacznej części pokryte z pieniędzy skonfiskowanych Żydom wygnanym z Hiszpanii. Kolumb nie znalazł u Indian ani bydła, ani europejskich roślin uprawnych. Ponieważ na Espanioli zamierzano założyć kolonię hiszpańską, załadowano więc na statki konie, osły i bydło. Prócz tego admirał kazał załadować na okręty gatunki latorośli oraz nasiona najrozmaitszych zbóż europejskich. Wraz z Kolumbem wyruszyła też szukać szczęścia w nowych krajach uboga, lecz dumna szlachta oraz wielu mnichów i księży, którzy mieli nawracać tubylców na wiarę chrześcijańską.

W sumie zebrało się prawie 1500 ludzi. Jesienią 1453 roku druga wyprawa Kolumba wypłynęła z Kadyksu. Podczas swej drugiej podróży Kolumb odkrył następujące wyspy: Dominikę, Marię- Galantę, Gwadelupę, Santa- Cruz. Odkrył też archipelag "Wyspy Dziewicze" oraz Małe Antyle. W dalszej części podróży odkrył też i nazwał jedną z większych wysp- Porto Rico. Po kilku tygodniach Hiszpanie dotarli na Espaniolę. W osadzie Navidad nie znaleźli żywego ducha. Tylko cztery ludzkie ciała w całkowitym rozkładzie, z których jedno okazało się być ciałem Europejczyka. Po opuszczeniu tego strasznego miejsca, gdzie pozostało jednak 500 ludzi, odkrył Kolumb ogromną ziemię- Jamajkę (Santiago). Po wielu miesiącach spędzonych na morzu Kolumb postanowił powrócić do Hiszpanii, ponieważ zapasy żywności zaczynały się psuć.

Trzecia wyprawa

Z największym trudem udało się Kolumbowi wyekwipowanie środków na trzecią wyprawę, o wiele skromniejszą niż druga. Flotylla admirała składała się z sześciu małych okrętów i trzystu ludzi załogi (samych skazańców i przestępców). W połowie lipca 1498 roku Hiszpanie osiągnęli 5° szerokości geograficznej północnej. Straszliwy upał męczył marynarzy. Smoła topiła się. Okręty zaczęły przeciekać, żywność psuła się. Admirał postanowił zmienić kurs na północ- wschód. Po nużącej podroży okręty weszły w nieco chłodniejszą strefę i ruszyły wprost na zachód.

Po trzech tygodniach dotarli do trzech pokaźnych wysp, którym Kolumb nadał nazwę Trinidad (Trójca). W sierpniu 1498 roku Kolumb po raz pierwszy ujrzał ogromną rzekę (Orinoko) i wywnioskował, że musi mieć ona źródło daleko w głębi lądu, który nazwano później Ameryką Południową. Ujrzał część Nowego Świata, lecz uznał go za wyspę, podczas gdy przedtem Kubę uważał za część lądu należącego do Starego Świata. Podczas nieobecności Kolumba na Espanioli, wyspa ta coraz bardziej uniezależniała się od admirała. Malał jego autorytet. Co rusz władzę na niej przejmował inny gubernator.

Czwarta wyprawa

Kolumb opłynął wschodnie wybrzeże Ameryki Środkowej od obecnego Hondurasu aż do Przesmyku Panamskiego. W wyprawie tej brały udział tylko 4 okręty.

Skarbiec królewski w dalszym ciągu otrzymywał znikome dochody z nowych kolonii. W tym czasie Portugalczyk Vasco da Gama okrążył od południa Afrykę i dotarł do Indii. Ujrzał gęsto zaludniony kraj, wielkie miasta z gmachami o cudownej architekturze, wspaniałe pola obsiane ryżem i przepyszne sady owocowe. Ziemie odkryte przez Kolumba nie miały nic wspólnego z bogatymi Indiami. Tymczasem z Espanioli dochodziły wieści o buntach i egzekucjach dokonywanych na szlachcie.

Kopalnie złota w środkowej części wyspy okazały się być bardzo bogate, lecz Kolumb zezwolił na przepłukiwanie tylko niewielkiej ilości i to przez zaufanych mu ludzi. Poza tym odliczał dużą część zdobyczy na rzecz skarbca królewskiego oraz na własną korzyść. Ponieważ zaś sam nie spieszył się z przywiezieniem dóbr do Kastylii i wstrzymywał wypłatę pensji kolonistom, zaczęły się sypać na niego nowe oskarżenia. Szlachta hiszpańska, która powróciła z niczym z odkrytych przez Kolumba "Indii", publicznie obrażała admirała, "który odkrył kraj oszukaństwa i nieszczęść, cmentarz Kastylskiej szlachty". Tłumy szlachty gwizdem i oskarżeniami prześladowały synów admirała- paziów królowej.

Tymczasem na Espanioli uknuto spisek przeciwko Kolumbowi. Najbardziej zawzięty ze spiskowców Bobadilla, nakazał wtrącić Kolumba i jego braci do więzienia. Rozpoczęto śledztwo. Zarzuty przeciwko Kolumbowi gromadziły się latami. Najpoważniejszym jednak oskarżeniem było dla niego prawdopodobnie zeznanie złożone pod przysięgą, jakoby nie pozwolił ochrzcić kilku Indian, ponieważ nie miał prawa sprzedawać chrześcijan do niewoli. Po trwającym dwa miesiące śledztwie, Bobadilla doszedł do wniosku, że Kolumb "był człowiekiem okrutnego serca, niezdolnym do rządzenia krajem", postanowił więc odesłać jego jak i braci do Hiszpanii. Admirał spodziewał się, że będą go sądzić i prawdopodobnie skażą na śmierć na Espanioli, dlatego bardzo się ucieszył, gdy wsadzono go na okręt.

Po dotarciu Kolumba do Kastylii para królewska uroczyście uwolniła admirała. Obiecano mu też przywrócenie wszystkich praw, jakie utracił. Obietnic nigdy nie dotrzymano. Kolumb zmarł w zupełnym zapomnieniu w dwa lata po powrocie z ostatniej podróży na zachód. Nikogo nie obchodził już starzec, który uparcie wierzył w swe dotarcie do Indii. A przecież to on odkrył Nowy Świat, który przyniósł ludziom tyle korzyści, co strat. Krzysztof Kolumb był na pewno genialnym żeglarzem. Niestety, nie sprawdził się jako kapitan na stałym lądzie i może mieć za to pretensje tylko do własnej chciwości.

Podobne prace

Do góry