Ocena brak

Krwawa niedziela w Rosji

Autor /Rajmund Dodano /20.10.2011

Świt, który 22 stycznia 1905r. Wstał nad stolicą Rosji- Petersburgiem, był słoneczny i mroźny. Szeroki koryto Newy skuwała cienka warstwa lodu. Na obrzeżach miasta zaczęły się już zbierać marsze protestacyjne. Gdy nastał ranek, ruszyły się one w stronę centrum, aby spotkać się przed Pałacem Zimowym- siedzibą cara. Około 200 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci brnęło w śniegu czarną, stłoczoną masą. Szli odświętnie ubrani, śpiewając religijne pieśni. Nieśli ze sobą cerkiewne chorągwie oraz portrety cara Mikołaja II. Przybyli prosić władcę Rosji, aby ulżył niedoli, jaką cierpieli pod jego autokratycznym panowaniem. Przez ostatnie 25 lat Rosja gwałtownie się industrializowała. Coraz więcej ludzi napływało ze wsi do miast, a trudne warunki, w jakich musieli, żyć rodziły niezadowolenie. Na skutek represyjnych działań tajnej policji carskiej powszechne było łamanie prawa. Mimo ponurych nastrojów większość maszerujących w ten niedzielny poranek nadal ufała carowi, swemu "ojczulkowi".

W dziejach rzadko zdarzało się, aby lud tak źle ulokował swe zaufanie. Panujący od 1894r. Mikołaj II większość czasu pędzał w zaciszu Pałacu Aleksandrowskiego, swej wiejskiej rezydencji w Carskim Siole pod Petersburgiem. Nie znał warunków życia swego narodu i nie obchodziło go jego dobro. Na początku 1905r. Doradcy Mikołaja przygotowywali się do próby sił. Rozpoczęta w 1904r. Wojna z Japonią przybierała zły dla Rosji obrót. Druzgocąca klęska, w wyniku której w pierwszym tygodniu 1905r. Port Artur wpadł w ręce Japończyków, doprowadziła do sytuacji tragicznej. Właśnie w tym momencie z cienia wyłoniła się jedna z najdziwniejszych postaci w historii Rosji i poderwała naród do czynu. Na czele pochodu, który tego niedzielnego poranka mijał mosty i bulwary Petersburga, podążając w stronę Pałacu Zimowego, kroczył wysoki, brodaty pop Gieorgij Gapon.

Ojciec Gapon był znany zarówno na dworze Mikołaja II, jak i w najbiedniejszych dzielnicach Petersburga, w których pracował jako misjonarz. W 1904r. pozwolono mu utworzyć Stowarzyszenie Rosyjskich Robotników Fabrycznych Miasta Petersburga, które miało tłumić polityczne niezadowolenie pracujących i rozbudzać w nich świadomość narodową. Działał tak sprawnie, że do końca roku organizacja liczyła ok.8 tys. członków, znacznie więcej niż Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza Rosji utworzona przez Włodzimierza Lenina. Na początku stycznia w Putiłowskich Zakładach Metalowych w Petersburgu rozpoczął się strajk. Robotnicy domagali się 8-godzinnego dnia pracy, poprawy warunków pracy, wyższych płac dla kobiet oraz demokratyzacji w polityce. W ciągu 2 tygodni miasto ogarnął strajk generalny. Przebywający na emigracji w Szwajcarii Lenin stwierdził, że Rosja jest w stanie "bezprecedensowego fermentu politycznego".

Rząd nie pozostawał bezczynny. Do 20 stycznia w pobliżu elektrowni, gazowni, central telefonicznych, stacji kolejowych, skarbca i banku państwowego zgromadzono oddziały wojskowe. Wokół Pałacu Zimowego i wzdłuż prowadzących do niego ulic stanęły straże. Miasto znalazło się na krawędzi krwawego konfliktu. W tej przełomowej chwili ojciec Gapon wpadł na pomysł skierowania petycji bezpośrednio do cara. Ani bolszewicy, ani mienszewicy- 2 odłamy Socjaldemokratycznej Partii Lenina- nie poparli masowej demonstracji, którą postanowił zorganizować Gapon. On, tymczasem na kolejnych spotkaniach ze strajkującymi, swym głębokim, niskim głosem prawił robotnikom kazania. Spisano petycję, w której domagano się, by w społeczeństwie wszyscy ludzie byli równi, wolni i reprezentowani przez zgromadzenie konstytucyjne wybrane w powszechnych, tajnych wyborach. Rozliczne krzywdy, jakie musiał znosić naród, zostały w petycji wyliczone "otwarcie i szczerze, jak własnemu ojcu".

Pełne nadziei masy rosyjskiej biedoty weszły z kilku stron do miasta, otaczając jego centrum. Gapon prowadził kolumnę maszerującą ku Bramie Narwskiej. Przybywszy tam stwierdził, że drogę do pałacu blokuje im piechota, a po bokach stoi kompania konnych kozaków z wyciągniętymi szablami lśniącymi w zimowym słońcu. Bez żadnego ostrzeżenia konnica zaatakowała tłum, uderzając z dwóch stron na bezbronnych demonstrantów. Następnie ruszyła piechota, oddając salwę za salwą w przemieszane szeregi pochodu, zbyt stłoczone, aby się rozproszyć. " Zobaczyłem unoszące się i opadające szable- napisał Gapon- a potem mężczyzn, kobiety i dzieci, którzy padali na ziemię jak kłody. W powietrzu rozlegały się jęki i przekleństwa". Podobne, niesłychanie drastyczne i krwawe sceny powtórzyły się, kiedy w pobliże pałacu nadciągnęły kolejne kolumny.

Pochód zakończył się porażką. Petycja nie została doręczona carowi, choć co najmniej 500 osób straciło życie. Lecz mimo tej klęski demonstranci pchnęli kraj w stronę reform. Rosja już nigdy nie miała być taka sama. Car Mikołaj II miłość i zaufanie swego narodu.Świt, który 22 stycznia 1905r. Wstał nad stolicą Rosji- Petersburgiem, był słoneczny i mroźny. Szeroki koryto Newy skuwała cienka warstwa lodu. Na obrzeżach miasta zaczęły się już zbierać marsze protestacyjne. Gdy nastał ranek, ruszyły się one w stronę centrum, aby spotkać się przed Pałacem Zimowym- siedzibą cara. Około 200 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci brnęło w śniegu czarną, stłoczoną masą. Szli odświętnie ubrani, śpiewając religijne pieśni. Nieśli ze sobą cerkiewne chorągwie oraz portrety cara Mikołaja II. Przybyli prosić władcę Rosji, aby ulżył niedoli, jaką cierpieli pod jego autokratycznym panowaniem. Przez ostatnie 25 lat Rosja gwałtownie się industrializowała.

Coraz więcej ludzi napływało ze wsi do miast, a trudne warunki, w jakich musieli, żyć rodziły niezadowolenie. Na skutek represyjnych działań tajnej policji carskiej powszechne było łamanie prawa. Mimo ponurych nastrojów większość maszerujących w ten niedzielny poranek nadal ufała carowi, swemu "ojczulkowi". W dziejach rzadko zdarzało się, aby lud tak źle ulokował swe zaufanie. Panujący od 1894r. Mikołaj II większość czasu pędzał w zaciszu Pałacu Aleksandrowskiego, swej wiejskiej rezydencji w Carskim Siole pod Petersburgiem. Nie znał warunków życia swego narodu i nie obchodziło go jego dobro. Na początku 1905r. Doradcy Mikołaja przygotowywali się do próby sił. Rozpoczęta w 1904r. Wojna z Japonią przybierała zły dla Rosji obrót. Druzgocąca klęska, w wyniku której w pierwszym tygodniu 1905r. Port Artur wpadł w ręce Japończyków, doprowadziła do sytuacji tragicznej.

Właśnie w tym momencie z cienia wyłoniła się jedna z najdziwniejszych postaci w historii Rosji i poderwała naród do czynu. Na czele pochodu, który tego niedzielnego poranka mijał mosty i bulwary Petersburga, podążając w stronę Pałacu Zimowego, kroczył wysoki, brodaty pop Gieorgij Gapon. Ojciec Gapon był znany zarówno na dworze Mikołaja II, jak i w najbiedniejszych dzielnicach Petersburga, w których pracował jako misjonarz. W 1904r. pozwolono mu utworzyć Stowarzyszenie Rosyjskich Robotników Fabrycznych Miasta Petersburga, które miało tłumić polityczne niezadowolenie pracujących i rozbudzać w nich świadomość narodową. Działał tak sprawnie, że do końca roku organizacja liczyła ok.8 tys. członków, znacznie więcej niż Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza Rosji utworzona przez Włodzimierza Lenina. Na początku stycznia w Putiłowskich Zakładach Metalowych w Petersburgu rozpoczął się strajk.

Robotnicy domagali się 8-godzinnego dnia pracy, poprawy warunków pracy, wyższych płac dla kobiet oraz demokratyzacji w polityce. W ciągu 2 tygodni miasto ogarnął strajk generalny. Przebywający na emigracji w Szwajcarii Lenin stwierdził, że Rosja jest w stanie "bezprecedensowego fermentu politycznego". Rząd nie pozostawał bezczynny. Do 20 stycznia w pobliżu elektrowni, gazowni, central telefonicznych, stacji kolejowych, skarbca i banku państwowego zgromadzono oddziały wojskowe. Wokół Pałacu Zimowego i wzdłuż prowadzących do niego ulic stanęły straże. Miasto znalazło się na krawędzi krwawego konfliktu. W tej przełomowej chwili ojciec Gapon wpadł na pomysł skierowania petycji bezpośrednio do cara. Ani bolszewicy, ani mienszewicy- 2 odłamy Socjaldemokratycznej Partii Lenina- nie poparli masowej demonstracji, którą postanowił zorganizować Gapon.

On, tymczasem na kolejnych spotkaniach ze strajkującymi, swym głębokim, niskim głosem prawił robotnikom kazania. Spisano petycję, w której domagano się, by w społeczeństwie wszyscy ludzie byli równi, wolni i reprezentowani przez zgromadzenie konstytucyjne wybrane w powszechnych, tajnych wyborach. Rozliczne krzywdy, jakie musiał znosić naród, zostały w petycji wyliczone "otwarcie i szczerze, jak własnemu ojcu". Pełne nadziei masy rosyjskiej biedoty weszły z kilku stron do miasta, otaczając jego centrum. Gapon prowadził kolumnę maszerującą ku Bramie Narwskiej. Przybywszy tam stwierdził, że drogę do pałacu blokuje im piechota, a po bokach stoi kompania konnych kozaków z wyciągniętymi szablami lśniącymi w zimowym słońcu. Bez żadnego ostrzeżenia konnica zaatakowała tłum, uderzając z dwóch stron na bezbronnych demonstrantów.

Następnie ruszyła piechota, oddając salwę za salwą w przemieszane szeregi pochodu, zbyt stłoczone, aby się rozproszyć. " Zobaczyłem unoszące się i opadające szable- napisał Gapon- a potem mężczyzn, kobiety i dzieci, którzy padali na ziemię jak kłody. W powietrzu rozlegały się jęki i przekleństwa". Podobne, niesłychanie drastyczne i krwawe sceny powtórzyły się, kiedy w pobliże pałacu nadciągnęły kolejne kolumny. Pochód zakończył się porażką. Petycja nie została doręczona carowi, choć co najmniej 500 osób straciło życie. Lecz mimo tej klęski demonstranci pchnęli kraj w stronę reform. Rosja już nigdy nie miała być taka sama. Car Mikołaj II miłość i zaufanie swego narodu.

Podobne prace

Do góry