Ocena brak

Kosmos - Marsjańska twarz

Autor /Sylwek Dodano /28.09.2011

Specjalista komputerowy Vincent DiPietro siedzi w archiwum lotów kosmicznych National Space Science Data Center NASA w Greenbelt w stanie Maryland i przegląda niezliczone fotografie powierzchni Marsa. Nagle na jednym z czarno-białych zdjęć dostrzega "wypukły wizerunek podobny do ludzkiej twarzy", jak opisze później to, co zobaczył.

Po dokonaniu tego odkrycia po dziś dzień szuka odpowiedzi na różne pytania: Kto wykonał ten monumentalny relief? Czy na planecie Mars istniało życie?

Wyniki jego badań są sensacyjne.

20 lipca 1976 roku, 13.12 czasu środkowoeuropejskiego. Pierwszy z dwóch w pełni automatycznych lądowników amerykańskiej sondy kosmicznej "Viking" osiada na powierzchni Marsa. Dnia 3 września tego samego roku także lądownik "Vikinga 2" osiąga swój cel. Podczas kiedy automatyczne "ramiona" obydwu lądowników grzebią w marsjańskim piasku, przesyłając na Ziemię strumień danych, sondy "Viking" krążą wokół planety na wysokości prawie 2200 kilometrów.

Każde zdjęcie wykonane przez kamery sond rozkładane jest przez komputer pokładowy na poszczególne "piksele", czyli najmniejsze jednostki obrazu. Ogólnie rzecz biorąc, na Ziemię przesłano 300 tysięcy zdjęć powierzchni Marsa w postaci niezliczonych "pikseli", które zostały nagrane na taśmach komputerów National Space Science Data Center. Do dziś przetworzono z powrotem na fotografie zaledwie 60 tysięcy. Przyczyna: proces przetwarzania danych liczbowych na obraz jest niezwykle drogi i przeznaczony na ten cel budżet szybko się wyczerpał. Tak więc elektroniczne cegiełki około 240 tysięcy zdjęć Marsa wiodły sobie niepozorny żywot w archiwum. I pewnie długo nic by się nie zmieniło, gdyby nie ciekawość Vincenta DiPietro z Glenndales w stanie Maryland.

DiPietro notuje numer zdjęcia zarejestrowanego 31 lipca 1976 roku i wchodzi w posiadanie odbitki. Fotografia przedstawia kamienną głowę o średnicy mniej więcej 1500 metrów, znajdującą się w rejonie Cydonii.

- Czułem ulgę i ciekawość - pisze DiPietro w swojej relacji. - Ulgę, że NASA przetworzyła tę właśnie fotografię i ciekawość, ponieważ chciałem dowiedzieć się czegoś bliższego.

Specjalistę od komputerów Gregory'ego Molenaara, któremu DiPietro zwrócił uwagę na marsjańskie zdjęcia, tak zafascynowało marsjańskie oblicze, że zdecydował się współpracować z DiPietro nad komputerowym podniesieniem jakości zdjęć i wydobyciem z nich większej liczby szczegółów. W taki właśnie sposób rozpoczęła się ich wieloletnia, fantastyczna przygoda.

Obydwaj spece komputerowi zdecydowali się na początek wykonać powiększenie fotografii przy wykorzystaniu techniki komputerowej. Najpierw zwiększono kontrast odcieni szarości poszczególnych "pikseli". Rezultat okazał się jednak niezadowalający, ponieważ nadmierne powiększenie "pikseli" spowodowało pojawienie się charakterystycznych "schodków" zamiast linii.

DiPietro i Molenaar opracowali metodę, dzięki której mogli dzielić pierwotne "piksele" na nowe, mniejsze jednostki. Nazywają ją Starburst Pixel Interleaving Technique (SPIT). Dzięki tej metodzie uzyskują nie tylko zdecydowanie wyższą rozdzielczość obrazu, ale mogą też wykryć zakłócenia przekazu pomiędzy sondami kosmicznymi "Viking" a Ziemią. Teraz marsjańskie oblicze ujawnia znacznie więcej szczegółów, ponieważ nowa technika obróbki obrazu pozwala rozjaśniać strefy oświetlone i pogłębiać czerń miejsc zacienionych, co nadaje oryginalnym fotografiom większą wyrazistość. Mówiąc najprościej: zwiększono kontrastowość fotografii.

Po opublikowaniu fotografii przedstawiającej pogrążoną do połowy w cieniu twarz krytycy natychmiast pochopnie oświadczyli, że to złudzenie optyczne, ponieważ wskutek takiej, a nie innej pozycji Słońca strefy światła i cienia mogły się przypadkowo ułożyć w coś, co przypomina twarz.

Już pierwsza analiza wykonana przez DiPietro i Molenaara wykazała, że w oświetlonej połówce marsjańskiej twarzy można wyróżnić gałkę oczną, grzbiet nosa, usta, podbródek i nasadę włosów, co nie sposób przypisać przypadkowej grze świateł i cieni. Ponieważ jednak obydwaj specjaliści komputerowi chcieli mieć absolutną pewność, ponownie gruntownie przejrzeli archiwalne materiały zdjęciowe z archiwum NASA w Greenbelt. Przy okazji odkrywają inne zdjęcie tejże samej twarzy, wykonane w 35 dni po poprzednim. Różnica: niższa pozycja sondy na orbicie, inna pozycja Słońca, inny kąt wykonania zdjęcia.

W jakiś czas później NASA przekazuje obydwu naukowcom do analizy taśmę z drugim zdjęciem marsjańskiej twarzy. Rezultaty obróbki metodą SPIT przekraczają najśmielsze oczekiwania. Drugie zdjęcie okazuje się bowiem nie tylko potwierdzeniem pierwszego, ale zawiera dodatkowe szczegóły. Otóż oczodół po oświetlonej stronie twarzy jest widoczny na obu zdjęciach, ale na drugim widać ponadto oczodół po stronie zacienionej i nasadę włosów oraz obramowaną przyciętymi "na pazia" włosami drugą połówkę twarzy. Zaznacza się też linia podbródka. Ponadto, ku swemu zaskoczeniu, DiPietro i Molenaar odkrywają w odległości 13 kilometrów na północny wschód dużą trójkątną strukturę, którą określają mianem "fortu".

Ostre zewnętrzne krawędzie i narożniki "fortu" są zdumiewająco symetryczne, a przez zawalony "strop" widać kwadratowe wnętrze. W bliskim sąsiedztwie tej "budowli" znajduje się "miasto" - kompleks leżących obok siebie wzniesień, przypominających piramidy, z kwadratem wypełnionym kulistymi czy kopulastymi strukturami w centrum. Niecałe 20 kilometrów na południe od kamiennej twarzy w marsjańskie niebo wznosi się wielka, pięcioboczna piramida. A prawie 100 kilometrów na południowy wschód od marsjańskiej twarzy znajduje się piramida podwójna. Ta zlokalizowana bardziej na północ ze swoimi centralnymi schodami i kilkoma poziomami czy platformami przypomina piramidy meksykańskie, natomiast ta z południa jest zbliżona do typu egipskiego. Wszystko wskazuje na to, że od piramidy schodkowej w kierunku południowym prowadzi mur.

Sonda marsjańska "Mariner 9" już 8 lutego 1972 roku Qdkryła piramidy w rejonie Elizjum.

Niektóre z naukowych prób wyjaśnienia mówią o naturalnym pochodzeniu tych struktur jako wyniku ruchów tektonicznych skorupy Marsa oraz działania burz piaskowych, wygładzającego powierzchnię. DiPietro i Molenaar odpowiadają ironicznie, że burze te musiały być bardzo wybredne, ponieważ nie tknęły innych formacji skalnych w pobliżu.

- Nie wydaje nam się, aby istniały wyłącznie naturalne wyjaśnienia przyczyn tego zjawiska - stwierdzają obydwaj.

Obu naukowców szczególnie intryguje gigantyczna, kamienna płaskorzeźba marsjańskiej twarzy. Zastanawiają się, w jaki sposób wydobyć z fotografii dalsze szczegóły. Chodzi im o to, aby dowiedzieć się, czy ta kamienna twarz aby na pewno nie mogła zostać ukształtowana przez uderzenia meteorytów, burze piaskowe, erozję i inne naturalne przyczyny. Postanawiają zbadać to za pomocą barwnej analizy obrazu.

Technika ta pozwala wydobyć na podstawie analizy odcieni jasności obrazu informacje, które normalnie pozostają ukryte dla ludzkiego oka. Wykorzystuje się przy tym własność oka ludzkiego, które znacznie lepiej rozróżnia poszczególne odcienie kolorów niż odcienie szarości.

W celu barwnej obróbki oryginalnej fotografii czarno-białej trzeba podłączyć komputer do kolorowego monitora. Odpowiednio do jego odcienia szarości każdemu "pikselowi" przyporządkowuje się określoną barwę. Najciemniejsze miejsca fotografii zostają przetworzone na odcienie fioletu i czerwieni, natomiast coraz jaśniejsze miejsca otrzymują różne odcienie barwy żółtej, zielonej i niebieskiej. Plamy światła otrzymują kolor biały.

W ten sposób można określić kształt, strukturę, wielkość i położenie sfotografowanego obiektu. Ponadto umożliwia to obserwację trójwymiarową, która pozwala wyciągać wnioski co do struktury powierzchni i wydobywa na jaw szczegóły niewidoczne na normalnej fotografii.

Technika kodowania barw pozwoliła na osiągnięcie niesłychanych wprost rezultatów analizy zdjęć "kamiennej twarzy" z Marsa. Dzięki niej stwierdzono niezbicie, że rysy twarzy na obydwu zdjęciach są identyczne. Jeśli idzie 0 oczodoły, to tu - niespodzianka: na zdjęciach barwnych widać nagle gałki oczne ze źrenicami pośrodku. Widoczne już na fotografii czarno-białej usta i nasada włosów rysują się jeszcze wyraźniej, do tego dochodzi kamienna "łza" na policzku po oświetlonej stronie. W niebo patrzy ludzka twarz o regularnych rysach.

- Jeśli liczne frapujące szczegóły tej kamiennej głowy miałyby zostać ukształtowane w sposób naturalny, to sama natura musiałaby być istotą rozumną - komentują swoje odkrycie obaj naukowcy.

Doktor Mark J. Carlotto, dyrektor Analytical Sciences Corporation (ASC), stwierdził kilka lat temu na konferencji prasowej w Reading w stanie Massachusetts, co następuje: "Moje komputerowe analizy fotografii wykazały, że marsjańska głowa i inne znajdujące się w pobliżu struktury są wynikiem działania rozumu, a nie igraszką sił natury. Jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, by przyczyną powstania tego wizerunku była gra świateł i cieni". Po wykonaniu trójwymiarowego studium marsjańskiej twarzy w maju 1988 roku Carlotto twierdzi, że w otwartych ustach "Marsjanina" odkrył zęby.

Carlotto potrafi dzięki specjalnemu programowi komputerowemu odróżniać formacje naturalne od artefaktów i na podstawie danych geometrycznych rekonstruuje trójwymiarowy wygląd badanych obiektów. Na ekranie powstaje trójwymiarowa wersja marsjańskiej twarzy. Komputer pokazuje ją we wszystkich możliwych perspektywach, zupełnie jakby kamera "oblatywała" ją dookoła. W odróżnieniu od struktur naturalnych te elementy "rzeźby", które wykazują podobieństwo do ludzkiej twarzy, rozpoznawalne są z każdej perspektywy.

- Dlatego uważam, że ta twarz nie powstała wskutek działania sił natury - oświadcza mi Carlotto w prywatnej rozmowie.

Richard Hoagland, kierownik grupy naukowców, którzy pracują w ramach projektu "Mars", na podstawie drobiazgowych badań ustalił, że pomiędzy marsjańską głową a najwyraźniej sztucznymi strukturami wokół niej istnieją ściśle geometryczne zależności. Wynika z nich, że linia prosta prowadząca z centrum "miasta" poprzez "fort" aż do "twarzy" dokładnie pokrywa się z kątem padania promieni słonecznych w momencie marsjańskiego letniego przesilenia słonecznego przed 500 tysiącami lat.

Ponadto Hoagland dowodzi, że osie piramid są ściśle zorientowane w kierunku północ - południe i wschód -zachód. Osie rdzenia miasta oraz wielkiej piramidy wskazują dokładnie w stronę "twarzy", a odległości od wschodniego i zachodniego krańca "miasta" do jego centrum, do marsjańskiej głowy i leżącej w dalszej odległości formacji skalnej (którą Hoagland określa mianem "budowli z rampą") pozostają do siebie w stosunku 1:2:4:8.

- Albo struktury odkryte na powierzchni Marsa są pochodzenia naturalnego i cała ta praca badawcza jest stratą czasu, albo też zostały wzniesione sztucznie, a wtedy byłoby to jedno z największych odkryć dla ludzkości - mówi Hoagland.

Przeciwko naturalnemu pochodzeniu piramid przemawiają przede wszystkim ostre krawędzie boków i narożników, które w odróżnieniu od innych formacji skalnych w pobliżu nie noszą prawie żadnych śladów erozji. Hoagland lansuje tezę, iż piramidy były budynkami mieszkalnymi twórców marsjańskiej twarzy.

Czy kiedyś na Marsie żyły istoty humanoidalne? Jest to teoria nie całkiem pozbawiona podstaw, ponieważ odkrycia amerykańskiej misji "Vikingów" wskazują, że dawniej warunki na Marsie były znacznie bardziej sprzyjające życiu niż obecnie.

Planując tę ambitną wyprawę, NASA mogła już wykorzystać wnioski wynikające z niepowodzeń radzieckich i wkalkulować w swój program ewentualne zagrożenia.

Misja "Viking" przewidywała wypuszczenie dwóch automatycznych lądowników, które miały opaść na powierzchnię Marsa w dwóch różnych miejscach w odstępie 5 tygodni. Sonda "Viking 1", podobnie jak "Viking 2", składała się z lądownika i pozostającego na orbicie próbnika (po angielsku orbiter), który miał stamtąd fotografować powierzchnię. Głównym zadaniem lądowników było poszukiwanie śladów życia na Czerwonej Planecie.

Obydwa wyposażone w chwytne ramię lądowniki miały zebrać grunt marsjański i przenieść do wnętrza próbnika w celu przeprowadzenia całego szeregu doświadczeń mających wykazać istnienie życia.

Lądownik "Vikinga 1" opadł w północno-wschodniej części Chryse Planitia, na 22,5 stopniu szerokości północnej. Dystans 815 milionów kilometrów wokół Słońca pokonał w 334 dni. Powodzenie tej niewiarygodnej przygody naukowej możliwe było dzięki wysiłkom zespołu 780 specjalistów centrum lotów kosmicznych NASA oraz Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie.

Jeszcze w dniu lądowania, to jest 20 lipca 1976 roku, naukowcy otrzymali pierwsze oczekiwane w napięciu zdjęcia powierzchni Marsa. Lądownik "Vikinga" przesłał je na Ziemię za pośrednictwem krążącego po orbicie Marsa członu sondy. Zdjęcie ukazuje talerz jednej z teleskopowych "łap" lądownika, piasek i drobne kamienie.

Telewizyjna kamera lądownika "wchłonęła" ten obraz za pomocą bardzo czułych fotosensorów. Rozłożony na "piksele", został przesłany do członu sondy pozostającego na orbicie, gdzie był nagrywany na taśmie i emitowany w kierunku Ziemi. Po mniej więcej 20-minutowej "podróży" sygnały docierały do Pasadeny, gdzie w procesie komputerowej obróbki linia po linii rekonstruowano ponownie obraz.

Pierwsze odebrane na Ziemi kolorowe zdjęcia przedstawiały lekko pofałdowaną, usianą kawałkami skał i kamieni pustynię o czerwonawym, brunatnym i żółtawym zabarwieniu. W zasadzie był to dość ziemski krajobraz, jaki spotkać można w Australii czy w Arizonie. Tylko niebo wygląda zupełnie inaczej od naszego, ziemskiego: wskutek przenikającej bezustannie do atmosfery chmury pyłu, zawierającego najprawdopodobniej tlenki żelaza, jest ono bladoczerwone.

Lądownik sondy "Viking 2" wylądował 3 września 1976 w południowo-wschodniej części Utopia Planitia, na 48,5 stopniu szerokości północnej, czyli zupełnie gdzie indziej, niż pierwotnie planowano, ponieważ fotograficzne zbliżenia powierzchni, wykonane przez orbitujący próbnik, pokazały, że wybrany uprzednio rejon wybitnie nie nadaje się do tego celu.

Na miejscu lądowania temperatura wahała się od -90 stopni Celsjusza w nocy do -10 stopni Celsjusza w dzień. Analiza atmosfery Marsa wykazała, że składa się ona w 95 procentach z dwutlenku węgla, a jej gęstość osiąga zaledwie jeden procent gęstości atmosfery ziemskiej. Ponadto Czerwona Planeta nie ma warstwy ozonowej chroniącej powierzchnię przed groźnym twardym promieniowaniem ultrafioletowym. Wiele jednak wskazuje na to, że kiedyś środowisko na Marsie było zupełnie inne.

Kiedy lądowniki wykonywały analizy gruntu, krążące po orbicie próbniki bezustannie fotografowały powierzchnię planety. Przesyłane drogą radiową na Ziemię zdjęcia pozwalają wnioskować o dość ożywionej przeszłości Marsa. Widać na nich poprzecinane korytami rzek i dolinami krajobrazy, pośrodku których wznoszą się wysepki skalne, "najprawdopodobniej wymyte przez opływające je wody". Ślady erozji wskazują na działanie wiatrów i wody, zaś połacie żwiru zdają się być wynikiem topnienia mas śniegu. Dziś jeszcze na polarnych czapach występuje woda w postaci lodu. Przypuszczalnie pod powierzchnią Marsa również występują jakieś zbiorniki wodne. O intensywnej przeszłości geologicznej świadczą wygasłe już dziś, potężne wulkany oraz szerokie, zastygłe rzeki lawy.

Zdaniem niektórych naukowców gęsta niegdyś marsjańska atmosfera rozciągała się nad wielkim oceanem, który pokrywał rozległe części północnej półkuli planety. Jak uważa DiPietro, odkryte przez niego "miasto" leżało na brzegu tego pramorza. W pewnym momencie musiało dojść do jakiegoś dramatycznego wydarzenia, w wyniku którego zniknęły woda i tlen. Mars stał się planetą wrogą dla życia. Z dawnych czasów dotrwały do dziś zagadkowe kamienne monumenty i wielkie ilości tlenu związanego w utlenionym gruncie marsjańskim.

W czasie rozmowy z Vincentem DiPietro usłyszałem kolejną sensację: właśnie analizuje on zdjęcie wykonane z "Vikinga", przedstawiające kolejną kamienną twarz w rejonie Utopii, identyczną zwłaszcza pod względem wielkości z tą odkrytą w Cydonii.

Jakby nie dość na tym, na jednym ze zdjęć Marsa odkryto też prostokątne i kwadratowe struktury, przypominające fundamenty murów, nazwane przez naukowców z NASA "miastem Inków". Jak wynika z danych, miasto to leży w niewielkiej odległości od południowego bieguna planety. Bardzo trudno przyjąć, że te "inkaskie" mury o nader symetrycznych prostokątnych i kwadratowych formach powstały wskutek tektonicznych ruchów powierzchni.

Niezwykłe wydają się też struktury zlokalizowane w pobliżu marsjańskiego równika. Przypominają staroświeckie, gigantyczne koła od wozów, kiedy nie było jeszcze opon. Od olbrzymich osi odchodzi promieniście po pięć szerokich szprych. Do dziś nie udało się znaleźć zadowalającego wyjaśnienia dla tych formacji,, chociaż niektórzy naukowcy NASA przypuszczają, że powstały one w wyniku topnienia wiecznej zmarzliny.

Dla planetologa dra Gerharda Neukuma z Niemieckiego Instytutu Doświadczalnego Techniki Lotniczej i Kosmicznej w Oberpfaffenhofen nie ma żadnych zagadkowych formacji marsjańskich. Jest on raczej przekonany, że powstały one w wyniku działania wody i wiatru oraz specyficznej tektoniki tej planety.

Geolog dr Johannes Fiebag z Wiirzburga w swojej analizie z lipca 1989 roku dochodzi do ambiwalentnego wniosku, "że struktury te są pierwotnie pochodzenia naturalnego (z wyłączeniem być może "fortu"). [...] Nie można jednak całkowicie wykluczyć późniejszej sztucznej obróbki, która doprowadziła do powstania zaobserwowanej symetrii tych struktur".

Jak na razie nie udało się jednak ostatecznie rozwiązać zagadki, czy marsjańskie monumenty są pochodzenia naturalnego czy sztucznego. Jeśli miałoby się okazać, że powstały sztucznie, staniemy przed niezwykle doniosłym pytaniem: Kim byli ich twórcy?

Kiedy i przez kogo zostały wzniesione? Czy przez Marsjan, którzy dawno, dawno temu zamieszkiwali tę planetę? A może przez jakąś dawno zaginioną, wysoko rozwiniętą cywilizację ziemską, która opanowała loty kosmiczne?

A może przez cywilizację pochodzącą z Faetona - dziesiątej planety krążącej między Marsem a Jowiszem, która padła ofiarą kosmicznej katastrofy bądź uległa samozniszczeniu?

A jeśli rzeczywiście to jakieś humanoidalne istoty miałyby stworzyć owe kamienne monumenty, to musielibyśmy zadać sobie pytanie: jaki był tego cel? Czyżby kamienne oblicze nie spoglądało w marsjańskie niebo zupełnie tak, jakby chciano, by ktoś je z góry dostrzegł? Z powierzchni globu nie sposób rozpoznać w tym wysokim na kilkaset metrów i szerokim na półtora kilometra tworze rysów twarzy. A zatem umyślnie umieszczono te twarze tak, aby były widoczne z góry.

Podobne prace

Do góry