Ocena brak

Kontinuum przejawów aktywności ludzkiej

Autor /Ivan Dodano /28.07.2011

Spróbujmy podsumować sekwencję kategorii teoretycznych, które wprowadzaliśmy kolejno od rozdziału drugiego, dla oznaczania fundamentalnej dla socjologii domeny aktywności ludzkiej. Zaczęliśmy od zachowania, a więc zewnętrznie obserwowalnych ruchów fizycznych. Potem mówiliśmy o działaniach, a więc zachowaniach wyposażonych w znaczenie. Potem o czynnościach społecznych, a więc działaniach adresowanych ku innym ludziom.

Następnie o działaniach społecznych, zorientowanych na potencjalne reakcje innych. Z kolei rozważaliśmy kontakty społeczne, a więc jednorazową, wzajemną wymianę reakcji na działania społeczne partnera. Prowadziło to do pojęcia interakcji, a więc sekwencji wzajemnie zorientowanych i wzajemnie modyfikowanych działań społecznych, zamkniętych w jednym epizodzie.

Interakcja powtarzalna rozumiana była jako wielość przypadkowych epizodów interakcyjnych między tymi samymi partnerami.

Interakcja regularna - jako wielość epizodów interakcyjnych nieprzypadkowych, przebiegających według pewnego rytmu czasowego.

Interakcja regulowana to taka, której cały przebieg jest wyznaczony normatywnie, wiążącymi regułami społecznymi. Doszliśmy w ten sposób do pojęcia stosunku społecznego, jako abstrakcyjnej relacji między pozycjami społecznymi, realizującej się w wielości interakcji polegających na wykonywaniu wzajemnie zorientowanych, normatywnie przepisanych ról społecznych.

Te dziesięć pojęć tworzy pewien swoisty język, który socjologia stosuje do opisania tej fundamentalnej materii społecznej, jaką jest aktywność ludzi, ale podejmowana nie w pojedynkę czy w izolacji, lecz raczej w „przestrzeni międzyludzkiej", w otoczeniu i w ciągłym odniesieniu do innych ludzi. Język ten jest w pewnym stopniu bogatszy i w pewnym stopniu inny niż język potoczny. Pozwala dostrzec nieco więcej i zrozumieć nieco więcej z tego, co toczy się wokół nas, w naszym codziennym, ludzkim życiu. Pozwala odróżnić to, co na pierwszy rzut oka podobne, i odkryć podobieństwa w tym, co pozornie odmienne. Zrobiliśmy więc pierwszy krok w stronę rozwikłania niezwykłego bogactwa i ogromnej złożoności życia społecznego.

Proponowany zbiór kategorii ma swoją logikę polegającą na tym, że każda kolejna kategoria jest nieco bogatsza od poprzedniej, wprowadza jedną cechę więcej. Przypomnijmy to, posługując się schematem zamieszczonym na sąsiedniej stronie.

Schemat ten można potraktować jako prezentację dystynkcji analitycznych. Ale można także inaczej, jako opis typowej dynamiki międzyludzkich relacji. Każda pojedyncza, konkretna relacja międzyludzka nie rodzi się znikąd, lecz pojawia jako etap pewnego procesu. Każda ma swoją historię - etapy wcześniejsze, przez które przeszła, i swoją przyszłość - etapy późniejsze, które dopiero mogą nastąpić. Pomiędzy poszczególnymi odmianami aktywności międzyludzkiej występują stopniowe przejścia, jedne przenikają gradualnie w drugie. Celowo sygnalizowaliśmy to w tytułach dotychczasowych rozdziałów: najpierw „od zachowania do działania społecznego", potem od „działania społecznego do interakcji" i wreszcie „od interakcji do stosunku społecznego". Ten kierunek komplikowania się aktywności ludzkiej nazwiemy „instytucjonalizacją stosunku społecznego". Oznacza go strzałka od lewej do prawej, w górze naszego schematu i od góry do dołu na jego lewym marginesie.

Ale proces może przebiegać i w przeciwnym kierunku: od bardziej złożonych działań i relacji, ku działaniom i relacjom mniej skomplikowanym. A więc na przykład poprzez zanik regulacji normatywnej, od stosunku społecznego do powtarzalnej co najwyżej interakcji, a potem do jednostronnej czynności społecznej i dalej - do zatraty znaczenia działań i nawykowego jedynie zachowania. Ten kierunek upraszczania się aktywności ludzkiej nazwiemy „rozpadem stosunku społecznego". Oznacza go strzałka od prawej do lewej, w górze naszego schematu i od dołu do góry na jego lewym marginesie.

Wróćmy do omawianego szeroko w tym rozdziale przykładu małżeństwa. Taki stosunek społeczny nie rodzi się nagle, lecz poprzedza go cała sekwencja wcześniejszych etapów. Amerykański psycholog społeczny Morton Davis opisuje taki typowy proces instytucjonalizacji stosunku małżeńskiego, wskazując kilka faz. Pierwszą nazywa „fazą podrywu". Pojawia się najprzód zainteresowanie drugą osobą, zwrócenie na nią uwagi ze względu na jakieś ważne oznaki - urodę, ubiór, rodzaj samochodu, zawód. Potem próbujemy ustalić, czy potencjalny partner jest wolny - szukamy obrączki na palcu, obserwujemy, czy pojawia się w czyimś stałym towarzystwie, czy wyjeżdża na spacer z dziećmi. Następnie używamy jakiegoś pretekstu, nawiązując pierwszy kontakt i zwracając na siebie uwagę partnera. Już przy tym pierwszym kontakcie usiłujemy trafić w jakieś wspólne zainteresowanie. Jeśli spotykamy się na ulicy, wyprowadzając psy, to pytamy o rasę, karmienie itp. Jeśli spotykamy się na stoku alpejskim, to zagadujemy o sprzęt albo nowe techniki jazdy.

Kontakt przeradza się w interakcję. Cały czas gramy rolę kogoś spontanicznego, nieformalnego, otwartego na kontynuowanie znajomości. Na koniec pierwszego epizodu inter-akcyjnego usiłujemy przejść do interakcji powtarzalnej, sugerując następne spotkanie. To kończy fazę podrywu. Faza druga to „chodzenie ze sobą". Spotykamy się najpierw sporadycznie, ale z czasem interakcja powtarzalna przekształca się w regularną rutynę - widzimy się na przykład w soboty na kawie, w niedzielę idziemy razem do kina. Fazę trzecią Davis określa jako „powiedz, że mnie kochasz". Pojawia się tu coraz więcej symbolicznych i realnych oznak intymności: słowa, gesty i zachowania wskazujące na szczególną treść interakcji. Wobec innych partnerzy manifestują bliskość i ekskluzywność ich relacji poprzez gesty, które Erving Goffman określa jako „znaki związania" (tie-signś), np. trzymając się za ręce, obejmując, całując.

Faza czwarta to „weź mnie takiego, jakim jestem". Partnerzy dowiadują się coraz więcej o sobie, już nie tylko o swoich zaletach, ale i o słabościach czy ułomnościach. Na dłuższą metę trudno bowiem grać, a rosnąca intensywność interakcji stwarza coraz więcej okazji do odkrywania się przed drugim. Ta wzajemna wiedza przekształca się w szczególne zobowiązanie do zachowania tajemnicy, lojalności, tworzy coraz mocniejszą więź, opartą na wzajemnej tolerancji. Faza piąta to „zrób mi przysługę". Partnerzy pomagają sobie nawzajem w różnych sytuacjach, solidarnie występują przeciw kłopotom czy zagrożeniom płynącym z zewnątrz, biorą na siebie coraz więcej wzajemnych zobowiązań. Wreszcie faza szósta to „stanowimy jedność", powstanie „trwałej pary", a więc sformalizowanie i zalegalizowanie wzajemnych zobowiązań poprzez małżeństwo.

Oczywiście opisu tego nie należy traktować zbyt serio i dosłownie. Nie do każdego małżeństwa dochodzi się w taki sam sposób. A poza tym zmiany obyczajowości, szczególnie szybkie w tym obszarze, mogą sprawić, że uogólnienia Davisa, czynione w połowie poprzedniego już stulecia, mogą być dziś anachroniczne, a wskazana przez niego sekwencja - zupełnie nietypowa. Niech to ma więc tylko walor ilustracji.

Można popatrzyć w podobny sposób i na proces odwrotny: rozpad stosunku społecznego. I znów sięgnijmy do najbardziej oczywistego przykładu - małżeństwa. Czymże innym jest rozwód, jak nie zdjęciem zobowiązań z małżonków, rezygnacją z regulacji normatywnej ich związku. Może się zdarzyć, że byli małżonkowie jeszcze jakiś czas się spotykają, by załatwić sprawy majątkowe, mieszkaniowe itp., albo kontaktują się nawet regularnie, gdy sąd orzeknie okresowe prawo widzenia się z dziećmi. Z czasem te rutynowe interakcje mogą zanikać i przekształcić się w sporadyczne jedynie spotkanie na ulicy czy na przyjęciu u wspólnych kiedyś znajomych. Aż w końcu dochodzi do kompletnego rozejścia się dróg dawnych partnerów, którzy nie śledzą już nawet swoich dalszych losów.

Aktywność ludzi w przestrzeni międzyludzkiej przybiera więc nie tylko różne formy, ale nieustannie dynamicznie fluktuuje i ewoluuje, przechodząc od jednej formy do drugiej, komplikując się i upraszczając, krystalizując i rozpraszając, instytucjonalizując i rozpadając. Potwierdza się nasza teza, że najodpowiedniejsza metafora, kiedy badamy społeczeństwo ludzkie, to „życie społeczne", a nie „organizm", „mechanizm" czy „system".

Podobne prace

Do góry