Ocena brak

Konrad i Ksiądz Piotr – dramat postaw i racji

Autor /Zenon Dodano /18.04.2011

W literaturze polskiego romantyzmu dominują utwory o tematyce patriotycznej. Mato związek z ówczesną sytuacją Polski, która, znalazłszy się pod zaborami, ginęła. Wiek XVIII i XIX wypełnione były oczekiwaniem na wolność i pragnieniem posiadania narodowego przywódcy, który prowadziłby naród do tej wolności.

Przykładem patrioty, którego jedyną bronią i zarazem pociechą była własna twórczość, jest Adam Mickiewicz. Stworzył III część Dziadów, która jest odzwierciedleniem tragicznych dziejów Polski. Poeta przedstawił nie tylko dramat polskiej młodzieży, obraz podzielonego społeczeństwa, lecz także pobudki działania głównych bohaterów i ich koncepcje odzyskania niepodległości. Takimi postaciami są Konrad i Ksiądz Piotr. Konrad jest śpiewakiem, poetą. Jego jedyną bronią jest pieśń.

Piotr jest pokornym sługą Bożym, jego orężem jest modlitwa. Obydwaj mają ten sam cel – zbawić ojczyznę, poznać jej przyszłość – lecz jakże odmienne stanowiska : Konrad zdaje sobie sprawę, że jest genialnym poetą, twierdzi, że jego pieśni nie zrozumie zwykły śmiertelnik. A pieśń ta jest przepełniona nienawiścią do ciemiężycieli, chęcią odwetu za krzywdy wyrządzone Polsce. Konrad za wszelką cenę pragnie zemsty, nawet gdyby to miało być sprzeczne z wolą Boga.

„...zemsta, zemsta, zemsta na wroga, / Z Bogiem i choćby mimo Boga” śpiewa w scenie więziennej. Zaczyna bluźnić i dlatego nie poznaje przyszłości kraju. Wydaje mu się, że jest tak wybitną jednostką, że może działać bez pomocy Stwórcy. Twierdzi nawet, że jego pieśń jest godna samego Boga :

„Ty Boże, ty naturo! Dajcie posłuchanie.

Godna to was muzyka, godne i śpiewanie”.

Wygląda na to, że Konrada nie zadawala uznanie śmiertelników, pragnie uznania Najwyższego. Chce się z Nim równać i pojedynkować, chce Go przewyższyć, poprawić Jego niedoskonałe dzieło.

Konrad próbuje nawiązać dialog z Bogiem, On jednak milczy, co doprowadza śpiewaka do obłędu. Konrad złorzeczy Bogu :

Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,

Ty jesteś tylko mądrością”.

Poeta twierdzi, że świat stworzony przez Boga jest niedoskonały, gdyż sam Stwórca jest pozbawiony pierwiastka miłości, jest tylko rozumem świata, jego moralnym sędzią. Konrad twierdzi, iż gdyby miał możliwość stworzenia świata, zrobiłby to lepiej od Boga. Stworzony przez Konrada świat, pozbawiony pierwiastków zła, byłby dziełem doskonalszym od dzieła Boskiego :

„Im większe niźli Ty zrobiłbym dziwo,

Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!”.

Duma bohatera graniczy z samouwielbieniem. Niezrozumiałe jest dla niego milczenie Boga, przecież jest jednostką wybitną, równą Jemu! Śpiewak zauważa w milczeniu Boga lekceważenie, nie może tego dłużej znieść i dlatego wyzywa Go na pojedynek :

„Milczysz – wszakżeś z Szatanem walczył osobiście?

Wyzywam Cię uroczyście”.

Tym samym ukazuje swą równość z Najwyższym, nie boi się Go, i nie boi się kary. Nie dopuszcza chyba w ogóle myśli o przegranej. Z drugiej strony chce się przekonać, czy rzeczywiście jest „bogiem na ziemi” czy tylko pysznym, zarozumiałym człowiekiem. Twierdzi, iż nie bluźni przeciw Bogu i nie sprzeciwiał Mu się kiedy nie spełniało się jego osobiste szczęście. Lecz gdy patrzy na umęczoną Polskę, nie może być obojętny. Chce wydźwigać kraj z niewoli, lecz musi się zwrócić o pomoc do Stwórcy (wyraża się w tym jego niższość) :

„Daj mi rząd dusz (...),

Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę!”.

Konrad pozornie pragnie uwolnić kraj, lecz w gruncie rzeczy spragniony jest władzy, chce rządzić duszami ludzkimi, oczekuje ich bezwzględnego posłuszeństwa. Wskazuje to na egoizm bohatera. Owszem, chce zbawić Polskę, ale tylko po to, aby była mu posłuszna. Za cierpienie narodu Konrad obarcza odpowiedzialnością nie Rosjan, lecz samego Boga. Zarzuca Mu obojętność i nieczułość na losy Polski. Twierdzi, że nie obchodzi Go męczeństwo narodu :

„Cierpię, szaleję – a Ty mądrze i wesoło

Zawsze rządzisz,

Zawsze sądzisz,

I mówią, że Ty nie błądzisz!”.

Konrad mówiąc : „Cierpię, szaleję...” ma na myśli całą ojczyznę, z którą się utożsamia :

„Ja i ojczyzna to jedno!

Nazywam się Milijon – bo za milijony

Kocham i cierpię katusze”.

Wynika z tego, że cierpi cała ludzkość. Utożsamia siebie z Prometeuszem. Różnica między nimi jest taka, że tytan poświęcał się dla ludzi, narażał na gniew Zeusa i cierpiał przykuty do skały. Konrad ogranicza się tylko do pieśni, bluźnierstwa przeciw Bogu.

Przeciętny człowiek, w tak beznadziejnym położeniu w jakim znalazł się bohater, prosiłby Boga o pomoc, modliłby się za kraj, a nie rywalizował z Najwyższym. Przecież wiadomo, że takim zachowaniem niczego się nie osiągnie. Człowiek nie panuje wtedy nad sobą, nad swoim językiem, wypowiada coś, czego później żałuje. Konrad doprowadzony do szału mówi :

Tyś nie jest ojcem świata, ale...”. Co prawda ostatnie słowo „carem” wypowiada szatan, ale sam fakt, że śpiewak tak właśnie myślał, świadczy o tym, że był on szaleńcem. Wydaje się, że pod maską zbawcy narodu, którą poeta założył, krył się człowiek rozgoryczony życiem, niepowodzeniami, człowiek nieszczęśliwy, którego pieśni nie były rozumiane przez ludzi. To wszystko doprowadziło do tego, iż Konrad chciał uwolnić kraj, stoczyć zwycięski pojedynek z Bogiem. To zapewniłoby mu sławę i nieśmiertelność. Bluźnił przeciwko Stwórcy, bo był bezsilny. Maskował się miłością do ojczyzny, chcąc ukryć swoje prawdziwe marzenia. Za takie postępowanie należała się kara. Pewnie tylko dlatego uniknął on Bożego gniewu i potępienia, gdyż ksiądz Piotr widząc obłęd szaleńca modlił się za niego.

Przyjrzyjmy się teraz, jaka postawę przyjął bernardyn. Jak każdy duchowy powinien się modlić. Ksiądz Piotr to robił. Modlił się żarliwie za losy Polski, za młodzież na wygnaniu, modlił się też za Konrada :

„On poprawi się jeszcze, on wsławi Twe imię”.

Wiedział, że poetę opętał zły duch, że śpiewak może jeszcze wykorzystać swój geniusz dla ratowania ojczyzny, ale musi pojednać się z Bogiem. Samego Konrada namawiał do pokornej modlitwy i skruchy :

„Usta, którymiś wieczny Majestat obraził,

Te usta zły duch słowy szkaradnymi skaził”.

Próbuje wybronić i wytłumaczyć Konrada przed Bogiem, pragnie też jego nawrócenia. Zabiegi księdza tak opiewają anioły :

„Sługo, sługo pokorny, cichy

Wniosłeś pokój w dom pychy”.

Ksiądz wiedział, iż w zaistniałej sytuacji tylko modlitwą pomoże ojczyźnie. I nie obnosił się z tym, że pomaga, że cierpi wraz z innymi, tak jak to robił Konrad. Jest skromny i pokorny. Próbuje nawiązać kontakt z Panem : „Ja, proch będę z Panem gadał” - ukazuje tym samym pogardę dla samego siebie. Czy coś takiego powiedziałby Konrad? Ksiądz Piotr zajął stanowisko oczekującego na gest Boga, nie próbował Go pospieszać i nie żądał od Niego wizji przyszłości. Nie ustawał w modlitwie. Był to sprawdzian jego wiary. Konrad był natomiast niecierpliwy i dumny. Duchowny dorwał, aż do momentu roztoczenia wizji. Bóg chciał wynagrodzić oddanie bernardyna.

Ksiądz modląc się miał widzenie, poznał przyszłe losy kraju. Nie twierdził, że jest równy Bogu teraz, kiedy jako jedyny śmiertelnik zna przyszłość. Dziękuje pokornie za otrzymaną łaskę i pociesza współtowarzyszy niedoli, że Polska odkupi całą ludzkość. Taka była jego misja. Nie był dumny, że Pan wybrał właśnie jego, nadal pokornie służył, nadal się modlił. Modlił się za Konrada, chciał wziąć wszystkie jego winy na siebie, pragnął go oczyścić. Prosił Boga, aby wybaczył śpiewakowi zaślepienie i modlitwy te zostały wysłuchane. Konrad nie został potępiony, lecz musiał ponieść karę. Nie dostąpił wizji.

Cele obydwu były takie same, lecz jakże inne stanowiska i metody postępowania. Skromność, pokora księdza są zaprzeczeniem dumy i pychy Konrada. Śpiewak poniósł klęskę. Improwizacja jest dramatem poety – Prometeusza, gdyż nie spełniło się jako marzenie zbawienia narodu. Krańcowy indywidualizm Konrada, pycha, która pozwala mu nazywać się: „pierwszym z ludzi i aniołów tłumu” zostaje potępiona. „Ponury poeta” twierdził, że zbawić naród może jedna osoba, osoba równa Bogu. Konrad myślał, iż to właśnie on dokona zbawczej misji, uważał się za mistrza:

„Ja mistrz!

Ja mistrz wyciągam dłonie!

Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie

Na gwiazdkach jak na szklannych harmoniki kręgach”.

Prometeizmowi bohatera przeciwstawiona jest wizja księdza Piotra o narodzie wybranym przez Boga, który zbawi świat. Bernardyn szerzył ideę mesjanizmu. Dramatem Konrada jest to, że uważał się za Prometeusza, a nie był nim. Zaprzepaścił szansę dialogu z Bogiem dla tego, że obraził Go, twierdził, iż stworzył nieśmiertelność (Konrad):

„Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,

Cóż Ty większego mogłeś zrobić – Boże?”.

Dramat Konrada wynikał także z jego dumy, która nie pozwoliła mu na prośbę, czy modlitwę, lecz na żądania. Myślał, że zostaną wysłuchane od razu. Tymczasem przegrał. Przegrał ze Stwórcą i, co najważniejsze, przegrał z samym sobą. Po klęsce zrozumiał swoją próżność i pychę. Żył ze świadomością, że stracił wielką szansę, która się już nie powtórzy. Wiedział, że bluźnierstwo pozbawiło go możliwości kontaktu z Bogiem. Po wszystkich tych przeżyciach był pełen pogardy dla siebie. Być może miał żal do samego siebie, być może w ogóle się nie zmienił. Niewątpliwie obydwaj bohaterowie to jednostki wybitne. Konrad jest wielki w swym buncie, Ksiądz Piotr – w pokorze. Obaj mają ten sam cel – poznać przyszłość swego uciemiężonego narodu, przyczynić się do jego wyzwolenia.

W kontekście tych zmierzeń pokora okazała się jednak cnotą bardziej wartościową niż bunt przeciw odwiecznemu porządkowi świata stworzonego przez Boga.

Do góry