Ocena brak

Kabaretowy obraz świata

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

Kabaret był trybuną demokracji. Nie uznawał raz na zawsze ustalonej hierarchii osób izjawisk. Spełniało się w nim marzenie poezji początku XX wieku, która chciała przynieśćrównouprawnienie – wszystkim tematom, dziedzinom życia, sposobom przeżywania świata.Metafizyce i codzienności.

Pięknu i ohydzie. Idealizmowi i nikczemności.W młodzieńczym, programowym wierszu Juliana Tuwima Poezja (z tomu  Czyhanie naBoga) czytamy:Chcę swoje tańce, żale i zachwyty,smutki, spojrzenia, szaleństwa i burze,Tęcze, koszmary, jesienie, podróże,Noce, księżyce, wichry i błękity,Pożary, gniewy, przemknienia i cienie,Rozpusty, słońca, zwycięstwa i róże,Przepaści, zbrodnie, niziny, przestrzenie –Wszystko na moje wyprowadzić szczyty,Wszystkiemu chcę dać równouprawnienie!Kabaret literacki to nie tylko rozrywka. To także wizja człowieka i świata. K a b a r e t  dw u d z i e s t o w i e c z n y  m i a ł  a m b i c j e  f i l o z o f i c z n e, jego twórcy powoływalisię na sławnych myślicieli (np. na Voltaire’a). W 1910 roku na premierze kabaretu ekspresjo-nistów w Berlinie obiecano wpleść „trochę filozofii między żarty i piosenki”, wyjaśniając, że„filozofia nie jest (...) dyscypliną akademicką, lecz nauką o żywotnym znaczeniu”, a zatem„nieporównanie lepiej brzmieć będzie w kabarecie niż z katedry”.

W kabarecie, tak jak w filozofii starożytnych, człowiek jest miarą wszechrzeczy. Nie nad-człowiek, lecz człowiek „szary”, zwyczajny, jeden z wielu. Poezja kabaretowa dążyła do tego,by w pozornej szarości odsłonić jaskrawość istnienia. Poeta tego nurtu często wyznawał, iżniewiele się różni od swojego czytelnika. Słonimski w Krzyżu Południowym pisał, iż jegożycie nie mieści się w schematach wzniosłości powszechnie uznanej, nie da się opowiedziećjęzykiem Biblii, a mimo to on i jego prywatność zasługują na szacunek, jakim obdarzamyświętości.A przecież troski moje tak samo się licząJako krucjata wielka, święta męka Boża.Kabaretowy obraz świata jest uzależniony od człowieka, od jego kultury, od konwencji, wktórej człowiek wypowiada się na temat świata. Poza kulturą świat nie istnieje: jest nie doogarnięcia.

Ś w i a t  j e s t  t y m, c o  o  n i m  m y ś l i m y, c o  n a  j e g o  t e m a t  u m i em y  p o w i e d z i e ć, a  z w ł a s z c z a: j a k  p o t r a f i m y  g o „z a g r a ć” (n a  s c e n i ei  w  ż y c i u). Wszyscy błądzimy pomiędzy prawdą i kłamstwem. Dlatego świat mierzonyludzkim rozumem i ludzkimi słabościami musi być wieczyście dwoisty, przez jednych zakła-mywany, przez drugich odkłamywany bez końca.K ł a m s t w o  ś w i a t a  to kultura zadufana w sobie, niezdolna do rewizji własnychnorm, unieruchomiona w przesądach, skamieniała w rytuałach, nadęta w sztucznej powadze,oderwana od codzienności prywatnej i niewrażliwa na aktualności życia publicznego. Jestoszustwem, kultem zmurszałych autorytetów. Ignoruje fakty, narzuca im fałszywe wizerunki.

O d k ł a m y w a n i e  ś w i a t a – oto cel kabaretu. Kabaret zrywa maski, obala przesądy,obnaża korzenie fałszu, kpi z nadętej powagi, śmieje się z wielkości urojonych. Zwycięża,gdy zdrowy rozsądek triumfuje nad mistyfikacją, dobro nad złem, piękno nad ohydą. Na pla-katach kabaretu „Chat Noir” – wielkie czarne kocisko (przybysz ze świata Poezji) pastwiło sięnad zarżniętą gęsią (czyli głupotą). To się powtarza w różnych krajach i w różnych warian-tach. Zmieniają się znakischemat zostaje ten sam. Na projekcie afisza kabaretu „Pod Pica-dorem” poeta na rumaku kłuje ogromnym piórem świnię (niczym włócznią święty Jerzy smo-ka), a broń swoją trzyma w taki sposób, by uskrzydlić konia (jak pegaza). Wybierajcie, wo-łały plakaty.

Albo pegaz, albo świnia. Albo wolny lot imaginacji, albo koryto. By kabaretowasprawiedliwość mogła triumfować, należało ujrzeć świat prosto, podzielony między Piękno iOhydę, Rozum i Brednię, Dobro i Nikczemność.Sami twórcy uświadamiali sobie uproszczenia takiej postawy – po czasie, gdy już przyga-sał czar kabaretowej magii. Wspominając narodziny „Pikadora”, powiada Antoni Słonimski,iż żadne okoliczności nie krępowały ich w wypowiadaniu sądów, nie uznawało się dyploma-tycznej „ostrożności, względnych racji, polityki ani nawet umiaru. Pisarze byli źli lub dobrzy:źli byli dla nas łajdakami, dobrzy – świętością.”

Do góry