Ocena brak

Kabaret przeniesiony do wiersza

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

O pełnym urzeczywistnieniu norm poetyki kabaretowej można mówić wtedy, gdy „składanka” staje się zasadą kompozycyjną pojedynczego utworu. Im dłuższy wiersz, tym łatwiej„upodobnić” go do kabaretu, bo tym więcej można w nim zmieścić kontrastowych stylów iemocji.Prawdziwym mistrzem „składanki” okazał się (debiutujący w 1923 roku) Konstanty Ilde-fons Gałczyński. Tę cechę jego poezji – zdolność panowania nad różnorodnością – zauważyłi wysoko ocenił Witold Gombrowicz: „utwory Gałczyńskiego – pisał – są dla mnie bardziejod innych jadalne, gdyż jest w nich silna dawka prozy, anegdoty, psychologii, nawet polityki– tak zresztą silnie stopionych z poezją w całość organiczną, że świadczy to jeszcze raz o do-głębnej rasowości autora”.

Ambicją Gałczyńskiego było przeniesienie różnorodności do pojedynczego wiersza, któryzmiennością „numerów” przypominałby program kabaretowy. Zobaczmy, jak to wygląda wInge Bartsch* (1934). Utwór ten opowiada o wydarzeniach w teatrzyku berlińskim, pojawiająsię tu nazwiska postaci znanych dziejom kabaretu (Kurt Tucholsky). Sam temat kabaretowynie może być wystarczającym wyróżnikiem interesującej nas tutaj poetyki, choć i on – w po-łączeniu z regułą „składanki” – potęguje efekt „kabaretowości” wiersza.Pierwszy wers brzmi jak cytat z gazety. Odpowiada obyczajom stylistycznym dziennikar-skiej sensacji:Inge Bartsch, aktorka, po przewrocie zaginiona wśród tajemniczychokoliczności...

Spodziewamy się, że cały wiersz będzie stylizacją na język brukowej gazety. Ale w trzechwersach następnych nie ma śladu tej konwencji. Odzywa się głos patetyczny, pełen dostojeń-stwa:Oto słowo o Inge Bartsch,w całej prostocie,dla potomności.To jakby przemówił kapłan, dziejopis, rapsod. Lecz i do tego stylu nie należy się przyzwy-czajać. Patos trwa krótko. Następuje kolejna zmiana nastroju. Odzywa się nowa konwencja.Głos zabiera pięknoduch, esteta, znawca urody damskiej, a może także koneser malarstwa?Ona była ruda, ale niezupełnie – pewien połysk na włosach grasował.

I nagle – w tym samym zdaniu – smakosz kolorów zmienia sia w trywialnego plotkarza!Znów jest człowiekiem prasy brukowej – wtajemniczonym w skłonności polityczne tudzieżerotyczne różnych osób i osobistości Donosi nam, iż rudowłosa Inge Bartsch –żyła z Finkiem. Fink był reżyser. Przez snobizm komunizował(są też tacy – na Mazowieckiej).„Składanka” trwa. Kolejna zmiana tonu.

Pojawia się nutka sentymentalna, wraca refleksja,tym razem nie związana z grą świateł i barw, lecz z wymową stów obcych:A Inge? Inge miała w sobie jakiś smak niemiecki,ten akcent w słowie „Mond” – księżyc... der Mond, im Monde...Refleksję językoznawczą przerywa zdecydowane:A Fink był dureń i blondyn.Wtargnięcie żywiołu wulgarności łagodzi absurd: wszak absurdalne jest tu sąsiedztwosłów „dureń” i „blondyn”.To dopiero dziesięć wersów z  Inge Bartsch i aż sześć zmian konwencji, nastroju: sześćwcieleń „ja” lirycznego.

Podobne prace

Do góry